Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ministeria Quaedam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ministeria Quaedam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 stycznia 2021

Babskie posługi - czy to możliwe?

 Laudetur Iesus Christus!

I stało się... . Chociaż można było przewidywać, bo różne źródła zbliżone do Stolicy Apostolskiej to zapowiadały jednak łudziłem się że tego etapu rewolucji nie dożyję. Niestety obawiam tytułowy news podszyty jest czymś znacznie groźniejszym. Kilkakrotnie informowano o komisji w sprawie kobiecego diakonatu - pierwsza komisja podobno wydała Franciszkowi opinię niepochlebną. Ustanowił więc był kolejną i jak sądzę pracę tejże idą pod rękę z duchem wrażego postępu, bo i po co byłoby ustanawiać kobiecy lektorat i akolitat? Część komentatorów wskazuje że to dla legitymizacji ministrantek, ale skoro nie było to potrzebne przez prawie trzy dekady, to dlaczego miało się stać ważne teraz? Odpowiedź nasuwa się dość oczywista i powiązana jest z pracami drugiej komisji, która tym razem będzie już chyba skuteczna. 

Z przykrością zauważamy że poza środowiskami katotradycjonalistycznymi nikogo to nie obeszło, a jeśli już to raczej odzew jest pozytywny. Mało kto zauważa że lektorat i akolitat kobiet to wprowadzenie do diakonis, a tutaj istnieje spore niebezpieczeństwo zadekretowania formalnej herezji. Oczywiście można sobie wyobrazić sytuację w której diakonise będą tylko posługą, a nie święceniem sakramentalnym ale chyba większość czytających się zgodzi że to byłaby gra nie warta świeczki... .

Podstawą dekonstrukcji urzędów o których dzisiaj mowa jest motu proprio Pawła VI Ministeria Quaedam. Kluczowe są te słowa formalnie prowadzące do laicyzacji minorzystów: "Bardziej odpowiada prawdzie i współczesnej umysłowości, aby posługi, o których wyżej, nie były nadal nazywane święceniami niższymi, aby ich powierzanie nie nazywało się "święceniem" lecz "ustanowieniem", aby za duchownych we właściwym znaczeniu uważać tylko tych, którzy przyjęli diakonat." Co prawda jest mowa o pewnej tożsamości niższych święceń i posług jednak zaznacza się już nowa nauka. Znamienne jest że sformułowanie "posługa" przechodzi do coraz wyższych sfer urzędów wynikających ze święceń. Bo kto dziś mówi o wykonywaniu święceń diakonatu? - mówi się o posłudze diakona, jest dekret o życiu i posłudze prezbitera, nawet w święceniach biskupich mowa jest o pasterskim posługiwaniu. Oczywiście w sformułowaniu posługa czy posługiwanie nie ma nic złego, bowiem władza jest służbą jednak zatraca się dzisiaj bardzo ważny wymiar urzędu i naszym zdaniem właśnie w ten sposób będzie się zaprowadzać kapłaństwo kobiet. Najpierw dopuszcza się je do posługi lektora i akolity, później dopuści się je do posługi diakonackiej by w końcu uznać że kapłaństwo to też posługa którą w sumie może wykonywać kobieta. 

Mimo wszystko wydaje się nam że prosta zmiana treści kanonu 230 nowego prawa kanonicznego nie wystarczy aby przeprowadzić skutecznie postulowaną zmianę. Podstawą dla motu proprio Pawła VI były dokumenty soboru trydenckiego który jasno wylicza niższe i wyższe stopnie święceń określając także że mogą być one udzielane wyłącznie mężczyznom. Zarówno istnienie owych niższych święceń jak i ustalenie iż podmiotem święceń może być wyłącznie mężczyzna ochrzczony jest w dokumentach soboru trydenckiego obwarowane klauzulą "niech będzie wyklęty", a więc stanowi dogmat wiary. Nie można uznawać ani tego że nie istnieją święcenia niższe i wyższe, ani że mogą być one udzielane kobietom. Zachodzą zatem dwie możliwości rozwiązania problemu. Pierwszą jest uznanie, że Ministeria Quaedam zniosły niższe święcenia, ale wtedy herezja formalna byłaby zaprowadzona już w 1972 r skoro istnienie święceń niższych i wyższych jest dogmatem. Druga możliwość jest taka że Ministeria Quaedam zmieniły nazwę nie zmieniając istoty. Za tą opcją opowiada się wyklęty kleryk - jest to tym bardziej prawdopodobne że struktura obrzędu jak również wynikające z niej prawa i obowiązki nie uległy poważniejszym zmianom, a w przypadku urzędu akolity uległy nawet rozszerzeniu. W opcji pierwszej nowa regulacja w istocie nic nie zmienia - skoro posługi nie są niższym święceniem można je udzielać komu tylko prawowita władza kościelna zechce, a więc kobietom, zwierzętom, roślinom czy kosmitom (niepotrzebne skreślić). W rozwiązaniu drugim nowa praktyka ma charakter symulacyjny niezależnie od tego jak bardzo zmieni się prawo kanoniczne, bo nawet jeśli uznamy że święcenia niższe są sakramentale to jednak dalej obwarowane są dogmatyczną nauką soboru trydenckiego. 

Nowa normalność wprowadzi nie tylko groźny precedens który z pewnością zostanie wykorzystany do przepchnięcia diakonatu i kapłaństwa kobiet ale już teraz skomplikuje szereg kwestii. Dotąd praktyka ministrantek była przepychana niejako na zasadzie indultu, teraz będzie prawnie usankcjonowana. Wpłynąć to może poważnie na środowiska indultowe. Być może nie od razu i nie w Polsce, ale jesteśmy w stanie sobie wyobrazić że i w klasycznym rycie rzymskim będą nam stręczyć posługę ministrantek. W skrajnej postaci może to doprowadzić do klauzuli wierności polegającej na tym że utrzymany zostanie tylko ten indult który zezwala na ministrantki. Wyobrażamy sobie też rozważania na temat ślepej subdiakonisy - być może jakieś narwane zakonnice będą chciały pochodzić w kolorowych szatach... . Usankcjonowany zostanie zwyczaj kobiecych szafarek Najświętszego Sakramentu - dotąd zjawisko niszowe, teraz możemy się spodziewać że gdzieniegdzie sami księża będą naciskać na ustanawianie zakonnic akolitkami, żeby się nimi wyręczać. Rozsadnikami nowej praktyki zapewne będą żeńskie zgromadzenia. Zrodzi się pytanie czy skoro wyższy przełożony zakonny może ustanawiać akolitów to czy ksieni może ustanawiać akolitki, a może także akolitów? Wreszcie w jakich szatach będą chodziły lektorki i akolitki. Praktyką powszechną jest sutanna i komża lub sutanna i alba z cingulum. Czy zatem lektorki i akolitki będą chodziły w sutannach? Zapewne implementacja tego problemu zostanie scedowana na poszczególne Konferencje Episkopatów i co kraj to będzie inny obyczaj.

Należy się spodziewać że w Polsce przynajmniej na początku pomysł lektorek i akolitek nie spotka się z przychylnym przyjęciem, no chyba że w diecezji łódzkiej, opolskiej, gnieźnieńskiej czy warszawskiej. Dzisiejsi polscy biskupi raczej stwierdzą iż nie ma potrzeby wprowadzania tego rozwiązania, jednak trucizna będzie się sączyć w młode pokolenia alumnów, którzy będą się uczyli już poprawionego prawa kanonicznego, którzy będą wzrastali w świadomości że w Rzymie są lektorki i akolitki i to właśnie ci alumni zostaną kiedyś biskupami i oni wprowadzą w Polsce babskie posługi - wtedy najprawdopodobniej w Rzymie będą już chadzały diakonise. 

Wyklęty kleryk stanowczo sprzeciwia się tego typu praktykom będącym nie tylko zerwaniem z dwudziestoma wiekami Tradycji ale nadto z doktryną o urzędach minorzystów, co jak wskazano powyżej ma walor dogmatyczny z samego soboru trydenckiego. Osobiście uznajemy iż motu proprio Spiritus Domini z natchnieniem Ducha Świętego ma niewiele wspólnego, a to co się dzieje teraz w Rzymie jest po soborze watykańskim drugim najczarniejszą kartą historii współczesnego Kościoła. Jednocześnie zapowiadam iż kiedy postanowiony w Rzymie będzie sakramentalny diakonat kobiet, wtedy wraz z dwoma świadkami udam się do proboszcza miejsca i wyznam iż nie wierzę że tenże rzymski kościół trwa w Kościele Chrystusowym i z takowym Rzymem wyklęty kleryk nie będzie utrzymywał łączności. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:

Wyklęty kleryk

P.S. Ratuj się kto może.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Akolitat - święcenie które pomimo nazwy zniknęło

Laudetur Iesus Christus!

W toku prowadzenia w 1967 r przez Papieską Komisję ds Rewizji Kodeksu Prawa Kanonicznego dyskusji na temat "reformy" (a właściwie) rewolucji niższych święceń pojawiały się projekty zniesienia wszystkich święceń niższych i pozostawienia subdiakonatu, lub "jakiegoś innego święcenia" którego celem byłoby "związanie bliżej alumna ze swoim lokalnym Kościołem" . Ostatecznie jak powszechnie wiadomo zdecydowano się znieść subdiakonat, a cześć jego prerogatyw obdarzyć lektora i akolitę. O istocie subdiakonatu napiszę w kolejnym wpisie, jednak tutaj istotny jest ten zarys historyczny aby zrozumieć dlaczego akolitat faktycznie zniknął, chociaż pozostała jego nazwa. 

Słowo akolita jest pochodzenia greckiego i oznacza osobę która towarzyszy, idzie za kimś. Pierwsza znana wzmianka o akolita pojawia się we wspominanym w poprzednich wpisach dokumencie diecezji rzymskiej, którym jest spis duchowieństwa rzymskiego wydany za czasów papieża Korneliusza w 251 r. Wielu badaczy twierdzi jednak, że akolitat istniał już w II w, a kleryków posiadających ten stopień określano mianem sequentes. Podstawowym zadaniem akolitów było przygotowywanie ołtarza do sprawowania Najświętszej Ofiary, zapalanie świec i noszenie ich w procesji oraz przygotowanie i przyniesienie darów ofiarnych. W diecezji rzymskiej akolici roznosili także tzw fermentum czyli cząstkę Ciała Pańskiego z Mszy papieskiej do okolicznych świątyń oraz zanosili Pana Jezusa do uwięzionych chrześcijan. Przy tej ostatniej posłudze zginął śmiercią męczeńską chyba najsławniejszy akolita - św. Tarsycjusz. Gdy czas prześladowań minął akolici pozostali przy właściwych sobie funkcjach i przestali zajmować się roznoszeniem Ciała Pańskiego. Można powiedzieć, że okres prześladowań był po prostu czasem nazdzywczajnym, stąd i Kościół do roznoszenia Eucharystii wyznaczył w nadzwyczajny sposób akolitów. Tymczasem akolici od początku byli przeznaczeni do pełnienia służbie równej dzisiejszym ministrantom. Stąd też przy udzielaniu święceń akolitatu szafarz święceń wręczał im pustą ampułkę do wina mszalnego (materia święcenia) i wypowiadał słowa: "Weźmij ampułkę ku podawaniu wina do Eucharystii Krwi Chrystusowej, w imię Pańskie." (forma święceń akolitatu).

Reforma niższych święceń wyrażona w motu proprio Ministeria Quaedam zachowała urząd akolity, jednak charakter tej, jak to się dziś nazywa, posługi jest już zupełnie zmieniony. Najpierw zmianie uległa materia i forma akolitatu. Szafarz ustanowienia podaje kandydatom naczynie z chlebem lub kielich z winem i wypowiada słowa: "Przyjmij naczynie z chlebem do sprawowania Eucharystii i tak postępuj, abyś mógł godnie służyć Kościołowi przy stole Pańskim." Przede wszystkim zmiana materii i formy powoduje że mamy do czynienia z dwoma różnymi rzeczywistościami. Obrzęd przekazania pateny z chlebem znajdziemy w ceremoniale święceń prezbiteratu, natomiast słowa formy ustanowienia w posłudze akolity używają bliżej niejasnego określenia: "stół Pański". Kiedyś o tym jeszcze napiszę, ale sformułowanie "stół Pański" i "ołtarz" nie są w żadnym razie synonimami. Mamy więc obecnie sługę Kościoła, który nie wiadomo właściwe do czego został ustanowiony. Więcej na temat charakteru posługi akolitatu mówią uprawnienia akolitów. Otóż mogą oni: przygotowywać i przynosić dary ofiarne, nosić świece, kadzidło, krzyż (uprawnienie subdiakona), puryfikować naczynia liturgiczne (uprawnienie subdiakona), nadzwyczajnie dokonywać repozycji Najświętszego Sakramentu (dotychczasowe nadzwyczajne uprawnienie diakona) i nadzwyczajnie rozdawać Komunię Świętą (dotychczasowe nadzwyczajne uprawnienie diakona). Jest więc współczesny akolita kimś pomiędzy subdiakonem i diakonem. Praktyka jednak pokazała, że akolitat zaczęto definiować przez pryzmat owych nadzwyczajnych funkcji, które dzisiaj już wcale takie nadzwyczajne nie są... . W seminarium mówili o posłudze do "rozdawania Komunii Świętej" a i w mojej parafii oczywistym było że akolita otrzymywał puszkę do rozdawania Ciała Pańskiego i to niezależnie od ilości wiernych do wykomunikowania. Do tego warto wspomnieć, że w myśl obecnej dyscypliny prawnej akolita pozostaje osobą świecką.

Rozszerzenie, a właściwie faktyczna zmiana istoty akolitatu utorowała technikom liturgicznym drogę do najstrszaliwszych desakralizacji doby posoborowia. Mówię oczywiście o wprowadzeniu nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Już nawet nie akolici, ale zwykli mężczyźni, a nawet i kobiety są wyznaczane do rozdawania największej świętości Kościoła - Ciała Pańskiego. Cała istota konsekracji człowieka do pełnienia świętych czynności została w jednym momencie zrujnowana. Zbiegło się to dziwnym trafem z zalegalizowaniem praktyki przyjmowania Komunii Świętej do ręki. Chociaż przepisy z instrukcji Immense Caritatis z 1973 r zostały potwierdzone przez 910 i 230 kanon współczesnego Kodeksu Prawa Kanonicznego, to jednak w praktyce nadzwyczajni szafarze i akolici są zwyczajnymi szafarzami Komunii Świętej. Przypomnę, że funkcję nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej instrukcja papieska ogranicza do rozdawania Komunii Świętej w wypadku: choroby lub podeszłego wieku zwyczajnego szafarza, ważniejszych obowiązków duszpasterskich zwyczajnego szafarza (rozumieć tu należy na przykład spowiedź, odprawianie Mszy Świętej), zbyt wielką rzeszę wiernych do wykomunikowania i związane z tym nadmierne przedłużenie celebracji. W praktyce bardzo często spotykałem się z tym, że akolici rozdawali Komunię Świętą podczas gdy zdrowi księża siedzieli sobie w stallach (często odbywało się to nawet na samej Mszy z udzielaniem posługi w seminarium). Inną nagminną patologią jest użycie nadzwyczajnych szafarzy w sytuacji, gdy szafarze zwyczajni jedzą śniadanie (obiad) lub po prostu wylegują się na plebanii. Wreszcie powszechną praktyką jest przekazywanie puszki z Panem Jezusem nadzwyczajnym szafarzom gdy tylko ci służą przy ołtarzu, nawet jeśli jest to Msza Święta w tygodniu. Te sytuacje są nie tylko brakiem posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, ale także jawnym i publicznym świętokradztwem - wzgardą wobec Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Trzeba pamiętać że rozdzielanie Ciała Pańskiego  - ów fizyczny kontakt kapłana ze Świętymi Postaciami jest jednym z najbardziej intymnych momentów przeżywania własnego kapłaństwa, który porównać można chyba tylko do obcowania fizycznego w małżeństwie. Kapłani którzy sami tego kontaktu się pozbawiają niszczą swą kapłańską duchowość i obrażają Boga. Po to kapłan ma namaszczane w czasie święceń dłonie, by mógł nimi trzymać samego Boga!

Jak zatem tej desakralizacji stawić czoła? Przede wszystkim należy unikać nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Należy to czynić stanowczo, ale grzecznie. Wielu z tych mężczyzn to naprawdę pobożni i święci ludzie. Trzeba im wyjaśnić że nie istnieje coś takiego jak szafarzat Komunii Świętej. Samych zaś szafarzy zachęcam albo do porzucenia tej funkcji, albo przynajmniej do egzekwowania stosownych przepisów. Zwróćcie uwagę, że kapłani często po prostu z lenistwa i braku wiary w realną obecność Pana Jezusa wyręczają się Wami. I można to ubrać w piękne słowa, ale nic nie usprawiedliwia takiego działania. Oczywiście zdarzają się takie parafie, gdzie kapłana brak, a jest potrzeba wykomunikowania chorego umierającego, ale takie rzeczy zdarzają się właściwie tylko na misjach. W Polsce przy odpowiednim zorganizowaniu duszpasterstwa - odciągnięciu księży od zajęć świeckich, naprawdę dałoby się przywrócić normalność. Nie może być tak, że w sobotę do chorych idzie nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej, bo wikary jedzie z ministrantami na wycieczkę! Wreszcie należy przywrócić akolitatowi jego właściwe miejsce. O ile można dyskutować na temat powierzenia akolitom funkcji dawniej przeznaczonych subidiakonom, o tyle należy znieść lub przynajmniej w praktyce znacznie ograniczyć funkcje przenoszenia i rozdawania Ciała Pańskiego. Akolitat rozumiany jako święcenie ministranckie może i powinien być dostępny dla mężczyzn pragnących służby przy ołtarzu, a nie zmierzających do wyższych święceń. Byłoby to naturalne następstwo służby ministranckiej oraz utwierdzenie charyzmatu i powołania dorosłego ministranta. Żywię więc nadzieję i modlę się o to aby akolitat został przywrócony nie tylko w nazwie, ale także w istocie. A wszystkich kapłanów zaklinam i proszę najusilniej, by nie wyręczali się świeckimi w rozdawaniu Ciała Pańskiego - to nie jest promocja laikatu, tylko lenistwo i ciężkie świętokradztwo!

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 6 kwietnia 2017

Egzorcystat - wyklęte święcenie

Laudetur Iesus Christus!

Jest jedno niższe święcenie, które zwykle umyka znawcom tematu, nawet jeśli są tradycjonalistami. Otóż władza egzorcyzmowania też jest w Kościele przekazywana na drodze charyzmatu urzędowego. Istotą święceń egzorcystatu jest podanie klerykowi księgi z egzorcyzmami lub pontyfikału (materia) oraz wypowiedzenia przez szafarza święceń słów: "Bierz i zapisuj sobie w pamięci i miej władzę wkładania rąk na opętanych, czyli są ochrzczeni, czy też dopiero do chrztu się przygotowują". Po tym obrzędzie duchowny otrzymuje władzę nad złymi duchami. Jest to oczywiście władza związana - nie wolno bowiem uroczystego egzorcyzmu odprawiać bez pozwolenia ordynariusza miejsca, jednak święcenia egzorcystatu są właśnie tą pieczęcią łaski, która daje władzę nad złymi duchami. 

Korzeni święceń egzorcystatu należy szukać już w Ewangelii: "Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych." (Łk 9,1-2). Egzorcystat jest zatem święceniem ustanowionym przez Pana Jezusa Chrystusa dla otrzymywania przez sługi Kościoła charyzmatu wypędzania złych duchów i uzdrawiania. Pierwsze wzmianki na temat święceń egzorcystatu pochodzą z katakumb, gdzie w nagrobnych epitafiach wspominano kleryków, którzy byli egzorcystami. Co ciekawe w Kanonie Rzymskim wspomina się Piotra - egzorcystę, jest to jedyny święty z Kanonu Rzymskiego, który był minorystą, czyli klerykiem posiadającym niższe święcenia. Pierwszą wzmianką w dokumentach kościelnych był spis duchowieństwa rzymskiego z 252 r w którym wymieniani są egzorcyści. Ich podstawowym obowiązkiem było przygotowywanie katechumenów głównie poprzez egzorcyzmy, ale także nauczanie (często byli katechetami). Z czasem powierzono im dbanie o wodę święconą i sól egzorcyzmowaną. Gdy katechumenat instytucjonalny stracił rację bytu egzorcyści zajmowali się już tylko wodą święconą, jednak pozostał ważny wymiar duchowy ceremonii święceń egzorcystatu - mianowicie szczególna łaska i uzdolnienie do walki z szatanem, co dla dalszego rozwoju moralnego kleryka ma fundamentalne znaczenie. Ów wymiar duchowy biskup kandydatom do tego święcenia wyjaśniał w trakcie kazania obrzędowego tymi słowami: "Starajcie się tedy, abyście tak jak wypędzacie z ciał innych szatana,tak i z umysłu i ciała waszego usunęli wszelką nieczystości nieprawość, byście sami nie ulegli tym, których wypędzacie mocą urzędu waszego z innych. Uczcie się przez urząd wasz panowania nad nałogami, aby w usposobieniu waszym nieprzyjaciel niczego nie znalazł, coby jemu podlegało. Bo tylko wtedy rozkazywać będziecie skutecznie szatanom u innych, gdy pierwej w sobie zwalczycie ich różnorodną złośliwość." Święcenia egzorcystatu były więc także okazją formacyjną, aby kleryków nie tylko wyposażyć we władzę nad szatanem, ale dać także stosowne pouczenia i uformować z nich mężne wojsko Kościoła. 

Niestety dokumentem Ministeria Quaedam Paweł VI zniósł to święcenie i udziela się je wyłącznie we wspólnotach Tradycji katolickiej. Rodzi się zatem pytanie, po co usunięto to święcenie, zwłaszcza, że jak wspomniałem na początku, ma ono silne korzenie biblijne? Odpowiedź wydaje się jedna - jest to jeden z etapów rugowania świadomości istnienia szatana w świadomości wiernych. Historia debat na temat reformy niższych święceń przebiegała burzliwie i było wiele propozycji, wszystkie jednak postulowały zniesienie właśnie egzorcystatu, dlatego też w tytule określiłem to święcenie jako wyklęte. Ten atak jak sądzę mści się dzisiaj na Kościele, który posiada kapłanów ułomnych właśnie o brak tego święcenia. Co prawda nie widzę sensu udzielania tego święcenia mężczyznom chcącym osiągnąć na przykład stopień akolity, jednak osobiście jestem przekonany, że obrzęd święceń egzorcystatu powinien być zachowany dla kleryków zmierzających do święceń wyższych, głównie z powodów duchowych o który pisałem powyżej.

Warto rozważyć przy okazji pokrótce kwestie egzorcyzmów istniejących do reformy liturgii w latach 60-tych i 70-tych XX wieku. Zmysł wiary Kościoła był taki, że każdą osobę lub rzecz przeznaczoną na poświęcenie Panu Bogu poddawano wcześniej egzorcyzmowi, w myśl zasady, że aby mógł gdzieś zamieszkać Duch Święty, trzeba wcześniej wypędzić złego ducha. Ta intuicja sprawiała że egzorcyzmom poddawano katechumenów oraz rzeczy przeznaczone do służby Bożej. Wreszcie w pewnym sensie egzorcyzmowano kleryków przed kolejnymi święceniami, bowiem święceń jakiegokolwiek stopnia udzielano w soboty tak zwanych Suchych Dni (dziś zwanych czasami Dniami Kwartalnymi). Każde święcenia poprzedzał więc post i modlitwa odprawiana przez cały Kościół, również konsekracja świątyni była poprzedzona surowym postem i modlitwą biskupa dokonującego konsekracji. Praktyka ścisłego postu i modlitwy przed tymi czynnościami opiera się na upomnieniu Pana Jezusa, które dał apostołom po nieskutecznym egzorcyzmie przez nich dokonanym: "Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem" (Mt 17,21).

Wypada żywić nadzieję, że egzorcystat wróci jeszcze kiedyś do porządku święceń. Kapłani niechaj pamiętają, że ich posługa dotyka także tego trudnego obszaru. Charyzmat egzorcysty ujawnia się zawsze wtedy gdy kapłan egzorcyzmuje wodę święconą lub poświęca sól. Jeśli wybiera obrzędy poświęceń wg starego rytuału często będzie egzorcyzmował. Wreszcie niech kapłani przejmą się obrzędami chrztu i zechcą udzielać tego sakramentu wg starych ksiąg, co jest zgodne z przepisami. Tam zachowane są jeszcze egzorcyzmy będące potężną obroną dla dziecka przyjmującego chrzest. O tych kwestiach będę jeszcze pisał, dziś tylko pragnę zaznaczyć, że każdy kapłan jest w pewnym sensie egzorcystą i jego obowiązkiem jest rozwijania duchowości egzorcysty.

Wreszcie każdy wierny katolik ma obowiązek toczyć walkę ze wszelkimi duchami złymi, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą. Częsta spowiedź, posty, modlitwy z pewnością przyczynią się do świata bardziej wolnego od sideł szatańskich.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 4 kwietnia 2017

Wulgarne święcenie, czyli lektorat

Laudetur Iesus Christus!

Dekonstrukcja święceń chyba najbardziej dotknęła lektoratu. Z moich obserwacji wynika, że jest to najbardziej wypaczona w praktyce służba kościelna. Dlaczego nazywam lektorat święceniem wulgarnym? Ponieważ do liturgicznych funkcji lektora dopuszcza się dziś wszystkich - zarówno mężczyzn jak i kobiety, dzieci, heretyków jak również ateistów. Łacińskie słowo vulgaris oznacza właśnie pospolity, zwyczajny.
Lektorat jest to niższe święcenie, które udziela klerykowi potrójnej władzy:
a) czytania lekcji z Pisma Świętego podczas liturgii Słowa 
b) błogosławienia tego co służy do jedzenia
c) wspomagania wyższych rangą kleryków w głoszeniu wiary zwłaszcza wobec niewierzących oraz przygotowania wiernych do godnego i owocnego przyjęcia sakramentów.

Zatem służba lektora nie ogranicza się tylko do ortofonicznego wykonania czytania mszalnego. Kleryk posiadający te święcenia/posługę ma obowiązek prowadzić czynną ewangelizację i nauczać.
Materią święceń lektorskich jest wręczenie kandydatowi lekcjonarza (księgi z której czyta się Słowo Boże na liturgii) lub Pisma Świętego, a formą słowa: "Przyjmij księgę Pisma świętego i wiernie przekazuj Słowo Boże, aby coraz mocniej działało w sercach ludzkich." Lektorat jest udzielany przynajmniej od II w, bowiem już około 200 r spotykane są epitafia nagrobne lektorów, którzy przez swoją służbę zwykle jako męczennicy albo wyznawcy osiągnęli świętość. Przez pierwsze wieki był samodzielnym święceniem i stanem wśród duchownych - powstawały nawet specjalne szkoły lektorskie. Z tych szkół wywodzi się prawo lektora do błogosławienia pożywienia, bowiem przełożeni tych szkół dokonywali tych sakramentaliów podczas posiłków. Z początku lektor wykonywał wszystkie czytania, w końcu jego liturgiczna rola ograniczyła się do czytania lekcji ze Starego Testamentu i błogosławieństwa pokarmów. Dziś lektor na liturgii czyta lekcje mszalne, podaje intencji modlitwy wiernych błogosławi pokarmy oraz co ciekawe może przewodniczyć ceremonii pogrzebu (stacja w domu i nad grobem). Ostatnie uprawnienie trudno wytłumaczyć z Tradycji Kościoła. Wydaje się jednak że jest to pogrzeb prosty lub na cmentarzu, ponieważ klerykom be święceń kapłańskich nie wolno niczego poświęcać, a poświęcenie grobu przynależy do obrzędów pogrzebowych.

Opierając się na wielowiekowej Tradycji Kościoła w dopuszczaniu laików do służby Bożej w charakterze zastępców akolitów, czyli ministrantów ołtarza od okresu ostatniego soboru błogosławi się także ministrantów do wykonywania funkcji lektora na Mszy Świętej - jest to wprowadzenie w służbę ministranta Słowa Bożego. 10 punkt Instrukcji Episkopatu Polski w sprawie udzielania posługi lektora i akolity świeckim mężczyznom z 2007 r. wyraźnie odróżnia status ministrantów i lektorów: „Należy odróżnić praktykę błogosławienia młodych chłopców do czytania Słowa Bożego od posługi lektora. Nie otrzymują oni posługi lektoratu, lecz błogosławieństwo do spełnienia funkcji czytania Słowa Bożego w podczas liturgii."  Jest też poważnym nadużyciem określenie tych ministrantów lektorami i wprowadza to wiele zamieszania. Niestety częstą praktyką jest posługiwanie się rytem wziętym z pontyfikału włącznie z użyciem materii i formy właściwej dla święceń lektorskich. Jeśli intencja szafarza (a przy święceniach niższych może nim być także prezbiter) jest aby ci chłopcy nad którymi się modli zostali lektorami, to w istocie zachodzą święcenia lektorskie, a ci młodzi ludzie są obowiązani do wykonywania zadań co do których nie zostali ani właściwie pouczeni, ani często z powodu wieku nie są do nich zdolni. Pytam się więc, kto weźmie za nich i ich powołanie odpowiedzialność? Takie ustanowienie choć ważne jest jednak niegodziwe. Jeśli jednak szafarz nie posłuży się rytem z pontyfikału, albo zmieni intencje to wprowadzi młodych chłopców do służby ministrantów Słowa Bożego. Współczesna struktura grup ministranckich zmienia miejsce hierarchiczne lektora. Zwykle ministranci najpierw pełnią służbę przy ołtarzu, a potem przechodzą awans stając się "lektorami". Takie odwrócenie prowadzi często do wypaczeń - uznaje się służbę lektora za ważniejszą niż służbę akolity, tymczasem wyższą służbą jest posługa akolity, ponieważ służy on przy ołtarzu, który jest ważniejszy od ambony. Owszem, służba lektora wymaga więcej umiejętności, ale zawsze była, jest i będzie niższą wobec posług akolity. O tym w formacji ministranckiej nie należy zapominać, w przeciwnym przypadku wychowamy młodych protestantów, którzy liturgię Słowa będą stawiać ponad liturgię Ofiary i ambonę ponad ołtarz... . Warto również zwrócić uwagę na brak należytej formacji do przyjęcia posługi lektoratu w nowych seminariach. Notorycznie zdarza się, że młodzi alumni nie są informowani o swoich nowych obowiązkach w należyty i całościowy sposób. Do tego nie wiedzą iż przyjmują zobowiązania na całe życie a sakramentale lektoratu wyciska na ich duszy znamię.
 
Bolesne jest także dopuszczanie do służby lektorskiej dziewcząt i kobiet - wszak mówi Apostoł: "Kobieta niechaj się uczy w cichości z całym poddaniem się. Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem lecz [chcę, by] trwała w cichości. Albowiem Adam został pierwszy ukształtowany, potem - Ewa. I nie Adam został zwiedziony, lecz zwiedziona kobieta popadła w przestępstwo." (1 Tm 2,11-14) Nie istnieją zatem żadne lektorki - jest to wymysł modernistów chcących tylnymi drzwiami wprowadzić święcenia kobiet. Takie obrzędy są świętokradcze i nieważne. Wszystkie kobiety wykonujące funkcję lektorskie upominam i zachęcam do porzucenia takich praktyk, jako niezgodnych z Pismem Świętym. Kobieta w Kościele powinna dobrze wychować dzieci, albo oddać się życiu mniszemu. Na liturgii może wykonywać funkcje śpiewacze jednak zawsze w chórze. Nigdy nie powinna wdziewać szat liturgicznych, chyba, że habit zakonny.
Inną praktyką jest dopuszczanie do służby lektorskiej małych dzieci - to również wielkie nadużycie, właściwą praktyką jest dopuszczanie chłopców po przyjęciu sakramentu bierzmowania jeśli roztropny osąd wskazuje, że rozumieją przynajmniej sens dosłowny odczytywanych perykop. Niedopuszczalne jest wykonywanie funkcji lektorskich (i jakichkolwiek innych funkcji kleryckich) przez heretyków (nawet z okazji tygodnia modlitw o jedność chrześcijan) oraz ateistów. Niestety ma to często miejsce. Mówi się wiele o Słowie Bożym od czasu Soboru Watykańskiego II, używa się określeń stół Słowa i stół Ofiary, co nomen omen jest nieporozumieniem, podczas gdy poprzez dopuszczanie nieodpowiednich osób, często odzianych w sposób nieliturgiczny deprecjonuje się ważkość Słowa Bożego w liturgii. 

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 23 marca 2017

Ostiariat, czyli zapomniane święcenie kościelnego

Laudetur Iesus Christus!

Pierwszym niższym święceniem, które udzielane było nowo przyjętemu w czasie tonsury duchowieństwu był ostiariat. Ta zagadkowa nazwa wywodzi się od łacińskiego rzeczownika ostium, ostii - drzwi i oznacza święcenie tego, który był odpowiedzialny za otwieranie i zamykanie świątyni, przygotowanie ksiąg liturgicznych oraz wpuszczanie wiernych do kościoła. Należy pamiętać, że w pierwszych wiekach w liturgii mogli uczestniczyć jedynie wierni oraz katechumeni (przygotowujący się do chrztu). Ściśle pilnowano tego prawa tajemnicy (disciplina arcani) głównie z obawy przed prześladowaniami i ośmieszeniem wiary. Warto też nadmienić, że wykluczano tych którzy przez trzy kolejne niedziele nie pojawiali się bez uzasadnionej przyczyny na niedzielnej Mszy Świętej.

Ostiariat pierwszy raz wspominany jest w III w, ale zapewne istniał dużo wcześniej. Święceń tych powszechnie udzielano aż do nieszczęsnej deformy święceń z 1972 r i chociaż dokument Ministeria Quaedam dopuszcza możliwość udzielania ostiariatu, to jednak nie słyszałem by gdzieś poza tradycyjnymi wspólnotami udzielano tego święcenia (posługi), nie zostały też wydane odnowione obrzędy do wprowadzania na ten urząd. Eliminacja ostiariatu z porządku święceń jest dla mnie zaskakująca - praktycznie w każdej parafii mamy zakrystianina, czy kościelnego, który i tak wykonuję tą służbę. Czy czynności, które sprawuje kościelny nie domagałyby się specjalnego święcenia? Czemu zrezygnowano z ostiariatu? Jeśli przyjrzymy się obecnym ostiariuszom, czyli kościelnym, to zauważymy, że zakres ich służby się rozszerzył, zwykle pełnią oni także niektóre funkcje akolitów (na przykład przygotowując naczynia liturgiczne, czego w pierwszych wiekach ostiariusz nie czynił), a czasem nawet wypełniają w pełni urząd akolity, służąc do Mszy Świętej jako ministranci. Pytam się więc dlaczego odmawiać łaski specjalnego święcenia tym wielu mężczyznom, którzy na przyjętym ostiariacie mogliby zyskać specjalne łaski do wypełniania swojej funkcji, która wtedy stałaby się wtedy ich własnym urzędem? Wystarczy pomyśleć jak wielka odpowiedzialność spoczywa na potencjalnym ostiaruszu. W końcu służba kościelnego nie ogranicza się tylko do punktualnego otwierania i zamykania świątyni, dzwonienia, utrzymywania czystości itd. Często zakrystianin jest pierwszym przedstawicielem Kościoła z jakim styka się wierny chcąc porozmawiać z kapłanem. Od tego kontaktu bardzo wiele zależy - tym bardziej więc ludzie piastujący tak ważną funkcję powinni zostać umocnieni specjalnym charyzmatem urzędowym, przez przyjęcie stosownych do swej służby świeceń.

Czytający mnie kapłani w większości nie przyjęli święceń ostiariatu, jednak przyjmując diakonat, przyjęli także przywileje i obowiązki niższych stopni hierarchii. Będąc kapłanami niech nie zapominają o obowiązkach ostiariuszy, aby byli punktualni i zatroskani o świątynię także w wymiarze materialnym. Wreszcie materia tego święcenia - czyli wręczenie kluczy kościoła i forma, którą są słowa: "Tak czyń, byś przed Bogiem zdać mógł rachunek z tych rzeczy, które tymi kluczami się otwierają" poucza o dalej idącym zobowiązaniu... . W wymiarze duszpasterskim owa niższa władzy kluczy jest bardzo istotna. Często kapłan jest tym, który musi się upominać o godność obrzędów i dopuszczanie do sakramentów, czy do służby Bożej odpowiednich osób. Niech więc każdy prezbiter pamięta to upomnienie jakie otrzymywał ostiariusz, bo z tego nie tylko ostiariusz ale i każdy kapłan będzie sądzony. Czasem dla dobra konkretnej osoby i całego Kościoła należy stanowczo acz z miłością odmówić dostępu do sakramentu czy posługiwania w charakterze na przykład ministranta. Ten wymóg duszpasterskiej miłości jest z pewnością trudny i wymaga odpowiedniego rozeznania, jednak nie może być tak że za kryterium osądzania tych spraw brana jest malejąca liczba ludzi w Kościele, obawa o to, że nieodpowiednia osoba po prostu odejdzie czy wreszcie co najgorsze wzgląd ekonomiczny... . Fałszywe miłosierdzie okazywane w rzeczywistości Kościoła zachodnio-katolickiego jest diabelskim przekleństwem, bo zamiast przekazywać człowiekowi prawdę o stanie jego duszy zatraca ją w kłamstwie i niweczy możliwość zadziałania łaski uczynkowej. Ile dusz przez nieroztropne udzielanie sakramentów osobom niegodnym lub nieprzygotowanym idzie na wieczne potępienie? Ile kapłanów źle wykonujących niższą władzę kluczy sama siebie potępia, przez działanie sprzeczne z podstawową zasadą duszpasterską: najważniejsze jest zbawienie duszy?

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 8 marca 2017

Czy Kościół zniósł niższe święcenia?

Laudetur Iesus Christus!

Pisząc o różnych stopniach święceń nie sposób nie dotknąć tematu istnienia poszczególnych stopni. W toku mojej (de)formacji seminaryjnej dowiedziałem się, że Sobór Watykański II zniósł niższe święcenia. Jest to oczywiście jeden z wielu mitów dotyczących tego soboru, ale o tym napiszę innym razem. Faktem jest, że 7 lat po zakończeniu ostatniego soboru Paweł VI wydał dokument "zmieniający dyscyplinę w odniesieniu do tonsury, niższych święceń i subdiakonatu". Ten bardzo krótki dokument nazywa się Ministeria Qaedam i gorąco polecam go przeczytać szczególnie wszystkim alumnom wchodzącym w stan klerycki, wyświęconym już klerykom, ale także zainteresowanym osobom świeckim. Dowiadujemy się z tego dokumentu, że: "Święcenia, które dotychczas nazywały się niższymi, mają być odtąd nazywane posługami." Nie ma zatem mowy o znoszeniu święceń niższych jako takich, ale o zmianie nazwy - nie zmienia się zatem istota rzeczy. To co dokument faktycznie znosi to tonsurę i święcenia egzorcystatu. Dla całego Kościoła poleca zachować lektorat i akolitat. List papieski zauważa także pewną wartość i możliwość utrzymania święceń ostiariatu oraz przesuwa uprawnienia subdiakona na akolitę i lektora znosząc ten stopień. Szczegółowo kwestię uprawnień poszczególnych stopni omówię w kolejnych wpisach. Dziś istotna jest kwestia będąca tytułem wpisu.
Czy Kościół może znieść niższe święcenia? Święty Sobór Trydencki  zwany potocznie Trydentem i niesłusznie przypisywany jako epitet gatunkowy wszelkiej maści tradycjonalistów katolickich (którzy w większości nie znają jego postanowień) podał jako dogmat następujące zdanie: "Gdyby ktoś mówił, że oprócz kapłaństwa w Kościele katolickim nie ma innych święceń, wyższych i niższych, którymi jakby stopniami zdąża się do kapłaństwa - niech będzie wyklęty." Z tego wyraźnie wynika, że istnienie święceń niekapłańskich jest prawdą, której wyznawanie należy do depozytu wiary. Również w tej samej sesji 23 soboru znaleźć możemy także taką tezę dogmatyczną: "Gdyby ktoś mówił, że w Kościele katolickim nie ma hierarchii, ustanowionej z Bożego rozporządzenia, która obejmuje biskupów, prezbiterów oraz [innych] szafarzy - niech będzie wyklęty." Co należy rozumieć przez innych szafarzy? Chodzi o stopnie nie kapłańskie, a więc: diakonat, subdiakonat, akolitat, egzorcystat, lektorat i ostiariat. Oczywiście znajdą się "teolodzy", którzy podważą te i inne wypowiedzi Magisterium Ecclesiae, choćby nie wiem jak uroczyste formuły w tekstach były zastosowane - są to ci sami heretycy, którzy swoich uczniów nie zaznajamiają z hierarchią wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego, a sami arbitralnie osądzają co należy do depozytu wiary, a co nie. Tych też przestrzegam, bo czeka ich za te wszeteczeństwa bardzo surowy sąd Boży. Truć młodzież klerycką własnymi błędnymi poglądami i podawać je za objawione to szczyt przewrotności i nadużycia powierzonego sobie urzędu.
Sobór Trydencki również w innych miejscach mówi o święceniach niższych i żąda przywrócenia ich właściwego znaczenia - niestety postanowienia te nie weszły w życie. Również "odnowa święceń" Pawła VI nie uzyskała powszechnej aprobaty - poza redukcją święceń nie uzyskano niczego. Funkcje lektora i akolity pełnią dziś ludzie kompletnie do tego nieprzygotowani, tworzone są jakieś protezy urzędów: nadzwyczajni szafarze Komunii Świętej, lektorzy - dzieci, ministrantki, asystenci i referenci pastoralni. Posług lektora i akolity dalej udziela się właściwie tylko w drodze do święceń sakramentalnych, a klerycy posiadający te stopnie nie mają elementarnej wiedzy na temat swoich nowych zadań, uprawnień i stanu. W rzeczywistości praktyka po dokumencie Ministeria Quaedam zupełni znosi znaczenie niższych święceń - jest jeszcze gorzej niż było od czasów średniowiecza, kiedy często poszczególne święcenia przyszły kapłan tylko przeleciał, a nie sprawował władzy duchowej wynikającej z tychże stopni.
Wreszcie trzeba powiedzieć, że święcenia każdego stopnia wyciskają na duszy charakter - jest to nauczanie powszechne i dobitnie udowodnione w Sumie Teologicznej św. Tomasza z Akwinu. Czy jest to dogmat, czy zdanie teologicznie pewne jest kwestią zbadania, ponieważ literalnie z kanonów soborów to nie wynika, ilekroć bowiem mowa o święceniach nie wiadomo czy chodzi tylko o stopnie kapłańskie czy także o święcenia niekapłańskie. Podstawowym argumentem jest, że osoba występująca z seminarium po przyjęciu święceń niższych i wracająca po jakimś czasie nie powtarza przyjętych święceń niższych. 
Wszystkich kleryków i kapłanów usilnie zachęcam do podjęcia studium nad święceniami jakie przyjęli. Każdy kapłan rozważając stopnie przez które przeszedł wzbogaca się duchowo, bowiem będąc prezbiterem nie przestaje być diakonem, akolitą czy lektorem, albo ostiariuszem. Boża pedagogika doprowadza człowieka do doskonałości stopniowo - podobnie rzecz ma się ze świętą służbą. Życzę więc każdemu klerykowi wytrwałości w przyjętych urzędach i odebrania w niebie nagrody wiecznej. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty Kleryk