Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laicyzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą laicyzacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 maja 2018

Nadzwyczajny szafarzat, czyli o protezie która przynosi więcej szkody niż pożytku

Laudetur Iesus Christus!

Chrystus Pan zakładając Kościół zechciał, wyposażyć go w specjalne łaski potrzebne ludziom do zbawienia. Jak dobrze wiemy łask tych udzielają sakramenty, których jest siedem. Każdy sakrament, aby był ważny musi spełnić kilka warunków: musi zaistnieć znak sakramentalny, czyli właściwa forma i materia, musi być także odpowiedni szafarz, wreszcie przyjmujący musi posiadać odpowiednią dyspozycję. Dziś kilka słów o szafarzach, czyli tych którzy przekazują łaskę sakramentalną. 

Ponieważ sakrament oznacza i udziela niewidzialnej łaski na sposób widzialnego znaku to również przekaziciel musi być widzialny. Zadanie przekazywania łaski, czyli uświęcania Pan nasz Jezus Chrystus powierzył apostołom oraz klerykom bezpośrednio przezeń ustanowionym, a więc prezbiterom oraz diakonom. Przy czym tych ostatnich Pan Jezus nie postanowił dla uświęcania jeno dla posługi, dlatego zadanie uświęcania wykonują oni tylko w wyjątkowych sytuacjach. 

Wobec tego logiczna była praktyka Kościoła, zwanego przez modernistów przedsoborowym, która  diakonów właśnie ustanawiała nadzwyczajnymi szafarzami dla sakramentu chrztu oraz udzielania Komunii Świętej. Oczywiście diakon nie był jedynym szafarzem nadzwyczajnym, ponieważ w czasie prześladowań, albo w innej sytuacji zagrożenia życia Kościół dopuszczał szafowania powyższymi przez minorystów, a nawet zupełnie świeckie osoby. Stąd też wzięła się tradycja związana ze św. Tarsycjuszem, wg której jako akolita miał nieść Najświętszy Sakrament osadzonym w więzieniu chrześcijanom. Trzeba jednak pamiętać iż nie była to praktyka powszechna, a już tym bardziej przypisana stricte do akolitatu. W sytuacji nadzwyczajnej chrztu oraz szafowania Komunią Świętą powierza się najwyższemu stopniem klerykowi tak, że diakon ma pierwszeństwo nad subdiakonem, subdiakon nad akolitą, akolita nad egzorcystą, egzorcysta nad lektorem, lektor nad ostiariuszem, postrzyżony nad niepostrzyżonym, mężczyzna nad niewiastą, chyba że ta ostatnia lepiej zna obrzęd chrztu niż mężczyzna. 

Przypadki chrztu i rozdawania Ciała Pańskiego przez szafarzy nadzwyczajnych zastrzega się zatem dla sytuacji zagrożenia życia oraz wyraźnego zlecenia kompetentnej władzy kościelnej na szczeblu co najmniej diecezjalnym. W żadnym razie nie powinno to stanowić normy - niestety rozdawnictwo Komunii Świętej przez nie-kapłanów jest dziś powszechne, również chrzty dokonywane przez tak zwanych katechistów już nie tylko w krajach stricte misyjnych... .

Owszem szafowanie Ciałem Chrystusa w ścisłym sensie nie jest udzielaniem sakramentu, jednak słusznie jest ono zarezerwowane dla kapłanów. Jeden z księży użył nawet pięknego porównania, że kapłan rozdający Ciało Pańskie wchodzi w intymną relację z Chrystusem Panem podobnie jak mąż ze swoją żoną w czasie aktu małżeńskiego. Z jakiej racji kapłani mają sami siebie pozbawiać tej bliskości? Niektórzy wysuwają argument przedłużającej się celebracji... Jakoś kiedyś komunikujących się wiernych było więcej, szafarzy zwyczajnych zwykle dwóch, w porywach trzech, a Msza Święta trwała i tak krócej niż przy asyście kilku nadzwyczajnych szafarzy. Również dziś kiedy akcentuje się wymiar uczty we Mszy Świętej, co jest oczywistym błędem protestanckim, w rzeczywistości neguje się ten wymiar rezygnując z balasek przykrytych białym obrusem oraz czasowo ograniczając ową "ucztę" wprowadzając nadzwyczajny szafarzat. 

Problem nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej przybrał dziś charakter zinstytucjonalizowany. Są bowiem całe duszpasterstwa i szkoły tychże. Do tego wprowadza się także szkółki dla minorystów. Nie byłoby to jeszcze może niczym złym, gdyby nie uczono ich tam rozdawania Ciała Pańskiego do której to czynności w obecnej sytuacji zwykle owi akolici nie mają żadnego prawa. Nawet przepisy modernistów zaznaczają iż taka posługa jest możliwa w sytuacji gdyby zwyczajny szafarz zaniemógł zdrowotnie, miał przeszkodę duszpasterską przez co rozumie się konieczność sprawowania sakramentów, a nie rozmów duchowych, pielgrzymek, katechez itp rzeczy i wreszcie gdyby celebracja nadmiernie się przedłużała. Z pewnością godzinna Msza Święta w niedzielę oraz półgodzinna w dzień powszedni nie jest taką okolicznością. A może wystarczy po prostu trochę mniej gadać, a bardziej celebrować i nagle okaże się, że liturgia łacińska wcale nie jest taka długa jak wielu modernistom się wydaje. 

Nadzwyczajny szafarzat pojawia się także w aspekcie bierzmowania. Należy podkreślać iż zwyczajnym szafarzem tego sakramentu w łacińskiej tradycji liturgicznej jest biskup. W epoce niesłusznie minionej Kościół zezwalał na bierzmowanie kapłanowi tylko wtedy gdy posiadał specjalną władzę od Stolicy Apostolskiej lub w przypadku zagrożenia życia. Z pewnością biskupi powinni sobie dziś uczynić rachunek sumienia. Otóż zadaniem biskupa jest "chrzcić, nauczać, rządzić, karcić, bierzmować, święcić i konsekrować". Niekoniecznie biskup musi "poświęcać" budynki i dzieła użyteczności świeckiej. Nie powinien zaniedbywać za to święceń swoich podwładnych, bierzmowania swoich diecezjan i sprawowania sakramentaliów jemu zastrzeżonych: poświęcenia świątyni, czy naczyń liturgicznych. Bierzmowanie wcale nie musi oznaczać odprawionej Mszy Świętej oraz sutego obiadu... . Można ograniczyć się do krótkiego kazania i odprawienia bierzmowania poza Mszą Świętą. Można także bierzmować na siedząco. W ostateczności zwłaszcza w czasach niżu demograficznego można zebrać młodzież całego dekanatu w jednej świątyni i w tedy biskup zamiast setki bierzmowań ma zaledwie kilka. Wystarczy odrobina rozumu i dobrej woli... . 

Nadzwyczajny szafarzat dotyka także sakramentaliów, choć póki co jest to problem marginalny. Trzeba stwierdzić iż nadzwyczajne szafowanie sakramentaliami ma tylko miejsce na zasadzie: kapłan  bywa nadzwyczajnym szafarzem poświęceń biskupich. Nigdy rzecz ta nie odnosi się do diakonów, którym z natury rzeczy poświęcać niczego nie wolno, gdyż nie mają władzy rządzenia w Kościele. Również uprawnienie diakona do asystowaniu przy zawieraniu małżeństwa i błogosławieństwa tegoż należy uznać za nadzwyczajne. Jest praktyką godną potępienia gdy parafia posiada diakona i ten obarczany jest wszystkimi chrztami, ślubami i pogrzebami. Nie w tym zasadza się służba diakońska.... . 

Reasumując - istnienie zinstytucjonalizowanego nadzwyczajnego szafarzatu jest oznaką kryzysu Kościoła. Kryzys ten to nie tylko brak duchowieństwa właściwego do określonych zadań, ale także zwyczajne lenistwo i patologiczna promocja laikatu, a właściwie wyręczanie się nim. Podczas gdy wiele funkcji w kuriach związanych z rzeczami świeckimi  sprawuje duchowieństwo  to laikat przejmuje od duchownych funkcje im należne. Tak być nie może! Niezależnie od liczby kapłanów nie możemy godzić się na zinstytucjonalizowanie nadzwyczajnego szafarzatu w jakiejkolwiek formie. Unikajmy zatem jak tylko się da nadzwyczajnych szafarzy kimkolwiek by oni nie byli. Bojkot w tej sprawie spowoduje naturalne wycofanie się tego zjawiska z Kościoła. Wszystkich nadzwyczajnych szafarzy - zwłaszcza Komunii Świętej usilnie proszę o porzucenie funkcji. Gdy przyjdą prześladowania wasza posługa może okazać się konieczna, ale tu i teraz, w warunkach polskich wspieracie pospolite nadużycie liturgiczne i przyczyniacie się do desakralizacji kultu Bożego. Z kolei kapłanów wyznaczonych do bierzmowań w normalnych warunkach również zachęcam do obstrukcji. Niech was nie zwodzi przewrotne mniemanie o waszej wyjątkowości. Biskupi po prostu się wami wyręczają. Dla dobra ich samych, którzy porzucają swoje obowiązki, wy zarzućcie nadzwyczajne szafarstwo bierzmowania. Sobór watykański II z którym przyszedł zły duch neomodernizmu zalecał: "W liturgii każdy powinien czynić to i tylko to co wynika z natury jego posługi". Bądźcie więc zgodni z tymże chociaż zdaniem waszego ukochanego soboru. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklętyk kleryk

piątek, 23 marca 2018

Laicyzacja Kościoła

Laudetur Iesus Christus!

We współczesnej myśli pastoralnej zwykło się podkreślać coś co nazywane jest przez modernistów teologią laikatu. Sam nawet miałem wykłady z tak nazwanego przedmiotu. Niestety doświadczenie pokazuje, że mamy do czynienia nie tyle z teologią ludzi świeckich ile z teologią światową rozumianą jako najbardziej wulgarny system teologiczny. Pod płaszczykiem doceniania świeckich dokonuje się laicyzacja Kościoła, czyli uświatowienie celów i metod świętej wspólnoty wiary. W praktyce laicyzacja Kościoła prowadzi do sprofanowania życia kościelnego i uczynienie zeń organizacji o charakterze świeckim. To systematyczne pozbawianie pierwiastków nadprzyrodzonych. jest bodaj najbardziej bolącym przejawem kryzysu wiary z jakim mamy obecnie do czynienia.

Jest oczywiste, że świeccy stanowią największy liczebnie stan Kościoła i wobec tego mają na jego życie największy wpływ - choćby poprzez codzienne wybory, które skutkują pomniejszeniem lub powiększeniem duchowych zasobów Kościoła. Jednak Chrystus Pan nie bez powodu zarząd Kościoła powierzył kapłanom, którym pomagają klerycy niżsi godnością i stopniem. Właśnie fakt oderwania od spraw tego świata, który jest właściwy dla stanu duchownego oraz życia konsekrowanego sprawia, że Kościół w świecie może właściwie spełniać swoją misję uświęcającą, nauczycielską i pasterską. Pan nasz Jezus Chrystus postanowił Kościół jako narzędzie zbawienia. Nawet nowa teologia określa Kościół jako duchowy zaczyn, czy sól tej ziemi. Jednak we wszystkich tych górnolotnych stwierdzeniach kryje się jedno zasadnicze pragnienie i cel - podnieść rodzaj ludzki do świętości. Tego celu nie da się osiągnąć paktując z duchem tego świata. Dopóki ludzie Kościoła to rozumieli, dopóty misja Kościoła była prowadzona właściwie. Niestety dziś obserwujemy uświatowienie, czyli laicyzację właśnie życia Kościoła.

Przejawów tego błędu jest wiele, sądzę że tak jak w przypadku innych wpisów tegorocznego wielkiego postu, można by książkę napisać, nie mniej wskażę kilka najbardziej krzyczących przykładów.

Bardzo rozpoznawalnym dziś symptomem laicyzacji Kościoła staje się nad aktywność charytatywna i pseudo duszpasterska. Mnożenie grup, które już tylko z nazwy mają charakter formacyjny czy apostolski, a w rzeczywistości stanowią czasoumilacz dla seniorów czy młodzieży oraz liczne akcje charytatywne pozbawione już często rysu stricte katolickiego to szczególny znak współczesnych czasów. Te wszystkie działania prowadzą do tego, że Kościół sam siebie sprowadza do roli instytucji charytatywnej i kulturotwórczej. Tak Kościół jest postrzegany przez świat i tak o zgrozo wielu funkcjonariuszy kościelnych zwanych dla zmylenia przeciwnika duszpasterzami zaczyna patrzeć na swoją misję w Kościele. Prowadzi to do postawy praktykowanej niewiary. Owszem powstaje wiele inicjatyw, ale takich które równie dobrze mogłyby się ukształtować poza łonem katolickim, a nawet pomimo kontekstu chrystianizmu. Skutki tak rozumianej laicyzacji są widoczne szczególnie w odejściach bardzo zaangażowanych kapłanów. Okazuje się bowiem, że nad aktywność pastoralna nie jest w stanie wypełnić luki ich ateizmu czy agnostycyzmu. W końcu bycie dobrym człowiekiem nie wymaga celibatu, posłuszeństwa, wyrzeczenia się świata... .

Szczególnym przejawem laicyzacji jest kryzys liturgii jak dziś obserwujemy. I chodzi mi o całą pleromę problemów z kultem Bożym związanych. Już sama reforma dokonana przez abp Annibale Bugniniego za cel miała postawienie w centrum akcji liturgicznej człowieka, a nie Pana Boga. Novus Ordo - tak mszalne jak i w zakresie pozostałej liturgii zostało ułożone tak by było przystępne dla wiernego, który staje się widzem spektaklu liturgicznego. Kapłan zwrócony tyłem do Pana Boga i sprowadzony do roli przewodniczącego zgromadzenia liturgicznego to paradoksalnie przejaw skrajnie posuniętej klerykalizacji liturgii, co w "Duchu Liturgii" zauważył Benedykt XVI. Laicyzacja liturgii dotknęła także przestrzeń liturgiczną - przeniesienie Przybytku Pańskiego do bocznej kaplicy i ustawienie w środku sanktuarium stołu oraz miejsca przewodniczenia przybliża kształt świątyni katolickiej bardziej do teatru, sali widowiskowej, sali posiedzeń parlamentu, czy wreszcie komnaty masońskiej aniżeli świątyni sensu stricte. Wreszcie owe celebracje "dla dzieci", "dla homo", "dla seniorów", "dla cudzołożników" itd same w sobie sugerują że kult Boży zamieniono na kult ludzki. Coraz większa kreatywność celebransów sprowadza liturgię do performansu kultury religijnej i z służbą Bożą przestaje mieć cokolwiek wspólnego. 

Bolesnym przejawem laicyzacji jest destrukcja nauczania Kościoła tak w zakresie dogmatycznym jak i moralnym. Ortodoksja i ortopraksja zostaje złożona na ołtarzu mody, poprawności politycznej, integracji ekumenicznej i międzyreligijnej. Tak jak świat zmierza do utraty tożsamości poszczególnych narodów i do wprowadzenia nowego ładu światowego, tak chrystianizm i niestety katolicyzm także rezygnuje z radykalizmu ewangelicznego na rzecz utworzenia religii New Age. Zjawiska pozostające w tym kręgu ulegają ostatnimi czasy przyspieszeniu i pogłębieniu. Rezultatem laicyzacji będzie chrystianizm kadłubowy, o ile ostanie się chociaż taka pamiątka po niegdysiejszej cywilizacji christianitas. Jeśli wymienione zjawiska (a nie są to wszystkie) nie ulegną zahamowaniu i wycofaniu dojdzie do tego, że Kościół katolicki znowu zejdzie w katakumby co niewątpliwie spowoduje śmierć wieczną ogromnych rzesz ludzi. Uświatowienie Kościoła niweczy sens jaki nadał tej wspólnocie sam Chrystus Pan, prowadzi to do sytuacji w której to ogon merda psem. I nie ma w tym porównaniu żadnej przesady. Bo to Kościół winien być znakiem i ciągnikiem dla rzeczywistości światowej do spraw nadprzyrodzonych. Tymczasem dziś Kościół przemawiający głosem fałszywych pasterzy zdaje się być raczej kotwicą pogrążającą prawych wiernych w mrokach tego świata. Cóż za przewrotność godna istoty, której imienia z obrzydzenia wymieniać nie warto. Pozostawić struktury i nazwę, a zniweczyć zupełnie metody i cele. W książce "Dom smagany wiatrem" jako refren powtarza się zdanie: "W dzisiejszym Rzymie nic nie jest takie na jakie wygląda". To zdanie jest niestety prawdziwe.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 30 listopada 2017

Faktyczna detronizacja Pana Jezusa Chrystusa i Najświętszej Maryi Panny

Laudetur Iesus Christus!

Minął ponad rok od głośnego medialnie aktu uznania Jezusa Chrystusa za Pana i zbawiciela w krakowskich Łagiewnikach. Akt ten miał uspokoić rzesze "nawiedzonych" członków ruchów intronizacyjnych. Wydarzenie, które dokonało się ponad rok temu zdaniem wielu teologów, w tym moim bardziej obraziło Pana Boga niż go pochwaliło.

Wróćmy jednak do początków. Po okresie rewolucji heretyckiej, która podzieliła świat chrześcijański na ten katolicki i wiarołomny nic nie było już tak jak wcześniej. Jednak czytelność podziału doprowadziła do względnej normalizacji, czego rezultatem był sobór trydencki. Problem, który trwa do dziś nastał właściwie wraz z oświeceniem. Czas, w którym rozum postawiono przed wiarą i który w konsekwencji Pana Boga sprowadził do zapchajdziury wyjaśniającej nieodkryte niuanse "nauki" doprowadził nie tylko do Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej, ale także do przewartościowania systemu społeczno-politycznego. Oto pokłosiem powstania republiki i demokracji była Wiosna Ludów będąca faktycznie rozszerzeniem Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej na cały Stary Świat. System ten doprowadził do powstania liberalizmu i socjalizmu oraz systemu kolonialnego. Sprawy wiary i moralności w wieku XIX to istne saeculum obscurum. Efektem błędów oświecenia i rewolucji z nim związanych był chaos polityczny XIX w który doprowadził do pierwszego konfliktu na skalę światową. Niestety kolejne narody odwracały się od wiary co doprowadziło do rewolucji bolszewickiej, której skutki tym razem pod niebieskim sztandarem odczuwamy po dziś dzień... .

Kolejni papieże począwszy od Piusa VI w różnych dokumentach potępiali laicyzm, liberalizm, indyferentyzm, a później od św. Piusa X także modernizm, który faktycznie swoje korzenie zapuszcza w XVIII w. Dopiero po I wojnie światowej przychodzi faktyczna diagnoza obecnego stanu rzeczy. Pius XI w encyklice Quas Primas stwierdza: "Jeżeli więc teraz nakazaliśmy, aby cały katolicki świat czcił Chrystusa jako Króla, to przez to chcemy zaradzić potrzebom dzisiejszych czasów i podać szczególne lekarstwo na zarazę, jaka nawiedziła społeczeństwo ludzkie. A tą zarazą jest tzw. laicyzm, czyli zeświecczenie, jego błędy i niecne dążenia: a zbrodnia ta, jak Wam wiadomo, Czcigodni Bracia, nie naraz dojrzała, lecz od dawna już kryła się wśród państw. Zaczęto bowiem od zaprzeczenia panowania Chrystusa nad wszystkimi narodami; odmówiono Kościołowi władzy nauczania ludzi, ustanawiania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od samego Chrystusa, by ludzi prowadzić do szczęśliwości wiekuistej. Zaczęto tedy powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi fałszywymi i stawiać ją niegodziwie wprost w tym samym rzędzie; a następnie poddano ją władzy świeckiej i wydano ją prawie na samowolę panujących i rządów. (...) Nie brakło też państw, które uważały, że mogą obejść się bez Boga i że ich religia, to bezbożność i lekceważenie Boga." Dziś możemy stwierdzić iż państwami tymi są republiki - nie tylko te mianowane z tak zwanych konstytucji, ale także te które porzuciły trwałe systemy monarsze, a przede wszystkim ustrój katolicki.

Ten krótki rys historiozoficzny jest konieczny by ukazać czytelnikom kontekst. Świat przez 200 lat konsekwentnie porzuca wiarę i gdy wydaje się że głębiej pogrążony być już nie może powstaje wielki prorok - papież Pius XI który ogłasza Urbi et Orbi że Chrystus Pan jest królem każdej rzeczywistości doczesnej i wiecznej. Ogłasza on uroczystość Chrystusa Króla i poleca każdemu człowiekowi i społeczności ludzkiej dobrowolne poddanie się Bożemu panowaniu jako lekarstwo na choroby które toczą świat. Niestety orędzie to zostało odrzucone. Kolejne państwa katolickie zmieniają ustrój, dochodzi do wybuchu II wojny światowej, rozszerzenia się imperium zła w świecie w postaci nazizmu i komunizmu. I gdy wydaje się że po takiej katastrofie ludzkość powinna w końcu uznać swoje miejsce w porządku świata, swoją podległość wobec Chrystusa Króla zostaje zwołany sobór, na którym Chrystusa Króla hierarchia kościelna detronizuje. Dokonuje się to poprzez rezygnację z głoszenia katolickiej nauki społecznej o komunizmie, ale także liberalne tezy dokumentów: Gaudium et spes, Nostra aetate czy Dignitatem humanae. Zwłaszcza lansowana wolność religijna, która faktycznie jest praktycznym indyferentyzmem religijnym, nawet jeśli nie została tak zapisana, to tak jest praktykowana. I wreszcie po rzeczonym soborze wystrzelono Chrystusa Króla w kosmos ogłaszając go bliżej nieokreślonym Królem Wszechświata. 

Ostatnie dziesięciolecia pokazały praktyczną detronizację Chrystusa Króla z przestrzeni Kościoła. Przebudowa świątyń, tak aby centralne miejsce zajmował człowiek, a nie Pan Bóg, rezygnacja z państw katolickich, uznawanie wszystkich religii jako narzędzi Ducha Świętego to tylko niektóre przejawy zgnilizny. Finał tego wszystkiego obserwowaliśmy w trakcie przygotowań do sławetnej intronizacji, którą ostatecznie KEP skutecznie storpedował. Dyskusje pseudoteologiczne jakie wtedy toczono napawały mnie wstrętem i obrażały moje uczucia religijne. I warto wymienić głównego niszczyciela idei poddania się panowaniu Chrystusa Króla w Polsce - bp Andrzeja Czaję. Śmiem twierdzić, że akt którego dokonał był detronizacją nie tylko Chrystusa Króla, ale także Najświętszej Dziewicy. Bo skoro jak stwierdził ów biskup - Chrystus Król nie może być królem Polski, bo panuje nad całym uniwersum i taki akt zawężałby Jego panowanie, to również intronizacja Maryi na Królową Polski byłaby błędem teologicznym. 

Po 200 latach porzucania wiary przez różne społeczności świeckie i obrony tejże wiary przez Kościół przychodzi okres, w którym to Kościół, a przynajmniej Jego część przez czyny i słowa hierarchii tej wiary się wypiera. Szczególnie w czasach zamętu musimy wiarę katolicką zachować i bronić jej. Nie zaniedbujmy więc sprawy intronizacji Chrystusa na Króla Polski. Domagajmy się jej od władz świeckich i duchownych w dalszym ciągu, a sami liturgicznie i praktycznie intronizujmy Chrystusa w naszych sercach i rodzinach. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen!

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 22 marca 2017

Tonsura czy obłóczyny?

Laudetur Iesus Christus!

Będąc w temacie święceń nie sposób pominąć tak widowiskowego kroku, jakim jest przyjęcie stroju duchownego. W powszechnym mniemaniu jest to obok święceń kapłańskich najpoważniejszy krok w drodze do realizacji życiowego powołania. Niestety obrzęd przyjęcia stroju duchownego i jego znaczenie uległy daleko idącej zmianie w toku reformy liturgii po ostatnim soborze.

Pierwotnie stroje duchowieństwa nie różniły się od strojów osób świeckich. Dopiero wraz z uzyskaniem przez Kościół wolności w publicznym wyznawaniu wiary na mocy Reskryptu Mediolańskiego z 313 r sposób odziewania świętych szafarzy i laikatu zaczął się odróżniać. Początkowo dotyczyło to tylko szat przeznaczonych do służby Bożej, czyli do liturgii. Z czasem duchowieństwo zaczęło nosić także odrębny strój poza czynnościami liturgicznymi. W 572 r pierwszy raz duchowni zostali zobowiązani do noszenia specjalnego stroju na mocy Synodu w Bradze. Obrzęd tonsury jest już wspomniany pół wieku później w kanonach Synodu w Toledo z 633 r.

Po co Kościół nakazał swym sługom nosić strój duchowny? Przede wszystkim odmienny sposób ubierania się ma przypominać duchownym, że przez swój stan są poświęceni Bogu, czyli oddzieleni od tego świata. Strój także wskazuje na poszczególny stopień kleryka i wreszcie daje więcej możliwość do dawania świadectwo swojego przywiązania do Chrystusa i chociaż to nie szata zdobi człowieka, to jednak stanowi wyraźny znak sprzeciwu względem ducha tego świata.

Starą tradycją Kościoła jest przywdziewanie stroju duchownego przed przyjęciem pierwszych niższych święceń. Obrzędem, który wprowadzał w stan klerycki była właśnie tonsura, a więc uroczystość postrzyżyn i obłóczyn jednocześnie. W trakcie tej ceremonii mężczyzna przechodził ze stanu świeckiego w stan duchowny, chociaż klerykiem stawał się w ścisłym tego słowa znaczenia po przyjęciu pierwszych święceń. Tonsura w swojej obrzędowości nawiązuje do poświęcenia się Bogu, a postrzyżyny i wdzianie sutanny lub habitu są tego widomym znakiem.

Niestety w 1972 r Paweł VI zniósł tonsurę i odtąd w powszechnej praktyce są jedynie obłóczyny. Ta pauperyzacja liturgiczna obrzędu zewnętrznej zmiany doczekała się także degradacji kanonicznej. Nowy Kodeks Prawa Kanonicznego promulgowany przez Jana Pawła II w 1983 r inaczej niż dotąd definiuje stan duchowny. Zgodnie z obecnym prawodawstwem kościelnym duchownymi są jedynie biskupi, prezbiterzy i diakonii. Chociaż definicja legalna stanu duchownego się zmieniła, to jednak w istocie nic się nie zmieniło -  w umyśle wiernych znak przywdziania sutanny jawi się jako moment w którym alumn staje się osobą duchowną i tak też jest traktowany.

Z niepokojem obserwuję nowe trendy kolejnej degradacji obłóczyn. W Kościele zachodnio-katolickim w wielu seminariach przesuwa się moment przywdziania stroju duchownego na późne lata - czwarty, a nawet piąty rok studiów. Idzie to w parze z zaleceniem rezygnacji noszenia pełnego stroju duchownego jakim jest sutanna lub habit, na rzecz strojów świeckich. Takie zabiegi utrudniają klerykom i juniorystom integrację swojej nowej tożsamości. Często zdarza się też, że pierwsze święcenia, zwane dziś posługami klerycy przyjmują chodząc jeszcze w stroju świeckim. Trzeba w tym miejscu wyraźnie potępić takie praktyki przede wszystkim dlatego że są wyrazem nieposłuszeństwa Stolicy Apostolskiej, która w stosownych dokumentach  wydała zasady zgodnie z którymi strój duchowny alumni mają otrzymać na początku trzeciego roku studiów przed lektoratem. Po drugie sutanna czy habit pozostają znakiem zewnętrznym, podczas gdy prawdziwa zmiana zachodzi w duszy podczas przyjmowania każdych kolejnych święceń. Seminarzysta, który nie jest gotów przyjąć znaku zewnętrznego tym bardziej nie jest gotowy na przyjęcie święceń niższych/posług. Z tego co się orientuję w Polsce jedynie kołobrzeskie i opolskie seminarium odkłada obłóczyny na czas po lektoracie. Między innymi z tego powodu osobiście radzę omijać te seminaria szerokim łukiem - jaki sens ma formacja w seminarium, w którym w tak widoczny sposób łamie się dyscyplinę kościelną? Jeśli czytelnicy znają nadużycia w tej kwestii w innych miejscach to proszę o stosowny komentarz.

Rezygnacja z obrzędu tonsury i postępująca degradacja obłóczyn powodują opłakane skutki. Coraz mniej osób duchownych ceni i szanuje strój duchowny. Dziś łatwiej spotkać księdza w dżinsach niż w sutannie z pasem i w kapeluszu. Kryzys zewnętrznego wymiaru tożsamości kleryckiej pociąga ze sobą osłabienie tożsamości wewnętrznej. Oczywiście jest to bardziej przejaw niż skutek, ale warto sobie zadać pytanie o ile mniej byłoby gorszących sytuacji i bolesnych upadków księży i osób życia konsekrowanego, gdyby z zasady chodzili oni w przeznaczonym dla siebie stroju? A co my możemy zrobić? Jeszcze będąc w seminarium zwracałem uwagę moim starszym kolego, obecnie czynię to wobec moich kolegów kursowych. Upominajmy się zatem o sutannę i habit, nie bójmy się zawstydzić nawet naszego wikarego, czy proboszcza. W końcu sutanna to nie tylko świadectwo, ale także ochrona świętości życia kleryckiego.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

niedziela, 19 lutego 2017

Kultura tymczasowości - emerytury duchowieństwa

Laudetur Iesus Christus!

Gdy w 6 lipca 2013 r papież Franciszek przestrzegał przed kulturą tymczasowości byłem szczerze ucieszony i żywiłem płonne jak się okazało nadzieję co do jej zniesienia w Kościele przynajmniej w wymiarze instytucjonalnym. Oto co powiedział papież: "Nie wiem, czy to prawda, ale powiedziano mi, że pragniecie oddać życie na zawsze Chrystusowi - mówił Ojciec Święty. - Tak, teraz klaszczecie, świętujecie, ale kiedy skończy się miesiąc miodowy, co się stanie? Kiedyś jeden seminarzysta mówił mi, że chce służyć Bogu, ale tylko przez 10 lat. To jest niebezpieczne. Żyjemy pod naciskiem kultury tymczasowości. Wszystko jest na jakiś czas: małżeństwo, kapłaństwo, życie zakonne. To jest groźne. Musicie o tym pamiętać".

A ja zadaję dziś publicznie pytanie - czym się różni oddanie się Bogu na "wyłączną" służbę w perspektywie 10 od oddania się na rzeczoną służbę przez okres dajmy na to 50 lat? Tyle mniej więcej mija pomiędzy święceniami prezbiteratu, a wiekiem emerytalnym duchownych ustalonym na 75 lat. Zgodnie z przepisami prawa kanonicznego (por. kan 401 § 1 i kan 538 § 3). Czy sprawowanie urzędu ministerialnego - związanego z przyjętymi święceniami może w ogóle podlegać czasowości w perspektywie nauki o znamieniu sakramentalnym? Chociaż osoby z którymi dyskutuję na ten temat wskazują, mi że przecież ksiądz na emeryturze może spowiadać, czy sprawować Mszę Świętą, to jednak w praktyce emerytura kapłana oznacza odsunięcie go od duszpasterstwa i ograniczenie możliwości wykonywania przez niego urzędu. Jeśli popatrzymy na kapłaństwo jako na powołanie dane przez Boga, to jasne staje się że odwołania ze względu na ubywające siły może dokonać tylko Bóg poprzez chorobę lub śmierć. Oczywiście biskup, czy wobec biskupa Stolica Apostolska może podjąć decyzję o przeniesieniu podległego duchownego ze względu na dobro Kościoła, moje zastrzeżenia budzi jednak fakt zinstytucjonalizowania takiej decyzji. Przez 19,5 wieku chrześcijaństwa nikt nawet nie pomyślał o emeryturach duchowieństwa. Dla wszystkich było jasne, że charakter posługi zmieniał się wraz z wiekiem, jednak starszych wiekiem kapłanów nie odsuwana, wręcz przeciwnie korzystano obficie z ich mądrości życiowej. 

Jako kleryk miałem okazję kilka razy widzieć dramat kapłanów skazanych na suspensę związaną z wiekiem. Szczególnie rozmowa z pewnym kapłanem archidiecezji krakowskiej dała mi wiele do myślenia. Oto 70-letni kapłan będący jeszcze w pełni sił, chodzący po górach i zastępujący dyrektora pewnego ośrodka rekolekcyjnego w Beskidzie Wyspowym przeżywał smutek w związku z pozbawieniem go urzędu proboszcza. Po dłuższej rozmowie wyznał mi, że jedyną jego winą jest wiek, niczym nie podpadł - po prostu zgodnie z przepisami prawa musiał poprosić o zwolnienie go z urzędu. Teraz jest kapłanem tułaczem żebrzącym o możliwość sprawowania właściwych sobie funkcji. Ta sama rzecz dzieje się z biskupami - nikt już dziś nie zauważa potencjału, jaki może mieć człowiek starszy. A wystarczy choćby przykład proboszcza mińskiej katedry - ks. Kazimierza Świątka, który w wieku 77 lat przyjął sakrę biskupią i został arcypasterzem dwóch diecezji, a trzy lata później otrzymał kapelusz kardynalski. Pytam się jakim prawem ex definitione pozbawiono go udziału w konklawe w 2005 r? Miałem okazję osobiście poznać tego purpurata, będącego zresztą jednym z największych moich autorytetów. I znów wiek emerytalny dla kardynałów... A priori zakłada się niezdolność udziału w konklawe kardynałów przekraczających wiek 80 lat. Nigdy w historii Kościół nie dokonała się tak rażąca laicyzacja urzędów. Wprowadzenie do systemu kanonicznego wieku emerytalnego zrównuje posługę duchowną do pospolitego zawodu.

W jaki sposób kleryk, który formuje się do przyjęcia święceń, ma w klimacie tych przepisów i sposobu ich praktykowania podjąć decyzję o wyłącznym i wieczystym poświęceniu siebie na służbę Chrystusowi? Jak Wasza Świątobliwość zawalczyła o rzeczywiste zniesienie kultury tymczasowości w Kościele? Wszystkich kapłanów skazanych na emerytalną banicję serdecznie pozdrawiam. Przede wszystkim mojego spowiednika, który też jest objęty tą przykrą, bo światową, normą prawną. A ja przed Bogiem i Kościołem obiecuję, że trwać będę na urzędzie nie tylko do śmierci własnej, ale i po wsze czasy, jeśli spodoba się Bogu odpuścić mi moje nieprawości. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. 

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

niedziela, 5 lutego 2017

Desakralizacja sakramentaliów

Laudetur Iesus Christus!

Jednym z objawów laicyzacji sacrum jest notoryczne profanowanie sakramentaliów. Pomijając już kwestię, że wielu tych którzy są ich szafarzami ma znikomą wiedzę na ich temat, dochodzi często do aż krzyczącego nieuszanowania świętości. Ktoś by powiedział, że to jest mało znacząca kwestia, bo to w końcu owe sakramenty mniejsze. Postaram się jednak wyjaśnić, jak wiele duchowych dóbr się zaprzepaszcza. Temat sakramentaliów tutaj tylko zasygnalizowany będzie przeze mnie podejmowany także przy innych okazjach.

W toku mojej (de)formacji seminaryjnej o sakramentaliach dowiedziałem się niewiele. Na 30 godzin sakramentologii, z której omówiono tylko protestancki punkt widzenia i pobieżnie 3 z 7 sakramentów Kościoła o sakramentaliach powiedziano mi tyle, że "są to święte znaki ustanowione przez Kościół, które na podobieństwo sakramentów sprawiają skutki, głównie duchowe". Dowiedziałem się też że sakramentaliami są pogrzeb, błogosławieństwa i poświęcenia. O podziałach i różnej naturze sakramentaliów nie dowiedziałem się nic. Również liturgia sakramentów, której nauczano w wymiarze 15 godzin wymieniła mi tylko rodzaje sakramentaliów i nie omówiła nawet sposobu ich celebracji, a wykład był przeznaczony dla kleryków... . Tymczasem rzeczywistość sakramentaliów jest częściej spotykana w Kościele niż sakramentów. Przeciętny kapłan w swoim życiu odprawi więcej sakramentaliów niż sakramentów (pamiętajmy że modlitwy i obrzędy nie stanowiące znaku sakramentalnego a odprawiane przy okazji sprawowania sakramentów są sakramentaliami). W większości nowych seminariów kandydat do kapłaństwa nie posiądzie nawet katechizmowej wiedzy na ich temat.

Już sama definicja, którą mi podano jest nieprawidłowa. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r podaje taką definicję: "Sakramentalia są świętymi znakami, przez które na podobieństwo sakramentów, są oznaczone i otrzymywane ze wstawiennictwa Kościoła skutki, zwłaszcza duchowe." (Kan 1166). Ta klasyczna definicja różni się od tej którą mi podano. Kościół bowiem jak się okazuje ma ograniczoną władzę wobec sakramentaliów. Działają one co prawda "ze wstawiennictwa Kościoła", ale nie są przezeń przynajmniej w większości ustanawiane. Jeśli się zastanowimy to większość sakramentaliów ustanowił Bóg. Na przykład pogrzeb - sam Pan Jezus Chrystus dał się pochować i uświęcił w ten sposób ów zwyczaj. Egzorcyzmy, których władzę udzielenia dał apostołom (por. Mk 3,14-15) pojawiają się w wielu różnych miejscach Pisma Świętego. Czyż można powiedzieć, że Kościół ma władzę znieść egzorcyzmy lub święcenia egzorcystatu? Pytanie daje do myślenia... Być może przynajmniej część niższych święceń ustanowił wprost Pan Jezus. A poświęcenia świątyni i należących do niej przedmiotów, czyż też ustanowił Kościół, czy może raczej wiernie przejął praktykę ustanowioną przez Boga? A modlitwa Ojcze nasz, która we wszystkich podręcznikach dogmatyki uznawana jest jako sakramentale może być zakazana przez władzę kościelną? Takich pytań można zadawać jeszcze wiele. Prawdą jest zaś, że Kościół jeśli ma jakąś władzę nad sakramentaliami, to jest ona niewiele większa od tej jaką ma nad sakramentami - tzn może wpływać kształt liturgiczny, ale nie ma prawa ingerować w istotę tychże znaków.

Najwięcej profanacji zdarza się przy okazji błogosławieństw i poświęceń. Swoją drogą polecam zapytać swojego duszpasterza jaka jest różnica pomiędzy jednym, a drugim. Jestem przekonany, że w większości nie padnie odpowiedź iż poświęcenia odłączają daną rzecz lub osobę na wyłączną służbę Bożą, a błogosławieństwo to uproszenie mocy Bożej dla pozytywnego skutku wobec osoby lub rzeczy dla spraw głównie doczesnych. Poświęcenie jest więc aktem władzy rządzenia. Tymczasem zdarza się notorycznie, że diakoni dokonują poświęceń. Takie poświęcenia są nieważne! Diakon ponieważ nie jest kapłanem nie może ważnie poświęcić niczego i dotyczy to także szkaplerzy, obrazów, krzyży itd. Mówi o tym wyraźnie kanon 1169 nowego prawa kanonicznego. W moim seminarium poświęcenia wody symulowali diakoni. Oczywiście nowy rytuał nie jest konsekwentny i używa często zamiennie słów poświęcenie i błogosławieństwo, w wielu przypadkach obrzędy poświęceń są błogosławieństwem. Diakon więc, który poświęca daną rzecz dopuszcza się świętokradztwa - wzywa bowiem imienia Bożego do rzeczy, w zakresie której nie ma takiej mocy. Sakramentalia są też często profanowane przez fakt nieumiejętnego posługiwania się nimi. Notorycznie zdarza się używanie rzeczy poświęconych do użytku świeckiego. Ludzie często bogobojni piją wodę święconą, poświęcone szaty i paramenty liturgiczne bywają używane do różnego rodzaju przedstawień. Osobom, które nie widzą nic złego w takich praktykach polecam lekturę słynnej uczty Baltazara z 5 rozdziału Księgi Daniela. Konsekrowane ołtarze lub części świątyń bywają zwłaszcza na Zachodzie używane do wznoszenia budowli świeckich. Poza tym także na Zachodzie świątynie konsekrowane sprzedaje się i wystawia do użytku świeckiego. Tymczasem Apostoł przestrzega: "Kto zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg." (1 Kor 3,17). Oczywiście św. Paweł pisze o tym pisząc o Kościele, jako wspólnocie, ale pisze to w oparciu o doświadczenie Izraela ze Świątynią starotestamentalną. Wreszcie często się zdarza, że do służby Bożej przeznacza się osoby lub rzeczy nie poświęcone, lub niewłaściwie poświęcone, to jest z użytą formułą błogosławieństwa. Kult Boży wymaga, by do jego sprawowania przeznaczone były osoby i rzeczy wyjęte z porządku świeckiego i przeniesione do porządku nadprzyrodzonego. Na przykład we wszystkich parafiach jakie znam używa się kadzidła niepoświęconego, chociaż 6 stycznia jest obrzęd poświęcenia kadzidła. Wtedy leży zwykle kilka ziarenek mirry poświęcanych na nowo podczas każdej Mszy Świętej. To także znak lekceważenia sakramentaliów. Raz poświęconej czy pobłogosławionej rzeczy nie wolno święcić czy błogosławić drugi raz. Jest to klasyczny przykład wzywania imienia Boga nadaremno. Na to niektórzy kapłani mi mówią o względach duszpasterskich... I jakie tu są względy duszpasterskie? Czyż na każdej Mszy 5 lutego musi być poświęcenie chleba św. Agaty? Czy jeśli ludzie przynoszą chleb w ten dzień to musi leżeć na ołtarzu i być poświęcany kilka razy ten sam bochen? Nie wspominając już o kwestii takiej, że na ołtarzu leżą chleb lub inne rzeczy, które nie służą do odprawiania Mszy  Świętej. A wystarczy przygotować w prezbiterium choćby stoliczek na którym owe rzeczy do poświęcenia i błogosławieństwa mogą spokojnie czekać na swój czas. Różnych rodzajów bezczeszczenia tych świętości jest wiele, czytelników proszę o komentarze i wskazywanie tego co ja nie zauważyłem.

Czy sakramentalia nie zasługują na to, aby ich celebrację starannie przygotować? W końcu upraszamy u Boga łaski, które nie zawsze spływają w tym przypadku na nas na zasadzie ex opere operato, czyli z samego działania. Sakramentalia to niedocenione skarby, przez które Bóg chce uświęcić różne okoliczności naszego życia. Profanacja tych znaków często prowadzi do tego iż stają się one nieskuteczne, a Bóg obrażony. Co możemy zrobić? Należy zadawać duszpasterzom niewygodne pytania. Na przykład spytać się o różnice między poświęceniem, a błogosławieństwem, albo o to czy kreda którą znaczone są nasze domy jest poświęcona lub dlaczego na każdej Mszy w Niedzielę Męki Pańskiej święci się tą samą palmę. Jeśli duszpasterz zauważy problem i podejmie refleksję to wiele się w tej kwestii zmieni. A nam trzeba pamiętać, że zniszczone sakramentalia trzeba potraktować ogniem lub wodą. Odnowa sacrum zaczyna się od drobnych rzeczy. Chrystus Pan naucza: "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?" (Łk 16,10-12).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk