Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pismo Święte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pismo Święte. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 marca 2019

Dekalog - przypatrzmy się naszemu sumieniu

Laudetur Iesus Christus!

Trwamy w wielkim poście. Drogim czytelnikom proponuję uczynienie wspólnego rachunku sumienia. Dlatego w tym czasie tematycznie przejdziemy wszystkie przykazania od X do I - w tej właśnie kolejności. Nie będzie to opracowanie akademickie, choć postaram się pewne rzeczy uporządkować. Zwrócę uwagę na pewne kwestie które być może nam umykają szczególnie ze względu na środowisko jakie tworzymy jako duchowieństwo czy też wierni tradycji. 

Dziś zwracam uwagę na sam dekalog. Jak wiemy słowo to oznacza dziesięć słów. Niektórzy mylnie sądzę wskutek uproszczeń katechetycznych, że dekalog został nam dany przez Pana Boga. Otóż taki zbiór w Piśmie Świętym nie istnieje. Są co prawda dwa zbiory w Wj 20,2–17 i Pwt 5,6–21 które stanowią podstawę biblijną, jednak uważny czytelnik zobaczy że w każdym z tych tekstów przykazań jest dużo więcej. Nie są więc prawdziwe ryciny przedstawiające Mojżesza z tablicą dziesięciu przykazań, aczkolwiek zgodnie z zasadą poglądowości można taki obraz pokazać pod warunkiem że w odpowiednim momencie ukaże się iż jest on stricte metaforyczny. Bo chociaż dekalog nie jest Słowem Bożym w rozumieniu zawężonym to jednak stanowi Bożą naukę. U podstaw tego skrótowego wyliczenia nauki moralnej Kościoła stoi św Augustyn, chociaż na popularności zyskały dopiero schematy podane w katechizmach. Obecnie obowiązuje wersja z katechizmu kard. Gaspariego. 

I tutaj jest podstawowy argument dlaczego Kościół nie zafałszował żadnego przykazania. Otóż zakaz czynienia rzeźby i podobizny Pana Boga aby oddawać jej cześć latreutyczną odnosi się do przykazania pierwszego i jest jego treścią. W ten sposób argumentując należy poddać w wątpliwość cały dekalog. Jest on owszem pewnym autorytatywnym wykazem, jednak w swej prostocie i systematyce bardzo praktycznym oraz łatwym do nauczenia a także wykładania. Niestety i ten skrót napotkał twardogłowych, którzy albo spłycili treść poszczególnych przykazań albo nie zechcieli ich wykładać do końca. Stąd wśród wiernych tak nikłe rozumienie powinności moralnych poszczególnych przykazań. 

Dekalog stanowi wzorzec dla rachunku sumienia. Zwłaszcza w ostatnich latach modne stało się czynienie rachunku sumienia wg innych schematów na przykład ośmiu błogosławieństw. Jako wyklęty kleryk nie mam odwagi powiedzieć iż czynienie rachunku sumienia wg innych wykazów jest niestosowne zwracam jednakże uwagę na to iż istnieje niebezpieczeństwo pominięcia pewnych kwestii w takim rachunku i chaosu który może się zakraść i który jest doskonałym polem do działania dla szatana - przyczyny dla której musimy czynić pokutę, praktykować post, sakrament pokuty etc. Tak więc zachęcam do trwania przy tym co pewne i sprawdzone, na czym doszła do doskonałości rzesza świętych. Pamiętajmy że sprawy zbawienia nie są dobrym miejscem do eksperymentowania, ponieważ zasadniczo nie mamy drugiej szansy. 

Dawny pacierz każdego wieczora przewidywał odmówienie dekalogu. Było to powodowane troską o zbawienie dusz. Do praktyki wieczornego rachunku sumienia należy powracać. Kogo taki rachunek obciąża ten wzbudza żal i chęć poprawy a następnego dnia idzie do spowiedzi. Dziś kiedy mamy laksystyczną teologię często zapominamy o tym że w grzechu ciężkim nie wejdziemy do Królestwa Niebieskiego, a nawet jeśli pamiętamy to zbyt łatwo dyspensujemy nasze grzechy jako lekkie. Przeto poświęćmy ten święty czas jako powrót do Pana i do naszej świętości zakurzonej i zabrudzonej przez zabieganie w duchu tego świata. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

sobota, 10 lutego 2018

Fałszywe posłuszeństwo

Laudetur Iesus Christus!

Posłuszeństwo jak dobrze wiemy jest jedną z rad ewangelicznych. Chrystus Pan naucza: "Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał" (Łk 10, 16) Ład i porządek w Kościele jest konieczny, po to też Pan Bóg ustanowił świętą hierarchię, aby byli pasterze i służący wedle różnych stopni - tak dla sprawowania kultu Bożego oraz szafowania łaską sakramentalną jak również rządzenia Kościołem. Niestety w czasach zamętu do hierarchii dostały się wilki, które przebrane w owczą skórę zwodzą wiernych na złe drogi.

Wobec trudności jakie napotyka współczesny wierzący należy rozprawić się z błędem fałszywego posłuszeństwa. Kościół święty jest z ustanowienia Bożego hierarchiczny. A to oznacza, że władza w Kościele ma charakter zstępujący. Prawdziwą głową Kościoła jest Pan nasz Jezus Chrystus, widzialną papież rzymski, jemu podlegli są zaś biskupi, którzy jako następcy apostołów kierują pracą kapłanów oraz pozostałych kleryków. To przypomnienie jest bardzo ważne bo niewielu katolików w praktyce pamięta skąd władza w Kościele pochodzi i na czym polega legitymizacja władzy hierarchii. Opiera się ona z jednej strony na prawowitej sukcesji apostolskiej bądź piotrowej oraz odpowiedniej aprobacie Kościoła związanej bądź to z wyborem na urząd (np papież, opat) bądź też misją nadaną przez prawowitych przełożonych (taką winni posiadać biskupi na obszar swojej diecezji, prezbiterzy oraz pozostali klerycy). Czasami misja wyznaczana jest na poszczególne zadanie - na przykład urząd wikariusza generalnego czy pracownika Kurii Rzymskiej. Jednak jak pokazało ostatnie 11 dekad samo formalne przyporządkowanie nie jest wystarczającą legitymizacją władzy kościelnej. Dużo istotniejsze jest materialne podporządkowanie zarządzających ze swymi przełożonymi, a przede wszystkim z samym Panem Jezusem Chrystusem.  Omawiane zagrożenie wiary zauważał już św. Pius X w encyklice Pascendi dominici gregis: "Zwlekać nam dłużej nie wolno. Wymaga tego przede wszystkim ta okoliczność, iż zwolenników błędów należy dziś szukać nie już wśród otwartych wrogów Kościoła, ale w samym Kościele: ukrywają się oni – że tak powiemy – w samym wnętrzu Kościoła; stąd też mogą być bardziej szkodliwi, bo są mniej dostrzegalni. (...) Idą więc wciąż naprzód na obecnej drodze; postępują mimo upomnień i kar, ukrywając niesłychaną zuchwałość pod płaszczykiem udanej pokory. Obłudnie chylą głowy, ale ręką i sercem przeprowadzają tym zuchwalej zakreślone przez siebie plany. " A zatem podstawowym zagrożeniem dla prawdziwego posłuszeństwa jest sposób w jaki działają moderniści. I trzeba być dzisiaj na to szczególnie wyczulonym, bo nie każdy kto mówi że jest pasterzem w rzeczywistości nim jest. Probierzem autentyczności jest dziś wierność Ewangelii i Tradycji Kościoła.

Legitymizacja władzy zależy nie tylko od formalnego przestawania w strukturach kościelnych ale na rzeczywistym działaniu osoby sprawującej władzę. Na tym czy to co ona robi jest zgodne ze zmysłem wiary całego Kościoła, ostatecznie z wolą Bożą. Gdy zatem zarządzający jakimś terytorium lub dziełem kościelnym działa przeciw świętej Ewangelii lub Tradycji Kościoła wtedy przestaje materialnie być w komunii wiary i posłuszeństwa. Takiego funkcjonariusza kościelnego choćby posiadał wysokie dystynkcje musimy omijać, a w ostateczności odważnie się mu sprzeciwić. Ostatecznie winniśmy bowiem posłuszeństwo Panu Bogu. I tu rodzi się problem, gdyż jak wiemy święta hierarchia została po to ustanowiona aby pomóc nam wypełniać w życiu wolę Bożą i po to by Kościół dobrze spełniał swe zadania w świecie. Jednak plagi zapowiadane przez liczne objawienia uznane ongiś przez Kościół dziś się wypełniają. Potrzebujemy więc odwołania się do zmysłu wiary Kościoła. Sytuacja w której trzeba oceniać decyzje przełożonych z pewnością jest trudna i nadzwyczajna, jednak takich czasów dożyliśmy i z dopustu Bożego musimy stawić im czoła. Pan Bóg zsyłając nas dzisiaj na ziemię nie pozostawił nas bez odpowiednich łask - nie wolno popadać w defetyzm!

Wielkim błędem popełnianym przez licznych prawych katolików, tak duchownych jak świeckich jest odwoływanie się do rady ewangelicznej posłuszeństwa w realizowaniu zadań jawnie sprzecznych z zamysłem Bożym objawionym w Piśmie Świętym i Tradycji. Gdy staniemy przed sądem Bożym nie będziemy pytani przede wszystkim o to jak realizowaliśmy polecenia przełożonych, ale czy byliśmy rzeczywiście posłuszni. Wystarczy pomyśleć o kryzysie ariańskim z IV w. Cóż by to było gdyby wyznawcy na miarę św. Mikołaja, św. Atanazego czy św. Cyryla Jerozolimskiego ulegli synodom heretyckim które ściągały ich z urzędów? Właśnie wielkiej odwadze tych i wielu innych wyznawców zawdzięczamy dzisiaj wiarę w Jezusa Chrystusa - Syna Bożego. Ostatecznie zawdzięczamy im to że jesteśmy katolikami, a nawet chrześcijanami... . I dziś przychodzi kryzys - śmiem powiedzieć na miarę tego z IV wieku. Błędy są może inne, niemniej sprawa tak samo ważka. Kościół przetrwa niezależnie od naszej postawy, jednak to w jaki sposób będziemy wypełniać nasze obowiązki czy to duchowne czy świeckie ma wpływ na to ile dusz zostanie uratowanych ostatecznie także i na los naszej własnej duszy. 

Bierzmowanie, które chyba wszyscy czytelnicy niniejszego bloga przyjęli dało nam łaski do obrony wiary życiem i słowem. Jest to także wielkie zobowiązanie, z którego zostaniemy na sądzie Bożym rozliczeni. Szczególnie dziś istotny jest więc protreptyk bpa Rene Gracida. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku osób duchownych wierność prawdziwemu posłuszeństwu jest trudna i naraża na utratę nawet środków do życia. Jest jednak wiele środków od obstrukcji począwszy a na zawiązywaniu specjalnych stowarzyszeń skończywszy. Pamiętam jak tak zwany prymas polski - abo Wojciech Polak wystosował odezwę w której zaznaczył, że suspenduje każdego kapłana archidiecezji gnieźnieńskiej, który wyrazi sprzeciw wobec islamizacji Polski przez przyjmowanie nachodźców. I oczywiście garstkę kapłanów by pewnie dla sprawy poświęcił i wykluczył z duszpasterstwa, ale gdyby wystąpiło kilkudziesięciu? Wątpię... . Czas decyzji ostatecznej się zbliża. Nie zdecydowanym przypominam napomnienie św. Pawła: "Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy - niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście - niech będzie przeklęty!" (Ga 1, 6-8).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

sobota, 6 stycznia 2018

Prawdziwe i autentyczne Pismo Święte

Laudetur Iesus Christus!

Dziś z okazji uroczystości Objawienia Pańskiego ciąg dalszy problemów związanych ze źródłami wiary. Artykuł z zeszłego roku dotyczący relacji Pisma Świętego do Tradycji spotkał się z życzliwym przyjęciem. Mam świadomość że to co dzisiaj napiszę wielu zszokuje, ale niestety trudno przemilczeć fakty. Niestety większość z nas nie posługuje się katolickim Pismem Świętym, chociaż tak jest napisane na egzemplarzach, które jak mniemam wszyscy czytelnicy niniejszego bloga posiadają.

Najpierw trzeba przypomnieć, że Pismo Święte jest integralną częścią Tradycji. Po pierwsze dlatego, że Słowo Boże początkowo było przekazywane ustnie, dopiero potem zostało spisane, a po wtóre dlatego, że ostatecznie Magisterium Kościoła orzekło o tym które księgi są kanoniczne, a które nie. W sposób ostateczny na temat Pisma Świętego - jego składu i doktryny natchnienia wypowiedział się sobór trydencki, którego orzeczenia z pewnością należą do Tradycji. Jednak czytając dokumenty soborowe natrafiamy na coś więcej jak tylko spis ksiąg. Okazuje się, że Kościół kanonizował także określoną wersję Pisma Świętego, jest nią Wulgata, czyli przekład powszechny dokonany przez św. Hieronima ze Strydonu na polecenie papieża Damazego I wydanego w 382 r.  Wulgata była przez wszystkiego kolejne wieki najchętniej wykorzystywaną wersją Biblii w Kościele. Wobec tego na IV sesji soboru trydenckiego 8 kwietnia 1545 r wydano tak zwany Dekret o Wulgacie,w którym czytamy:  "Ponadto tenże święty Sobór, uważając, że niemało korzyści może wyniknąć dla Kościoła Bożego jeśli ze wszystkich używanych wydań łacińskich Świętych Ksiąg wskaże, które należy uważać za autentyczne, postanawia i wyjaśnia, że starożytne wydanie Wulgaty, które zdobyło uznanie przez długie używanie w ciągu tak wielu wieków w Kościele, jest uważane za autentyczne w publicznym nauczaniu, debatach, kazaniach i wykładach, i żeby nikt nie odważył się ani nie śmiał odrzucić go pod jakimkolwiek pretekstem." Co to oznacza? Że podobnie jak nie można zmieniać orzeczonych na tymże soborze ksiąg, tak i nie można odrzucić Wulgaty jako oficjalnego tekstu Pisma Świętego. Sobór trydencki dodaje także w tej samej sesji klauzulę anatema sit dla tych co odrzucają któreś z ksiąg natchnionych lub katolicki przekład czyli Wulgatę: "Jeśli ktoś tych Ksiąg nie przyjmie jako świętych i kanonicznych w całości, wraz ze wszystkimi ich częściami, tak jak w Kościele katolickim są one czytane i przyjmowane w dawnym wydaniu łacińskim Wulgaty, a wspomnianymi Tradycjami świadomie i dobrowolnie wzgardzi, niech będzie wyklęty." Znamienna jest wzmianka o dawnym wydaniu Wulgaty - już bowiem w kilka lat po soborze zaczęto rozprawiać nad krytyką tekstu Wulgaty. Pojawiło się bowiem szereg kopii różnej często treści, wszystkie opatrzone rzekomym hieronimowym pochodzeniem. Zaczęto więc tworzyć kolejne wydania Wulgaty, w końcu za pontyfikatu Piusa X powołano Komisję Biblijną dla stworzenia Neowulgaty. Prace przeciągnęły się tak długo, że wydanie w jednym kodeksie pojawiło się dopiero po 70 latach w 1979 r. Efektem końcowym było włączenie do tekstu apokryfów - 3 i 4 Księgi Ezdrasza oraz Modlitwy Manassesa. Do tego w krytyce tekstu wykorzystano prace protestanckich egzegetów i wydane przez nie "wulgaty". Niech więc sami czytelnicy pomyślą, czy taki kodeks może się zwać oficjalnym tekstem Pisma Świętego Kościoła Katolickiego?

Gdyby tego było mało konferencje episkopatów za nic mają postanowienia Stolicy Apostolskiej i wydają Biblie wg własnych tłumaczeń, pomijających zupełnie nawet osławioną neowulgatę. I tak w Polsce obowiązuje w liturgii Biblia Tysiąclecia, która podobno jest przekładem z języków oryginalnych. Nie lepiej jest w innych krajach. Dochodzi do wydawania Biblii ekumenicznych - istnieje nawet taka w Polsce, a więc pisana wespół z heretykami, którzy Pismo Święte cytują przewrotnie niczym szatan zniekształcają poszczególne wersety lub usuwają albo dodają całe księgi.

Drodzy czytelnicy - Słowo Boże którym się karmimy powinno być wiadomego pochodzenia. Istnieje jedna Biblia katolicka, jest nią Wulgata, jedynym oficjalnym językiem biblijnym jest łacina. Niestety obecnie brakuje współczesnego przekładu Wulgaty sykstyńskiej, będącej pokłosiem prac soboru trydenckiego. Jeśli czytają mnie egzegeci tradycyjni i prawowierni to proszę by temat zgłębili i rozpoczęli pracę nad stosownym tłumaczeniem. Dlaczego zatem wyklęty kleryk świadom iż tysiąclatka ni jest Biblią katolicką cytuje właśnie ją? Odpowiedź jest jasna: ponieważ nie istnieje współczesny pisany zrozumianym językiem Polski przekład Wulgaty, a przynajmniej wyklęty kleryk takowego nie zna.

Jeśli ktoś dalej chce się babrać w Qumranach, źródłach Q, czy skryptach X niech pomyśli jakie owoce przyniosła być może niezbyt dobrze tłumaczona ze starszych tekstów Wulgata, a jakie przynoszą obecne tłumaczenia. Wulgata była przełożona na polecenie prawowitej władzy kościelnej, w posłuszeństwie i z asystencją Ducha Świętego potwierdzoną owocami w postaci szeregu świętych którzy w Wulgacie znaleźli Słowo Życia. Tymczasem do współczesnej egzegezy wkradły się niejasności i spory i każdy w oparciu o wykopane papirusy wyciąga często sprzeczne wnioski. Czy tak godzi się postępować ze Słowem Bożym? Jakie są tego owoce widać... .

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

niedziela, 29 stycznia 2017

Teologia oddolna, czyli teologia fałszywa

Laudetur Iesus Christus!

Przez wieki teologia uznawana była za naukę o Bogu. Z tego też powodu dawniej metodolodzy ani myśleli włączać teologię w dziedzinę humanistyki. Nauki humanistyczne są bowiem tymi, które mówią o człowieku jako o istocie społecznej oraz o jego wytworach, czyli o kulturze. Jako nauka teologia miała zatem za przedmiot Boga, a co za tym idzie różniła się metodologicznie od innych dyscyplin naukowych. Źródłem wiedzy teologicznej jest także Bóg, ponieważ jest on transcendentny, czyli przekraczający poznawalną w naturalny sposób rzeczywistość. Wobec tego zakres wiedzy teologicznej uzależniony jest od tego ile chce jej nam łaskawie Bóg udzielić. To udzielanie przez Boga wiedzy o sobie nazywamy objawieniem. Jak już napisałem przy okazji rozważania roli Pisma Świętego i Tradycji, objawienie pochodzi z natury stworzonej, Pisma Świętego i Tradycji. Ostatecznie więc każda wiedza o Bogu pochodzi od Niego samego, a człowiek nie jest w stanie Bogu wyrwać czegoś, czego On sam nie chciałby ujawnić. Z tego też powodu jedyną prawdziwą teologię uprawiali ludzie święci, ponieważ robili to w postawie pokory stworzeń, których dociekania mogły być zaspokojone tylko przez Bożą łaskę. Każdy doktor Kościoła podkreślał rolę praktyki wiary w poznaniu teologicznym. Z tego doświadczenia zdobywania wiedzy o Bogu wyrósł paradygmat tego co dziś nazywa się teologią odgórną, a co kiedyś było nazbyt oczywiste by to w jakiś szczególny sposób określać. Teologia odgórna zakłada więc, że poznanie teologiczne jest czytane w objawieniu danym przez Boga. Rolą człowieka jest pokorne schylanie się po tą wiedzę. Tak rozumiana teologia nie jest nauką jak wszystkie inne. Skuteczność poszczególnych badaczy zależy od ich własnej świętości oraz woli Bożej wyrażanej przez natchnienia jakie On zsyła, po to aby ujawnić kolejną prawdę o sobie. Celem teologii odgórnej jest zdobywanie informacji o Bogu dla skuteczniejszego zbawiania dusz (salus animarum).

Od kilkudziesięciu lat - zwłaszcza zaś po doświadczeniach wojen zwanych światowymi lansuje się metodologię odwróconą. Źródłem wiedzy o Bogu ma być człowiek w jego przeżyciach i doświadczeniu. Ta "bliższa człowiekowi" teologia, została nazwana teologią oddolną. Część teologów przewrotnie uznała naturę ludzką Chrystusa za dostateczną podstawę dla swoich pseudo badań. Wobec braku osobistej pokory i cnoty świętości, a może rzekomej stagnacji teologii "uwięzionej w okowach scholastyki" wielu teologów uznało że aby coś nowego odkryć w teologii trzeba zacząć od człowieka a nie od Boga. Przyczyn takiego przewrotu metodologicznego można wskazać kilka:
- szybki rozwój nauk empirycznych
- katastrofalne doświadczenia egzystencjalne XX w związane z następstwami ideologii utopijnych
- znudzenie tradycyjną metodą scholastyczną
- pycha spowodowana niepohamowanym postępem technologicznym
- zagubienie Boga w konsumpcyjnym stylu życia
Być może przyczyn jest więcej... . Chętnie zapoznam się z propozycjami czytelników. 

Teologia oddolna zakłada, że jedyną szansą na rozwój teologii jest przyjęcie metod nauk świeckich. W istocie paradygmat teologii oddolnej jest desakralizacją teologii jako nauki. Jedyna dziedzina wiedzy, którą otrzymujemy wprost od Boga zostaje potraktowana jak każda inna nauka. Wobec tego następuje poważny zgrzyt metodologiczny: jak człowiek, który ze swej natury jest w życiu doczesnym immanentny wobec świata może patrząc w siebie odkryć wiedzę o Bogu który jest transcendentny? To prawda, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, ale wiemy też, że człowiek ten obraz i podobieństwo zniekształcił - na tym w końcu zasadza się sens czynu zbawczego Chrystusa i objawienia jako takiego, które w sytuacji po-grzechowej w ogóle daje nam sposobność jakiegokolwiek obcowania z Bogiem, z którym w Raju widzieliśmy się twarzą w twarz.

W rezultacie zamiast wglądu w prawdy Boże teolog oddolny otrzymuje zafałszowany obraz Boży, obraz Boga stworzony na podobieństwo pohańbionego grzechem człowieka. Wyciągnięte z takiego rozumowania wnioski nie mogą być i nie są prawdziwe, co też poznajemy po owocach, które ujawniają się w skutkach przepowiadania opartego na tej "wiedzy". Postępująca sekularyzacja i nieskuteczność reform przeprowadzanych w Kościele na podstawie fałszywych przesłanek  to najbardziej dobitne dowody na szkodliwość teologii oddolnej.

Jak zatem przeciwstawiać się tej zarazie? Środków jest wiele - niektóre z nich będą tematami dalszych wpisów. Przede wszystkim warto ograniczyć się do korzystania z dzieł teologów kanonizowanych. Mamy wtedy pewność, że wiedza przez nich przekazywana jest prawdziwa. Po wtóre jeśli zdecydujemy się na czytanie dzieł nieautoryzowanych ogłoszoną przez Kościół świętością autora to zadajmy sobie pytanie: czy piszący prawdy wywodzi z objawienia czy też z doświadczenia takiego czy innego człowieka lub nauki nieteologicznej? Dotyczy to chociażby tak fundamentalnej kwestii jak egzegeza biblijna, która jeśli wsparta jest analizą ksiąg niekanonicznych  to już ujawnia swoje tendencje oddolne i skazana jest na wysnucie błędnych wniosków. Istotnym jest też zrozumienie, że sama antropologia teologiczna nie jest jeszcze sama w sobie teologią oddolną. Faktycznie istnieje taka dyscyplina. Jednak w prawdziwej antropologii teologicznej zasadniczym pytaniem jest co Bóg mówi o człowieku w swoim objawieniu i tym też różni się antropologia teologiczna od antropologii filozoficznej na przykład. Wreszcie pamiętajmy, że teologia o człowieku mówi niejako przy okazji - celem teologii nie jest poznanie człowieka, ale Boga, a przez to poznanie zbliżenie się do Niego i efektywne korzystanie z łaski dawanej nam przez Niego. Teologia zatem, która jako cel stawia sobie poznanie człowieka i mówi głównie człowieku jest na pewno skażona paradygmatem oddolnym. W rozróżnieniu fałszywej teologii oddolnej od właściwej teologii odgórnej niestety nie pomoże nam oficjalna aprobata Kościoła wyrażona zwrotami "nihil obstat", czy "imprimatur", ponieważ teologia oddolna została współcześnie zaaprobowana przez fałszywych pasterzy. Sam tego doświadczyłem na wykładach z pewnym biskupem, który w toku dyskusji zarzucił mi, że postawa którą reprezentuję przekreśla dalsze odkrycia w teologii. A kto powiedział, że w czasach obecnych Bóg uważa za stosowne ujawniać więcej prawd o sobie?

Powyższe rozważania mam nadzieję uświadomiły Wam, grozę przewrotu metodologicznego jaki dokonał się w teologii przez ostatnie dziesięciolecia. W istocie teologia oddolna jest fikcją - metodologiczną bujdą wciskaną na większości uczelni mających w ofercie tak zwaną teologię. Jedyną słuszną metodą poznania Boga jest pokorne proszenie Go i wytężona praca intelektualna. Nie jesteśmy w stanie Bogu wyrwać żadnej prawdy o Nim, ale On sam objawi nam dalszą wiedzę o sobie jak chce i kiedy chce. Jest zatem jedna teologia, dziś zwana teologią odgórną. Wszystkich czytelników usilnie proszę by nie dali się zwieść bałamuceniom współczesnych autorytetów teologicznych. Dawno odeszli oni od drogi prawdy. Apostoł wzywa: "Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi." (Kol 3,2). Teologia oddolna jest niczym kotwica wiążąca myśl ludzką na dnie własnych pragnień i namiętności. Życzę wszystkim zgłębiania prawdziwej wiedzy, którą z łaski swojej przedstawił nam Bóg "dla zbawienia gotowego objawić się w czasie ostatecznym" (1 P 1,5).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 6 stycznia 2017

Bardziej Pismo Święte, czy bardziej Tradycja?

Laudetur Iesus Christus!

     Z okazji uroczystości Objawienia Pańskiego postanowiłem rozważyć problem hierarchii źródeł naszej wiary. Mało który katolik zadaje sobie pytanie skąd pochodzi nasza wiara... . Niestety w praktyce źle udzielona odpowiedź w tej kwestii prowadzi niechybnie do błędów. 
     O. Jacek Bałemba SDB (salezjanin) często w swych kazaniach i katechezach podkreśla: "Pismo Święte i Tradycja". O ile dla przeciętnego katolika kwestia istotności Pisma Świętego nie budzi wątpliwości o tyle Tradycja pozostaje zwykle albo kwestią w ogóle nie poznaną, albo co gorsza źle rozumianą. Zagadnienia o których piszę są tematem całego traktatu o Objawieniu - którym zajmuje się teologia fundamentalna. Ja jednak chcę poruszyć problem podstawowy to jest relację Pisma Świętego do Tradycji. 
     Objawienie to nic innego jak sposób w jaki daje nam się poznać Bóg. Zasadniczo Boga poznajemy trzema drogami: przez świat widzialny (objawienie kosmiczne), Pismo Święte i Tradycję. Świat widzialny jest najprostszym sposobem przez który poznajemy Boga. Już Księga Mądrości zauważa: 
"Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie,
którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,
patrząc na dzieła nie poznali Twórcy" (Mdr 13,1)
     Pismo Święte jest trudniejszym do zdefiniowana źródłem objawienia się Boga. Ktoś powie, że kodeks z księgami świętymi ma każdy wierzący katolik. Ale Biblia biblii nierówna... . Wystarczy pójść do domu różnej maści heretyków i znajdziemy tam egzemplarze biblijne pozbawione niektórych fragmentów, a nawet całych ksiąg. Pojawia się zatem pytanie, skąd mamy Pismo Święte? Odpowiedzią na to pytanie jest: "Tradycja". W sensie dosłownym Tradycja to przekaz, od łacińskiego czasownika trado, tradere - przekazywać. I jeśli się dobrze zastanowimy to odkryjemy, że Pismo Święte zawiera w sobie treści przekazane, a więc objawione za pośrednictwem Tradycji. Po pierwsze dlatego, że zanim zostały spisane nauki Chrystusa musiały one zostać przekazane, a po drugie dlatego, że z wielu wersji tych spisanych mów Kościół musiał pod natchnieniem Ducha Świętego wybrać te, które w istocie są Słowem Bożym, a uczynił to przez synody i sobory, będące częścią szerzej rozumianej Tradycji. Tą samą drogę przeszedł każdy werset Pisma Świętego, nie tylko Ewangelie. I tu odkrywamy, że Tradycja w istocie ma prymat nad  Pismem Świętym, ponieważ Tradycja spisane Pismo Święte uprzedza. I nie chodzi tylko o to, że treści objawione w Piśmie Świętym zostały wcześniej przekazane w formie Tradycji, ale dlatego że samo Pismo Święte zawdzięcza swój kształt istnieniu owej Tradycji. 
     Bezrozumni są więc moderniści i protestanci głoszący zasadę sola scriptura - bo albo sola, albo scriptura... . Dobitnie zasadę sola scriptura obala ks. prałat Roman Kneblewski w krótkim filmiku,który serdecznie polecam obejrzeć. Również błędem jest polecanie wiernym czytanie Pisma Świętego poza kontekstem Tradycji. Tradycja bowiem służy także kanonicznemu wykładowi biblijnemu - w ten sposób czytający nie popadną w błędy. Słowem Bożym w swej przewrotności posługiwał się nawet szatan - wystarczy wspomnieć choćby kuszenie w Edenie, albo kuszenie Jezusa. Znajomość Pisma Świętego jest więc pożądana, ale nie wystarczająca. I trzeba jasno przeciwstawiać się pojawiającym się semiprotestanckim zaleceniom duszpasterzy aby wierni czytali tak po prostu Pismo Święte. Szacunek do Bożego objawienia wyraża się w całościowym jego przyjęciu. Katolik będzie więc czytał prawdy Boże wszędzie tam gdzie zostały objawione, a więc w pięknie stworzonego świata, w Piśmie Świętym i w Tradycji. Obowiązek zgłębiania wiary dotyczy więc także poznawanie skarbca Tradycji, na który składają się: księgi Pisma Świętego, orzeczenia prawowiernych soborów i synodów, dokumenty Urzędu Nauczycielskiego Kościoła (bulle, encykliki, listy i konstytucje apostolskie..., pisma Ojców Kościoła, świętych oraz uznane przez Kościół objawienia prywatne.
     Wreszcie nawet Sobór Watykański II w Konstytucji Dogmatycznej o Objawieniu Bożym zauważa w punkcie 9: "Święta Tradycja zatem i Pismo Święte ściśle łączą się z sobą i przenikają. Obydwa bowiem wypływają z tego samego Bożego źródła, zespalają się jakby w jedno i zmierzają do jednego celu. Albowiem Pismo Święte jest słowem Boga utrwalonym na piśmie pod natchnieniem Ducha Świętego; święta zaś Tradycja to słowo Boga powierzone apostołom przez Chrystusa Pana i Ducha Świętego". Pomimo rzekomego posłuszeństwa Vaticanum II, duszpasterze często wciąż polecają wiernym czytanie Pisma Świętej z pominięciem Tradycji lub o zgrozo sami tak postępując poddając się zwykle diabolicznym interpretacjom. Jak już wcześniej zauważyłem, szatan też potrafi się posługiwać Pismem Świętym.
    W konsekwencji odpowiedź na tytułowe pytanie jest prosta: "bardziej Tradycja", ponieważ w niej zawiera się integralnie i Pismo Święte, i zgodne z wolą Bożą jego rozumienie. Kto pomija świętą Tradycję, ten grzeszy ciężko przeciw Duchowi Świętemu, który stale działa w Kościele jedynym i jednym, świętym i apostolskim. Wszystkim z okazji dzisiejszego obchodu życzę pochylenia się i czerpania ze wszystkich źródeł jednego objawienia Bożego.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk