Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą post. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 kwietnia 2019

Przykazanie 3: "Pamiętaj abyś dzień święty święcił"

Laudetur Iesus Christus!

Omawiane dziś przykazanie jest przykładem jak bardzo można zredukować daną część prawa moralnego i zzuć z siebie gros ciężaru winy. W żadnym bowiem przykazaniu duchowieństwo tak mocno nie oskarża laikatu a samo nie bije się w piersi. Owszem w trzecim przykazaniu są zawarte grzechy przeciw przykazaniom kościelnym ale nie tylko. Przede wszystkim jest to przykazanie o praktykowaniu naszej wiary poprzez kult Boży. Chodzi w nim właśnie o to by był on sprawowany godziwie a nie tylko z odpowiednią częstotliwością. Oczywiście jako Kościół umówiliśmy się że będziemy się spotykać na publicznej służbie Bożej raz w tygodniu w Dzień Pański. Wierzymy także że owa częstotliwość oraz dokładnie wyznaczony dzień to natchnienie Ducha Świętego. Zatem potwierdzam że dobrowolne opuszczanie Mszy Świętej niedzielnej czy w nakazane dni, codziennej modlitwy porannej i wieczornej, dorocznej spowiedzi oraz Komunii wielkanocnej to grzechy ciężkie. Jednak te przykazania wyznaczają pewien limes praktyki życia katolickiego - w żadnym razie mogą one stać się wyznacznikiem normy. To tak jakby powiedzieć o mężu który nie bije swojej żony i przynosi jej w rocznicę ślubu kwiaty, że jest dobrym mężem.

Tymczasem w tym przykazaniu należy się upomnieć o jakość czasu przeznaczonemu Panu Bogu. Ograniczanie niedzieli tylko do Mszy Świętej to zdecydowanie za mało. Gdyby tak miało być niekonieczny byłby spoczynek niedzielny wszak na Mszę Świętą można pójść przed lub po pracy. Dzień Pański powinien być wypełniony rzeczami miłymi Panu Bogu. Niezależnie od stanu życia należy w tym dniu zadbać o dodatkowy czas na modlitwę oraz lekturę duchową. Dobrze jest pójść na dodatkowe nabożeństwo czy spotkanie stowarzyszenia katolickiego. Miłymi Panu Bogu jest także wartościowy czas poświęcony bliskim - rodzinie, przyjaciołom lub samemu sobie, byleby rozrywka była godziwa. Za czas poświęcony Panu Bogu należy uznać także modlitwę. I tutaj należy się postarać o to by wyłączyć wszelkie rozpraszacze. Modlitwa musi mieć odpowiedni czas w życiu. Należy w niej przeznaczyć miejsce zarówno na powtarzanie wyuczonych modlitw, które kształtują naszą pobożność zgodnie z tym co Duch Święty podpowiada Kościołowi jak również spontaniczne przebywanie z Panem Bogiem, przede wszystkim wsłuchiwanie się w Jego głos. Do świętych czasów należą także okresy postne. Za takowe należy uznać nie tylko wszystkie piątki w roku w czasie których winniśmy się umartwiać przynajmniej zachowując wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych ale także hucznych zabaw. Chociaż Kościół już tego od nas nie wymaga należy przestrzegać także adwentu, wielkiego postu, przedpościa, dni suchych oraz wigilii największych katolickich świąt które tradycyjna liturgia okrywa kolorem fioletowym. Należy zachowywać tradycyjne przepisy pokutne a jeśli to niemożliwe to wyznaczyć sobie coś dodatkowego. Wielki post ograniczony do środy popielcowej i wielkiego piątku jest farsą! Oczywiście wezwania kierowane do dzieci o skupienie w czasie liturgii dotykają nie mniej dorosłych. Dzieci jednak łatwiej nakryć na roztargnieniu i naprostować podczas gdy dorośli odpływają często w bardzo grzeczny sposób. Nie bez znaczenia jest także strój który powinien być godny, a przynajmniej niegorszący innych... . 

Taki rachunek sumienia z trzeciego przykazania zwykłemu laikowi wystarczy. Jeśli jednak katolik posługuje w czasie liturgii jako ministrant albo jest duchownym choćby tylko minorzystą lub co bardziej odpowiedzialne klerykiem święceń sakramentalnych to spoczywa nań odpowiednio większa odpowiedzialność. Posługujący muszą się tutaj rachować z jakości swojej służby, z tego czy chętnie uczyli się o wykonywanych przez się funkcjach bądź urzędach jeśli są minorzystami, czy pogłębiali duchowość i dbali o to by służyć z czystym sercem. Także czy dbali o czystość wdziewanych szat oraz o dokładność wykonywanej przez siebie służby.

Dużo większa odpowiedzialność spoczywa na duchownych posiadających stopień sakramentalny. Chociaż też odpowiedzialność ta jest różna bo i stopnie te są różne. Jednak większość przyjmujących sakrament święceń jest już jednak celebransami, a więc to oni są odpowiedzialni za to jak liturgia wygląda. Kapłan powinien się zastanowić o to ile czasu spędza na przygotowaniu do liturgii i dziękczynieniu po niej, czy rozwija swoją duchowość liturgiczną oraz wiedzę. Nie bez znaczenia jest także wybieranie  tekstów które lepiej wyrażają wiarę katolicką np Kanon Rzymski jeśli musi sprawować nową liturgię. Jeśli kapłan jest proboszczem to kieruje służbą Bożą w całej parafii, decyduje jak będą wyglądały szaty oraz Przybytek Pański - biada proboszczowi który najpierw zabezpiecza dach pod którym mieszka czyli plebanię a Dom Boży pozostawia w ruinie! Niechby lepiej sprzedał samochód lub nie pojechał na drogie wakacje ale zadbał o to by naczynia liturgiczne były godne. To co się dzisiaj dokonuje jest skandalem - jakieś drewniane kubki i talerzyki! Ołtarze z metaloplastyki, lub plastiku zamiast z kamienia. Obrusy z poliestru i takie same szaty. Sztuczne świece z wkładami olejowymi zamiast naturalnych woskowych świec. Tego można wymieniać i wymieniać. Nie stoją za tym żadne racje natury duszpasterskiej. Dbałość o godność służby Bożej to inwestycja w parafię której Pan Bóg z pewnością pobłogosławi w każdym wymiarze także ekonomicznym. Nawiązując do niedawnych wydarzeń w Paryżu - tak wyklęty kleryk dołącza do chóru wieszczów którzy widzą w tym znak czasu, oto Pan zniszczył co niegodne a wskazał na to co właściwe. Często drodzy kapłani sprawujecie Msze Świętą na stołach które nawet nie imitują ołtarza, które w swej wymowie są właśnie stołami a nie ołtarzami i nie zostały nawet namaszczone olejami oraz nie mają relikwii, podczas gdy za sobą macie prawdziwe ołtarze. Tak to wymaga odwagi, ale jeśli zawiążecie koalicję to biskup przecież nie suspenduje połowy prezbiterium diecezji... .

Dużo poważniejszymi winami obarczają się ci którzy świadomie i dobrowolnie dokonują zmian w liturgii. Często jest to powodowane pychą ale czasem zwykłym skrzywieniem wynikającym z deformacji liturgicznej w seminarium. Liturgia jest kultem publicznym, oficjalnym Kościoła to nie jest własny folwark kapłana czy biskupa. Jesteś sługami tej służby a nie panami! Tymczasem obserwuje się dowolne zmienianie nigryk czyli tekstów oraz rubryk, dostosowywania duszpasterskie które nawet jeśli mieszczą się w NOM-owym prawodawstwie są mocno naciągane. Bywa że przez swoje improwizacje narażacie na sprawowany przez was kult Boży na nieważność co już podpada pod drugie przykazanie! Wierni mają obowiązek zwracać uwagę na przestępstwa liturgiczne, nagłaśniać je i publicznie piętnować, Wy zaś wzajemnie się upominajcie. Nie chodzi o donoszenie i podkopywanie braterstwa kapłańskiego ale o chronienie się wzajemnie przed grzechem tak że opornych trzeba zgłaszać biskupowi lub przełożonemu zakonnemu. Te grzechy dotykają bezpośrednio urzędu jaki sprawujecie, to tak jakby matka szkodziła własnemu dziecku, albo lekarz celowo zalecał szkodliwą terapię swemu pacjentowi. 

Co zaś się tyczy biskupów... . Jesteście odpowiedzialni za wszystko to co się dzieje na podległym wam terenie. Jeśli nie upominacie, nie karcicie podległych sobie duchownych zaciągacie grzechy cudze i jesteście współwinni ich grzechom. Biada Wam jeśli prześladujecie doskonały kult katolicki który wyraża Msza Święta Wszechczasów kanonizowana przez św. Piusa V! Nie zrzucajcie winy na konferencje episkopatów które nie mają prawa wchodzić  butami w waszą diecezję. To Wy zdacie sprawę każdy osobno ze swojego zarządu. Wreszcie będąc już w tych tragicznych ciałach kolegialnych zabierajcie głos i bójcie się bardziej Pana Boga który sądzić Was będzie szybciej niż się spodziewacie niż Waszych kolegów którzy żadnej realnej szkody Wam nie uczynią. Wzywam każdego biskupa który mnie czyta do opamiętania. Od jakości kultu Bożego zależy Boże błogosławieństwo. To nie jest tak że to nie ma znaczenia. Gdyby tak nie było nie odprawialibyśmy służby Bożej. Gdyby Pan Bóg miał gdzieś ofiary starego testamentu i ich niedoskonałość nie uczyniłby Ofiary Nowego Przymierza! Pomyślcie tylko że Wy i Wasi synowie kapłani macie moc łączenia nieba z ziemią. Jeśli coś tutaj nie styka to konsekwencje mogą być i są bardzo poważne. Dobra liturgia to rękojmia nie tylko dobrej relacji z Panem Bogiem w wymiarze społecznym ale także właściwe kształtowanie dusz wiernych. 

Być może trochę zbyt ostry ten rachunek sumienia, ale wchodzimy w przykazania które dotyczą bezpośrednio samego Pana Boga. Sądzę że nie ma bardziej kapłańskiego przykazania Bożego jak to właśnie. Oczywiście każdy wg stanu może mieć swojego grzechy, nie mniej zanim drogi kapłanie srogo potraktujesz penitenta wobec jego nie zawsze zawinionej absencji w ilościach przepisanych przez Kościół praktyk zastanów się jaka jest ich jakość i jaka jest jakoś Twojej Mszy Świętej, brewiarza i sprawowanych przez Ciebie sakramentów. Nobis quoque peccatoribus... .

Z katolicki pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 29 marca 2019

10 przykazanie: "Nie pożądaj domu bliźniego swego ani żadnej rzeczy która jego jest"

Laudetur Iesus Christus!

Dziesiąte przykazanie Boże dotyczy sfery myśli. Podczas spowiedzi powszechnej oskarżamy się z grzechów uczynionych myślą. Mało kto zdaje sobie sprawę z ciężkości gatunkowej tychże oraz możliwości popełnienia tutaj grzechu śmiertelnego zwanego także eufemistycznie ciężkim.

Jako że człowiek jest istotą materialną to właśnie w tej sferze obraca się wiele jego pragnień. W Piśmie Świętym mamy całe długie wyliczenia rzeczy których nie powinniśmy zazdrościć - katechizmowa formułka "ani żadnej rzeczy która jego jest" sprowadza to wszystko do jednego, mianowicie braku kurczowego przywiązania do rzeczy materialnych. 

Podstawowymi grzechami z jakich należy się tu oskarżać to zazdrość, chciwość i skąpstwo. Zazdrość nazywana bywa jednym z najgłupszych grzechów, ponieważ chyba jako jedyna nie przynosi żadnych korzyści, nawet doczesnych, za to skutecznie burzy pokój duszy i pokój między ludźmi. Chciwość to niepohamowana żądza posiadania i nabywania dóbr doczesnych. Człowiek chciwy ma odwróconą hierarchię wartości. Warto spojrzeć, że przykazanie 10 jest dopiero na tym ostatnim miejscu. Nie dlatego że nie jest ważne, ale dlatego że pokazuje pewną piramidę wartości. Właśnie grzechy przeciw temu przykazaniu powodują że kwestie materialne stają się ważniejsze od bliźnich, własnego integralnie pojmowanego dobra i od Pana Boga... . Skąpstwo to nieżyczliwość w kwestiach materialnych wobec bliźnich. Zgodnie z zasadą solidarności mamy obowiązek dzielić się z innymi, oczywiście zachowując porządek kochania - najpierw zabezpieczenie własnych potrzeb, potem rodziny, przyjaciół, znajomych, współwyznawców, własnego narodu etc. Problem polega w zdefiniowaniu owych potrzeb i tego co należy do ich zasobu. Pozostawianie jako jałmużnę tylko tego co zbywa jest mało ewangeliczne. Z drugiej strony mamy prawo używać dóbr - pierwszym przykazaniem jakie dał Pan Bóg wygnańcom z raju było "czyńcie sobie ziemię poddaną".

Niestety świadomość co do tego przykazania w praktyce ogranicza się do zazdrości. Pewnym zgubnym redukcjonizmem jest ograniczanie się tylko do kwestii materialnych. Jeśli potraktujemy 9 przykazanie w aspekcie czysto seksualnym czy też relacyjnym to do 10 przykazania należy włączyć pewne dobra osobowe których można zazdrościć i/lub pożądać a są nimi wykształcenie, władza, cechy osobowości, zdrowie, status społeczny... . Osobiście uważam że te wszystkie rzeczy są dziś bardzo mocno obciążające sumienia ludzi nie tylko świeckich ale także duchowieństwo. Zwłaszcza w tej drugiej kategorii zagraża tutaj grzech nieżyczliwości bliźniemu łaski Bożej - jak wiemy jest to jeden z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. O tych grzechach Pismo Święte uczy że nie będą odpuszczone.

Remedium na grzechy przeciw temu przykazaniu podaje nam święta Matka Kościół w obchodzonym teraz okresie liturgicznym. Oto są te trzy: post, modlitwa i jałmużna. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 28 lutego 2019

Antykultura postu

Laudetur Iesus Christus!

Dziś tłusty czwartek - jakże hucznie obchodzony... . Nawet w mojej świeckiej pracy były pączki, podłej nota bene jakości ale jednak, a przed jedną cukiernią widziałem kolejkę kilkudziesięciu osób. Ciekaw jestem ile z tych osób które jadło dziś pączki pójdzie za tydzień w środę na Mszę, a ile z tych osób, które podda się tradycyjnemu popiołkowaniu podejmie rzeczywisty post.

Jednym ze znaczących acz nie zauważalnych elementów deformy liturgicznej było zniesienie przedpościa - czyli okresu przygotowania do wielkiego postu trwającego przez trzy niedziele i kończącego się się tradycyjnym nabożeństwem 40-godzinnym. W tym czasie post jeszcze nie obowiązywał - w okresie zapustnym stopniowo przechodzono w rytm pokuty. Był to dobry czas na głoszenie kazań przygotowujących do postu. Jest to tylko jeden z etapów rugowania postu jako takiego. 

Dużo poważniejsze jest zniesienie dyscypliny postnej jako takiej. Dawniej wielki post to rzeczywiście było wyrzeczenie. Post ilościowy obowiązywał prze wszystkie dni tego okresu poza niedzielami - wolno był spożywać jeden posiłek do syta i maksymalnie trzy dziennie. W piątki i soboty dodatkowo obowiązywał post jakościowy czyli od potraw mięsnych. Zgromadzenia zakonne, seminaria itp celebrowały post surowiej niż nakazywało prawo ogólne. Również wigilie ważnych uroczystości obchodzono post jakościowy i ilościowy.

Dla przeciwwagi dziś post obowiązuje tylko w środę popielcową i wielki piątek. Wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych będąca dziś naprawdę symbolicznym wyrzeczeniem obowiązuje co prawda w każdy piątek jeśli nie przypada uroczystość lub oktawa wielkanocna, jednak w wielu krajach istnieje indult a świadomość konieczności zachowania tej praktyki praktycznie zanikła. 

Żyjemy w kulturze, która jest antykulturą postu. To co wyewoluowało z postu - mianowicie karnawał, tłusty czwartek, ostatki są skrupulatnie zachowane, zaś sama przyczyna tych obyczajów została poniechana.  I żeby było jasne nie ma nic złego w zjedzeniu pączka, zabawie karnawałowej czy śledziku w ostatki, ale nie powinniśmy porzucać przyczyny dla której te obyczaje powstały.

Post czyli dobrowolne wyrzeczenie się rzeczy dobrej jest potrzebny nie Panu Bogu ale nam. Zwłaszcza dziś kiedy kultura zmusza nas niejako do niepohamowanej konsumpcji chciejmy pościć. Co prawda Kościół z Jego modernistycznymi pasterzami przestali nas już do postu zmuszać nie mniej idźmy za praktyką wieków, która uświęcała rzesze wiernych i szlifowała cnoty armii świętych. Podejmijmy post - chociaż taki jaki wynikał ze starych przepisów. Pamiętajmy jednakowoż iż postem nie jest rezygnacja z grzechu - to jest przykazanie moralne i konieczność. Nie pości ten kto porzuca palenie, obżarstwo czy pijaństwo. Owszem wielki post jest dobrym punktem wyjścia do walki z tymi grzechami, ale samej tej walki nie można nazwać postem. Post nie jest również dietą - wbrew temu co niektórzy sądzą nie można jednocześnie się odchudzać i pościć, albo robimy jedno albo drugie, post służy duszy, a odchudzanie ciału.

Pan nasz Jezus Chrystus dał nam przykład postu, przestrzegał także uczniów, że pewne rodzaje złych duchów można wypędzić tylko modlitwą i postem. Chciejmy zatem pójść za tą radą naszego Zbawiciela i podejmijmy post który wielki będzie nie tylko z nazwy. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 15 grudnia 2017

Jak pokutować w modernistycznej wspólnocie?

Laudetur Iesus Christus!

Kryzys modernistyczny bardzo boleśnie dotknął dyscypliny pokutnej. Jak napisałem w poprzednim wpisie, już nawet tradycyjne okresy pokutne jak na przykład adwent tracą swój pierwotny charakter. Każdy wierzący katolik wie, że aby dojść do zbawienia trzeba pokutować za grzechy które się w życiu popełnia. Katolickie katechizmy wymieniają w aspekcie pokuty trzy najprzedniejsze uczynki człowieka: post, modlitwę i jałmużnę. 

Pokuta należy do ważnych środków zbawienia, niestety jednak we współczesnych domach formacji, wielu wspólnotach zakonnych duch pokuty nie tylko upadł, ale jest także prześladowany. Świadczy o tym niedawny list byłego nowicjusza, który skarżył mi się na to że przełożeni wyrzucili go z powodu nałożenia sobie pokuty ponad to co wymagał zakon. Przy tym nie złamał on posłuszeństwa - nie dostał on żadnego polecenia czy upomnienia, a jedynie wydalenie. Takich przypadków jest wiele i trzeba się umieć przed tym skutecznie bronić. 

Jak więc pokutować w nowym seminarium czy zakonie, żeby korzystać ze środków które Kościół słusznie zaleca, a jednocześnie nie podpaść przełożonym i tak zwanym współbraciom? Może najpierw aspekt pozytywny. Chrystus Pan naucza: "Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (...) Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz,  aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie." (Mt 6, 1-6; 16-18) Jeśli więc jest coś pozytywnego w prześladowaniu pokuty, to jest to właśnie wymóg czynienia jej w ukryciu - bowiem prześladowanie zakłada zejście do podziemia. Paradoksalnie opresja w tej dziedzinie ułatwia więc wykonanie Chrystusowego polecenia.

Tak więc czyny pokutne należy wypełniać w ukryciu nie tylko z powodu tego, że Chrystus Pan tak nakazał ale dziś także ze względów koniunkturalnych. W ukrywaniu się z pokutą nie ma nic przeciwnego wobec posłuszeństwa. Zakłada to nawet w pewnym stopniu ułatwienie tej rady ewangelicznej, w momencie bowiem ujawnienia naszych  praktyk pokutnych narażamy przełożonego jeśli jest modernistą na to, że do swoich grzechów dołoży jeszcze często nadużycie władzy oraz odwodzenie podległego wiernego od łask płynących z pokuty. Trzeba jednak spełnić dwa warunki: praktyki pokutne nie mogę szkodzić zdrowiu i nie mogą odbijać się na obowiązkach stanu. Pokuta choć jest obowiązkowa stanowi jednak coś ponad nasze obowiązki codzienne i tylko wtedy jest miła Pan Bogu gdy jest ofiarowana w połączeniu z troską o życie jakie nam dał oraz obowiązki stanu jakie nam nałożył.

Jeśli chodzi o post, to w życiu wspólnotowym odpadają wszelkie czyny o charakterze publicznym. Niejedzenie posiłku lub ostentacyjne odstawianie pokarmów mięsnych czy innych ściągnie uwagę braci seminaryjnej czy zakonnej. Będzie to niestety uznane za dziwactwo. Łatwo jednak jest przeprowadzić post ilościowy - zjeść tylko trochę, albo poza refektarzem nie przyjmować żadnych pokarmów, co w wielu seminariach dalej jest dużym wyrzeczeniem. Co prawda w moim seminarium jedzenie się poprawiało, ale pamiętam jeszcze na I roku jak zdarzał się Łazarz, a do samego końca Hizop - te pokarmy swoje nazwy miały nie bez powodu... . Po latach wspomina się je z uśmiechem, ale człowiek który chciał pościć, mógł się przy nich umartwić, co poniektórzy twierdzili że także stracić zdrowie... . Tak więc post w wymiarze ilościowym jest jak najbardziej możliwy i szczerze pisząc ten rodzaj postu bywa najbardziej dotkliwy. Pościć można także ograniczając dostęp do mediów - znowu ma to rację wtedy kiedy ograniczamy rozrywkę. Jeśli jakiś kleryk prowadzi w mediach ewangelizację to nie wolno mu z niej rezygnować pod pozorem postu. Analogicznie można potraktować kwestie związane z rekreacją przy czym trzeba znowu uważać by nie narazić się na bycie niewspólnotowym - to bardzo poważny delikt w modernistycznych domach formacji zagrożony nawet usunięciem. Pamiętać należy, że post to wyrzeczenie się jakiegoś dobra należnego. Nie robimy żadnej ofiary wyzbywając się grzechu - to jest nasz obowiązek. 

W kwestii modlitwy sprawa wydaje się prosta. Seminarium czy klasztor powinien być oazą modlitwy, a kleryk który dużo się modli powinien być wzorem dla współbraci. Niestety praktyka pokazuje że również pobożność jest tępiona przez modernistów. Modlić się należy tyle i ile przewiduje plan dnia. Spędzanie nawet rekreacji na modlitwę może być w niektórych miejscach uznane za dewocję. Oczywiście nie brakuje osób, które są pobożne tylko na pokaz, jednak one zwykle miarkują się gdy widzą, że swoim pozerstwem przesadziły. Prawdziwa pobożność nie zważa na otoczenie. Co prawda człowiek pobożny nie zaniedba swych obowiązków codziennych, ale zwykle ma też siłę ducha by oprzeć się bezczelnym często docinkom wspólnoty. Postawa taka szybko uznawana jest przez przełożonych za niepasującą do wspólnoty. Ks. Jochemczyka wyrzucono za "kiczowatą pobożność" - ilu nieznanych nam kleryków nie mogło z podobnych względów zrealizować swojego powołania? Modlitwy w zakresie zewnętrznym należy więc ograniczyć do czasu wyznaczonego przez plan dnia. Bezpiecznym czasem umożliwiającym zwiększenie czasu spędzonego na rozmowie z Panem Bogiem jest poranek. Raczej nikt nie pogoni kleryka czy zakonnika który wcześniej przyjdzie do kaplicy lub kościoła, pod warunkiem że nie zbudzi socjuszy. Należy nauczyć się modlitwy nieustannej i przebywania ciągłego z Panem Bogiem. Różaniec można w ciszy odmawiać w czasie pracy fizycznej, to samo dotyczy dodatkowego rozmyślania. Nawet przejście z jednego zajęcia do drugiego można wypełnić nabożną myślą. Święci są doskonałym przykładem jak realizować Boże życie często w ukryciu przed całym światem. 

Wreszcie jałmużna. Wydawać by się mogło, że skromne zasoby kleryka czy zakonnika uniemożliwiają wypełnianie tej rady ewangelicznej. Nic bardziej mylnego. Oczywiście afiszowanie się przeznaczeniem jakiejkolwiek sumy zwłaszcza w środowisku zakonnym i to z tego co stanowi kieszonkowe na najbardziej potrzebne sprawy osobiste może być odebrane negatywnie. Należy jednak pamiętać, że jałmużnę można uczynić także z rzeczy niematerialnych, choćby z czasu wolnego. Rozmowa z irytującym współbratem, albo poświęcenie dodatkowo komuś czasu lub pomoc w wykonaniu czyjegoś oficjum jest jałmużną, często bardziej wartościową niż sypnięcie groszem, który zbywa. 

Reasumując - realizowanie pokuty w realiach współczesnego modernizmu choć nie jest łatwe to jednak jest możliwe. W przeciwieństwie do wyznawania i praktykowania czystej wiary zwykle nie wymaga heroiczności cnót. Pomimo szeregu problemów na jakie trafia pokutujący znamienny jest aspekt pozytywny - łatwość w wypełnieniu Chrystusowego nakazu czynienia pokuty w skrytości. I tym optymistycznym akcentem pragnę wszystkich wiernych Tradycji kleryków żyjących w seminariach, księży w parafiach czy konwiktach lub osoby konsekrowane w klasztorach zachęcić do praktykowania pokuty za grzechy własne i całego świata. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 7 grudnia 2017

Adwent nie jest okresem radosnym

Laudetur Iesus Christus!

W modernistycznym slangu liturgicznym przyjęło się mówić, że adwent to radosny okres przygotowania na przyjście Chrystusa Pana. I jakby na temat nie spojrzeć, coś tu nie pasuje. Bo oto nawet posoborowa liturgia przywdziewa kapłana w fioletowe szaty, odmawia śpiewania gloria na niedzielnej Mszy świętej oraz wygasza światła na roratach oraz zaleca nie przyozdabianie kwiatami ołtarza.

Adwent to czas oczekiwania, a z czym nam się oczekiwanie kojarzy? Z dłużącym się czasem oraz z niepewnością. Również wezwania jakie są do nas kierowane nie napawają radością. Przez wieki adwent nazywany był małym postem. Do dzisiaj zachęca się wiernych do podejmowania tak zwanych postanowień adwentowych, a w zakonach praktykujących surowszy styl życia tradycyjnie zachowuje się post. 

Z teologicznego punktu widzenia adwent dzieli się na dwa podokresy. Do 16 grudnia liturgia skupia się wokół tematu paruzji. I tak pentekostalistycznie nastawione wspólnoty będą się radować, bo przecież przyjdzie Pan na końcu czasu. Ale właśnie adwent skłania nas do zastanowienia czy aby na pewno na to przyjście powtórne jesteśmy gotowi? Zachęta do spowiedzi, którą nawet wielu letnich katolików przed świętami Bożego Narodzenia praktykuje jest oznaką tego, że nasza kondycja moralna i duchowa znacząco odbiega od tej, którą stawia nam za wzór Ewangelia. Kolor fioletowy to oznaka nie tylko oczekiwania, ale także pokuty... . Drugi okres od 17 grudnia do wigilii Bożego Narodzenia to czas bezpośredniego przygotowania na obchód Bożego Narodzenia i także tu gdy się głęboko zastanowimy to Izrael czasów przedmesjańskich nie miał wielu powodów do radości. Targany wieloma wojnami, kataklizmami, wewnętrznymi schizmami wreszcie zupełnym upadkiem w pogańskich kultach zdawał  się zapomnieć o obietnicach proroków. A kiedy czas się wypełnił nie rozpoznał czasu swego nawiedzenia i zatracił wybraństwo odrzucając Pana Jezusa Chrystusa. Także więc ten czas nie jest radosny, bo przypomina nam prawdę że choć Chrystus Pan zgodnie z obietnicą przyszedł, przychodzi i przyjdzie, to jednak człowiek bardzo często to przyjście ku swojej zagładzie porzuca.

Kiedy więc spotkamy się z radosną narracją adwentową w pokorze serca podejmijmy refleksję. Czy stan naszego życia jest taki że z radością możemy przywitać naszego Pana? Jeśli jednak tak nie jest to w pokucie żałujmy naszych win podejmijmy wielowiekową tradycję adwentu jako okresu wzmożonych praktyk ascetycznych. Kto wie czy to nie ostatni nasz liturgiczny adwent, a oczekiwanie na przyjście Pana Jezusa spełni się poprzez nasze przyjście na sąd Boży po śmierci? Pomni na rzeczy ostateczne nawracajmy nasze serca W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 6 kwietnia 2017

Egzorcystat - wyklęte święcenie

Laudetur Iesus Christus!

Jest jedno niższe święcenie, które zwykle umyka znawcom tematu, nawet jeśli są tradycjonalistami. Otóż władza egzorcyzmowania też jest w Kościele przekazywana na drodze charyzmatu urzędowego. Istotą święceń egzorcystatu jest podanie klerykowi księgi z egzorcyzmami lub pontyfikału (materia) oraz wypowiedzenia przez szafarza święceń słów: "Bierz i zapisuj sobie w pamięci i miej władzę wkładania rąk na opętanych, czyli są ochrzczeni, czy też dopiero do chrztu się przygotowują". Po tym obrzędzie duchowny otrzymuje władzę nad złymi duchami. Jest to oczywiście władza związana - nie wolno bowiem uroczystego egzorcyzmu odprawiać bez pozwolenia ordynariusza miejsca, jednak święcenia egzorcystatu są właśnie tą pieczęcią łaski, która daje władzę nad złymi duchami. 

Korzeni święceń egzorcystatu należy szukać już w Ewangelii: "Wtedy zwołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych." (Łk 9,1-2). Egzorcystat jest zatem święceniem ustanowionym przez Pana Jezusa Chrystusa dla otrzymywania przez sługi Kościoła charyzmatu wypędzania złych duchów i uzdrawiania. Pierwsze wzmianki na temat święceń egzorcystatu pochodzą z katakumb, gdzie w nagrobnych epitafiach wspominano kleryków, którzy byli egzorcystami. Co ciekawe w Kanonie Rzymskim wspomina się Piotra - egzorcystę, jest to jedyny święty z Kanonu Rzymskiego, który był minorystą, czyli klerykiem posiadającym niższe święcenia. Pierwszą wzmianką w dokumentach kościelnych był spis duchowieństwa rzymskiego z 252 r w którym wymieniani są egzorcyści. Ich podstawowym obowiązkiem było przygotowywanie katechumenów głównie poprzez egzorcyzmy, ale także nauczanie (często byli katechetami). Z czasem powierzono im dbanie o wodę święconą i sól egzorcyzmowaną. Gdy katechumenat instytucjonalny stracił rację bytu egzorcyści zajmowali się już tylko wodą święconą, jednak pozostał ważny wymiar duchowy ceremonii święceń egzorcystatu - mianowicie szczególna łaska i uzdolnienie do walki z szatanem, co dla dalszego rozwoju moralnego kleryka ma fundamentalne znaczenie. Ów wymiar duchowy biskup kandydatom do tego święcenia wyjaśniał w trakcie kazania obrzędowego tymi słowami: "Starajcie się tedy, abyście tak jak wypędzacie z ciał innych szatana,tak i z umysłu i ciała waszego usunęli wszelką nieczystości nieprawość, byście sami nie ulegli tym, których wypędzacie mocą urzędu waszego z innych. Uczcie się przez urząd wasz panowania nad nałogami, aby w usposobieniu waszym nieprzyjaciel niczego nie znalazł, coby jemu podlegało. Bo tylko wtedy rozkazywać będziecie skutecznie szatanom u innych, gdy pierwej w sobie zwalczycie ich różnorodną złośliwość." Święcenia egzorcystatu były więc także okazją formacyjną, aby kleryków nie tylko wyposażyć we władzę nad szatanem, ale dać także stosowne pouczenia i uformować z nich mężne wojsko Kościoła. 

Niestety dokumentem Ministeria Quaedam Paweł VI zniósł to święcenie i udziela się je wyłącznie we wspólnotach Tradycji katolickiej. Rodzi się zatem pytanie, po co usunięto to święcenie, zwłaszcza, że jak wspomniałem na początku, ma ono silne korzenie biblijne? Odpowiedź wydaje się jedna - jest to jeden z etapów rugowania świadomości istnienia szatana w świadomości wiernych. Historia debat na temat reformy niższych święceń przebiegała burzliwie i było wiele propozycji, wszystkie jednak postulowały zniesienie właśnie egzorcystatu, dlatego też w tytule określiłem to święcenie jako wyklęte. Ten atak jak sądzę mści się dzisiaj na Kościele, który posiada kapłanów ułomnych właśnie o brak tego święcenia. Co prawda nie widzę sensu udzielania tego święcenia mężczyznom chcącym osiągnąć na przykład stopień akolity, jednak osobiście jestem przekonany, że obrzęd święceń egzorcystatu powinien być zachowany dla kleryków zmierzających do święceń wyższych, głównie z powodów duchowych o który pisałem powyżej.

Warto rozważyć przy okazji pokrótce kwestie egzorcyzmów istniejących do reformy liturgii w latach 60-tych i 70-tych XX wieku. Zmysł wiary Kościoła był taki, że każdą osobę lub rzecz przeznaczoną na poświęcenie Panu Bogu poddawano wcześniej egzorcyzmowi, w myśl zasady, że aby mógł gdzieś zamieszkać Duch Święty, trzeba wcześniej wypędzić złego ducha. Ta intuicja sprawiała że egzorcyzmom poddawano katechumenów oraz rzeczy przeznaczone do służby Bożej. Wreszcie w pewnym sensie egzorcyzmowano kleryków przed kolejnymi święceniami, bowiem święceń jakiegokolwiek stopnia udzielano w soboty tak zwanych Suchych Dni (dziś zwanych czasami Dniami Kwartalnymi). Każde święcenia poprzedzał więc post i modlitwa odprawiana przez cały Kościół, również konsekracja świątyni była poprzedzona surowym postem i modlitwą biskupa dokonującego konsekracji. Praktyka ścisłego postu i modlitwy przed tymi czynnościami opiera się na upomnieniu Pana Jezusa, które dał apostołom po nieskutecznym egzorcyzmie przez nich dokonanym: "Ten zaś rodzaj złych duchów wyrzuca się tylko modlitwą i postem" (Mt 17,21).

Wypada żywić nadzieję, że egzorcystat wróci jeszcze kiedyś do porządku święceń. Kapłani niechaj pamiętają, że ich posługa dotyka także tego trudnego obszaru. Charyzmat egzorcysty ujawnia się zawsze wtedy gdy kapłan egzorcyzmuje wodę święconą lub poświęca sól. Jeśli wybiera obrzędy poświęceń wg starego rytuału często będzie egzorcyzmował. Wreszcie niech kapłani przejmą się obrzędami chrztu i zechcą udzielać tego sakramentu wg starych ksiąg, co jest zgodne z przepisami. Tam zachowane są jeszcze egzorcyzmy będące potężną obroną dla dziecka przyjmującego chrzest. O tych kwestiach będę jeszcze pisał, dziś tylko pragnę zaznaczyć, że każdy kapłan jest w pewnym sensie egzorcystą i jego obowiązkiem jest rozwijania duchowości egzorcysty.

Wreszcie każdy wierny katolik ma obowiązek toczyć walkę ze wszelkimi duchami złymi, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą. Częsta spowiedź, posty, modlitwy z pewnością przyczynią się do świata bardziej wolnego od sideł szatańskich.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk