Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sedewakantyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sedewakantyzm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 czerwca 2018

Nieważne bierzmowania

Laudetur Iesus Christus!

Gdy w zeszłym roku pisałem o nieważnych rozgrzeszeniach, nie sądziłem iż problem nieważnych sakramentów rozszerza się także na wyciskające charakter. Sprawa nieważnie udzielanych sakramentów jest o tyle istotna, że są one w zasadzie moim jedynym łącznikiem z obecną strukturą kościelną. Realistycznie rzecz ujmując, na współczesnym nauczaniu się już nie wspieram i jedynym sensem mojego trwania w Kościele, jest jego zbawcze posłannictwo zapośredniczone w łaskach udzielanych przez sakramenty. Wobec niszczenia owych skutecznych znaków łaski, którymi są sakramenty staje poważny znak zapytania nad autentycznością Kościoła rządzonego przez Franciszka. Pytanie o to gdzie jest prawdziwy Kościół pozostawmy jednak na inny wpis, kiedy sytuacja odpowiednio dojrzeje do tego by ją właściwie zdiagnozować i powziąć odpowiednie kroki.

Skąd moje przekonanie o nieważnych bierzmowaniach? Zrodziło się ono po tym jak świadkowałem na pewnym bierzmowaniu sprawowanym co prawda w katolickim obrządku, ale przez indultystów. Efektem nieznajomości rubryk przez szafarza jest poważna wątpliwość co do ważności tego bierzmowania, a dalsze dochodzenie i badanie doprowadziło mnie do przerażającej w skutkach konstatacji iż wiele, jeśli nie większość bierzmowań jest dziś sprawowanych nieważnie.

Jak dobrze wiemy z nauczania soboru trydenckiego sakrament jest skutecznym znakiem łaski. Aby łaska została przekazana musi być znak sakramentalny, czyli materia i forma oraz właściwy szafarz z odpowiednią intencją oraz dysponowany wierny.  Podczas gdy w przypadku nieważnych rozgrzeszeń mój zarzut dotyczył formy, chociaż trzeba stwierdzić że więcej spowiedzi jest nieważnych z powodu niedbalstwa w aktach penitenta, to w przypadku bierzmowania  nieważność prawie zawsze jest spowodowana brakiem aplikowania właściwej materii. Zgodnie z katolicką nauką wyrażoną w wielu katechizmach, jak również w Rituale Romanum sakramentu bierzmowania udziela się przez włożenie ręki z namaszczeniem krzyżmem świętym czoła oraz wypowiedzenie zatwierdzonej w księgach formuły. Materia każdego sakramentu jest ściśle określona w Piśmie Świętym. W przypadku bierzmowania oba teksty Dziejów Apostolskich które wskazują na ten sakrament mówią o włożeniu ręki:
a) "Kiedy Apostołowie w Jerozolimie dowiedzieli się, że Samaria przyjęła słowo Boże, wysłali do niej Piotra i Jana, którzy przyszli i modlili się za nich, aby mogli otrzymać Ducha Świętego. Bo na żadnego z nich jeszcze nie zstąpił. Byli jedynie ochrzczeni w imię Pana Jezusa. Wtedy więc wkładali (Apostołowie) na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego." (Dz 8, 14-17)
b) "Gdy to usłyszeli, przyjęli chrzest w imię Pana Jezusa. A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali." (Dz 19, 5-6)
Praktyka apostolska zawsze wskazywała na włożenie ręki jako sposób udzielania bierzmowania.

Odnośnie do bierzmowania którego byłem świadkiem wydaje się, że zabrakło włożenia ręki - nikt bowiem z obecnych nie zauważył tego, a szafarz pytany o włożenie ręki w ogóle nie wykazywał świadomości iż jest ono konieczne dla zaistnienia sakramentu. Konstytucja Apostolska Pawła VI promulgująca nowe obrzędy bierzmowania wymienia iż namaszczenie krzyżmem zastępuje włożenie ręki. Jest to wyrażenie moim zdaniem nielogiczne i niespójne - zasługuje co najmniej na poważne powątpiewanie. Jeśli jest tradycją apostolską poświadczoną w Dziejach Apostolskich, że bierzmowania udziela się przez włożenie ręki, to kim jest Paweł VI by to zmieniać? Wbrew obiegowym opiniom władza kluczy kolejnych namiestników Chrystusowych nie jest absolutna. Dla wszystkich wydaje się logiczne, że papież nie może znieść Ducha Świętego. Czemuż więc nie jest dla tych samych ludzi do przyjęcia iż święte znaki, które oznaczają i udzielają łaski, a które ustanowił sam Pan Jezus Chrystus, że te znaki też ograniczają ową władzę kluczy, przynajmniej tam gdzie Pismo Święte uczy o innym znaku niż ten który jest proponowany dzisiaj. 

Nawet jeśli zdaniem teologów przy nowym bierzmowaniu włożenie ręki zastępuje namaszczenie krzyżmem, to na pewno nie jest tak w starym obrządku bierzmowania. Wobec tego bierzmowanie to należy uznać co najmniej za wątpliwe. Przyczyną nieważności tego i zapewne wielu innych bierzmowań celebrowanych w starym rycie jest indultyzm i wynikająca zeń niedbałość i nie znajomość obrzędu. Oto bowiem zaprasza się kapłana, który na co dzień nie sprawuje starej liturgii i ów bez odpowiedniego przygotowania (przeczytania wcześniej liturgii obrzędu, który ma sprawować) przystępuje do jego celebrowania zachowując się tak jak w czasie nowej liturgii. Ponieważ ów kapłan jest indultystą, a to oznacza że przypadłościowo celebruje Vetus Ordo, jest wychowany przez nową liturgię i teologię, nie rozumie więc konieczności dochowania obrzędu. To wszystko składa się na tragiczną sytuację indultystycznych celebracji.

Jakie więc należy przedsięwziąć środki? W dobie pomieszania powszechnego zwłaszcza przebieg sakramentów wyciskających charakter, a więc chrztu, bierzmowania i święceń musimy utrwalać przez filmowanie, nagrywanie, fotografowanie, a to po to by móc potem dochodzić swoich praw. Owe sakramenty ze znamieniem sakramentalnym powinniśmy przyjmować poza indultem, a więc od szafarzy wychowywanych przez starą liturgię i niecudzołożących z nową liturgią. Nowe bierzmowania są bardzo niepewne - przejrzałem szereg relacji fotograficznych oraz filmów i stwierdziłem iż nałożenie ręki występuje praktycznie tylko przypadłościowo. Rezygnacja z gestu który wykonywali apostołowie w naszej ocenie znosi ważność sakramentu. 

Fakt masowego poniechania bierzmowania bardzo tłumaczy obecną kondycję Kościoła. Większość episkopatu światowego została najprawdopodobniej wybierzmowana nieważnie. Skąd ci pasterze mają brać konieczną mądrość czy męstwo? Jak tacy biskupi mają strzec wiary, skoro wcześniej nie stali się żołnierzami Chrystusowymi? I oto mamy pasterzy, którzy może czasem i mają dobrą wolę, ale widać jak bardzo są ułomni. Pamiętajmy, że bierzmowanie nie jest wymagane do ważności święceń - może więc być biskup, który nie został bierzmowany... . Czy konsekracja biskupia uzupełni braki z bierzmowania - niech wypowiedzą się światli doktorowie, w moim mniemaniu jest to mało prawdopodobne, zwłaszcza, że i ta ceremonia została mocno okaleczona. Zdaniem sedewakantystów episkopalnych do tego stopnia iż znosi ważność całego święcenia. 

Bierzmowanie nie jest sakramentem koniecznym do zbawienia. Jednak nie przyjmowanie tego sakramentu pozbawia wielu łask, które ułatwiają osiągnięcie zbawienia. Bierzmowanie uzdalnia bowiem do podjęcia duchowej walki. Sakrament ten ma bardzo ważny wymiar eklezjologiczny, ponieważ pomaga w budowaniu Kościoła, jego obrony i apostolskiej gorliwości do sprowadzania tych którzy pogubili się na drodze życia. W konsekwencji brak bierzmowań uderza Kościół w jego misjonarskim oddziaływaniu oraz pozbawia go armii strzegącej wiary katolickiej.  Zniszczenie bierzmowania powoduje że wiele dusz pozbawionych właściwej ochrony przez łaskę oraz wsparcie innych wierzących schodzi z tego świata bez koniecznej do zbawienia łaski uświęcającej. Przeto dopominajmy się o bierzmowanie, a jeśli mamy uzasadnione wątpliwości prośmy o bierzmowanie sub conditione. Zwracam się do kapłanów Bractwa św. Piusa X, jak również kapłanów zrzeszonych w innych stowarzyszeniach i instytutach integralnie katolickich, aby umożliwiali wiernym przyjęcie tego sakramentu, aby nie uzależniali udzielania tegoż od wpisanego w metryce chrztu nowego bierzmowania. Uświadamiajmy też szafarzy indultowych oraz novusowych o konieczności zachowania gestów apostolskich, usankcjonowanych przez Pismo Święte i Tradycję, aby jak najbardziej zachować łaskę płynącą z bierzmowania. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 22 lutego 2017

Co z Franciszkiem?

Laudetur Iesus Christus!

Dziś kalendarzu liturgicznym obchodzimy święto Katedry Św. Piotra. Z tej okazji pozwolę sobie na trochę luźniejsze w formie i bardziej nostalgiczne rozważania. Pytanie, które zadaję w tytule jest jednak poważne i każdy tradycyjnie myślący katolik w mniej lub bardziej radykalnej formie je sobie zadaje. 

Pamiętam atmosferę tych dni... . Pamiętam gdy przed południem dnia 11 lutego 2013 r najbardziej zaciekli wrogowie tradycji przyszli do mojego pokoju i z dumą zakomunikowali mi o abdykacji umiłowanego papieża Benedykta XVI. Moją reakcją była salwa śmiechu - uznałem to po prostu za kolejną próbę ośmieszenia mnie, jednak ich natarczywość spowodowała, że wpisałem słowo "abdykacja" i wyskoczyło mi kilka pozycji typu: "TVN 24" czy "Fakt". Stwierdziłem, że już nie takie rzeczy o papieżu Benedykcie mówiono i pisano, więc spokojnie wyprosiłem moich adwersarzy skutecznie utrudniających mi pracę nad referatem. Po chwili przyszli jednak koledzy oddani świętej Tradycji i jeszcze raz powtórzyli wiadomość. Postanowiliśmy więc wspólnie przejrzeć Internet - było już nagranie samego papieża Benedykta odczytującego tekst abdykacji po łacinie. W tym momencie poczułem się jakby osierocony, nie dowierzałem temu co się stało. Pamiętam, że niewiele mówiliśmy - na Anioł Pański całe seminarium szło rozgaworzone, nie czuć było zwykłego silentium, jakie towarzyszyło nam zwykle tej modlitwie.

Okres sediswakancji był dla nas tradycjonalistów okresem żałoby. Nawet na przyjęcie nowego urzędu w Kościele owo wydarzenie z dalekiego Rzymu położyło się cieniem. Z wielkimi obawami i wieloma modlitwami czekałem na konklawe, przeczuwając chyba, że zmiana będzie doniosła, chociaż wtedy chyba nie zdawałem sobie sprawę jak bardzo. Informacja, o białym dymie zastała mnie na rekreacji podczas dyżuru związanego z wypełnianym oficjum (przydzieloną mi funkcją w seminarium). Szybko przerwałem pracę i chociaż dyżur się nie skończył poszedłem, tak jak i reszta kleryków, do sali telewizyjnej. Pamiętam każdy szczegół - nawet migawkę pokazującą nowego papieża jeszcze w katedrze św. Piotra. Moją reakcją na widok i kilka pierwszych słów nowego papieża było stwierdzenie: "On jest podobny do Jana XXIII". W istocie przeczucie mnie nie zmyliło... .

Atmosfera w Kościele i w seminarium zmieniała się z tygodnia na tydzień. "Koledzy" moderniści dokuczali mi coraz bardziej. Co chwilę słyszałem za sobą, że karnawał się skończył - w istocie dla mnie czas w seminarium też... . Ale papież Franciszek to dla mnie nie tylko ból związany z końcem (de)formacji seminaryjnej, ale także, a może przede wszystkim wielka próba wiary, która trwa do dziś. Dla utramontanisty poważnie traktującego słowa Chrystusa Pana: "Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie". " (Mt 16,18-19) - obraz jaki wyłania się z papiestwa sprawowanego przez Franciszka napawa frustracją. I nie chodzi o brak stuły, czarne buty czy pozdrowienie "dobry wieczór", ale ogólnie o nauczanie, które im dłużej dociera do mnie tym więcej wzbudza wątpliwości. Jest to niepoprawne politycznie oceniać papieża - zwłaszcza Franciszka. Wiele osób jeszcze w seminarium przewrotnie pytało mnie o nowego namiestnika chrystusowego. Ocenić negatywnie Franciszka było największą obrazą, chociaż z papieża Benedykta dworowano bardzo często i czasami z pogwałceniem elementarnej kultury, że już o synowskim posłuszeństwie nie wspomnę... .

I dziś zadaję to pytanie: "Co z Franciszkiem". Po prawie 4 latach pontyfikatu moje wątpliwości co do Franciszka rosną, a nie maleją. Takich wątpliwości nigdy nie miałem w odniesieniu do Benedykta XVI, chociaż spodziewałem się, że zadeklaruje on istniejącą w Kościele schizmę - jasno oddzieli Kościół zachodnio-katolicki, zreformuje reformę liturgii, przywróci właściwy paradygmat teologii. "A myśmy się spodziewali..." - powiedzą tradycjonaliści względem Benedykta XVI - ale w sercu pomimo wielu wad tego pontyfikatu jestem Bogu wdzięczny za tego doktora Kościoła. Zawsze wiedziałem, że ów Piotrowy Sternik prowadzi Łódź Kościoła we właściwym kierunku, chociaż czasem z niepotrzebnymi przygodami. A dziś? Dziś czuję się zdezorientowany. Z jednej strony trudno pogodzić mi się z naukami sedewakantystów i sedeprywacjonistów, z drugiej strony coraz bardziej staję się integrystą i rozumiem argumentację tych, którzy umiłowawszy prawdę porzucili jedność. 

Chciałbym móc jasno określić te stanowiska jako błędne, ale sam zauważam, że czasy w których żyjemy są nadzwyczaj skomplikowane. Franciszek nie umacnia braci w wierze, w takim rozumieniu jak czynili to jego poprzednicy. I chociaż doceniam jego wysiłki na rzecz popierania ewangelicznej rady ubóstwa, przemawiania do ludzi ludzkim, a nie teologicznym językiem, to jednak od Następcy św. Piotra domagam się zajmowania jednoznacznego stanowiska w sprawach wiary i moralności, zwłaszcza wtedy kiedy jest on o to pytany. I nie wiem co będzie dalej... . Wielu tradycjonalistów w ukryciu zadaje sobie te pytania - a co jeśli papież zadekretuje formalną herezję? Czy będzie dalej papieżem? Co z posłuszeństwem? Kto go ma osądzić? Czy porzucając jedność na rzecz prawdy nie zbłądzę? Co z tego że bramy piekielne Kościoła nie przemogą, skoro ja przez swój wybór mogę pozbawić siebie zbawienia... . 

Kryzys wiary i Kościoła, jaki przeżywamy obecnie jest porównywalny z zalewem ariańskim III i IV wieku. Przeciętny katolik nie jest w stanie nawet wczuć się choć trochę w klimat toczonego sporu. Pytanie o to czy Kościł przetrwa nie jest zasadne, natomiast coraz bardziej realne staje się pytanie, czy my jeszcze w tym Kościele trwamy. Wzdragam się rozważając tą kwestię. Nie mam odwagi nawet nie ujawniając swojego nazwiska podawać jakiś rozstrzygnięć w tej kwestii. Po prostu sam stawiam w tym miejscu jedną wielką wątpliwość. Pewnie za ten wpis spotka mnie fala krytyki. Wszystkim krytykantom dedykuję jednak pierwszy lepszy podręcznik historii Kościoła, który bardzo często wydaje aż nazbyt arbitralne oceny. Mam więc prawo mieć wątpliwości i otwarcie się z nimi dzielić. Moje rozmowy z innymi duchownymi pokazują mi dobitnie, że nie tylko ja tkwię w zawieszeniu sumienia. Wszystkim czującym podobnie życzę aby sytuacja się wyklarowała. Sądzę, że lepsza nawet najtrudniejsza prawda niż taki stan w którym jesteśmy.

Rozwiązanie obecnych trudności widzę w dwóch krokach. Pierwszy to wzmocnienie praktyk ascetycznych w intencji Franciszka. Nawet jeśli obecna sytuacja jest mówiąc językiem biblijnym wydaniem nas przez Boga na pastwę naszych ułomności (por. Rz 1,18-32) to należy żywić nadzieję, że jeśli porzucimy swe błędy i padniemy w skrusze, w poście i w płaczu i w żalu, z żarliwą modlitwą przed Bogiem, to może Pan odejmie od nas to srogie karanie. Drugi krok to otwarte dyskutowanie o tym co wielu z nas czuje. I nie chodzi mi o kontestowanie osoby Franciszka, ale o zadawanie owych niewygodnych pytań, drążenie i studiowanie tradycyjnej teologii. Dopóki papież nie podaje herezji formalnej, zawsze istnieje możliwość interpretacji ortodoksyjnej wydawanych przezeń dokumentów. Trzeba być jednak przygotowanym na możliwość zaistnienia zadeklarowanej schizmy i trzeba mieć odwagę postawić się wtedy po stronie Chrystusa i "bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5,29).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 24 stycznia 2017

Integryzm - szansa, czy zagrożenie?

Laudetur Iesus Christus!

Po przeglądzie największych odłamów chrześcijaństwa, przychodzi czas na scharakteryzowanie i usystematyzowanie grup wiernych zwanych integrystycznymi. Słowo integryzm pochodzi od łacińskiego integer, co znaczy cały, zachowany w pełni, nietknięty. Wydaje się, że współczesny nurt ekumeniczny szuka kontaktów ze wszystkimi, poza integrystami. Dlaczego tak jest? Jakie są oblicza integryzmu?

Integryzm jako nurt katolicki powstał na przełomie XIX i XX w jako reakcja na nurty modernistyczne. Wszyscy integryści za swoich patronów uważają więc papieży bł Piusa IX i św. Piusa X. Zachowanie doktryny katolickiej wobec zagrożeń tego świata uważają za swoją naczelną zasadę. Często postawę swoją uzasadniają najważniejszym paradygmatem Kościoła - regułą zbawienia dusz (salus animarum). Niestety i w tych środowiskach pojawiły się odejścia od Kościoła. Właściwie jedynie skrajne grupy integrystyczne można nazwać wspólnotami czysto schizmatyckimi. 

Zasadniczo integryzm katolicki zaczął się radykalizować w wyniku obrad Soboru Watykańskiego II, a szczególnie wobec owoców jakie wydały reformy posoborowe. Tutaj zaznaczył się podział integrystów katolickich na sedeplenistycznych i sedewakantystycznych. Pierwsi uznają, że Stolica Apostolska jest pełna (sede - siedzenie, pleno - pełne), natomiast drudzy uznają, że Stolica Apostolska jest pusta (sede - siedzenie, vacante - puste). Sedewakantyzm ma bardzo różne oblicza, ale zwykle dzieli się go na trzy grupy:
a) doktrynalny (papież, który popadł w herezję utracił urząd - wtedy ostatnim papieżem byłby Pius XII)
b) spiskowy (wybrany na papieża Paweł VI został uwięziony, a na Stolicy Piotrowej został posadzony uzurpator, wtedy ostatnim papieżem byłby Jan XXIII)
c) sakramentologiczny (zwolennicy tego nurtu podważają ważność święceń biskupich w nowym rycie, wtedy ostatnim papieżem byłby Jan Paweł II)
Osobiste doświadczenia w rozmowach z sedewakantystami są bardzo trudne. Pierwsza i ostatnia teoria tworzą bardzo zawarty system światopoglądowy, który trudno jest podważyć, aczkolwiek nie jest to niemożliwe. 

Z sedewakantyzmu wyrósł pogląd pośredni zwany sedeprywacjonizmem. Teorię tą bp Guerard des Lauries, początkowo dominikanin, później biskup sedewakantystyczny. Pogląd sedprywacjonizmu zakłada, że papież i biskupi popadli w herezję nie tracą urzędu, ale niektóre prerogatywy z niego wynikające. Na przykład papież może kreować nowych kardynałów, ale nie wydaje ważnie żadnych aktów prawnych ani nie naucza. Dzięki temu zachowana zostaje możliwość wyboru nowego papieża, ale jednocześnie wszystkie encykliki, bulle, konstytucje apostolskie i dogmatyczne, albo ustawy i kodeksy prawa kanonicznego stają się automatycznie nieważne z mocy prawa. Taki pogląd choć jest bardzo atrakcyjny można bardzo łatwo podważyć, bo na jakiej podstawie i kto ma decydować o tym co papież-heretyk mógłby ważnie robić, a co nie?

Wreszcie pozostaje konklawizm. Mało kto wie, że współcześnie mamy około kilkunastu antypapieży. Nie są to ruchy o wielkim znaczeniu, szczególnie że chyba żaden z nich posiada sukcesji apostolskiej i skupiają wokół siebie niewielkie rzesze wiernych, jednak warto wiedzieć, że taki prąd istnieje. 

Oczywiście z katolickiego punktu widzenia zarówno sedewakantyzm, sedeprywacjonizm jak również konklawizm to ruchy schizmatyckie. W większości ugrupowania te nie sprzeciwiają się żadnym dogmatom, tak więc jest wśród nich wielu samych tylko schizmatyków bez znamienia herezji. Przykre jest, że Kościół nie próbuje nawet prowadzić z nimi dialogu.

Co ciekawe ruchy sedeplenistyczne także są przez Kościół wyklęte. Najbardziej znanym jest chyba Bractwo św. Piusa X zwane potocznie lefebrystami, od abp Lefebvre, który w 1988 r konsekrował bez zgody Rzymu 4 biskupów. Abstrahując do wyjaśniani czy doszło do schizmy czy nie, temat uciął Brenedykt XVI ściągając formalnie ekskomunikę z konsekrowanych biskupów. Pozostał jednak stan nieuregulowany kanonicznie. Za papieża Franciszka Stolica Apostolska wydała zarządzenie o ważności udzielania rozgrzeszenia przez kapłanów Bractwa św. Piusa X i o zniesieniu dyspensy a divnis dla przyjmujących w Bractwie święcenia. Wobec tego warto się zastanowić, czy w ogóle istnieją jakieś przeszkody do praktykowania wiary w Bractwie św. Piusa X? Pozostają także inne wspólnoty sedeplenistyczne, które choć formalnie uznawane są przez Rzym, to jednak często są prześladowane we własnych diecezjach. Do ruchów tych zaliczają się instytuty życia konsekrowanego podległe Komisji Ecclesia Dei, jak również grupy wiernych należące do mniej lub bardziej oficjalnych środowisk tradycji łacińskiej. W tym rozumieniu również autor tego bloga jest integrystą. 

Warto więc zadać hierarchom pytanie o to czy rzeczywiście ich wysiłki ekumeniczne są szczerze? Czy nie próbują tworzyć podziałów tam gdzie ich nie ma. Zarysowany podział integryzmu katolickiego wskazuje, że są w jego łonie schizmatycy oddzielający się od Kościoła, ale są także wierni przywiązani do Tradycji, którzy stanowią sól Kościoła i prawdziwą Jego odnowę. Wobec tego integryzm jawi się zarówno jako zagrożenie, jak i szansa. Prawdziwy katolicki ruch zawsze jednak będzie w pewnym sensie integrystyczny, to znaczy zmierzający do pełni i odkrywający całe bogactwo Tradycji Kościoła.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk