Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunia Święta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunia Święta. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2019

Przykazanie 3: "Pamiętaj abyś dzień święty święcił"

Laudetur Iesus Christus!

Omawiane dziś przykazanie jest przykładem jak bardzo można zredukować daną część prawa moralnego i zzuć z siebie gros ciężaru winy. W żadnym bowiem przykazaniu duchowieństwo tak mocno nie oskarża laikatu a samo nie bije się w piersi. Owszem w trzecim przykazaniu są zawarte grzechy przeciw przykazaniom kościelnym ale nie tylko. Przede wszystkim jest to przykazanie o praktykowaniu naszej wiary poprzez kult Boży. Chodzi w nim właśnie o to by był on sprawowany godziwie a nie tylko z odpowiednią częstotliwością. Oczywiście jako Kościół umówiliśmy się że będziemy się spotykać na publicznej służbie Bożej raz w tygodniu w Dzień Pański. Wierzymy także że owa częstotliwość oraz dokładnie wyznaczony dzień to natchnienie Ducha Świętego. Zatem potwierdzam że dobrowolne opuszczanie Mszy Świętej niedzielnej czy w nakazane dni, codziennej modlitwy porannej i wieczornej, dorocznej spowiedzi oraz Komunii wielkanocnej to grzechy ciężkie. Jednak te przykazania wyznaczają pewien limes praktyki życia katolickiego - w żadnym razie mogą one stać się wyznacznikiem normy. To tak jakby powiedzieć o mężu który nie bije swojej żony i przynosi jej w rocznicę ślubu kwiaty, że jest dobrym mężem.

Tymczasem w tym przykazaniu należy się upomnieć o jakość czasu przeznaczonemu Panu Bogu. Ograniczanie niedzieli tylko do Mszy Świętej to zdecydowanie za mało. Gdyby tak miało być niekonieczny byłby spoczynek niedzielny wszak na Mszę Świętą można pójść przed lub po pracy. Dzień Pański powinien być wypełniony rzeczami miłymi Panu Bogu. Niezależnie od stanu życia należy w tym dniu zadbać o dodatkowy czas na modlitwę oraz lekturę duchową. Dobrze jest pójść na dodatkowe nabożeństwo czy spotkanie stowarzyszenia katolickiego. Miłymi Panu Bogu jest także wartościowy czas poświęcony bliskim - rodzinie, przyjaciołom lub samemu sobie, byleby rozrywka była godziwa. Za czas poświęcony Panu Bogu należy uznać także modlitwę. I tutaj należy się postarać o to by wyłączyć wszelkie rozpraszacze. Modlitwa musi mieć odpowiedni czas w życiu. Należy w niej przeznaczyć miejsce zarówno na powtarzanie wyuczonych modlitw, które kształtują naszą pobożność zgodnie z tym co Duch Święty podpowiada Kościołowi jak również spontaniczne przebywanie z Panem Bogiem, przede wszystkim wsłuchiwanie się w Jego głos. Do świętych czasów należą także okresy postne. Za takowe należy uznać nie tylko wszystkie piątki w roku w czasie których winniśmy się umartwiać przynajmniej zachowując wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych ale także hucznych zabaw. Chociaż Kościół już tego od nas nie wymaga należy przestrzegać także adwentu, wielkiego postu, przedpościa, dni suchych oraz wigilii największych katolickich świąt które tradycyjna liturgia okrywa kolorem fioletowym. Należy zachowywać tradycyjne przepisy pokutne a jeśli to niemożliwe to wyznaczyć sobie coś dodatkowego. Wielki post ograniczony do środy popielcowej i wielkiego piątku jest farsą! Oczywiście wezwania kierowane do dzieci o skupienie w czasie liturgii dotykają nie mniej dorosłych. Dzieci jednak łatwiej nakryć na roztargnieniu i naprostować podczas gdy dorośli odpływają często w bardzo grzeczny sposób. Nie bez znaczenia jest także strój który powinien być godny, a przynajmniej niegorszący innych... . 

Taki rachunek sumienia z trzeciego przykazania zwykłemu laikowi wystarczy. Jeśli jednak katolik posługuje w czasie liturgii jako ministrant albo jest duchownym choćby tylko minorzystą lub co bardziej odpowiedzialne klerykiem święceń sakramentalnych to spoczywa nań odpowiednio większa odpowiedzialność. Posługujący muszą się tutaj rachować z jakości swojej służby, z tego czy chętnie uczyli się o wykonywanych przez się funkcjach bądź urzędach jeśli są minorzystami, czy pogłębiali duchowość i dbali o to by służyć z czystym sercem. Także czy dbali o czystość wdziewanych szat oraz o dokładność wykonywanej przez siebie służby.

Dużo większa odpowiedzialność spoczywa na duchownych posiadających stopień sakramentalny. Chociaż też odpowiedzialność ta jest różna bo i stopnie te są różne. Jednak większość przyjmujących sakrament święceń jest już jednak celebransami, a więc to oni są odpowiedzialni za to jak liturgia wygląda. Kapłan powinien się zastanowić o to ile czasu spędza na przygotowaniu do liturgii i dziękczynieniu po niej, czy rozwija swoją duchowość liturgiczną oraz wiedzę. Nie bez znaczenia jest także wybieranie  tekstów które lepiej wyrażają wiarę katolicką np Kanon Rzymski jeśli musi sprawować nową liturgię. Jeśli kapłan jest proboszczem to kieruje służbą Bożą w całej parafii, decyduje jak będą wyglądały szaty oraz Przybytek Pański - biada proboszczowi który najpierw zabezpiecza dach pod którym mieszka czyli plebanię a Dom Boży pozostawia w ruinie! Niechby lepiej sprzedał samochód lub nie pojechał na drogie wakacje ale zadbał o to by naczynia liturgiczne były godne. To co się dzisiaj dokonuje jest skandalem - jakieś drewniane kubki i talerzyki! Ołtarze z metaloplastyki, lub plastiku zamiast z kamienia. Obrusy z poliestru i takie same szaty. Sztuczne świece z wkładami olejowymi zamiast naturalnych woskowych świec. Tego można wymieniać i wymieniać. Nie stoją za tym żadne racje natury duszpasterskiej. Dbałość o godność służby Bożej to inwestycja w parafię której Pan Bóg z pewnością pobłogosławi w każdym wymiarze także ekonomicznym. Nawiązując do niedawnych wydarzeń w Paryżu - tak wyklęty kleryk dołącza do chóru wieszczów którzy widzą w tym znak czasu, oto Pan zniszczył co niegodne a wskazał na to co właściwe. Często drodzy kapłani sprawujecie Msze Świętą na stołach które nawet nie imitują ołtarza, które w swej wymowie są właśnie stołami a nie ołtarzami i nie zostały nawet namaszczone olejami oraz nie mają relikwii, podczas gdy za sobą macie prawdziwe ołtarze. Tak to wymaga odwagi, ale jeśli zawiążecie koalicję to biskup przecież nie suspenduje połowy prezbiterium diecezji... .

Dużo poważniejszymi winami obarczają się ci którzy świadomie i dobrowolnie dokonują zmian w liturgii. Często jest to powodowane pychą ale czasem zwykłym skrzywieniem wynikającym z deformacji liturgicznej w seminarium. Liturgia jest kultem publicznym, oficjalnym Kościoła to nie jest własny folwark kapłana czy biskupa. Jesteś sługami tej służby a nie panami! Tymczasem obserwuje się dowolne zmienianie nigryk czyli tekstów oraz rubryk, dostosowywania duszpasterskie które nawet jeśli mieszczą się w NOM-owym prawodawstwie są mocno naciągane. Bywa że przez swoje improwizacje narażacie na sprawowany przez was kult Boży na nieważność co już podpada pod drugie przykazanie! Wierni mają obowiązek zwracać uwagę na przestępstwa liturgiczne, nagłaśniać je i publicznie piętnować, Wy zaś wzajemnie się upominajcie. Nie chodzi o donoszenie i podkopywanie braterstwa kapłańskiego ale o chronienie się wzajemnie przed grzechem tak że opornych trzeba zgłaszać biskupowi lub przełożonemu zakonnemu. Te grzechy dotykają bezpośrednio urzędu jaki sprawujecie, to tak jakby matka szkodziła własnemu dziecku, albo lekarz celowo zalecał szkodliwą terapię swemu pacjentowi. 

Co zaś się tyczy biskupów... . Jesteście odpowiedzialni za wszystko to co się dzieje na podległym wam terenie. Jeśli nie upominacie, nie karcicie podległych sobie duchownych zaciągacie grzechy cudze i jesteście współwinni ich grzechom. Biada Wam jeśli prześladujecie doskonały kult katolicki który wyraża Msza Święta Wszechczasów kanonizowana przez św. Piusa V! Nie zrzucajcie winy na konferencje episkopatów które nie mają prawa wchodzić  butami w waszą diecezję. To Wy zdacie sprawę każdy osobno ze swojego zarządu. Wreszcie będąc już w tych tragicznych ciałach kolegialnych zabierajcie głos i bójcie się bardziej Pana Boga który sądzić Was będzie szybciej niż się spodziewacie niż Waszych kolegów którzy żadnej realnej szkody Wam nie uczynią. Wzywam każdego biskupa który mnie czyta do opamiętania. Od jakości kultu Bożego zależy Boże błogosławieństwo. To nie jest tak że to nie ma znaczenia. Gdyby tak nie było nie odprawialibyśmy służby Bożej. Gdyby Pan Bóg miał gdzieś ofiary starego testamentu i ich niedoskonałość nie uczyniłby Ofiary Nowego Przymierza! Pomyślcie tylko że Wy i Wasi synowie kapłani macie moc łączenia nieba z ziemią. Jeśli coś tutaj nie styka to konsekwencje mogą być i są bardzo poważne. Dobra liturgia to rękojmia nie tylko dobrej relacji z Panem Bogiem w wymiarze społecznym ale także właściwe kształtowanie dusz wiernych. 

Być może trochę zbyt ostry ten rachunek sumienia, ale wchodzimy w przykazania które dotyczą bezpośrednio samego Pana Boga. Sądzę że nie ma bardziej kapłańskiego przykazania Bożego jak to właśnie. Oczywiście każdy wg stanu może mieć swojego grzechy, nie mniej zanim drogi kapłanie srogo potraktujesz penitenta wobec jego nie zawsze zawinionej absencji w ilościach przepisanych przez Kościół praktyk zastanów się jaka jest ich jakość i jaka jest jakoś Twojej Mszy Świętej, brewiarza i sprawowanych przez Ciebie sakramentów. Nobis quoque peccatoribus... .

Z katolicki pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 26 grudnia 2018

Bydlęta klękają, a człowiek?

Laudetur Iesus Christus!

Tego posta planowałem już dość dawno. Przeżywając święta Narodzenia Pańskiego przyszła na mnie refleksja związana z polską kolędą "Dzisiaj w Betlejem". Oto mamy stajenkę/grotę i sytuację gdzie Najświętsza Maryja Panna pod opieką św. Józefa chroni się w spartańskich warunkach aby urodzić dziecko - Syna Bożego. Być może to tylko tradycja, a być może rzeczywiście tak było. Gdy narodził się Chrystus Pan Zbawiciel uklęknęły przed Nim nawet bezrozumne zwierzęta instynktownie czując, że mają do czynienia ze swoim Stworzycielem. 

Nawet jeśli scena przedstawiona w kolędzie jest tylko mitem, to prawdą są już sytuację w której różni ludzie spotykając się z Panem Bogiem dokonują proskinezy, czyli upadają powodowani zetknięciem z majestatem Najwyższego. Takich sytuacji w Piśmie Świętym opisanych jest kilka. Tak padł na przykład Mojżesz podczas spotkania z Panem Bogiem w krzewie gorejącym, prorok Eliasz, czy w Nowym Testamencie żołnierze którym Pan Jezus objawił swoje imię. 

Liturgia łacińska zna trzy podstawowe postawy liturgiczne: siedzenie, stanie i klęczenie. To właśnie z klęczeniem dzisiaj jest największy problem. Różnej maści moderniści próbują udowadniać, że klęczenie wzięło swój początek ze średniowiecza. Wystarczy pomyśleć, że oddanie pokłonu przez dotknięcie czołem ziemi, tak chętnie praktykowane przez bardzo starożytne liturgie wschodnie, prostracja czyli postawa dotknięcie całym ciałem ziemi w geście uniżenia, nawet pokłony które biją ociemniali w błędach islamizmu muzułmanie - to wszystko wymaga przyjęcia choćby przez chwilę postawy klęczącej. I nie przeczę, że być może klękanie pojawiło się dopiero w średniowieczu, a fragmenty w Piśmie Świętym tłumaczone jako klękanie, czy przyklękanie są źle przełożone, bo powinien być pokłon. Skoro to wszystko nawet byłoby prawdą, to dlaczego  modernistyczni teolodzy, technicy liturgizmu posoborowego w miejsce klękania nie zaproponowali pokłonu z dotknięciem czołem ziemi lub prostracji? Jedyne co wprowadzili to zwykłą tak zwaną kiwkę czyli delikatny skłon ramion i głowy. Czyż ten gest używany przecież tak samo do pozdrowienia bliźniego na ulicy nie jest zbyt mały dla okazania szacunku Najwyższemu?

Klękanie jest wyrazem uniżenia przed Panem Bogiem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko zbędna zewnętrzna oznaka. Wiemy jednak, że gdy ciało zmuszamy do wysiłku to ułatwia to duszy przybranie właściwej postawy. Człowiek jest jednością ciała i ducha. Wyraża to dobitnie wiele praktyk religijnych. Praktycznie cała liturgia otacza się wieńcem różnych materialnych symboli lub czynności, które mają ułatwić kontakt człowieka z Panem Bogiem. To samo dzieje się w przypadku innych praktyk, na przykład postu. Eliminując te zewnętrzne oznaki bez uzasadnionego powodu stajemy się ludźmi niepraktykującymi.

Zatem klękanie jest wyrazem wiary i jednocześnie na tą wiarę wpływa zgodnie z zasadą lex orandi lex credendi. Powinniśmy o ile nie ma przeszkód zdrowotnych przyklękać zawsze przed Najświętszym Sakramentem oraz przy wejściu i wyjściu ze świątyni jeśli jest tabernakulum z Panem Jezusem. Przyklękamy na prawe kolano. Na lewe kolano klęka się podczas składania homagium. Oczywiście jak ktoś jest lewonożny i nie umie inaczej to nie jest grzech - lepiej klękać tak jak się umie. Przyklęknięcie to dotknięcie kolanem ziemi, nie przyklęka się na dwa kolana, jak to niektórzy nazbyt pobożnie chcą czynić, ale taka praktyka powodowana pobożnością też zła nie jest. Klęczy się zawsze gdy jest wystawiony Najświętszy Sakrament. Dobrą praktyką jest klęczenie podczas modlitwy prywatnej. Należy uczulać dzieci, aby przy okazji klęczenia nie siedziały. Niestety zwłaszcza stare ławki kościelne wyprofilowane są tak, że wymuszają pozycję klęczącego siedzenia. Oparcie się o ławkę nie jest oczywiście wielkim uchybieniem, ale jeśli mamy możliwość klęczeć prosto to starajmy się choć przez jakiś czas taką postawę przyjąć. Pamiętajmy że nienabożnie przyklękając tudzież klęcząc powielamy obrazę jaką musiał znosić Pan Jezus ze strony rzymskiego żołdactwa... .

Osobną rzeczą jest przyjmowanie Ciała Pańskiego w postawie klęczącej. Nowe przepisy chociaż tego nie nakazują, to jednak wyraźnie uczą iż jest to podstawowa forma. Kto chce postępować wg Tradycji Kościoła niech tą postawę zastosuje tu jako nakaz, z którego zwalnia tylko choroba, niedołężność lub kalectwo. Przykra jest praktyka tworzenia kolejek komunijnych - bo też trudno to nazwać procesją.  Nie dość że jest to niepraktyczne i wydłuża obrzęd Komunii Świętej wiernych to działa w poprzek zasadzie lex orandi lex credendi. Niedopuszczalna jest sytuacja w której kapłan wymusza powstanie z kolan! Należy wtedy tym bardziej domagać się swoich praw, a w rzeczywistości prawa i obowiązku całego Kościoła do oddania właściwej czci Panu Bogu - wyrażenia wiary w substancjalną obecność Pana Jezusa w chlebie eucharystycznym. W razie potrzeby należy się skarżyć. Z założenia nie ma tu żadnej pychy. 

Niewątpliwie bardzo niepokojące są sytuacje w których ruguje się postawę klęczącą. Niestety wynika to zwykle ze złej teologii i antropologii. Nieprawidłowo aplikowana nauka o wcieleniu, traktowanie Pana Boga w charakterze partnera, brata, przyjaciela jest wielkim błędem. Oczywiście należy pamiętać że Pan Bóg człowiekiem się stał jednak nie po to by się z człowiekiem pojednać, czyli by upaść do jego poziomu ale po to by człowieka przywrócić na właściwe miejsce. Niestety w całej refleksji na tajemnicą wcielenia zapomina się o tym, że człowiek po to przywrócenie do stanu pierwotnego musi wyciągnąć rękę, musi chcieć przyjąć ofiarowaną przez Pana Boga pomoc. Nie stanie się to jeśli nie pochyli się nad Dzieciątkiem Jezus, jeśli upadnie pod własnym krzyżem, jeśli nie dotknie całym swoim jestestwem krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Z okazji świąt Bożego narodzenia życzę wszystkim czytelnikom mądrości przynajmniej tak wielkiej jak instynkt zwierząt z betlejemskiej stajenki. Nie bójmy się wytartych na kolanach spodni, pobrudzenia itp rzeczy. Nie bójmy się oskarżeń o faryzeizm, krzywego spojrzenia proboszcza. Oddajmy publicznie Panu Bogu chwałę odważnie i śmiało klękając. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Absurdy ekumenizmu cz. 6 - interkomunia

Laudetur Iesus Christus!

Jeden z moich wykładowców powiedział wprost - celem działań ekumenicznych jest doprowadzenie do interkomunii. Mianem interkomunii nazywa się wzajemne międzywyznaniowe dopuszczenie do wspólnoty eucharystycznej, to zakłada implicite także wspólną naukę o Najświętszym Sakramencie, Mszy Świętej, a zwykle także o kapłaństwie. W praktyce stanowi często fuzję  obydwu wyznań.

Co roku w okresie oktawy jedności i różnorodności internety zalewają informacje dotyczące bezbożeństw pseudoeucharystycznych. Gdyby chodziło o łamanie się opłatkiem, nikt nie śmiałby podnosić rwetesu. Ale rzecz przestawia się zgoła odmiennie - spotkania ekumeniczne żywo mają przypominać wspólną Eucharystię, bo Mszą Świętą takie obrzędy trudno już nazwać. I nawet jeśli Pan Jezus Chrystus nie jest w sposób substancjalny obecny na takowych zebraniach to zastanawia sam wymiar parenetyczny i pedagogiczny owych przedsięwzięć. Bo takie celebracje wychowują wiernych i wpajają im świadomość, że komunikowanie wraz z heretykami i schizmatykami jest w porządku. Kolejne pokolenie może utracić Mszę Świętą. Zresztą temat tak zwanej Eucharystii ekumenicznej wałkowany jest od dawna, a raz na jakiś czas wypływa w postaci newsa tylko po to aby zbadać opinię laikatu na rzeczony temat.

Z teologicznego punktu widzenia istotne są dwa aspekty. Pierwszy to kwestia ważności samego sakramentu. Jest oczywiste, że podczas spotkań opłatkowych wspólnot protestanckich do żadnego przeistoczenia nie dochodzi. Oni sami tego nie ukrywają, choć nie przeszkadza im to wyciągać bezbożnie ręce po największy skarb Kościoła, oczywiście pod warunkiem, że nie muszą przed Nim klękać. Sami zresztą hojnie praktykują gościnność eucharystyczną zwodząc rzesze naszych wiernych, którzy czasem oddają ich opłatkom latreutyczną, bałwochwalczą cześć. Zwiedzenie katolicy uczestniczący w takich obrzędach tracą kompas wiary i stają się materialnymi protestantami.

Drugim aspektem jest eklezjalny wymiar owej interkomunii. I wydawałoby się że wszystko jest w porządku. W końcu dzisiaj wiele się mówi o tym jak przyjmowanie Komunii Świętej jest wyrazem i znakiem jedności z Kościołem. Jakże jednak różnie pojmuje ów eklezjalny wymiar Komunii Świętej modernizm, Kościół oraz cerkiew prawosławna, zwłaszcza Patriarchat Moskwy i Wszechrusi. Moderniści Pragną interkomunii po to by zaprowadzić formalny i materialny paneklezjalizm.  Dla nich interkomunia to znak że żyjemy w prawdziwie pojednanej różnorodności. Kościół zgodnie z teologią Mistycznego Ciała Chrystusa zauważa szeroki kontekst eklezjalny, jednak nie jest on dominujący. Przyjęcie Komunii Świętej to przede wszystkim sakrament, który jednoczy wiernego z Panem Jezusem i dopiero z tej perspektywy z Kościołem. Wreszcie prawosławie które wymiar eklezjalny Komunii Świętej znowu wynosi aż zanadto. Tam bowiem komunikowanie się jest znakiem nie tylko przynależności konfesyjnej ale wręcz liturgicznej. 

Stanowiska modernistyczne i prawosławne są oczywiście błędne i pomniejszają wartość Komunii Świętej jako sakramentu. Ani moderniści, a wraz z nimi protestanci, ani paradoksalnie prawosławie nie zauważa w pełni osobowego Pana Boga kawałku eucharystycznego chleba. Dzieje się tak dlatego, że tylko Kościół wyraził kompletną naukę o Najświętszym Sakramencie.

W praktyce interkomunia jest dopuszczona. Zgodnie z nowym prawem kanonicznym można udzielić Komunii Świętej heretykom i schizmatykom, jeśli wyznają katolicką wiarę w odniesieniu do tego sakramentu. Przy tym wszystkim skandaliczne jest to, że nie wymaga się od nich w pełni katolickiego wyznania wiary, czyli powrotu do Kościoła. To że katolikom pozwala się in articulo mortis przyjmowanie Najświętszego Sakramentu od niekatolików, byleby oczywiście sam sakrament był ważny nie dziwi. Natomiast jest wielce zastanawiające, że prawodawstwo udziela takiej zgody w sytuacji gdy zagrożenia życia nie ma, gdy istnieje przez dłuższy czas niemożliwość otrzymania sakramentu od katolickiego szafarza. Taki zapis w konsekwencji prowadzi do indyferentyzmu.

I jako klamrę niniejszych rozmyślań dodam wypowiedź innego profesora, który porównał ekumenizm do podróży w wagonie restauracyjnym, owszem eleganckim, z suto zastawionym stołem, kapelą i profesjonalną obsługą. Jednak bawiący się w owej salonce restauracyjnej sami nie znają i nie potrafią przewidzieć celu swej podróży. Obserwując ich z zewnątrz wydawać by się mogło, że ich celem jest sama zabawa. A ja dodam, że stacja końcowa jaką będzie niewątpliwie sąd Boży może owych bawiących się bardzo zaskoczyć. Wspólne biesiadowanie na kredyt kończy się nie tylko drobną dyspepsją ale zwykle także surową windykacją. Celem życia człowieka jest zbawienie duszy. Każdy z nas wie, że nie żyje się po to żeby jeść, ale je się po to żeby żyć. Interkomunia pomija cel Komunii Świętej jaką jest uświęcenie poprzez zjednoczenie z Panem Bogiem, składa w ofierze cel ostateczny na rzecz dobrej wspólnej zabawy. "Święte, świętym! Kto święty niech przystąpi, kto nim nie jest, niech czyni pokutę."

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 15 czerwca 2017

"Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije."

Laudetur Iesus Christus!

Dziś Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, czyli tak zwane Boże Ciało. Dawniej cytat wzięty z pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 11,29) a będący tytułem wpisu byłby Wam drodzy czytelnicy odczytany. Jest on jednak niepoprawny politycznie i nowy lekcjonarz proponuje inne czytania. A tymczasem ta lekcja którą się dziś pomija aż nazbyt głośno przemawia do dzieci obecnego czasu... .

Będąc słuchaczem kazań w różnych świątyniach spotkałem się kilka razy z uwagą księży na temat częstotliwości przyjmowania Komunii Świętej. Wielu kapłanów ubolewa nad tym, że mają małą liczbę tak zwanych comunicantes, czyli przyjmujących Ciało Pańskie. Rozwodzą przy tym często, że wielu mogłoby przystępować, ale nie robi tego, a z resztą grzech ciężki popełnić jest trudno... . Jeśli tak jest rzeczywiście to należy odtrąbić powszechną radość i zadać sobie pytanie o sens istnienia Kościoła, o sens sakramentu bierzmowania przysposabiającego do walki o wiarę także w wymiarze moralnym, wreszcie o czyn zbawczy Chrystusa - który w świetle takich nauk wydaje się nazbyt krwawy wobec rodzaju winy jaką trzeba było odkupić.

Dziś aktualność lekcji przypisanej jeszcze w średniowieczu do Bożego Ciała jest wręcz prorocza. Bo oto przy malejącej liczbie dominicantes, czyli przychodzących w niedzielę, statystyki odnotowują rosnącą liczbę comunicantes. Kwestia niedzielnego uczestnictwa we Mszy Świętej wbrew obiegowym opiniom stanowi pewien miernik wiary i gdy spada należy raczej oczekiwać spadku także przyjmujących Komunię Świętą. Tymczasem narracja obowiązująca jest taka, że mamy co prawda coraz mniej wiernych, ale są oni coraz bardziej świadomi. Proponuję głosicielom tych poglądów rozpoczęcie badań nad statystykami dotyczącymi penitentes, czyli spowiadających się. Oczywiście nie jest konieczne aby dla każdej Komunii Świętej spowiadać się, ale aby móc się komunikować zawsze potrzeba spowiadać się zwykle co dwa tygodnie. Jeśli duszpasterze zrobiliby przez jeden miesiąc takie badania relacji comunicantes do penitentes, to mogę postawić zakład, że wyniki wykażą iż jest grupa, która przystępuje do Komunii Świętej bez regularnej spowiedzi lub nie spowiada się wcale.

Trzeba jasno powiedzieć iż przypadki takie są ewidentnymi grzechami świętokradztwa. Niestety w dużej mierze winni są nauczyciele wiary, którzy poza przygotowaniem do I Komunii Świętej zwykle już nie powtarzają co to jest łaska uświęcająca i że jest ona wymagana do godnego przyjęcia Pana Jezusa. Na praktykę zaniechania spowiedzi ma wpływ przede wszystkim negacja prawdy o szatanie i piekle, liberalizacja prawa moralnego oraz desakralizacja Mszy Świętej.

Niegodne przyjmowanie Ciała Pańskiego przyjmuje też formy zewnętrzne. Jedną z nich jest praktyka Komunii Świętej do ręki. Oczywiście miało to miejsce w starożytności - ale w tamtych czasach nie znano jeszcze teologii w takim stopniu jak dzisiaj. Argument ze starożytności jest skażony błędem archeologizmu. Jeśli tak postępuje się w teologii, czemu zatem i inne nauki nie podążą tym tropem? Dlaczego nie należałoby uznawać że ziemia jest płaska opierając się na metodach i spostrzeżeniach dostępnych starożytnym? Co dzieje się z Panem Jezusem w trakcie praktyki przyjmowania do ręki prezentuje materiał filmowy. Refleksje powinni też podjąć szafarze Komunii Świętej, którzy poprzez nonszalanckie obyczaje  - brak łączenia palców i właściwej puryfikacji przyczyniają się do tego że Pan Jezus upada na ziemię i jest deptany. Pomyślcie - Msza Święta, która ma być największą radością dla Boga, jest kolejnym biczowaniem i cierniem ukoronowaniem... . Powie ktoś że to skrupulanctwo taki kult cząsteczek, ale czy ktoś kto kocha powie, że fragmenty ciała ukochanej osoby to tylko kult cząsteczek? Czyż matka nie zmartwi się gdy dziecko choćby w drobny sposób się skaleczy? A wielu z Was szafarzy Ciała Pańskiego wydaje najświętsze członki Zbawiciela na podeptanie. Do zewnętrznych form należy również postawa przyjmującego. Wyrażenie czci przez przyklęknięcie, lub lepiej przez przyjęcie Komunii Świętej na klęcząco powoduje odpowiednie usposobienie duszy. Wierzącego kapłana poznać można po tym, jak odprawia Mszę Świętą. Nawet gdy jest schorowany stara się przyklęknąć. Sam byłem świadkiem i pomagałem takiemu schorowanemu kapłanowi przyklęknąć. Człowiek to ciało i dusza - gdy przyklęka ciało to za pozwoleniem i rozkazaniem duszy. Gdy ciało nie klęka duszy trudniej jest wzbudzić pokorę i właściwą cześć. Do niegodnego przyjmowania Ciała Pańskiego dochodzi też, gdy świadomie i dobrowolnie wybieramy szafarza Komunii Świętej, który nim nie jest, albo nie zachodzi przesłanka do nadzwyczajnego rozdawania przez osobę bez święceń sakramentalnych. Oczywiście są to winy mniejszej wagi, ale też powinny poruszać sumienie, bowiem dla tak Wielkiego Sakramentu nie ma rzeczy nieważnych.

Wypada mi tylko żywić nadzieję, że owa "wiosna Kościoła" którą wieszczą tu i tam, a której wciąż nie widać przyniesie odwilż w zakresie poniewierania Najświętszym Sakramentem. Za świętym Paweł wzywam: "Udzielając tych pouczeń nie pochwalam was i za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu." (1 Kor 11,17).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 7 czerwca 2017

Czy należy udzielać Komunii Świętej chorym umysłowo?

Laudetur Iesus Christus!

Uznałem, że odpowiedź na komentarz ks. Piotra z poprzedniego posta uczynię nowym wpisem. Kwestia która została poruszona rzeczywiście jest pewnym problemem w Kościele. Oto komentarz na który odpowiadam:


"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Chciałbym zapytać Czcigodnego Kleryka, co sądzi o udzielaniu Komunii św. osobom z zespołem downa, autyzmem lub innymi chorobami, które sprawiają, że osoba przystępująca do Komunii św. po pierwsze nie ma dobrego rozeznania moralnego swoich czynów, a po drugie nie ma rozeznania między opłatkiem, a Chlebem Eucharystycznym. I drugi przypadek podobny, ale dotyczący osób starszych albo takich, które zapadły na chorobę, która powoduje, że nie mają świadomości, że przyjmują Ciało Pańskie (albo przynajmniej nie jesteśmy tego w stanie zweryfikować). Czy jeśli nawet wcześniej ktoś przyjmował Komunię św., ale w pewnym momencie poważnie zachorował, tak iż nie wie, że przyjmuje Komunię św., to czy jej udzielanie ma sens? Czy ta Komunia św. pomoże w czymś temu człowiekowi skoro jest przyjmowana jako zwykły pokarm (tak zewnętrznie przynajmniej to wygląda)? Prawo kanoniczne wyraźnie mówi o tym, że przyjmujący Komunię św. musi umieć rozróżnić zwykły chleb od eucharystycznego. A jeśli tego nie potrafi już z urodzenia albo w wyniku choroby, wypadku, starości ją utracił, to czy godziwe jest udzielanie Komunii św. takiej osobie? Z tego co widzę jest to powszechna praktyka w Kościele, ale ja mam mieszane uczucia co do niej...

Z Chrystusowym pozdrowieniem
Ks. Piotr"


Może na początek - nie jestem żaden czcigodny - tytuł ten wbrew obiegowemu użyciu przysługuje dopiero od godności prałata. Z kwestią nieuzasadnionej tytulatury i nowomowy kościelnej będę się jednak rozprawiał kiedy indziej.

Zacznę może od środka - otóż powołuje się Ksiądz na kanon 913 paragraf 2 KPK z 1983 r - wydaje mi się że kluczowym jest tam sformułowanie, które w powyższym poście nie zostało uwzględnione, a mianowicie: "i mogą z szacunkiem przyjąć Komunię Świętą". A więc intencją prawodawcy było, aby zapobiec choćby nieświadomym aktom profanacji. Eucharystia należy do tej grupy sakramentów, których przyjmowanie wymaga ściśle określonej dyspozycji przyjmującego. Kanon o którym mowa określa minimalne warunki dopuszczenia do przyjmowania Najświętszego Sakramentu. Jeśli chodzi o dzieci upośledzone to wszystko zależy od jego stopnia - słusznie prawodawca ceduje na dopuszczającego obowiązek właściwego rozeznania sytuacji.

Co do dzieci z zespołem Downa to osobiście uważam, że dzieci te można i trzeba dopuszczać do Komunii Świętej  - nie znam wśród tych osób upośledzonych w stopniu uniemożliwiającym podstawowe zrozumienie tajemnicy Eucharystii. Takie dzieci właśnie ze względu na specyfikę swojego schorzenia mają bardziej otwarte serca i potrafią być może lepiej niż niejeden zdrowy człowiek przylgnąć do istoty Komunii Świętej, czyli samego Pana Jezusa. Jeśli chodzi o autyzm - tak się składa że mam kontakt z tymi dziećmi ze względów zawodowych to już sytuacja jest bardziej skomplikowana - jedne dzieci będą do tego zdolne inne nie. Jeśli chodzi o pozostałe choroby to kwestia zasadnicza odnosi się do możliwości poznawczych chorych dzieci. To że dziecko nie odróżnia chleba zwykłego od chleba eucharystycznego na poziomie sensorycznym nie może być moim zdaniem przeszkodą, jeśli tylko poinformowane o tym, że ma do czynienia z Ciałem Pańskim potrafi przyjąć odpowiednią postawę zewnętrzną i wewnętrzną stosowną do swojego stanu zdrowia. Na pewno jestem zwolennikiem dania szansy i jeżeli jest zachowany jakikolwiek kontakt z dzieckiem to sądzę że należy podejmować próby katechizacji - jednak trzeba mieć wzgląd, że nie zawsze będą one udane. W tym miejscu pragnę podkreślić iż jeśli taka katechizacja jest udana i dziecko może przyjąć Komunię Świętą to zasadniczo nie powinno się tego robić na osobnej Mszy Świętej. Niedopuszczalna jest sytuacja kiedy kapłan dopuszcza do dyskryminacji takiego dziecka w dniu I Komunii Świętej na przykład poprzez pouczenie fotografa aby tak wykonywał ujęcia by chore dziecko nie było widoczne albo przez udzielanie Komunii Świętej takiemu dziecku w bocznej nawie. Często domagają się tego rodzice innych dzieci - taka sytuacja bardziej niż w chore dziecko godzi w rozwój moralny pozostałych dzieci i rodziców. Z takimi przypadkami, niestety jak słyszę powszechnymi należy stanowczo walczyć nawet przy użyciu środków kanonicznych. 

W sytuacji kiedy dziecko nie jest w stanie w jakikolwiek sposób pokazać, że rozumie iż przyjmie pokarm, który jest Bogiem samym to należy powstrzymać się od udzielania Komunii Świętej. Moim zdaniem argument jest prosty - istnieje ryzyko profanacji - nawet jeśli będzie ona nieświadoma narażamy naszego wiernego na grzech lekki, a świadków zdarzenia na  zgorszenie. Sądzę iż to miał na myśli prawodawca pisząc o szacunku podczas przyjmowania Pana Jezusa Chrystusa.

Co do moralnego rozeznania swych czynów nie byłbym aż tak restrykcyjny - jeśli dziecko nie rozumie co jest dobre, a co złe to znaczy że nie może popełnić grzechu ciężkiego, a więc na mocy samego chrztu posiada łaskę uświęcającą w stopniu umożliwiającym godne przyjęcie Ciała Pańskiego. Musi jednak sobie zdawać sprawę z tego że chodzi o przyjęcie żywego Boga.

Drugi przypadek to logiczna ekstrapolacja pierwszego. Co prawda prawodawca nie pisze nic o tym, ale można mniemać iż należy stosować te same normy co w przypadku dzieci. W tej kwestii polecam sformułowanie i wysłanie do Kongregacji Nauki Wiary, lub Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentu pytanie alternatywne tej lub podobnej treści: "Czy normy zawarte w 913 kanonie KPK wobec braku odnośnego prawa w stosunku do osób starszych mają zastosowanie w przypadku dorosłych nie używających rozumu z powodu starości lub choroby?" Sądzę, że odpowiedź Stolicy Apostolskiej uspokoiłaby Księdza sumienie. 

Rozeznanie drugiego przypadku w praktyce bywa proste - jeśli chory jest nieprzytomny to nie udzielamy Wiatyku. Słyszałem o jakichś szarlatańskich pomysłach wprowadzania Krwi Pańskiej do kroplówki itp niedorzeczności. Cóż pomysłodawców tychże polecam opiece psychiatry, a przełożonym pilne przestudiowanie opinii lekarza, czy w ogóle ich podwładni są zdolni do wykonywania władzy święceń... . Może się także zdarzyć, że chory ma świadomość, jednak nie kontaktuje się dostatecznie z otoczeniem, jeśli w żaden sposób nie jest w stanie przekazać szafarzowi, że rozumie co się dzieje to od udzielania Komunii Świętej lepiej odstąpić. Istnieje w końcu ryzyko, że Pan Jezus zostanie wypluty lub w inny sposób sponiewierany.

Natomiast w kwestii tego czy Komunia coś daje człowiekowi nieużywającemu rozumu byłbym bardzo, ale to bardzo powściągliwy. W końcu sakrament działa ex opere operato. Jeśli jako księża rozgrzeszacie osoby nieprzytomne i udzielacie im namaszczenia chorych to takie pytanie wydaje się nielogiczne. Są takie poglądy, że nie należy na przykład dzieciom udzielać sakramentu namaszczenia - osobiście sądzę, że nawet niemowlę może ten sakrament przyjąć jeśli tylko zajdzie odpowiednia przesłanka czyli choroba zagrażająca życiu. Z Komunią Świętą jest ten problem, że przyjęcie tego sakramentu wymaga także somatycznej współpracy wiernego - nie da się Komunii Świętej udzielić sub conditione... . Dlatego też jeśli wykluczona jest ta współpraca to nie należy robić cyrków z wkładaniem Najświętszego Ciała do ust, wymuszaniu odruchu przełykania, zakraplaniem języka Krwią Pańską itd. Praktyka w Kościele jest różna - rzeczywiście sądzę tak jak Ksiądz, że wypaczenia idą raczej w kierunku nieroztropnego rozdawnictwa Ciała Pańskiego bez względu na szacunek Osoby której się udziela, a która często traktowana jest jako rzecz... . Wierzący szafarz spojrzy na akt Komunii Świętej jako rzeczywisty kontakt dwóch osób i będzie miał wzgląd nie tylko na wiernego, ale przede wszystkim na samego Pana Boga, którego jest sługą.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 30 maja 2017

Szaleństwo pierwszej Komunii Świętej

Laudetur Iesus Christus!

Do napisania niniejszego postu przygotowywałem się dość długo. Temat chodzi za mną od dobrych paru lat, bo to co widzę napawa mnie często po prostu grozą. Z uroczystości o doniosłym znaczeniu duchowym zrobiono zeświecczałą sztampę i niestety w dużej mierze przyczynili się do tego tak zwani pasterze... . 

Trzeba najpierw zwrócić uwagę na wiek. W pierwotnym Kościele było oczywistym że dzień chrztu był jednocześnie dniem bierzmowania i Komunii Świętej. Ta jedność sakramentów wtajemniczenia została jeszcze zachowana w obrządkach wschodnich. W obrządku łacińskim z czasem zaczęto rozdzielać czas udzielania poszczególnych sakramentów aż do XIX w kiedy to często pierwszy raz Pana Jezusa Chrystusa przyjmowano w wieku kilkunastu lat. Wiązało się to niestety z praktyką odkładania pierwszej spowiedzi daleko poza pierwszy czas w którym dziecko może popełnić grzech ciężki. Te nadużycia zostały potępione przez dekret św. Piusa X Quam singulari Christus amore zwany także dekretem o wczesnej Komunii Świętej dzieci. Dokument ten nigdy nie został odwołany, chociaż w praktyce już dawno przestał obowiązywać. Tekst dekretu jest moim zdaniem lekturą obowiązkową przede wszystkim dla biskupów, proboszczów i rodziców. Święty papież wyjaśnia tam w bardzo prostych i krótkich słowach istotę błędów które szerzyły się w Kościele, a teraz znowu powracają. Wiekiem przyjmowania Komunii Świętej przez dziecko jest wiek rozeznania - który św. Pius X określa na około 7 lat. Badania psychologów rozwojowych jak i moje własne doświadczenie pracy z dziećmi przedszkolnymi pokazuje, że właściwą rozumność do spowiedzi czyli zdolność oceniania swojego postępowania w kategoriach dobre/złe dziecko osiąga zwykle w wieku 4-6. Jest to też wiek w którym wiele dzieci jest już zdolnych do przyjęcia Ciała Pańskiego w sposób godny i pobożny. Odkładanie przyjmowania Komunii Świętej do wieku 9 lat jest bardzo poważnym nadużyciem, bowiem w tym wieku dzieci zwykle utraciły swoją pierwotną niewinność. Taka praktyka prowadzi do tego, że dzieci pozbawione są środków zbawienia odpowiednio od 2 do nawet 5 lat! To jest zwykle prawie połowa życia przeżyta w stanie grzechu śmiertelnego. Do tego sakrament pokuty traktowany jest instrumentalnie - to znaczy służy jedynie przygotowaniu do I Komunii Świętej, co nie jest praktyką słuszną, bowiem sakrament ten i sposób korzystania z niego ma fundamentalne znaczenie dla przyszłego zbawienia dzieci. Św. Pius X we wspomnianym już dekrecie orzekł:  "Stanowczo należy potępić zwyczaj niedopuszczania do spowiedzi dzieci, które doszły już do używania rozumu lub spowiadania ich, ale bez rozgrzeszenia. Biskupi winni dołożyć starań, a nawet użyć środków." Chodzi tutaj oczywiście o środki karne wobec opornych kapłanów. Świadomi rodzice obowiązani są doprowadzić swoje dziecko do spowiedzi w momencie w którym ocenią iż ma zdolność do oceny swoich zachowań. Uchylenie się od tego obowiązku, nawet gdy lokalne zwyczaje stanowią inaczej jest grzechem ciężkim - sprzeniewierza się bowiem katolickiemu wychowaniu dzieci przyrzeczonemu najpierw w sakramencie małżeństwa a potem przy chrzcie własnych dzieci. Myśląc zdroworozsądkowo: który rodzic nie zaprowadzi do lekarza śmiertelnie chorego dziecka, a wielu rodziców dopuszcza by ich dzieci znajdowały się w stanie obiektywnego zagrożenia zbawienia! Należy więc znaleźć wierzącego kapłana, który nawet wbrew partykularnym zarządzeniom wyspowiada dziecko świadome swych grzechów, a nawet udzieli potajemnie I komunii świętej. Rodzice duże wsparcie otrzymają w środowiskach tradycji katolickiej, gdzie istnieje możliwość wcześniejszego przygotowania do I Komunii Świętej. Gdy widzę jak sukcesywnie podwyższa się wiek spowiadania i komunikowania dzieci to przekonuję się do słuszności praktyki w obrządkach wschodnich, gdzie komunikuje się już niemowlęta, a spowiada dzieci zaraz po osiągnięciu przez nie moralnego rozeznania. 

Kolejną zmorą jest jak ja to nazywam komunia komunistyczna. Unirawniłowka naprawdę szkodzi samej celebracji uroczystości I Komunii Świętej. Wszystkie dzieci niezależnie od stopnia świadomości przeżywanych misteriów i wykształconej pobożności muszą przygotowywać się w wielkiej grupie, przez co zatraca się indywidualny charakter przygotowania i kierownictwo duchowe, które już na tym etapie ma kluczowe znaczenie. Jak bowiem kapłan ma rozeznać gotowość do przyjęcia I Komunii Świętej dzieci, które często nawet nie są przez niego katechizowane? Dopuszczenie dziecka do Komunii Świętej stało się czymś w rodzaju duszpasterskiej konieczności. Księża boją się nie dopuścić dziecka do Stołu Pańskiego w obawie przed ostracyzmem ze strony parafii i kurii. Tymczasem właśnie starszy wiek dzieci pierwszokuminijnych często powoduje że część z nich nie jest już gotowa do przyjęcia Pana Jezusa, bo najzwyczajniej w świecie się zepsuła. Naprawienie tego zła przekracza możliwości katechezy szkolnej, bo wymaga indywidualnego podejścia  - dziecko zostaje dopuszczone do I komunii świętej i od pierwszego razu komunikuje się w sposób świętokradczy... . Często też bardzo szybko zarzuca praktyki religijne i do bierzmowania już nie podchodzi. Przygotowanie dzieci do Komunii Świętej w wielkiej grupie powoduje dalsze konsekwencje. Chociaż moderniści wskażą na eklezjotwórczy charakter takiego przygotowania, to jednak praktyki odprawiania odrębnych celebracji mszalnych dla tych dzieci oraz wyłączenie ich z Kościoła domowego i parafialnego do pierwszych ławek podczas celebracji I Komunii Świętej prowadzi do zaburzenia poczucia jedności ze wspólnotą Kościoła zwłaszcza w wymiarze rodzinnym. Ta deformacja eklezjologiczna jest notabene pogłębiana w trakcie dalszej katechizacji - osobne msze szkolne oraz Msze infantylne w niedziele i osobne miejsca w świątyni prowadzą do indywidualizacji przeżycia religijnego na poziomie niemal protestanckim... . W końcu dorosły człowiek deklaruje: "moja wiara - moja sprawa, twoja wiara - twoja sprawa". Należy więc przywrócić praktykę rodzinnego przeżywania tak samego przygotowania do I Komunii Świętej jak i celebrowania tej uroczystości w taki sposób aby dzieci sadzać między ich rodzicami. Powinno się też jak najszybciej zerwać z egalitaryzmem panoszącym się w celebracjach pierwszokomunijnych. Kiczowate białe ubranka, często typu uniseks odrywają dzieci od ich środowisk. Oczywistym jest, że należy uwrażliwiać rodziców aby I Komunia Święta nie stała się areną do pysznych kreacji mody, jednak nie wolno sprowadzać i unifikować ubrań dzieci pierwszokomunijnych. Przede wszystkim strój dziecka nie powinien przypominać stroju liturgicznego - I Komunia Święta nie jest celebracją wprowadzającą do służby Bożej; nie jest żadnym święceniem, czy obłóczynami ministranckimi... . Wiadomo, że trochę inaczej ubierze swoje dziecko rodzic biedny, a inaczej bogaty. Stonowane kolory i tradycyjnie eleganckie ubrania zawsze będą na miejscu. Dzieci nie powinno się od małego wychowywać w oderwaniu od rzeczywistości różnić majątkowych ich rodzin - później takie zaniedbanie będzie stanowić żyzną glebę dla wykiełkowania kolejnych ideologii materialistycznych. 

W przygotowywaniu uroczystości I Komunii Świętej dba się o bardzo wiele detali: wystrój świątyni, musztrę liturgiczną dzieci, włączenie ich w "czynne" uczestnictwo we Mszy Świętej... . Niestety w tym wszystkim gubi się Chrystus Pan. Sama istota Mszy Świętej którą stanowi złożenie Najświętszej Ofiary pozostaje w cieniu procesji wejścia, liturgii słowa często dukanej przez same dzieci, szopki homiletycznej, procesji komunijnej i przyśpiewek religijnych wykonywanych przez dzieci i/lub chórek parafialny, co często zaakompaniowane jest gitarami. W takim entourage dziecko gubi istotę wydarzenia w jakim bierze udział. Do tego wszystkiego wyprawiane jest jak to mówią "małe wesele", a dzieci przebijają się ile to tysięcy złotych otrzymały w ramach prezentu i czego to wymyślnego nie otrzymały. Jeszcze za moich czasów w modzie był rower - co przynajmniej przyczyniało się do bardziej higienicznego trybu życia dziatwy. Dziś prezentuje się laptopa, quad lub tablet. Zewnętrzny obserwator nie zrozumie, że w tym dniu dziecko przyjmuje samego Pana Boga do swego serca. Najgorzej mają oczywiście dzieci, które zostały wyznaczone aby coś robić podczas samej Mszy Świętej. Drodzy duszpasterze zrozumcie to w końcu! To jest zbrodnia! Dziecko, które ma przeczytać lekcję w trakcie Mszy na której przyjmuje I Komunię Świętą nie tylko czyni to niegodnie, bo nie jest lektorem, ale także obdarte jest z całego sacrum, ponieważ stresuje się i przeżywa swój występ przed rodziną i parafią bardziej niż przyjęcie Pana Boga... . Również należy zaniechać praktykę czytania wezwań modlitwy wiernych przez dzieci, przynoszenia darów i czego sobie jeszcze nie umyślicie. To skutecznie odwraca uwagę dzieci od przeżywanej Tajemnicy. Liturgia to nie teatrzyk dla uciechy rodziców i parafian! W końcu liturgia uścisków - wszelkie wierszyki i życzenia czytane w trakcie Mszy Świętej są niczym innym jak deformacją liturgiczną. Wy którzy usiłujecie robić z liturgii katechezę, co jest błędem samym w sobie zrozumcie, że czyniąc te obrzędy dla chwały ludzi niszczycie poczucie świętości u dzieci których formujecie! Również dekoracja świątyni powinna być skromna - nie może bowiem ona odwracać uwagi dzieci od najważniejszego, bardziej ubrać można tabernakulum i ołtarz, aby tam skupiła się uwaga dzieci. Mnogość dekoracji, zwłaszcza styropianowych nie przynosi Panu Bogu chwały, ale zasmuca Go bowiem wiele dzieci przez nie doznaje rozproszenia. Przypominam czego uczył św. Pius X: dziecko pierwszokomunijne ma umieć rozróżnić chleb eucharystyczne od zwykłego, umieć stosownie do swoich możliwości pobożnie przyjąć Ciało Pańskie i być w stanie łaski uświęcającej - to są najważniejsze punkty przygotowania dzieci. Tresura liturgiczna powoduje tylko deformację duchową... . Oczywiście należy usilnie zachęcać do zaniechania praktyki procesji komunijnych i korzystania ze sprawdzonych metod, czyli Komunii Świętej na klęcząco i tylko do ust. Tak przygotowane dziecko - nawet jeśli będą to tylko 3 katechezy lepiej i godniej przeżyje ten moment niż po 3 letniej połajance katechetycznej... . 

O problemach związanych z I Komunią Świętą można by jeszcze długo. Przykre jest że ta uroczystość została tak bardzo zeświecczona. Postawa wielu katechetów i duszpasterzy przypomina mi owych faryzeuszy, który sami właściwie przystępowania do Stołu Pańskiego przeżyć nie potrafią lub nie chcą i wzbraniają tego dzieciom. "A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: <<Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego>>. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je." (Mk 10,14-15)

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk