Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekuemnizm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekuemnizm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 stycznia 2018

Abusrdy ekuemnizmu cz. 5 - fałszywa tytułomania

Laudetur Iesus Christus!

Istotnym problemem w dialogu ekumenicznym jest fałszywa tytułomania. O samym problemie tytulatury kościelnej pisałem już we wrześniowym wpisie. Na temat fundamentalnych pojęć z zakresu nauki o Kościele pisałem na początku zeszłorocznego cyklu ekumenicznego. Warto się z tymi wpisami zapoznać, żeby mieć jakikolwiek przyczynek do niniejszego krótkiego wpisu.

Jak powszechnie wiadomo język służy określaniu i opisywaniu rzeczywistości. Słowo jest nośnikiem informacji - pozwala stwierdzić rzeczy nieuchwytne organoleptycznie. W dziedzinie wiary oraz naukowej refleksji na jej temat, czyli teologii słowo jest szczególnie istotne. Stąd należ postulować, aby używać możliwie najprecyzyjniejszych pojęć dla opisywania rzeczywistości. 

Niestety modernizm jako herezja idzie w parze z postmodernistycznymi wypaczeniami dotyczącymi języka. Dzisiaj teologię uprawia się już w sposób jawny poza kontekstem scholastycznym. Dochodzi więc do tego, że pojęcia niegdyś ściśle zastrzeżone dla określonego desygnatu są w sposób nieuprawniony ekstrapolowane. Gdy świadomy katolik usłyszy słowo prezbiter odnosi go od razu kapłana posiadającego drugi stopień kapłaństwa, gdy słyszy słowo Kościół myśli o wspólnocie wiernych założonych przez Chrystusa Pana. Wierny świecki ma prawo sądzić, że ktoś kto jest opisywany jako ks. Marcin, albo x Marcin jest prezbiterem i jest to całkiem zrozumiałe. Wierny świecki może nie rozumieć, że ktoś używając sformułowania "nasz Kościół" niekoniecznie myśli o wspólnocie wierzących założonej przez Pana Jezusa Chrystusa i to nawet wtedy gdy w ów początek od naszego Zbawiciela wierzy. 

W czasach powszechnego zamętu oczywiste słowa stają się dwuznaczne. Dobra katecheza musi niestety te różne konteksty podejmować, aby wierni byli przygotowani do życia świeckiego. W tygodniu modlitw o jedność chrześcijan, ale i poza nim można znaleźć w gablotach wielu krucht kościelnych oraz w ogłoszeniach  parafialnych oczywiste dwuznaczności językowe. Ogłasza się, że na Mszy Świętej w dniu N o godzinie XYZ Słowo Boże wygłosi ks. bp Marian Niemiec. Co pomyśli zwykły wierzący? Przyjedzie biskup głosić kazanie. Nawet gdy zobaczy że ów "biskup" jest jakoś inaczej ubrany to jednak w pomyśli o nim jako o prawdziwym biskupie, a o jego wspólnocie jako prawdziwym Kościele, w końcu tłoczy się od małego i co niedziela powtarza: "Wierzę w jeden święty, powszechny i apostolski Kościół".  

Gdy byłem w seminarium rokrocznie na ogłoszeniach wisiało podobnej treści ogłoszenie. Oczywiście wszyscy klerycy musieli we wszelkich bezbożeństwach ekumenicznych bezwzględnie uczestniczyć. Pewnego razu na zawieszonej kartce poskreślałem wszystkie nieodpowiednie słowa. Jaką to wywołało burzę... Wystarczy lekko ruszyć ekskrementy żeby poderwało się wiele much. Oczywiście wszyscy domyślali się kto to zrobił, ale nikt nie miał dowodów. A ja tylko upomniałem się o właściwe nazewnictwo, żeby zamiast określać dajmy na to zielonoświątkowców Kościołem, nazwać ich  wspólnotą zielonoświątkową zgodnie z soborowym określeniem przypomnianym w Deklaracji Dominus Iesus. Na wykładzie z ekumenizmu podjąłem temat błędnej tytułomanii. wykładowca przyparty do muru przypomniał właściwe określenia, jednak stwierdził że grzecznościowo mówi się do pastora per ksiądz, a na ichniejsze wyznanie Kościół. I oczywiście w dalszych wywodach konsekwentnie używał "formy grzecznościowej".

Tak więc szczególnie w tygodniu modlitw o jedność chrześcijan należ strzec się niniejszych słów:
a) biskup - tym mianem określa się również superintendentów protestanckich,  nawet kobiety sprawujące urząd zwierzchnika wyznań protestanckich i starokatolickich. Należy pamiętać, że biskupem jest tylko osoba posiadająca ważnie udzielone święcenia w stopniu episkopatu, czyli sukcesję apostolską. Poza Kościołem sukcesja zachowana jest także w prawosławiu i częściowo w starokatolicyzmie
b) ksiądz - tym mianem określa się także pastorów, którzy podobnie jak superintendenci nie posiadają żadnych święceń. Co ciekawe niegdyś pastorzy bronili się przed tytułowaniem ksiądz, a dziś przyjmują to określenie bardzo ochoczo.
c) Eucharystia - nie zawsze chodzi o Mszę Świętą, czasem jest to zaproszenie kierowane do "bratniego Kościoła protestanckiego", po protestancku jest to większe nabożeństwo
d) Kościół - jak wspomniałem wyżej i w wielu innych wpisach Kościołem sensu stricto jest tylko Kościół katolicki. Nieściśle używa się czasem sformułowania "Kościoły prawosławne" w żadnym zaś razie wspólnoty protestanckie nimi nie są

Brońmy się przed tymi zwodzeniami. Miejmy odwagę choćby wziąć długopis i dokonać poprawek. Da to do myślenia naszym hierarchom, którzy nawet jeśli nie zaniechają swoich poczynań, to przynajmniej je nieco stonują wiedząc, że mają do czynienia ze świadomym laikatem.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 24 stycznia 2017

Integryzm - szansa, czy zagrożenie?

Laudetur Iesus Christus!

Po przeglądzie największych odłamów chrześcijaństwa, przychodzi czas na scharakteryzowanie i usystematyzowanie grup wiernych zwanych integrystycznymi. Słowo integryzm pochodzi od łacińskiego integer, co znaczy cały, zachowany w pełni, nietknięty. Wydaje się, że współczesny nurt ekumeniczny szuka kontaktów ze wszystkimi, poza integrystami. Dlaczego tak jest? Jakie są oblicza integryzmu?

Integryzm jako nurt katolicki powstał na przełomie XIX i XX w jako reakcja na nurty modernistyczne. Wszyscy integryści za swoich patronów uważają więc papieży bł Piusa IX i św. Piusa X. Zachowanie doktryny katolickiej wobec zagrożeń tego świata uważają za swoją naczelną zasadę. Często postawę swoją uzasadniają najważniejszym paradygmatem Kościoła - regułą zbawienia dusz (salus animarum). Niestety i w tych środowiskach pojawiły się odejścia od Kościoła. Właściwie jedynie skrajne grupy integrystyczne można nazwać wspólnotami czysto schizmatyckimi. 

Zasadniczo integryzm katolicki zaczął się radykalizować w wyniku obrad Soboru Watykańskiego II, a szczególnie wobec owoców jakie wydały reformy posoborowe. Tutaj zaznaczył się podział integrystów katolickich na sedeplenistycznych i sedewakantystycznych. Pierwsi uznają, że Stolica Apostolska jest pełna (sede - siedzenie, pleno - pełne), natomiast drudzy uznają, że Stolica Apostolska jest pusta (sede - siedzenie, vacante - puste). Sedewakantyzm ma bardzo różne oblicza, ale zwykle dzieli się go na trzy grupy:
a) doktrynalny (papież, który popadł w herezję utracił urząd - wtedy ostatnim papieżem byłby Pius XII)
b) spiskowy (wybrany na papieża Paweł VI został uwięziony, a na Stolicy Piotrowej został posadzony uzurpator, wtedy ostatnim papieżem byłby Jan XXIII)
c) sakramentologiczny (zwolennicy tego nurtu podważają ważność święceń biskupich w nowym rycie, wtedy ostatnim papieżem byłby Jan Paweł II)
Osobiste doświadczenia w rozmowach z sedewakantystami są bardzo trudne. Pierwsza i ostatnia teoria tworzą bardzo zawarty system światopoglądowy, który trudno jest podważyć, aczkolwiek nie jest to niemożliwe. 

Z sedewakantyzmu wyrósł pogląd pośredni zwany sedeprywacjonizmem. Teorię tą bp Guerard des Lauries, początkowo dominikanin, później biskup sedewakantystyczny. Pogląd sedprywacjonizmu zakłada, że papież i biskupi popadli w herezję nie tracą urzędu, ale niektóre prerogatywy z niego wynikające. Na przykład papież może kreować nowych kardynałów, ale nie wydaje ważnie żadnych aktów prawnych ani nie naucza. Dzięki temu zachowana zostaje możliwość wyboru nowego papieża, ale jednocześnie wszystkie encykliki, bulle, konstytucje apostolskie i dogmatyczne, albo ustawy i kodeksy prawa kanonicznego stają się automatycznie nieważne z mocy prawa. Taki pogląd choć jest bardzo atrakcyjny można bardzo łatwo podważyć, bo na jakiej podstawie i kto ma decydować o tym co papież-heretyk mógłby ważnie robić, a co nie?

Wreszcie pozostaje konklawizm. Mało kto wie, że współcześnie mamy około kilkunastu antypapieży. Nie są to ruchy o wielkim znaczeniu, szczególnie że chyba żaden z nich posiada sukcesji apostolskiej i skupiają wokół siebie niewielkie rzesze wiernych, jednak warto wiedzieć, że taki prąd istnieje. 

Oczywiście z katolickiego punktu widzenia zarówno sedewakantyzm, sedeprywacjonizm jak również konklawizm to ruchy schizmatyckie. W większości ugrupowania te nie sprzeciwiają się żadnym dogmatom, tak więc jest wśród nich wielu samych tylko schizmatyków bez znamienia herezji. Przykre jest, że Kościół nie próbuje nawet prowadzić z nimi dialogu.

Co ciekawe ruchy sedeplenistyczne także są przez Kościół wyklęte. Najbardziej znanym jest chyba Bractwo św. Piusa X zwane potocznie lefebrystami, od abp Lefebvre, który w 1988 r konsekrował bez zgody Rzymu 4 biskupów. Abstrahując do wyjaśniani czy doszło do schizmy czy nie, temat uciął Brenedykt XVI ściągając formalnie ekskomunikę z konsekrowanych biskupów. Pozostał jednak stan nieuregulowany kanonicznie. Za papieża Franciszka Stolica Apostolska wydała zarządzenie o ważności udzielania rozgrzeszenia przez kapłanów Bractwa św. Piusa X i o zniesieniu dyspensy a divnis dla przyjmujących w Bractwie święcenia. Wobec tego warto się zastanowić, czy w ogóle istnieją jakieś przeszkody do praktykowania wiary w Bractwie św. Piusa X? Pozostają także inne wspólnoty sedeplenistyczne, które choć formalnie uznawane są przez Rzym, to jednak często są prześladowane we własnych diecezjach. Do ruchów tych zaliczają się instytuty życia konsekrowanego podległe Komisji Ecclesia Dei, jak również grupy wiernych należące do mniej lub bardziej oficjalnych środowisk tradycji łacińskiej. W tym rozumieniu również autor tego bloga jest integrystą. 

Warto więc zadać hierarchom pytanie o to czy rzeczywiście ich wysiłki ekumeniczne są szczerze? Czy nie próbują tworzyć podziałów tam gdzie ich nie ma. Zarysowany podział integryzmu katolickiego wskazuje, że są w jego łonie schizmatycy oddzielający się od Kościoła, ale są także wierni przywiązani do Tradycji, którzy stanowią sól Kościoła i prawdziwą Jego odnowę. Wobec tego integryzm jawi się zarówno jako zagrożenie, jak i szansa. Prawdziwy katolicki ruch zawsze jednak będzie w pewnym sensie integrystyczny, to znaczy zmierzający do pełni i odkrywający całe bogactwo Tradycji Kościoła.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk