Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cezaropapizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cezaropapizm. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 kwietnia 2018

Bankructwo Kościoła

Laudetur Iesus Christus!

Ciągle w różnych miejscach daje się słyszeć pogląd mniej obeznanych we współczesnej sytuacji antyklerykałów, że Kościół bogaci się i posiada wielkie dobra doczesne. Niestety moje obserwacje dokonywane od ponad 10 lat przeczą temu poglądowi. Wraz z recesją duchową postępuje także i ta materialna. Oczywiście są ludzie Kościoła - funkcjonariusze, którzy defraudują ogromne zasoby materialne, w rzeczywistości przyczyniają się oni do pauperyzacji materialnej.

Sprawa którą dziś poruszam wydaje się błaha. W końcu największe skarby Kościoła to te duchowe, jednak dobra materialne pozwalają na działalność tej świętej wspólnoty w świecie. Gdy zostało zlikwidowane Państwo Kościelne to, bł Pius IX ogłosił się więźniem Watykanu. Jego następcy aż do Piusa XI konsekwentnie kontynuowali ten "protest". Jednocześnie ostatni z owych więźniów Watykanu był skłonny pertraktować nawet z samym Mussolinim, aby otrzymać skrawek suwerennego terytorium. Papież nie uczynił tego dla podniesienia swojego ego, ale po to, aby Kościół zachował niezależność na arenie międzynarodowej. To niewielkie państewko do dziś stanowi o niezależności politycznej Kościoła. Żadna inna religia nie posiada na świecie takiego przywileju. Owszem istnieją państwa islamskie, tak jak kiedyś istniały państwa katolickie, jednak żadne z tych państw nie dawało i nie daje żadnej religii niezależności politycznej. Także dobra finansowe i posiadana ziemia decydują o doczesnej sile Kościoła. Kiedy jego słudzy pamiętają, że dobra te mają służyć sprawie zbawienia dusz wtedy mówimy, że zagospodarowane są w sposób godziwy.

Pierwszy jasny sygnał na temat kryzysu finansowego Kościoła otrzymałem  będąc na akcji powołaniowej zaraz na pierwszym roku. Tamtejszy ksiądz proboszcz mieszkał sam na plebanii, bez żadnej służby - sam sobie gotował, prał etc. Nie miał nawet możliwości, by nas przenocować, w związku z czym w przeciwieństwie do reszty seminarzystów my wybraliśmy się na parafię ze Słowem Bożym tylko na jeden dzień.  Podczas obiadu własnoręcznie ugotowanego proboszcz zwierzył się nam, że gdyby nie katecheza w szkole, to nie byłby w stanie utrzymać ani siebie, ani plebanii. Musi dokładać na niektóre opłaty związane z utrzymaniem świątyni. Oznacza to, że ofiary wiernych nie pokrywają ani wydatków związanych z kultem Bożym w tej parafii, ani nawet utrzymania samego duszpasterza. Ksiądz ten utrzymuje się z katechezy finansowanej z budżetu państwa. Przeczy to porządkowi jaki zaprowadził w Kościele Chrystus Pan, który powiedział:  "W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu." (Łk 10,7) Ktoś powie, że przecież podatki też pochodzą z pieniędzy wiernych. Tak się owszem dzieje, jednak my nie mamy wpływu na to w jaki sposób i na jakich zasadach środki te są dystrybuowane. Ostatecznie sytuacja opisana w powyższym przykładzie nosi klasyczne znamiona cezaropapizmu. Stanowi uzależnienie owego duszpasterza od łaski i niełaski państwa. Siłą rzeczy staje się on urzędnikiem państwowym. Rychło może zostać postawiony przed dylematami, które nieraz są bardzo trudne - na przykład albo wypełniam masoński program katechetyczny, albo opuszczam moją parafię, bo nie mam za co żyć i za co godziwie sprawować Służbę Bożą. 

Przywykliśmy do tego, że księża żyją na wysokim poziomie. Nie wszędzie już tak jest. Wielu kapłanów skarży mi się, że swoistą karą może być przeniesienie na "mniej intratną placówkę".  Już sam taki sposób karania kapłanów przez kurię wywołuje u mnie wstrząs nerek  - bo jak można karać duszpasterza przez posłanie go do wiernych katolików? Jaki będzie poziom tego duszpasterstwa?  Okazuje się, że są parafie, na których kapłan może dorobić się wcale dobrego samochodu, ale są też takie, w której brakuje mu na dętkę do roweru... . Takie nierówności nie zawsze wynikają z przesłanek, o których napiszę za chwilę. Bo zasadniczo bankructwo Kościoła ma swoje przyczyny w upadku życia duchowego kleru. Oszacowałem, że może być w Polsce nawet 1/3 parafii, które miałyby problem z utrzymaniem się, gdyby nie regularna pensja dla kapłana ze strony różnych instytucji państwowych czy to szkoły, szpitala, więzienia, wojska, policji, straży pożarnej itd. Do tego dochodzą studia kościelne również finansowane przez budżet państwa. Proszę sobie wyobrazić co by było, gdyby do władzy doszedł antyklerykalny rząd? W jaki sposób przetrwałyby zasadnicze struktury kościelne. Oczywiście życie sakramentalne pozostałoby pewnie niezagrożone, ale działalność katechetyczna i ogólno duszpasterska upadłaby z kretesem! Władza oddana została w ręce ludu, a lud jest dziś bardzo antyklerykalny... . 

Wystarczy przypomnieć sobie choćby lata 80-te XX w. kiedy to ludziom żyło się biednie, katechezy w szkołach nie było, a duszpasterstwo szpitalne, wojskowe czy jakiekolwiek inne nie tylko że nie było dotowane przez państwo, to jeszcze skutecznie tępione. Wszystkie seminaria, punkty katechetyczne, posługa w szpitalach i więzieniach odbywała się tylko i wyłącznie z ofiar wiernych. Wtedy było normalnie, można powiedzieć, że Kościół niedotowany przez państwo był dużo bogatszy niż dzisiaj.  Możemy więc mówić o niesamowitej recesji. Wierni jeszcze tego nie zauważają, bo trup wciąż jest dożywiany pozaustrojowo, jednak taki stan długo już nie potrwa. Rządy wielu krajów wycofują się z dofinansowania Kościoła. Zakłada to w końcu popierana przez większą część katolików, a nawet o zgrozo duchownych, tak zwana neutralność światopoglądowa. Tam gdzie trup już cuchnie próbuje się jeszcze wprowadzać podatek kościelny, kontrolowany oczywiście przez biurokrację państwową Jest to ostatni etap finansowego upadku Kościoła. Zaprowadzany jest tam, gdzie ofiarność wiernych nie pozwala na pokrycie podstawowych potrzeb duchowieństwa i działalności wyznaniowej. Co ciekawe tam gdzie wprowadzono podatek kościelny - Kościół istnieje już tylko z nazwy, bo nie jest on tam już ani rzymski, ani katolicki.... .  

Niestety istnieją zakusy przynajmniej części duchowieństwa, by taki podatek wprowadzić w Polsce. Jako wyklęty kleryk pierwszy złożę akt apostazji u mojego proboszcza miejsca, jeśli to będzie warunkiem przynależności do Kościoła rzymsko-katolickiego. Uczynię to nie dlatego, że jestem przeciwny dotowaniu Kościoła, ale uczynię to z tego samego powodu z jakiego nie daję złamanego grosza osobie cierpiącej na alkoholizm. Jeśli bowiem składam na jakiś cel ofiarę, to muszę wiedzieć, że środki które przeznaczam zostaną wydane godziwie. W przypadku działalności Kościoła oznacza to, że pieniądze te będą wydawane w służbie zbawienia dusz. Podatek kościelny niweczy moją wolność we wspieraniu tych inicjatyw Kościoła, które światłem rozumu rozeznaję jako godziwe i słuszne. Wprowadzając podatek kościelny odcina się wiernych od jakiejkolwiek możliwości wpływania na doczesne losy Kościoła. Dzisiaj mogę zdecydować do którego kapłana pójdę aby ochrzcić dziecko, który kapłan pobłogosławi związek małżeński, albo pochowa bliską osobę. Wyboru mogę dokonać na podstawie tego czy kapłan ten godnie sprawuje świętą liturgię, czy głosi prawowierne kazania i czy postępuje w sposób godny urzędu jaki piastuje. W ten dyskretny sposób mogę zagłosować i współdecydować o losach Kościoła.

Wszystkich czytelników bloga zachęcam do przemyśleń na temat realizacji nowego piątego przykazania kościelnego. Musimy roztropnie troszczyć się o dobro wspólnoty Kościoła. Popierajmy dobrych duszpasterzy i katolickie inicjatywy. Nie popierajmy heretyckiego KUL-u i fakultetów teologicznych promujących ekumenizm. Składajmy intencje na Mszach sprawowanych w starym rycie. Miejmy odwagę wstrzymać ofiarę na tacę jeśli zbierana jest na seminarium, z którego wychodzą modernistyczni kapłani. Obudźmy się! To jest wielka szansa, być może ostatnia, by w realny sposób dokonać wyboru. To co napiszę jest bolesne, ale na innej akcji powołaniowej usłyszałem bolesne słowa pewnego wyuzdanego proboszcza: "Ciepią, ciepią, to co się czepiasz?" Właśnie dla dobra Kościoła czepiać się powinniśmy Głosujmy zatem mądrze, nogami i portfelem. Kto wie, może część hierarchów choćby z wyrachowania porzuci błędy modernizmu.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 13 marca 2018

Współczesne oblicza cezaropapizmu

Laudetur Iesus Christus!

Przyjęło się zarzucać Kościołowi, że wtrąca się zbytnio do życia politycznego. Objawy papocezaryzmu  widać wyraźnie zwłaszcza gdy czyta się lewackie gazety czy słucha neoliberalnych audycji radiowych lub programów telewizyjnych. Tymczasem prawda jest zgoła inna. Poważnym zagrożeniem, o którym chcę dzisiaj napisać jest cezaropapizm czyli wtrącanie się władzy świeckiej w zarząd Kościoła.

Najpierw rozważmy kwestie zarzucanego nam papocezaryzmu. Wojujący ateiści i różnej maści moderniści przytaczają często słynne polecenie mistrza: "Oddajcie więc cezarowi to co należy do cezara, a Bogu to co należy do Boga" (Mt 22,21; Mk 12,17; Łk 20,25). I za ks. prałatem Romanem Kneblewskim zapytuję: "Co nie należy do Boga?". Wszak Apostoł naucza: "Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga." (Rz 13,1) i chciałoby się dopowiedzieć, że skoro zostały ustanowione przez Boga, to Jemu samemu też podlegają! W katolickim porządku rzeczy władzę nad światem sprawuje Pan Bóg. Oczywiście dzieje się tak nie ze względu na sam katolicyzm, ale pomimo niego. Jednak katolicyzm prawowierny uznaje owo panowanie Pana Boga i aktywnie się mu podporządkowuje. Zatem władza w świecie ma swoją hierarchię. Nade wszystko suwerenem świata jest Pan Bóg. Postanowił on jednak istnienie władzy duchownej i świeckiej. Dla wierzącego katolika jasne jest, że władza duchowna jest dalece ważniejsza od świeckiej, a to z tego powodu że pierwsza odnosi się do życia wiecznego, a druga do doczesnego. Wobec tego wierny katolik przez wieki wiedział, że bardziej ma być posłuszny władzy duchownej, bo to jest lepsze dla jego zbawienia, a legitymizacja poczynań władzy świeckiej zależna jest ściśle od zgodności z Bożym prawem.

Niestety dziś powszechnie głosi się rozdział Kościoła od państwa, co jest herezją samą w sobie. Nawet ułomna eklezjologia soborowa odnosi Kościół do społeczności wiernych, a nie tylko samej instytucji. Nie można życia społecznego oddzielić od wiary, prawa ludzkiego od ludzkiej moralności... . Głoszona teza że Kościół powinien być rozdzielony od państwa jest podróbką skądinąd słusznej z punktu widzenia katolickiej nauki społecznej tezy o konieczności rozdziału władzy duchownej i świeckiej. Tak więc pierwszym i bardzo znaczącym choć dyskretnym przejawem cezaropapizmu jest właśnie wmawianie przez media, wypowiedzi polityków, deformację akademicką i szkolną że Kościół i państwo muszą być rozdzielne, że istnieje państwo neutralne światopoglądowo. Wystarczy pomyśleć, a widać to szczególnie w tak niedoskonałym systemie politycznym jakim jest demokracja, że nie można oddzielać jednego od drugiego nie powodując tym samym jakiejś dziwnej schizofrenii przejawiającej się tym że inaczej rządzimy docześnie niźli chcemy żyć wiecznie.

Przez wieki cezaropapizm był łatwo uchwytny. Interwencje cesarzy rzymskich czy niemieckich w przebieg soborów i synodów, niewola awiniońska, reformy józefińskie nakazujące określone zwyczaje liturgiczne, czy wreszcie interwencjonizm władz świeckich w obsadzaniu stanowisk kościelnych to tylko niektóre przejawy tego groźnego zjawiska. Dziś cezaropapizm przybiera formy zakamuflowane. Istota rzeczy pozostaje niezmienna. Wiara stanowi dla władzy świeckiej poważny problem w realizowaniu swych własnych zamierzeń. I zasadniczo władza świecka albo z wiarą próbuje walczyć, co zwykle kończy się fiaskiem, albo ujarzmia ją do własnych celów, co śmiem twierdzić jest jeszcze gorsze od pierwszego. Kiedy bowiem wiara jest składana na ołtarzu świata staje się jak to mówi Ewangelia solą nadającą się jedynie na "wyrzucenie i podeptanie przez ludzi" (Mt 5, 13 b).

Bardzo gorszy ludzi coś co nazywam cezaropapizmem fiskalnym. Wierni w swym zgorszeniu mają rację. Kto bowiem płaci ten stawia warunki. Poważnym rakiem współczesnego Kościoła jest szukanie środków finansowych drogami innymi niż te które przewidział Chrystus Pan. O tym będzie jeszcze mowa, ale sponsoring taki czy inny, granty, dotowanie studiów kościelnych z budżetu państwa, dotacje unijne powodują zapaść Kościoła w wielu jego strategicznych miejscach. Przykład bardzo prosty: w wiejskiej parafii nowobogacki konkubent sponsoruje malowanie świątyni. W zamian otrzymuje pierwsze miejsce w nawie oraz pewność, że proboszcz będzie omijał temat sexto et nono na długi, długi czas. Pomijając samego tego biedaka, który sam na siebie kręci bicz pozostaje sprawa parafian pozbawionych katolickiej nauki w tej jakże ważnej materii. Trzeba jasno powiedzieć, że Kościół musi utrzymywać się jedynie z ofiar, za które to ofiary nie przysługują żadne przywileje. Unia Europejska owszem dołoży się sowicie do remontu zabytkowego kościółka, ale kosztem tego że organy nie będą grały, bo to może spłoszyć nietoperze (dla których dach został zrewitalizowany) oraz że nie będzie się używać kadzidła, bo włączy się alarm przeciwpożarowy. Najlepiej w ogóle nie sprawować w takim kościółku służby Bożej... . Gdy pisałem o studiach kleryckich wspominałem, że ratio studiorum zostało złożone na ołtarzu ekonomicznych związków z państwem. Zatem dotowanie studiów kościelnych z budżetu państwa umożliwiło interwencję państwa w ich program - typowy przypadek cezaropapizmu. Dalej będąc w tym temacie, katecheza której jakość niezmiernie pogorszyła się wraz z przekroczeniem progu szkoły a co za tym idzie opłacaniem nauczycieli religii przez państwo. Oczywiście episkopat ma wpływ na program, ale nie jest to wpływ jedyny i państwo mocno ingeruje w dobór treści na katechezie -  w końcu kto płaci ten wymaga... . Praktycznie każdy sektor duszpasterstwa dotowanego przez państwo jest ułomny. Spójrzmy choćby na kapelanów szpitalnych, którzy jako etatowi pracownicy szpitala nie odważą się wystąpić przeciw często zbrodniczej działalności swojej placówki. Dojmującym i bolesnym przykładem skrajnego cezaropapizmu fiskalnego są Niemcy. Tamtejszy Kościół nie tylko ze względów doktrynalnych przestał być już dawno katolicki, ale także dlatego, że jego funkcjonariusze stali się także urzędnikami państwowymi poprzez wprowadzenie podatku kościelnego. Efekty są chyba widoczne i trzeba ich opisywać... . Niech dobry Pan Bóg broni nas przed wprowadzeniem tego rozwiązania w Polsce.

Zwykle gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Jednak znaczącą przyczyną występowania cezaropapizmu jest po prostu brak wiary w to, że Kościół wspiera się na Panu Bogu, a nie na doczesnych układach. Tak więc ci którzy rządzą Kościołem sami często wpadają w ramiona cezara. Za taką "ochronę" i "wsparcie" płaci się często olbrzymią cenę. Duchowieństwo samo siebie utrzymuje w impotencji homiletycznej. Nie wypada bowiem krytykować politykę rządu, który zabezpiecza katechezę w szkołach, budowę świątyni Opatrzności Bożej czy przychylność mediów narodowych. Polit poprawność ujawniła się już na soborze watykańskim II kiedy w imię dobrych stosunków ze Związkiem Radzieckim zaniechano potępienia komunizmu, a później Jan Paweł II nie zdecydował się dokonać koniecznego aktu przebłagania za grzechy Rosji. W zamian za to Związek Radziecki zapewnił wysłanie na sobór swoich prawosławnych obserwatorów, czytaj agentów GRU. Odwołanie kary ekskomuniki latae sententiae za przynależność do masonerii również była przejawem poprawnego politycznie cezaropapizmu. W gruncie rzeczy chodzi bowiem o to żeby dogadać się z kluczowymi graczami na arenie międzynarodowej. Gdy widać było papieża, który udaje się do siedziby ONZ by tam przemawiać, albo wygłaszać humanistyczne dezyderaty z mównic parlamentów nikt nie podnosił rwetesu. Przez całe wieki to rządzący udawali się na audiencje do papieża, dziś role się odwracają. Ktoś powie, że Jan Paweł II głosił tam Chrystusa, ale wystarczy porównać jego przemówienia do tradycyjnej nauki społecznej wyrażonej choćby w Quas primas czy Rerum novarum, żeby zrozumieć jak bardzo to nauczanie skażone było poprawnością polityczną. Czy dzisiejszy Rzym jest jeszcze na tyle silny by obłożyć ekskomuniką jakiegoś polityka lub nawet cały kraj interdyktem?  Urządza im się za to pogrzeby z celebrą pontyfikalną i powszechnie dopuszcza do Komunii Świętej Zadeklarowani działacze LGBT, pro aborcyjni, antykatoliccy zostają przyjmowani z honorami na audiencjach u obecnego biskupa Rzymu.

Nie brakuje także przykładów rażącego cezaropapizmu. Przyczyną jest źle skonstruowany system prawny Kościoła. Danie pierwszeństwa konkordatom pozwala na uchwalanie bilateralnych umów Stolicy Apostolskiej z danym państwem z naruszaniem fundamentalnej suwerenności Kościoła. Przypatrzmy się artykułowi 7 konkordatu między Stolicą Apostolską a Rzeczpospolitą Polską:
"Artykuł 7
1. Urzędy kościelne obsadza kompetentna władza kościelna zgodnie z przepisami prawa kanonicznego.
2. Mianowanie i odwoływanie biskupów należy wyłącznie do Stolicy Apostolskiej.
3. Stolica Apostolska będzie mianować biskupami w Polsce duchownych, którzy są obywatelami polskimi.
4. W odpowiednim czasie poprzedzającym ogłoszenie nominacji biskupa diecezjalnego Stolica Apostolska poda jego nazwisko do poufnej wiadomości Rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Dołożone zostaną starania, aby to powiadomienie nastąpiło możliwie wcześnie."
Wszystko wydaje się właściwe. Ale za przeproszeniem dlaczego Stolica Apostolska ma mianować biskupami w Polsce wyłącznie obywateli Polskich? Niewygodnemu kandydatowi można nie dać obywatelstwa, albo je wycofać jeśli ma podwójne.... . Dlaczego przed nominacją biskupa diecezjalnego nazwisko kandydata ma zostać podane do poufnej wiadomości Rządowi Rzeczypospolitej? Czy Stolica Apostolska ma wzgląd poufnie i odpowiedniego wcześniej w kandydatury polityczne, w programy partii? Istotnie Kościół potraktowany jest wyraźnie wasalnie. Jaskrawym i wołającym o pomstę do nieba przypadkiem interwencjonizmu państwa w obsadzanie urzędów kościelnych jest przypadek abp Wielgusa. Za panowania właśnie Prawa i Sprawiedliwości doszło do niesamowitego skandalu. Właśnie fakt informowania wcześniej Rządu RP przez Stolicę Apostolską doprowadził do tego, że wystosowano nieprawdziwą i haniebną nagonkę medialną, która doprowadziła do obsadzenia uzurpatora i antypasterza kardynała Nycza.
Takich bomb zegarowych ukrytych w tym i innych konkordatach jest naprawdę wiele. Analiza tychże przekracza ramy obecnego wpisu. Sygnalizuję problem, który występuje już na poziomie prawnym, a cóż dopiero przechodząc do praktyki.

Wydaje się we wszechobecnym ataku medialnym na Kościół, że dojmującym problemem jest mieszanie się Kościoła do polityki. Śmiem twierdzić że jest raczej odwrotnie to znaczy polityka świecka miesza się w sprawy Kościoła, a Kościół tam gdzie powinien nie przemawia wyraźnym ewangelicznym głosem. Temat wyraźnie przekracza ramy wpisu - książki by można pisać. Inteligentni czytelnicy sami sobie problem pogłębią. Musimy jasno stwierdzić, że najważniejsze są także na tej ziemi sprawy wieczne. Wobec tego władza doczesna co do zasad moralnych powinna być władzy kościelnej ściśle podporządkowana. Zniszczenie instytucji państw katolickich doprowadziło do neocezaropapizmu na skalę jakiej historia Kościoła nie zna. Niech dobry Pan Bóg raczy przywrócić światu stary, dobry i katolicki porządek. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk