Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subdiakonat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą subdiakonat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 stycznia 2021

Babskie posługi - czy to możliwe?

 Laudetur Iesus Christus!

I stało się... . Chociaż można było przewidywać, bo różne źródła zbliżone do Stolicy Apostolskiej to zapowiadały jednak łudziłem się że tego etapu rewolucji nie dożyję. Niestety obawiam tytułowy news podszyty jest czymś znacznie groźniejszym. Kilkakrotnie informowano o komisji w sprawie kobiecego diakonatu - pierwsza komisja podobno wydała Franciszkowi opinię niepochlebną. Ustanowił więc był kolejną i jak sądzę pracę tejże idą pod rękę z duchem wrażego postępu, bo i po co byłoby ustanawiać kobiecy lektorat i akolitat? Część komentatorów wskazuje że to dla legitymizacji ministrantek, ale skoro nie było to potrzebne przez prawie trzy dekady, to dlaczego miało się stać ważne teraz? Odpowiedź nasuwa się dość oczywista i powiązana jest z pracami drugiej komisji, która tym razem będzie już chyba skuteczna. 

Z przykrością zauważamy że poza środowiskami katotradycjonalistycznymi nikogo to nie obeszło, a jeśli już to raczej odzew jest pozytywny. Mało kto zauważa że lektorat i akolitat kobiet to wprowadzenie do diakonis, a tutaj istnieje spore niebezpieczeństwo zadekretowania formalnej herezji. Oczywiście można sobie wyobrazić sytuację w której diakonise będą tylko posługą, a nie święceniem sakramentalnym ale chyba większość czytających się zgodzi że to byłaby gra nie warta świeczki... .

Podstawą dekonstrukcji urzędów o których dzisiaj mowa jest motu proprio Pawła VI Ministeria Quaedam. Kluczowe są te słowa formalnie prowadzące do laicyzacji minorzystów: "Bardziej odpowiada prawdzie i współczesnej umysłowości, aby posługi, o których wyżej, nie były nadal nazywane święceniami niższymi, aby ich powierzanie nie nazywało się "święceniem" lecz "ustanowieniem", aby za duchownych we właściwym znaczeniu uważać tylko tych, którzy przyjęli diakonat." Co prawda jest mowa o pewnej tożsamości niższych święceń i posług jednak zaznacza się już nowa nauka. Znamienne jest że sformułowanie "posługa" przechodzi do coraz wyższych sfer urzędów wynikających ze święceń. Bo kto dziś mówi o wykonywaniu święceń diakonatu? - mówi się o posłudze diakona, jest dekret o życiu i posłudze prezbitera, nawet w święceniach biskupich mowa jest o pasterskim posługiwaniu. Oczywiście w sformułowaniu posługa czy posługiwanie nie ma nic złego, bowiem władza jest służbą jednak zatraca się dzisiaj bardzo ważny wymiar urzędu i naszym zdaniem właśnie w ten sposób będzie się zaprowadzać kapłaństwo kobiet. Najpierw dopuszcza się je do posługi lektora i akolity, później dopuści się je do posługi diakonackiej by w końcu uznać że kapłaństwo to też posługa którą w sumie może wykonywać kobieta. 

Mimo wszystko wydaje się nam że prosta zmiana treści kanonu 230 nowego prawa kanonicznego nie wystarczy aby przeprowadzić skutecznie postulowaną zmianę. Podstawą dla motu proprio Pawła VI były dokumenty soboru trydenckiego który jasno wylicza niższe i wyższe stopnie święceń określając także że mogą być one udzielane wyłącznie mężczyznom. Zarówno istnienie owych niższych święceń jak i ustalenie iż podmiotem święceń może być wyłącznie mężczyzna ochrzczony jest w dokumentach soboru trydenckiego obwarowane klauzulą "niech będzie wyklęty", a więc stanowi dogmat wiary. Nie można uznawać ani tego że nie istnieją święcenia niższe i wyższe, ani że mogą być one udzielane kobietom. Zachodzą zatem dwie możliwości rozwiązania problemu. Pierwszą jest uznanie, że Ministeria Quaedam zniosły niższe święcenia, ale wtedy herezja formalna byłaby zaprowadzona już w 1972 r skoro istnienie święceń niższych i wyższych jest dogmatem. Druga możliwość jest taka że Ministeria Quaedam zmieniły nazwę nie zmieniając istoty. Za tą opcją opowiada się wyklęty kleryk - jest to tym bardziej prawdopodobne że struktura obrzędu jak również wynikające z niej prawa i obowiązki nie uległy poważniejszym zmianom, a w przypadku urzędu akolity uległy nawet rozszerzeniu. W opcji pierwszej nowa regulacja w istocie nic nie zmienia - skoro posługi nie są niższym święceniem można je udzielać komu tylko prawowita władza kościelna zechce, a więc kobietom, zwierzętom, roślinom czy kosmitom (niepotrzebne skreślić). W rozwiązaniu drugim nowa praktyka ma charakter symulacyjny niezależnie od tego jak bardzo zmieni się prawo kanoniczne, bo nawet jeśli uznamy że święcenia niższe są sakramentale to jednak dalej obwarowane są dogmatyczną nauką soboru trydenckiego. 

Nowa normalność wprowadzi nie tylko groźny precedens który z pewnością zostanie wykorzystany do przepchnięcia diakonatu i kapłaństwa kobiet ale już teraz skomplikuje szereg kwestii. Dotąd praktyka ministrantek była przepychana niejako na zasadzie indultu, teraz będzie prawnie usankcjonowana. Wpłynąć to może poważnie na środowiska indultowe. Być może nie od razu i nie w Polsce, ale jesteśmy w stanie sobie wyobrazić że i w klasycznym rycie rzymskim będą nam stręczyć posługę ministrantek. W skrajnej postaci może to doprowadzić do klauzuli wierności polegającej na tym że utrzymany zostanie tylko ten indult który zezwala na ministrantki. Wyobrażamy sobie też rozważania na temat ślepej subdiakonisy - być może jakieś narwane zakonnice będą chciały pochodzić w kolorowych szatach... . Usankcjonowany zostanie zwyczaj kobiecych szafarek Najświętszego Sakramentu - dotąd zjawisko niszowe, teraz możemy się spodziewać że gdzieniegdzie sami księża będą naciskać na ustanawianie zakonnic akolitkami, żeby się nimi wyręczać. Rozsadnikami nowej praktyki zapewne będą żeńskie zgromadzenia. Zrodzi się pytanie czy skoro wyższy przełożony zakonny może ustanawiać akolitów to czy ksieni może ustanawiać akolitki, a może także akolitów? Wreszcie w jakich szatach będą chodziły lektorki i akolitki. Praktyką powszechną jest sutanna i komża lub sutanna i alba z cingulum. Czy zatem lektorki i akolitki będą chodziły w sutannach? Zapewne implementacja tego problemu zostanie scedowana na poszczególne Konferencje Episkopatów i co kraj to będzie inny obyczaj.

Należy się spodziewać że w Polsce przynajmniej na początku pomysł lektorek i akolitek nie spotka się z przychylnym przyjęciem, no chyba że w diecezji łódzkiej, opolskiej, gnieźnieńskiej czy warszawskiej. Dzisiejsi polscy biskupi raczej stwierdzą iż nie ma potrzeby wprowadzania tego rozwiązania, jednak trucizna będzie się sączyć w młode pokolenia alumnów, którzy będą się uczyli już poprawionego prawa kanonicznego, którzy będą wzrastali w świadomości że w Rzymie są lektorki i akolitki i to właśnie ci alumni zostaną kiedyś biskupami i oni wprowadzą w Polsce babskie posługi - wtedy najprawdopodobniej w Rzymie będą już chadzały diakonise. 

Wyklęty kleryk stanowczo sprzeciwia się tego typu praktykom będącym nie tylko zerwaniem z dwudziestoma wiekami Tradycji ale nadto z doktryną o urzędach minorzystów, co jak wskazano powyżej ma walor dogmatyczny z samego soboru trydenckiego. Osobiście uznajemy iż motu proprio Spiritus Domini z natchnieniem Ducha Świętego ma niewiele wspólnego, a to co się dzieje teraz w Rzymie jest po soborze watykańskim drugim najczarniejszą kartą historii współczesnego Kościoła. Jednocześnie zapowiadam iż kiedy postanowiony w Rzymie będzie sakramentalny diakonat kobiet, wtedy wraz z dwoma świadkami udam się do proboszcza miejsca i wyznam iż nie wierzę że tenże rzymski kościół trwa w Kościele Chrystusowym i z takowym Rzymem wyklęty kleryk nie będzie utrzymywał łączności. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:

Wyklęty kleryk

P.S. Ratuj się kto może.

czwartek, 25 października 2018

Przebierantyzm czyli o tych co ulegli pokusie fioletów

Laudetur Iesus Christus!

Dziś temat może lżejszy, dla niektórych pewnie zabawny, jednak dotyczy on kwestii fundamentalnych moralnie i liturgicznie. Szaty liturgiczne to odzienie które wkładają święci szafarze i niżsi klerycy oraz ministranci w trakcie służby Bożej. Jedną z podstawowych funkcji szat liturgicznych jest wskazywanie na stopień/funkcję odzianego w ten święty ubiór. I właśnie tej kwestii dotyczy ten wpis. Uzurpacja urzędów w Kościele jak również nadużycia władzy to problem do osobnego opracowania, jednak znaczącym przejawem tych ostatnich jest wdziewanie szat wskazujących na wyższą godność niż tą którą się posiada. Ojcowie duchowni w seminarium mówili o trzech podstawowych pokusach kapłańskich: kobiety, monety, fiolety. Zwykle następują one stopniowo, jednak bywa, że już młodzież katolicka ulega fioletom w pierwszej kolejność.

Problem przebierantyzmu nie jest związany z modernizmem jako takim. Jest to chyba najbardziej egalitarna pokusa ludzi Kościoła. Trzeba jednak stwierdzić że jej oblicza w tradycjonalizmie i w modernizmie są różne, stąd też muszą być rozpatrywane oddzielnie. 

W modernizmie przebierantyzm  objawia się w dwóch formach. Pierwszą z nich jest tworzenie nowych szat liturgicznych - niejako nawiązujących do starych, jednak będących zupełnym pomieszaniem porządków. Należą tutaj dalmatyki lektorskie, pektorały ministranckie, czy specjalne szkaplerze w kolorze dnia dla asystentów pastoralnych. Pomysłowość jest przeogromna. Krój zwykle jest mało wyszukany, prosty, ale jednak nawiązujący do tradycyjnych szat na tyle, że lektora można pomylić z diakonem, a asystenta pastoralnego z kapłanem, zwłaszcza jeśli nie ma go na nabożeństwie. Tego typu działalność to głównie chciwość projektantów mody liturgicznej związanych między innymi z przeklętym sacroexpo i innymi tego typu wystawami o bardzo świeckiej naturze... Drugą formą jest klasyczna realizacja fioletowej pokusy poprzez przemożną chęć dekorowania swojej rewerendy kolejnymi kolorowymi dodatkami. Rozbudowana hierarchia prałatów, protonotariuszy i innych wydłużających czerwone bądź fioletowe filakterie duchownych jest ukrócana od czasów św. Piusa X. Kolejne reformy wprowadzały obostrzenia, które jednak pyszałkowaci skutecznie obchodzili. Wreszcie Franciszek pozostawił już tylko jeden stopień prałacki. Jak się okazało i ten zabieg skutecznie da się obejść. Tworzy się zatem fikcyjne kapituły kanonickie, które faktycznie nimi nie są, bo kanonicy zrzeszeni przy kolegiacie czy katedrze nie prowadzą ani życia wspólnego ani tym bardziej nie modlą się wspólnie na brewiarzu. Jedynym celem tworzenia owych jest chęć obejścia prawa i docenianie tych najbardziej czcigodnych spośród wszystkich przewielebnych... . Są więc rozmaici kanonicy EC, rokiety i mantoletu, honorowi itd. Każdy z nich odróżnia się jakimś detalem, bądź to kolorem pasa u sutanny, bądź też pomponem na birecie. W czasie Mszy Świętej ubierają mucety, mantolety, rokiety i bywa że swym fatałaszkowym dostojeństwem przewyższają samych biskupów, którzy często w przypływie nadmiernej skromności zadowalają się garniturem, krzyżykiem w klapie, bądź też dyndającym na ornacie pektorałem, który faktycznie powinien spoczywać pod dalmatyką - jednak założenie owej to już przecież zakrawa o lefebryzm... . I tylko czekać aż będą kanonicy mitry i pastorału - bo przecież każdy biskup w swojej diecezji jest papieżem... . Szkoda tylko że owi modernistyczni pomponiarze w życiu codziennym nie chcą nosić nawet prostej czarnej sutanny.

Niestety przebierantyzm dotyka także szeregi utożsamiających się z tradycją katolicką. Tutaj nadużycia wynikają z wnikliwej analizy rubryk, podręczników liturgiki oraz zbiorów partykularnych przywilejów wydawanych w czasach karolińskich (lub im podobnych) przez Stolicę Apostolską dla danego regionu. Oczywiście przynależność do owego przywileju może już być dowolna - dla jednych wymagana jest fizyczna obecność, dla innych urodzenie, jeszcze inni wystarczy że wykażą się gallikańskim pochodzeniem lub faktem iż kiedyś tam byli, aby przywilej skutecznie zaszczepić na ziemi o której istnieniu papież wydając dany dokument nie miał nawet pojęcia.  W ten sposób tworzą się fioletowi sutanniarze, którzy nawet porządnej tonsury nie otrzymali, że o jakichkolwiek święceniach nie wspomnę. Zresztą znajdą się pewnie i tacy którzy postrzyżyny mieli bądź to w czasie rozbudowanej liturgii święceń ministranckich we własnej parafii, bądź uważających wielokrotną wizytę u fryzjera oraz faktyczne utrzymywanie korony na głowie za niezbity dowód przynależności do stanu duchownego. Zresztą niejednokrotnie komże ministranckie nie do odróżnienia są od biskupich rokiet. Znaczniejszym problemem jest moim posługa fałszywych subdiakonów. Nie twierdzę, że w historii liturgii nie było takiej praktyki, jednak pomimo szeregu argumentów odwołujących się w gruncie rzeczy do majestatu liturgii uważam, że zastępowanie funkcji wyższych kleryków przez kler niższy bądź zupełnie świeckich ministrantów jest niewłaściwe. Z jakiegoś powodu Kościół postanowił aby wydzielić subdiakonat i wynieść go ponad niższe święcenia. Symulowanie sprawowania jego urzędu tylko po to by "zrobić" uroczystą liturgię i by było bardziej kolorowo jest nieporozumieniem, zwłaszcza że w wielu środowiskach są kapłani, których wystarczy odpowiednio przyuczyć. do tej służby. Absolutnym absurdem jest sytuacja kiedy w chórze siedzą kapłani, a do Mszy służy fałszywy subdiakon. I ja rozumiem że noże kiedyś gdzie ktoś na to zezwolił, jednak wystarczy zdrowa dedukcja by dojść do wniosku iż takie postępowanie jest z sprzeczne z naturą liturgii. Kolejną patologią są namnożone Msze pontyfikalne. Aby zadość uczynić pomponiarskim zapędom wielu sprowadza się jakichś opatów czy pseudo-infułatów  aby pontyfikowali.  Jest oczywiste że opat pontyfikuje tylko na terenie własnego opactwa, a protonatariusze już dawno utracili prawo sprawowania Mszy pontyfikalnej i używania pontyfikaliów w ogóle. Nawet jeśli w 1962 r to prawo posiadali, to czyż ci którzy otrzymali przywilej po 1962 r nie otrzymali go już bez prawa pontyfikowania? Albo, albo... nie możemy wlewać nowego wina do starych bukłaków. Te wszystkie pontyfikalne Msze Święte z udziałem pseudo-subdiakonów, świeckich ceremoniarzy biskupich i często prałatów nie mających prawa pontyfikować są po prostu celebrowaniem własnej pychy! 

Temat który poruszyłem z pewnością ściągnie na mnie falę nienawiści z obu stron barykady. Jednak widzę to jako wyklęty kleryk którego powołaniem jest wskazywanie błędów. Zauważam, że Panu Bogu taki stan rzeczy się nie podoba, bo to sprowadza służbę Bożą do ludzkich zachcianek i niespełnionych ambicji. Nawet moderniści uczą, że pontyfikowana Msza Święta jest wyrazem jedności Kościoła lokalnego zgromadzonego wobec swojego ordynariusza i że ukazuje wielość stopni kapłaństwa służebnego. Jest to więc ukazanie splendoru Kościoła. A ja się pytam czy w dzisiejszym Kościele, który jest poturbowany przez liczne herezje, niezadeklarowane choć istniejące schizmy, apostazję wielu w tym także hierarchię, czy w takim Kościele Msza Święta pontyfikalna cokolwiek ukazuje? Czy te fioletowe emblematy pośród zeświecczonych kapłanów cokolwiek oznaczają. Wreszcie czy fałszywa promocja laikatu dokonująca się w obu tradycjach liturgicznych przekłada się choćby na moralną kondycję tych świeckich? Niestety na wszystkie pytania odpowiedź jest przecząca, i to nawet nie dlatego, że taki jest stan faktyczny, ale także z  teologicznych powodów, bowiem z nasienia pychy nigdy nie wyrośnie prawdziwa katolicka pobożność. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 31 maja 2018

Nadzwyczajny szafarzat, czyli o protezie która przynosi więcej szkody niż pożytku

Laudetur Iesus Christus!

Chrystus Pan zakładając Kościół zechciał, wyposażyć go w specjalne łaski potrzebne ludziom do zbawienia. Jak dobrze wiemy łask tych udzielają sakramenty, których jest siedem. Każdy sakrament, aby był ważny musi spełnić kilka warunków: musi zaistnieć znak sakramentalny, czyli właściwa forma i materia, musi być także odpowiedni szafarz, wreszcie przyjmujący musi posiadać odpowiednią dyspozycję. Dziś kilka słów o szafarzach, czyli tych którzy przekazują łaskę sakramentalną. 

Ponieważ sakrament oznacza i udziela niewidzialnej łaski na sposób widzialnego znaku to również przekaziciel musi być widzialny. Zadanie przekazywania łaski, czyli uświęcania Pan nasz Jezus Chrystus powierzył apostołom oraz klerykom bezpośrednio przezeń ustanowionym, a więc prezbiterom oraz diakonom. Przy czym tych ostatnich Pan Jezus nie postanowił dla uświęcania jeno dla posługi, dlatego zadanie uświęcania wykonują oni tylko w wyjątkowych sytuacjach. 

Wobec tego logiczna była praktyka Kościoła, zwanego przez modernistów przedsoborowym, która  diakonów właśnie ustanawiała nadzwyczajnymi szafarzami dla sakramentu chrztu oraz udzielania Komunii Świętej. Oczywiście diakon nie był jedynym szafarzem nadzwyczajnym, ponieważ w czasie prześladowań, albo w innej sytuacji zagrożenia życia Kościół dopuszczał szafowania powyższymi przez minorystów, a nawet zupełnie świeckie osoby. Stąd też wzięła się tradycja związana ze św. Tarsycjuszem, wg której jako akolita miał nieść Najświętszy Sakrament osadzonym w więzieniu chrześcijanom. Trzeba jednak pamiętać iż nie była to praktyka powszechna, a już tym bardziej przypisana stricte do akolitatu. W sytuacji nadzwyczajnej chrztu oraz szafowania Komunią Świętą powierza się najwyższemu stopniem klerykowi tak, że diakon ma pierwszeństwo nad subdiakonem, subdiakon nad akolitą, akolita nad egzorcystą, egzorcysta nad lektorem, lektor nad ostiariuszem, postrzyżony nad niepostrzyżonym, mężczyzna nad niewiastą, chyba że ta ostatnia lepiej zna obrzęd chrztu niż mężczyzna. 

Przypadki chrztu i rozdawania Ciała Pańskiego przez szafarzy nadzwyczajnych zastrzega się zatem dla sytuacji zagrożenia życia oraz wyraźnego zlecenia kompetentnej władzy kościelnej na szczeblu co najmniej diecezjalnym. W żadnym razie nie powinno to stanowić normy - niestety rozdawnictwo Komunii Świętej przez nie-kapłanów jest dziś powszechne, również chrzty dokonywane przez tak zwanych katechistów już nie tylko w krajach stricte misyjnych... .

Owszem szafowanie Ciałem Chrystusa w ścisłym sensie nie jest udzielaniem sakramentu, jednak słusznie jest ono zarezerwowane dla kapłanów. Jeden z księży użył nawet pięknego porównania, że kapłan rozdający Ciało Pańskie wchodzi w intymną relację z Chrystusem Panem podobnie jak mąż ze swoją żoną w czasie aktu małżeńskiego. Z jakiej racji kapłani mają sami siebie pozbawiać tej bliskości? Niektórzy wysuwają argument przedłużającej się celebracji... Jakoś kiedyś komunikujących się wiernych było więcej, szafarzy zwyczajnych zwykle dwóch, w porywach trzech, a Msza Święta trwała i tak krócej niż przy asyście kilku nadzwyczajnych szafarzy. Również dziś kiedy akcentuje się wymiar uczty we Mszy Świętej, co jest oczywistym błędem protestanckim, w rzeczywistości neguje się ten wymiar rezygnując z balasek przykrytych białym obrusem oraz czasowo ograniczając ową "ucztę" wprowadzając nadzwyczajny szafarzat. 

Problem nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej przybrał dziś charakter zinstytucjonalizowany. Są bowiem całe duszpasterstwa i szkoły tychże. Do tego wprowadza się także szkółki dla minorystów. Nie byłoby to jeszcze może niczym złym, gdyby nie uczono ich tam rozdawania Ciała Pańskiego do której to czynności w obecnej sytuacji zwykle owi akolici nie mają żadnego prawa. Nawet przepisy modernistów zaznaczają iż taka posługa jest możliwa w sytuacji gdyby zwyczajny szafarz zaniemógł zdrowotnie, miał przeszkodę duszpasterską przez co rozumie się konieczność sprawowania sakramentów, a nie rozmów duchowych, pielgrzymek, katechez itp rzeczy i wreszcie gdyby celebracja nadmiernie się przedłużała. Z pewnością godzinna Msza Święta w niedzielę oraz półgodzinna w dzień powszedni nie jest taką okolicznością. A może wystarczy po prostu trochę mniej gadać, a bardziej celebrować i nagle okaże się, że liturgia łacińska wcale nie jest taka długa jak wielu modernistom się wydaje. 

Nadzwyczajny szafarzat pojawia się także w aspekcie bierzmowania. Należy podkreślać iż zwyczajnym szafarzem tego sakramentu w łacińskiej tradycji liturgicznej jest biskup. W epoce niesłusznie minionej Kościół zezwalał na bierzmowanie kapłanowi tylko wtedy gdy posiadał specjalną władzę od Stolicy Apostolskiej lub w przypadku zagrożenia życia. Z pewnością biskupi powinni sobie dziś uczynić rachunek sumienia. Otóż zadaniem biskupa jest "chrzcić, nauczać, rządzić, karcić, bierzmować, święcić i konsekrować". Niekoniecznie biskup musi "poświęcać" budynki i dzieła użyteczności świeckiej. Nie powinien zaniedbywać za to święceń swoich podwładnych, bierzmowania swoich diecezjan i sprawowania sakramentaliów jemu zastrzeżonych: poświęcenia świątyni, czy naczyń liturgicznych. Bierzmowanie wcale nie musi oznaczać odprawionej Mszy Świętej oraz sutego obiadu... . Można ograniczyć się do krótkiego kazania i odprawienia bierzmowania poza Mszą Świętą. Można także bierzmować na siedząco. W ostateczności zwłaszcza w czasach niżu demograficznego można zebrać młodzież całego dekanatu w jednej świątyni i w tedy biskup zamiast setki bierzmowań ma zaledwie kilka. Wystarczy odrobina rozumu i dobrej woli... . 

Nadzwyczajny szafarzat dotyka także sakramentaliów, choć póki co jest to problem marginalny. Trzeba stwierdzić iż nadzwyczajne szafowanie sakramentaliami ma tylko miejsce na zasadzie: kapłan  bywa nadzwyczajnym szafarzem poświęceń biskupich. Nigdy rzecz ta nie odnosi się do diakonów, którym z natury rzeczy poświęcać niczego nie wolno, gdyż nie mają władzy rządzenia w Kościele. Również uprawnienie diakona do asystowaniu przy zawieraniu małżeństwa i błogosławieństwa tegoż należy uznać za nadzwyczajne. Jest praktyką godną potępienia gdy parafia posiada diakona i ten obarczany jest wszystkimi chrztami, ślubami i pogrzebami. Nie w tym zasadza się służba diakońska.... . 

Reasumując - istnienie zinstytucjonalizowanego nadzwyczajnego szafarzatu jest oznaką kryzysu Kościoła. Kryzys ten to nie tylko brak duchowieństwa właściwego do określonych zadań, ale także zwyczajne lenistwo i patologiczna promocja laikatu, a właściwie wyręczanie się nim. Podczas gdy wiele funkcji w kuriach związanych z rzeczami świeckimi  sprawuje duchowieństwo  to laikat przejmuje od duchownych funkcje im należne. Tak być nie może! Niezależnie od liczby kapłanów nie możemy godzić się na zinstytucjonalizowanie nadzwyczajnego szafarzatu w jakiejkolwiek formie. Unikajmy zatem jak tylko się da nadzwyczajnych szafarzy kimkolwiek by oni nie byli. Bojkot w tej sprawie spowoduje naturalne wycofanie się tego zjawiska z Kościoła. Wszystkich nadzwyczajnych szafarzy - zwłaszcza Komunii Świętej usilnie proszę o porzucenie funkcji. Gdy przyjdą prześladowania wasza posługa może okazać się konieczna, ale tu i teraz, w warunkach polskich wspieracie pospolite nadużycie liturgiczne i przyczyniacie się do desakralizacji kultu Bożego. Z kolei kapłanów wyznaczonych do bierzmowań w normalnych warunkach również zachęcam do obstrukcji. Niech was nie zwodzi przewrotne mniemanie o waszej wyjątkowości. Biskupi po prostu się wami wyręczają. Dla dobra ich samych, którzy porzucają swoje obowiązki, wy zarzućcie nadzwyczajne szafarstwo bierzmowania. Sobór watykański II z którym przyszedł zły duch neomodernizmu zalecał: "W liturgii każdy powinien czynić to i tylko to co wynika z natury jego posługi". Bądźcie więc zgodni z tymże chociaż zdaniem waszego ukochanego soboru. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklętyk kleryk

poniedziałek, 25 grudnia 2017

Warunki betlejemskie, czyli rzecz o bieliźnie kielichowej

Laudetur Iesus Christus!

W świątecznym zabieganiu zapominamy często o sprawach najważniejszych. Ludzie świeccy krzątają się wokół zakupów, przystrajania swoich domów i miejsc pracy często tandetnymi ozdobami. Duchowieństwo zaś spędza ten czas również na mniej lub bardziej właściwych rzeczach. Są więc kapłani którzy biegają od jednego do drugiego spotkania opłatkowego, są też tacy którzy gros czasu spędza w konfesjonale. Przeżycie świąt w jakimkolwiek stanie przyszło nam żyć powinno być związane z refleksją nad przeżywanymi treściami. Dzisiejszego posta kieruję głównie do kapłanów, jednak pozostali wierni też wiele skorzystają, zwłaszcza jeśli w tworzeniu warunków betlejemskich na ołtarzach Pańskich są czynnie zaangażowani.

Rozważmy więc na początek fragment tzw Ewangelii dzieciństwa: "W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie." (Łk 2,1-7) Czytamy, że Najświętsza Maryja Panna owinęła Syna Bożego w pieluszki i złożyła w żłobie. Katolicka mistyka porównuje często kapłana do Maryi. Owa zrodziła Go w sposób cielesny i kapłan ma moc sprowadzenia Chrystusa Pana cieleśnie obecnego w znaku chleba na ziemię. Jak dobrze wiemy z katechizmu owo sprowadzenie Pana Jezusa na ziemię otacza szereg obrzędów zwanych zbiorczo Mszą Świętą. Żeby Msza Święta była ważnie sprawowana potrzeba niewiele: ważnie wyświęconego kapłana, odpowiedniej materii chleba i wina oraz słów i właściwej intencji kapłana sprawującego Najświętszą Ofiarę. Żeby jednak ten akt odbył się godnie potrzeba dużo więcej różnego rodzaju westymentów, pięknie sprawowanych rytów, posługujących etc. Naczynia do sprawowania Mszy Świętej otacza się od czasów co najmniej po apostolskich różnymi okryciami zwanymi bielizną kielichową. Mają one ścisły związek z Ciałem i Krwią Pana Jezusa Chrystusa, dlatego tradycyjnie poświęcać powinien je biskup. Stare przepisy liturgiczne ściśle określają sposób traktowania bielizny kielichowej. Niestety nowe przepisy kwestie te zbywają na tyle krótko, że wiele kwestii pozostaje niewyjaśnionych. Stosując hermeneutykę ciągłości należy więc zachować stare czcigodne obyczaje. Podczas gdy wielu kapłanów toczy boje o krzyże na ołtarzu, odpowiedni ornat, krzyżowanie stuły czy zakładanie manipularza, kwestie ważniejsze pozostają pozostawione bezmyślnej często profanacji. I nie twierdzę, że kapłanom tym brakuje wiary, ale często nie rozumieją hierarchii wartości. A wydaje mi się też, że łatwiej jest przekonać proboszcza czy rektora miejsca do posiadania własnego zestawu bielizny kielichowej i jej wyłącznego użytkowania niż do korzystania z oddzielnych szat liturgicznych. 

Pełniąc służbę liturgiczną w wielu świątyniach natknąłem się na różne rodzaje nieuszanowania rzeczy świętych. Najczęstszą był brak szacunku wobec bielizny kielichowej. Przypominam że należą do niej: korporał (na którym w trakcie tradycyjnej liturgii składane jest Ciało Pańskie), palka (która przykrywa kielich i chroni go przed owadami) oraz puryfikaterz (służący do puryfikacji naczyń liturgicznych - w każdym rycie ma on kontakt ze Świętymi Postaciami). Niektórzy zaliczają także welon kielichowy, jednak ten nie ma bezpośredniego kontaktu ze Świętymi Postaciami i nie jest w NOM-ie obowiązkowy. Pierwszym i najbardziej powszechnym rodzajem nieuszanowania jest pozostawienie troski o bieliznę osobom nieposiadającym wyższych święceń, lub w przypadku NOM-u przynajmniej posługi akolitatu. Jest to plaga. Jeszcze mój Ojciec wspominał, że gdy był ministrantem za dotykanie tychże ubiorów i kielicha groziła ekskomunika. Opowiedział mi że gdy jego kolega wziął do ręki kielich, to choć był próżny przeor wykrzyczał: "ekskomunika". Ile słuszności w tej historii potwierdzą biegli znawcy prawa liturgicznego i kanonicznego. Może ktoś powie przesada, jednak  dbałość o rzeczy święte jest znamieniem prawdziwej pobożności. Dziś paramentów mszalnych i bielizny kielichowej dotykać mogą wszyscy. Jest to z pewnością rodzaj profanacji i kapłani powinni chronić przynajmniej niepuryfikowane naczynia oraz bieliznę kielichową przed dotykaniem ze strony osób nie posiadających odpowiednich święceń. Gdyby tego było mało często zwykłym kobietom poleca się pranie bielizny kielichowej, która często traktowana jest na równi z obrusami czy co gorsza zupełnie świeckim odzieniem... . Już sam pomysł, by pranie tego co ma bezpośredni kontakt z Ciałem i Krwią Pana Jezusa Chrystusa powierzać laikom jest sprzeczny z zamysłem hierarchii, ustanowienia lewitów w Nowym Testamencie, ich to bowiem jest funkcja. Wobec tego procederu logicznym staje się, że również do puryfikowania naczyń liturgicznych, a nawet rozdawania Ciała Chrystusa nie potrzeba żadnych święceń. Znamienne jest iż praktyka dotykania bielizny kielichowej, paramentów mszalnych oraz prania korporału i puryfikaterza poprzedziła wprowadzenie nadzwyczajnego szafarzatu.

Skutkiem desakralizacji bielizny kielichowej jako takiej jest brak troski o nią. Często pozostaje ona zwyczajnie brudna. Używana jest czasem przez kilku kapłanów jedna i ta sama przez kilka dni. Zdarzało mi się widzieć puryfikaterze  w takim stanie, że brało mnie na wymioty... . Nawet ręczniczek do lavabo wydawał mi się czasem czystszy. Drodzy kapłani, jeśli już względy sakralne do was nie przemawiają, to może chociaż higieniczne... . To co się dzieje na kredensjach i ołtarzach wielu parafii przyprawia o zgrozę. I piszę to celowo w Święto Bożego Narodzenia! Bo chociaż wiem, że bielizna kielichowa symbolicznie oznacza prześcieradła w które zostało złożone Ciało Pańskie po ukrzyżowaniu, to jednak analogia do pieluszek w które złożyła Pana Jezusa Chrystusa Najświętsza Dziewica nie jest bez znaczenia. Dla świata każda Msza Święta to swoiste Boże Narodzenie. I chociaż nie mamy wielkiego wpływu do jakiego świata przychodzi Chrystus Pan - możemy jedynie przygotować własne serce i głosić innym nawrócenie - to jednak mamy wpływ drodzy kapłani na to w jakim otoczeniu jest składane Boże Ciało. Polecam Wam drodzy księża uczynić sobie zatem kilka postanowień z okazji zbliżającego się nowego roku:
1. Postaram się o trzy komplety lnianej bielizny kielichowej: korporału, puryfikaterza i palki. Wszystkie będą w kolorze białym. 
2. Dam je poświęcić katolickiemu biskupowi (można w tym celu zrobić sobie pielgrzymkę do Lichenia, gdzie rezyduje abp Lenga - z pewnością pomoże...)
3. Nigdy więcej nie powierzę bielizny kielichowej laikom ani nie będę jej używał wspólnie z innymi kapłanami.
4. Osobiście będę prał codziennie puryfikaterz, a jeśli sprawuję Mszę Świętą tradycyjną także korporał. Wodę z pierwszego prania zleję do specjalnej studzienki, a jeśli jej brak to do roślin. 
5. Pozostałe przybory będę otaczał odpowiednią troską i dbał o ich czystość według potrzeby.

Drodzy kapłani - bielizna kielichowa ma bezpośredni związek z Ciałem i Krwią Pana Jezusa Chrystusa. Jeśli traktujecie Naszego Pana jak osobę, a akt przeistoczenia jako realne i substancjalne zjawienie się Pana Boga w postaci chleba i wina to przejmiecie się tą lichą dezyderatą jaką do Was wystosowałem. Czy wyobrażacie sobie nie zmieniać bielizny intymnej prze choćby dwa dni? A wielu z Was czyni to wobec bezbronnego Ciała Chrystusa. Święto Bożego Narodzenia uczy katolickiego kapłana pietyzmu wobec spraw związanych z Najświętszą Ofiarą. Śpiewając kolędy wspomnijcie troskę Najświętszej Maryi Panny wobec Dzieciątka Jezus. Wskrzeście w sobie odrobinie empatii i wprowadźcie katolickie sposoby obchodzenia się z Panem Bogiem na Mszach sprawowanych przez Was. Niech Was w tym wspomaga Święta Boża Rodzicielka Maryja.

I przy okazji wszystkim czytelnikom bloga życzę wszystkiego co dobre i katolickie z okazji świąt Narodzenia Pańskiego. Niestety naród dalej kroczy w ciemności, a pasterze śpią. Ale Pan Bóg nie  da swego dziedzictwa na zatracenie. Zachowajmy więc czujność. Christus natus est pro nobis. Alleluia!

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 12 kwietnia 2017

Subdiakonat - krok którego już nie ma

Laudetur Iesus Christus!

Istnieje w Kościele święcenie, które nie jest już święceniem niższym, ale nie należy także do sakramentu święceń. Tym święceniem wyższym jest subdiakonat. Pierwsza wzmianka na temat tego urzędu pojawia się w przytaczanym już spisie duchowieństwa rzymskiego z 252 r. W Rzymie było wówczas 7 subdiakonów również św. Cyprian z Kartaginy wspomina w swych listach o subdiakonach. Początkowo subdiakonat był święceniem niższym, ostatecznie za święcenie wyższe uznano je dopiero w XII w. Obecnie subdiakonat udzielany jest jedynie w tradycyjnych seminariach duchownych. W nowych seminariach funkcje subdiakona zostały rozdzielone pomiędzy lektora i akolitę, a obrzęd został zastąpiony "kandydaturą do święceń diakonatu i prezbiteratu".

Święcenia subdiakonatu posiadają dużo bogatszą oprawę niż świecenia niższe. W skrócie obrzęd święceń subdiakońskich wygląda tak, że po czwartym graduale, lub śpiewie alleluja (święcenia odbywają się podczas soboty Suchych Dni, kiedy jest więcej czytań) następuje prezentacja i wybór kandydatów.  Wybór kandydatów związany jest z inkardynacją, czyli przyłączeniem do określonej diecezji lub jednostki administracyjnej Kościoła ewentualnie zgromadzenia zakonnego. W nowych seminariach inkardynacja następuje wraz ze święceniami diakonatu. Po tych czynnościach biskup wygłasza krótką zachętę, w której wyjaśnia istotę subdiakonatu. Przemówienie to jest krótkie i na tyle treściwe, że warto je przytoczyć w całości: "Ukochani synowie, przyjmując święcenie subdiakonatu, ciągle i ustawicznie rozważać powinniście, jakie brzemię . dzisiaj z własnej woli podejmujecie. Bo do tego czasu jesteście wolni, i według własnego uznania przejść jeszcze możecie do świeckich zawodów. Gdy jednak przyjmiecie to święcenie, już wam nie będzie wolno cofnąć się od powziętego postanowienia, i trzeba wam będzie na zawsze oddać się Bogu, któremu służyć znaczy królować, i zachować czystość za Bożą pomocą, i posługą w kościele na zawsze być zajętymi. Dlatego, dopóki jeszcze czas, rozważcie, a jeśli w świętym pragniecie wytrwać postanowieniu, przystąpcie tu w imię Boże." Subdiakon był obowiązany do poświęcenia się na wyłączną służbę Bogu co liturgicznie wyrażał krok, który czynił po zachęcie biskupa. W ten sposób decydował się zachować dozgonny celibat, odmawianie brewiarza i posłuszeństwo własnemu ordynariuszowi. Materią święcenia jest podanie kandydatowi pusty kielich z pateną, natomiast formą są słowa: Patrz, jaki urząd tobie się powierza; dlatego cię napominam, abyś się tak sprawował, byś się Bogu mógł podobać." Potem biskup ubiera nowych subdiakonów w ich własne szaty. Subdiakon nosi już albę, cingulum, humerał, manipularz i tunikę, podczas gdy klerykom niższych święceń przysługuje sutanna z komżą. Dziś albę zakładają już nie tylko klerycy, ale o strojach liturgicznych  i ich desakralizacji jeszcze kiedyś napiszę. Po wdzianiu szat biskup wręczał każdemu subdiakonowi lekcjonarz i przekazywał władzę czytania lekcji z Apostoła czyli epistoły (lektor mógł czytać tylko Stary Testament).

Zadaniem subdiakona było przygotowywanie naczyń liturgicznych oraz ołtarza do Mszy Świętej. Z tego powodu dbał on o obrusy ołtarzowe i bieliznę kielichową, którą mógł prać. Podczas przygotowania darów ofiarnych wlewał wody do kielicha. W czasie liturgii słowa wykonywał czytanie z Nowego Testamentu. Zadaniem subdiakona było także dokonywanie puryfikacji naczyń liturgicznych. W trakcie uroczystej liturgii niósł ewangeliarz oraz krzyż.

Najważniejszy był jednak wymiar duchowy święceń subdiakonatu, a mianowicie wieczyste i wyłączne poświęcenie na służbę Bogu w Kościele. Dziś obrzęd święceń subdiakonatu jest zastąpiony przez tzw admissio czyli kandydaturę do święceń diakonatu i prezbiteratu. W tym obrzędzie Kościół ma potwierdzić wolę kandydatów do przyjęcia święceń sakramentalnych, a klerycy publicznie tą wolę wyznają. Obrzęd ten jednak niczego w duszy kleryka nie zmienia, również jego stan kanoniczny właściwie nie ulega żadnej zmianie. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że na moim roku już po obrzędzie admissio wyrzucono kilku kleryków. Nie oceniając słuszności tego postępowania muszę stwierdzić że podważa to sens całej tej ceremonii i przygotowanie moich byłych już na szczęście przełożonych do prowadzenia formacji i weryfikacji powołań kapłańskich. Z tego co wiem, także w innych seminariach takie sytuacje nie należą do rzadkości. Praktycznie co roku zdarzało się że wyświęceni diakoni rezygnowali i porzucali przyrzeczony Bogu i Kościołowi diakonat. Należy więc na nowo przemyśleć kwestię formacji kapłańskiej. Tożsamość kapłańska budowana jest bowiem w owym stopniowym wprowadzaniu w święte czynności i w próbach jakie przechodzi kleryk przez wykonywane kolejnych święceń. Sugeruję więc przywrócenie święceń subdiakonatu  jako ważnego elementu formacji do kapłaństwa. Czy potrzebny byłby on jako docelowy i odrębny stopień hierarchiczny tego nie rozsądzam. Już wyświęceni kapłani ze studium święceń subdiakonatu skorzystają rozmyślając nad swym wieczystym i wyłącznym poświęceniem w służbie Bogu. Charyzmatem subdiakona jest dbałość o naczynia liturgiczne, bieliznę kielichową i puryfikację. Niech więc czcigodni księża zechcą sobie zrobić rachunek sumienia z tego jak traktują paramenty liturgiczne i czy dbają o to aby nie uronić choćby najmniejszej cząstki Ciała lub Krwi Pańskiej.

W ten sposób kończę cykl rozważań o święceniach. O diakonacie, prezbiteracie i episkopacie napiszę w czasie kiedy te święcenia zwykle są udzielane. Mam nadzieję, że owe myśli które tu podałem skłonią niektórych kleryków znających obce języki do podjęcia studiów w tradycyjnych seminariach, gdzie mają szansę na prawdziwą formację i skorzystanie ze wszystkich środków jakie oferuje Kościół aby przygotować się godnie do święceń kapłańskich. Ci którzy rozważają wstąpienie do seminarium też niech zechcą przemyśleć wstąpienie do tradycyjnych seminariów. Na temat formacji seminaryjnej będę jeszcze nie raz pisał, ale zachętę kieruję już teraz. Tymczasem życzę wszystkimi klerykom od ostiariuszy po biskupów włącznie wszystkiego dobrego z okazji ich jutrzejszego święta. Każdy bowiem stopień hierarchicznego posługiwania daje jakąś mniejszą lub większą cząstkę w kapłaństwie Chrystusa Pana. Sakrament święceń został uroczyście ustanowiony właśnie w wielki czwartek. Wszystkim czytelnikom życzę wszystkiego co dobre i katolickie z okazji nadchodzących świąt wielkanocnych. Niech wraz z obchodem zmartwychwstaniem Pana naszego Jezusa Chrystusa przyjdzie i zmartwychwstanie Kościoła.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Akolitat - święcenie które pomimo nazwy zniknęło

Laudetur Iesus Christus!

W toku prowadzenia w 1967 r przez Papieską Komisję ds Rewizji Kodeksu Prawa Kanonicznego dyskusji na temat "reformy" (a właściwie) rewolucji niższych święceń pojawiały się projekty zniesienia wszystkich święceń niższych i pozostawienia subdiakonatu, lub "jakiegoś innego święcenia" którego celem byłoby "związanie bliżej alumna ze swoim lokalnym Kościołem" . Ostatecznie jak powszechnie wiadomo zdecydowano się znieść subdiakonat, a cześć jego prerogatyw obdarzyć lektora i akolitę. O istocie subdiakonatu napiszę w kolejnym wpisie, jednak tutaj istotny jest ten zarys historyczny aby zrozumieć dlaczego akolitat faktycznie zniknął, chociaż pozostała jego nazwa. 

Słowo akolita jest pochodzenia greckiego i oznacza osobę która towarzyszy, idzie za kimś. Pierwsza znana wzmianka o akolita pojawia się we wspominanym w poprzednich wpisach dokumencie diecezji rzymskiej, którym jest spis duchowieństwa rzymskiego wydany za czasów papieża Korneliusza w 251 r. Wielu badaczy twierdzi jednak, że akolitat istniał już w II w, a kleryków posiadających ten stopień określano mianem sequentes. Podstawowym zadaniem akolitów było przygotowywanie ołtarza do sprawowania Najświętszej Ofiary, zapalanie świec i noszenie ich w procesji oraz przygotowanie i przyniesienie darów ofiarnych. W diecezji rzymskiej akolici roznosili także tzw fermentum czyli cząstkę Ciała Pańskiego z Mszy papieskiej do okolicznych świątyń oraz zanosili Pana Jezusa do uwięzionych chrześcijan. Przy tej ostatniej posłudze zginął śmiercią męczeńską chyba najsławniejszy akolita - św. Tarsycjusz. Gdy czas prześladowań minął akolici pozostali przy właściwych sobie funkcjach i przestali zajmować się roznoszeniem Ciała Pańskiego. Można powiedzieć, że okres prześladowań był po prostu czasem nazdzywczajnym, stąd i Kościół do roznoszenia Eucharystii wyznaczył w nadzwyczajny sposób akolitów. Tymczasem akolici od początku byli przeznaczeni do pełnienia służbie równej dzisiejszym ministrantom. Stąd też przy udzielaniu święceń akolitatu szafarz święceń wręczał im pustą ampułkę do wina mszalnego (materia święcenia) i wypowiadał słowa: "Weźmij ampułkę ku podawaniu wina do Eucharystii Krwi Chrystusowej, w imię Pańskie." (forma święceń akolitatu).

Reforma niższych święceń wyrażona w motu proprio Ministeria Quaedam zachowała urząd akolity, jednak charakter tej, jak to się dziś nazywa, posługi jest już zupełnie zmieniony. Najpierw zmianie uległa materia i forma akolitatu. Szafarz ustanowienia podaje kandydatom naczynie z chlebem lub kielich z winem i wypowiada słowa: "Przyjmij naczynie z chlebem do sprawowania Eucharystii i tak postępuj, abyś mógł godnie służyć Kościołowi przy stole Pańskim." Przede wszystkim zmiana materii i formy powoduje że mamy do czynienia z dwoma różnymi rzeczywistościami. Obrzęd przekazania pateny z chlebem znajdziemy w ceremoniale święceń prezbiteratu, natomiast słowa formy ustanowienia w posłudze akolity używają bliżej niejasnego określenia: "stół Pański". Kiedyś o tym jeszcze napiszę, ale sformułowanie "stół Pański" i "ołtarz" nie są w żadnym razie synonimami. Mamy więc obecnie sługę Kościoła, który nie wiadomo właściwe do czego został ustanowiony. Więcej na temat charakteru posługi akolitatu mówią uprawnienia akolitów. Otóż mogą oni: przygotowywać i przynosić dary ofiarne, nosić świece, kadzidło, krzyż (uprawnienie subdiakona), puryfikować naczynia liturgiczne (uprawnienie subdiakona), nadzwyczajnie dokonywać repozycji Najświętszego Sakramentu (dotychczasowe nadzwyczajne uprawnienie diakona) i nadzwyczajnie rozdawać Komunię Świętą (dotychczasowe nadzwyczajne uprawnienie diakona). Jest więc współczesny akolita kimś pomiędzy subdiakonem i diakonem. Praktyka jednak pokazała, że akolitat zaczęto definiować przez pryzmat owych nadzwyczajnych funkcji, które dzisiaj już wcale takie nadzwyczajne nie są... . W seminarium mówili o posłudze do "rozdawania Komunii Świętej" a i w mojej parafii oczywistym było że akolita otrzymywał puszkę do rozdawania Ciała Pańskiego i to niezależnie od ilości wiernych do wykomunikowania. Do tego warto wspomnieć, że w myśl obecnej dyscypliny prawnej akolita pozostaje osobą świecką.

Rozszerzenie, a właściwie faktyczna zmiana istoty akolitatu utorowała technikom liturgicznym drogę do najstrszaliwszych desakralizacji doby posoborowia. Mówię oczywiście o wprowadzeniu nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Już nawet nie akolici, ale zwykli mężczyźni, a nawet i kobiety są wyznaczane do rozdawania największej świętości Kościoła - Ciała Pańskiego. Cała istota konsekracji człowieka do pełnienia świętych czynności została w jednym momencie zrujnowana. Zbiegło się to dziwnym trafem z zalegalizowaniem praktyki przyjmowania Komunii Świętej do ręki. Chociaż przepisy z instrukcji Immense Caritatis z 1973 r zostały potwierdzone przez 910 i 230 kanon współczesnego Kodeksu Prawa Kanonicznego, to jednak w praktyce nadzwyczajni szafarze i akolici są zwyczajnymi szafarzami Komunii Świętej. Przypomnę, że funkcję nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej instrukcja papieska ogranicza do rozdawania Komunii Świętej w wypadku: choroby lub podeszłego wieku zwyczajnego szafarza, ważniejszych obowiązków duszpasterskich zwyczajnego szafarza (rozumieć tu należy na przykład spowiedź, odprawianie Mszy Świętej), zbyt wielką rzeszę wiernych do wykomunikowania i związane z tym nadmierne przedłużenie celebracji. W praktyce bardzo często spotykałem się z tym, że akolici rozdawali Komunię Świętą podczas gdy zdrowi księża siedzieli sobie w stallach (często odbywało się to nawet na samej Mszy z udzielaniem posługi w seminarium). Inną nagminną patologią jest użycie nadzwyczajnych szafarzy w sytuacji, gdy szafarze zwyczajni jedzą śniadanie (obiad) lub po prostu wylegują się na plebanii. Wreszcie powszechną praktyką jest przekazywanie puszki z Panem Jezusem nadzwyczajnym szafarzom gdy tylko ci służą przy ołtarzu, nawet jeśli jest to Msza Święta w tygodniu. Te sytuacje są nie tylko brakiem posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, ale także jawnym i publicznym świętokradztwem - wzgardą wobec Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Trzeba pamiętać że rozdzielanie Ciała Pańskiego  - ów fizyczny kontakt kapłana ze Świętymi Postaciami jest jednym z najbardziej intymnych momentów przeżywania własnego kapłaństwa, który porównać można chyba tylko do obcowania fizycznego w małżeństwie. Kapłani którzy sami tego kontaktu się pozbawiają niszczą swą kapłańską duchowość i obrażają Boga. Po to kapłan ma namaszczane w czasie święceń dłonie, by mógł nimi trzymać samego Boga!

Jak zatem tej desakralizacji stawić czoła? Przede wszystkim należy unikać nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Należy to czynić stanowczo, ale grzecznie. Wielu z tych mężczyzn to naprawdę pobożni i święci ludzie. Trzeba im wyjaśnić że nie istnieje coś takiego jak szafarzat Komunii Świętej. Samych zaś szafarzy zachęcam albo do porzucenia tej funkcji, albo przynajmniej do egzekwowania stosownych przepisów. Zwróćcie uwagę, że kapłani często po prostu z lenistwa i braku wiary w realną obecność Pana Jezusa wyręczają się Wami. I można to ubrać w piękne słowa, ale nic nie usprawiedliwia takiego działania. Oczywiście zdarzają się takie parafie, gdzie kapłana brak, a jest potrzeba wykomunikowania chorego umierającego, ale takie rzeczy zdarzają się właściwie tylko na misjach. W Polsce przy odpowiednim zorganizowaniu duszpasterstwa - odciągnięciu księży od zajęć świeckich, naprawdę dałoby się przywrócić normalność. Nie może być tak, że w sobotę do chorych idzie nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej, bo wikary jedzie z ministrantami na wycieczkę! Wreszcie należy przywrócić akolitatowi jego właściwe miejsce. O ile można dyskutować na temat powierzenia akolitom funkcji dawniej przeznaczonych subidiakonom, o tyle należy znieść lub przynajmniej w praktyce znacznie ograniczyć funkcje przenoszenia i rozdawania Ciała Pańskiego. Akolitat rozumiany jako święcenie ministranckie może i powinien być dostępny dla mężczyzn pragnących służby przy ołtarzu, a nie zmierzających do wyższych święceń. Byłoby to naturalne następstwo służby ministranckiej oraz utwierdzenie charyzmatu i powołania dorosłego ministranta. Żywię więc nadzieję i modlę się o to aby akolitat został przywrócony nie tylko w nazwie, ale także w istocie. A wszystkich kapłanów zaklinam i proszę najusilniej, by nie wyręczali się świeckimi w rozdawaniu Ciała Pańskiego - to nie jest promocja laikatu, tylko lenistwo i ciężkie świętokradztwo!

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 8 marca 2017

Czy Kościół zniósł niższe święcenia?

Laudetur Iesus Christus!

Pisząc o różnych stopniach święceń nie sposób nie dotknąć tematu istnienia poszczególnych stopni. W toku mojej (de)formacji seminaryjnej dowiedziałem się, że Sobór Watykański II zniósł niższe święcenia. Jest to oczywiście jeden z wielu mitów dotyczących tego soboru, ale o tym napiszę innym razem. Faktem jest, że 7 lat po zakończeniu ostatniego soboru Paweł VI wydał dokument "zmieniający dyscyplinę w odniesieniu do tonsury, niższych święceń i subdiakonatu". Ten bardzo krótki dokument nazywa się Ministeria Qaedam i gorąco polecam go przeczytać szczególnie wszystkim alumnom wchodzącym w stan klerycki, wyświęconym już klerykom, ale także zainteresowanym osobom świeckim. Dowiadujemy się z tego dokumentu, że: "Święcenia, które dotychczas nazywały się niższymi, mają być odtąd nazywane posługami." Nie ma zatem mowy o znoszeniu święceń niższych jako takich, ale o zmianie nazwy - nie zmienia się zatem istota rzeczy. To co dokument faktycznie znosi to tonsurę i święcenia egzorcystatu. Dla całego Kościoła poleca zachować lektorat i akolitat. List papieski zauważa także pewną wartość i możliwość utrzymania święceń ostiariatu oraz przesuwa uprawnienia subdiakona na akolitę i lektora znosząc ten stopień. Szczegółowo kwestię uprawnień poszczególnych stopni omówię w kolejnych wpisach. Dziś istotna jest kwestia będąca tytułem wpisu.
Czy Kościół może znieść niższe święcenia? Święty Sobór Trydencki  zwany potocznie Trydentem i niesłusznie przypisywany jako epitet gatunkowy wszelkiej maści tradycjonalistów katolickich (którzy w większości nie znają jego postanowień) podał jako dogmat następujące zdanie: "Gdyby ktoś mówił, że oprócz kapłaństwa w Kościele katolickim nie ma innych święceń, wyższych i niższych, którymi jakby stopniami zdąża się do kapłaństwa - niech będzie wyklęty." Z tego wyraźnie wynika, że istnienie święceń niekapłańskich jest prawdą, której wyznawanie należy do depozytu wiary. Również w tej samej sesji 23 soboru znaleźć możemy także taką tezę dogmatyczną: "Gdyby ktoś mówił, że w Kościele katolickim nie ma hierarchii, ustanowionej z Bożego rozporządzenia, która obejmuje biskupów, prezbiterów oraz [innych] szafarzy - niech będzie wyklęty." Co należy rozumieć przez innych szafarzy? Chodzi o stopnie nie kapłańskie, a więc: diakonat, subdiakonat, akolitat, egzorcystat, lektorat i ostiariat. Oczywiście znajdą się "teolodzy", którzy podważą te i inne wypowiedzi Magisterium Ecclesiae, choćby nie wiem jak uroczyste formuły w tekstach były zastosowane - są to ci sami heretycy, którzy swoich uczniów nie zaznajamiają z hierarchią wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego, a sami arbitralnie osądzają co należy do depozytu wiary, a co nie. Tych też przestrzegam, bo czeka ich za te wszeteczeństwa bardzo surowy sąd Boży. Truć młodzież klerycką własnymi błędnymi poglądami i podawać je za objawione to szczyt przewrotności i nadużycia powierzonego sobie urzędu.
Sobór Trydencki również w innych miejscach mówi o święceniach niższych i żąda przywrócenia ich właściwego znaczenia - niestety postanowienia te nie weszły w życie. Również "odnowa święceń" Pawła VI nie uzyskała powszechnej aprobaty - poza redukcją święceń nie uzyskano niczego. Funkcje lektora i akolity pełnią dziś ludzie kompletnie do tego nieprzygotowani, tworzone są jakieś protezy urzędów: nadzwyczajni szafarze Komunii Świętej, lektorzy - dzieci, ministrantki, asystenci i referenci pastoralni. Posług lektora i akolity dalej udziela się właściwie tylko w drodze do święceń sakramentalnych, a klerycy posiadający te stopnie nie mają elementarnej wiedzy na temat swoich nowych zadań, uprawnień i stanu. W rzeczywistości praktyka po dokumencie Ministeria Quaedam zupełni znosi znaczenie niższych święceń - jest jeszcze gorzej niż było od czasów średniowiecza, kiedy często poszczególne święcenia przyszły kapłan tylko przeleciał, a nie sprawował władzy duchowej wynikającej z tychże stopni.
Wreszcie trzeba powiedzieć, że święcenia każdego stopnia wyciskają na duszy charakter - jest to nauczanie powszechne i dobitnie udowodnione w Sumie Teologicznej św. Tomasza z Akwinu. Czy jest to dogmat, czy zdanie teologicznie pewne jest kwestią zbadania, ponieważ literalnie z kanonów soborów to nie wynika, ilekroć bowiem mowa o święceniach nie wiadomo czy chodzi tylko o stopnie kapłańskie czy także o święcenia niekapłańskie. Podstawowym argumentem jest, że osoba występująca z seminarium po przyjęciu święceń niższych i wracająca po jakimś czasie nie powtarza przyjętych święceń niższych. 
Wszystkich kleryków i kapłanów usilnie zachęcam do podjęcia studium nad święceniami jakie przyjęli. Każdy kapłan rozważając stopnie przez które przeszedł wzbogaca się duchowo, bowiem będąc prezbiterem nie przestaje być diakonem, akolitą czy lektorem, albo ostiariuszem. Boża pedagogika doprowadza człowieka do doskonałości stopniowo - podobnie rzecz ma się ze świętą służbą. Życzę więc każdemu klerykowi wytrwałości w przyjętych urzędach i odebrania w niebie nagrody wiecznej. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty Kleryk