Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunia do ręki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komunia do ręki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 czerwca 2017

"Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije."

Laudetur Iesus Christus!

Dziś Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, czyli tak zwane Boże Ciało. Dawniej cytat wzięty z pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 11,29) a będący tytułem wpisu byłby Wam drodzy czytelnicy odczytany. Jest on jednak niepoprawny politycznie i nowy lekcjonarz proponuje inne czytania. A tymczasem ta lekcja którą się dziś pomija aż nazbyt głośno przemawia do dzieci obecnego czasu... .

Będąc słuchaczem kazań w różnych świątyniach spotkałem się kilka razy z uwagą księży na temat częstotliwości przyjmowania Komunii Świętej. Wielu kapłanów ubolewa nad tym, że mają małą liczbę tak zwanych comunicantes, czyli przyjmujących Ciało Pańskie. Rozwodzą przy tym często, że wielu mogłoby przystępować, ale nie robi tego, a z resztą grzech ciężki popełnić jest trudno... . Jeśli tak jest rzeczywiście to należy odtrąbić powszechną radość i zadać sobie pytanie o sens istnienia Kościoła, o sens sakramentu bierzmowania przysposabiającego do walki o wiarę także w wymiarze moralnym, wreszcie o czyn zbawczy Chrystusa - który w świetle takich nauk wydaje się nazbyt krwawy wobec rodzaju winy jaką trzeba było odkupić.

Dziś aktualność lekcji przypisanej jeszcze w średniowieczu do Bożego Ciała jest wręcz prorocza. Bo oto przy malejącej liczbie dominicantes, czyli przychodzących w niedzielę, statystyki odnotowują rosnącą liczbę comunicantes. Kwestia niedzielnego uczestnictwa we Mszy Świętej wbrew obiegowym opiniom stanowi pewien miernik wiary i gdy spada należy raczej oczekiwać spadku także przyjmujących Komunię Świętą. Tymczasem narracja obowiązująca jest taka, że mamy co prawda coraz mniej wiernych, ale są oni coraz bardziej świadomi. Proponuję głosicielom tych poglądów rozpoczęcie badań nad statystykami dotyczącymi penitentes, czyli spowiadających się. Oczywiście nie jest konieczne aby dla każdej Komunii Świętej spowiadać się, ale aby móc się komunikować zawsze potrzeba spowiadać się zwykle co dwa tygodnie. Jeśli duszpasterze zrobiliby przez jeden miesiąc takie badania relacji comunicantes do penitentes, to mogę postawić zakład, że wyniki wykażą iż jest grupa, która przystępuje do Komunii Świętej bez regularnej spowiedzi lub nie spowiada się wcale.

Trzeba jasno powiedzieć iż przypadki takie są ewidentnymi grzechami świętokradztwa. Niestety w dużej mierze winni są nauczyciele wiary, którzy poza przygotowaniem do I Komunii Świętej zwykle już nie powtarzają co to jest łaska uświęcająca i że jest ona wymagana do godnego przyjęcia Pana Jezusa. Na praktykę zaniechania spowiedzi ma wpływ przede wszystkim negacja prawdy o szatanie i piekle, liberalizacja prawa moralnego oraz desakralizacja Mszy Świętej.

Niegodne przyjmowanie Ciała Pańskiego przyjmuje też formy zewnętrzne. Jedną z nich jest praktyka Komunii Świętej do ręki. Oczywiście miało to miejsce w starożytności - ale w tamtych czasach nie znano jeszcze teologii w takim stopniu jak dzisiaj. Argument ze starożytności jest skażony błędem archeologizmu. Jeśli tak postępuje się w teologii, czemu zatem i inne nauki nie podążą tym tropem? Dlaczego nie należałoby uznawać że ziemia jest płaska opierając się na metodach i spostrzeżeniach dostępnych starożytnym? Co dzieje się z Panem Jezusem w trakcie praktyki przyjmowania do ręki prezentuje materiał filmowy. Refleksje powinni też podjąć szafarze Komunii Świętej, którzy poprzez nonszalanckie obyczaje  - brak łączenia palców i właściwej puryfikacji przyczyniają się do tego że Pan Jezus upada na ziemię i jest deptany. Pomyślcie - Msza Święta, która ma być największą radością dla Boga, jest kolejnym biczowaniem i cierniem ukoronowaniem... . Powie ktoś że to skrupulanctwo taki kult cząsteczek, ale czy ktoś kto kocha powie, że fragmenty ciała ukochanej osoby to tylko kult cząsteczek? Czyż matka nie zmartwi się gdy dziecko choćby w drobny sposób się skaleczy? A wielu z Was szafarzy Ciała Pańskiego wydaje najświętsze członki Zbawiciela na podeptanie. Do zewnętrznych form należy również postawa przyjmującego. Wyrażenie czci przez przyklęknięcie, lub lepiej przez przyjęcie Komunii Świętej na klęcząco powoduje odpowiednie usposobienie duszy. Wierzącego kapłana poznać można po tym, jak odprawia Mszę Świętą. Nawet gdy jest schorowany stara się przyklęknąć. Sam byłem świadkiem i pomagałem takiemu schorowanemu kapłanowi przyklęknąć. Człowiek to ciało i dusza - gdy przyklęka ciało to za pozwoleniem i rozkazaniem duszy. Gdy ciało nie klęka duszy trudniej jest wzbudzić pokorę i właściwą cześć. Do niegodnego przyjmowania Ciała Pańskiego dochodzi też, gdy świadomie i dobrowolnie wybieramy szafarza Komunii Świętej, który nim nie jest, albo nie zachodzi przesłanka do nadzwyczajnego rozdawania przez osobę bez święceń sakramentalnych. Oczywiście są to winy mniejszej wagi, ale też powinny poruszać sumienie, bowiem dla tak Wielkiego Sakramentu nie ma rzeczy nieważnych.

Wypada mi tylko żywić nadzieję, że owa "wiosna Kościoła" którą wieszczą tu i tam, a której wciąż nie widać przyniesie odwilż w zakresie poniewierania Najświętszym Sakramentem. Za świętym Paweł wzywam: "Udzielając tych pouczeń nie pochwalam was i za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu." (1 Kor 11,17).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 30 maja 2017

Szaleństwo pierwszej Komunii Świętej

Laudetur Iesus Christus!

Do napisania niniejszego postu przygotowywałem się dość długo. Temat chodzi za mną od dobrych paru lat, bo to co widzę napawa mnie często po prostu grozą. Z uroczystości o doniosłym znaczeniu duchowym zrobiono zeświecczałą sztampę i niestety w dużej mierze przyczynili się do tego tak zwani pasterze... . 

Trzeba najpierw zwrócić uwagę na wiek. W pierwotnym Kościele było oczywistym że dzień chrztu był jednocześnie dniem bierzmowania i Komunii Świętej. Ta jedność sakramentów wtajemniczenia została jeszcze zachowana w obrządkach wschodnich. W obrządku łacińskim z czasem zaczęto rozdzielać czas udzielania poszczególnych sakramentów aż do XIX w kiedy to często pierwszy raz Pana Jezusa Chrystusa przyjmowano w wieku kilkunastu lat. Wiązało się to niestety z praktyką odkładania pierwszej spowiedzi daleko poza pierwszy czas w którym dziecko może popełnić grzech ciężki. Te nadużycia zostały potępione przez dekret św. Piusa X Quam singulari Christus amore zwany także dekretem o wczesnej Komunii Świętej dzieci. Dokument ten nigdy nie został odwołany, chociaż w praktyce już dawno przestał obowiązywać. Tekst dekretu jest moim zdaniem lekturą obowiązkową przede wszystkim dla biskupów, proboszczów i rodziców. Święty papież wyjaśnia tam w bardzo prostych i krótkich słowach istotę błędów które szerzyły się w Kościele, a teraz znowu powracają. Wiekiem przyjmowania Komunii Świętej przez dziecko jest wiek rozeznania - który św. Pius X określa na około 7 lat. Badania psychologów rozwojowych jak i moje własne doświadczenie pracy z dziećmi przedszkolnymi pokazuje, że właściwą rozumność do spowiedzi czyli zdolność oceniania swojego postępowania w kategoriach dobre/złe dziecko osiąga zwykle w wieku 4-6. Jest to też wiek w którym wiele dzieci jest już zdolnych do przyjęcia Ciała Pańskiego w sposób godny i pobożny. Odkładanie przyjmowania Komunii Świętej do wieku 9 lat jest bardzo poważnym nadużyciem, bowiem w tym wieku dzieci zwykle utraciły swoją pierwotną niewinność. Taka praktyka prowadzi do tego, że dzieci pozbawione są środków zbawienia odpowiednio od 2 do nawet 5 lat! To jest zwykle prawie połowa życia przeżyta w stanie grzechu śmiertelnego. Do tego sakrament pokuty traktowany jest instrumentalnie - to znaczy służy jedynie przygotowaniu do I Komunii Świętej, co nie jest praktyką słuszną, bowiem sakrament ten i sposób korzystania z niego ma fundamentalne znaczenie dla przyszłego zbawienia dzieci. Św. Pius X we wspomnianym już dekrecie orzekł:  "Stanowczo należy potępić zwyczaj niedopuszczania do spowiedzi dzieci, które doszły już do używania rozumu lub spowiadania ich, ale bez rozgrzeszenia. Biskupi winni dołożyć starań, a nawet użyć środków." Chodzi tutaj oczywiście o środki karne wobec opornych kapłanów. Świadomi rodzice obowiązani są doprowadzić swoje dziecko do spowiedzi w momencie w którym ocenią iż ma zdolność do oceny swoich zachowań. Uchylenie się od tego obowiązku, nawet gdy lokalne zwyczaje stanowią inaczej jest grzechem ciężkim - sprzeniewierza się bowiem katolickiemu wychowaniu dzieci przyrzeczonemu najpierw w sakramencie małżeństwa a potem przy chrzcie własnych dzieci. Myśląc zdroworozsądkowo: który rodzic nie zaprowadzi do lekarza śmiertelnie chorego dziecka, a wielu rodziców dopuszcza by ich dzieci znajdowały się w stanie obiektywnego zagrożenia zbawienia! Należy więc znaleźć wierzącego kapłana, który nawet wbrew partykularnym zarządzeniom wyspowiada dziecko świadome swych grzechów, a nawet udzieli potajemnie I komunii świętej. Rodzice duże wsparcie otrzymają w środowiskach tradycji katolickiej, gdzie istnieje możliwość wcześniejszego przygotowania do I Komunii Świętej. Gdy widzę jak sukcesywnie podwyższa się wiek spowiadania i komunikowania dzieci to przekonuję się do słuszności praktyki w obrządkach wschodnich, gdzie komunikuje się już niemowlęta, a spowiada dzieci zaraz po osiągnięciu przez nie moralnego rozeznania. 

Kolejną zmorą jest jak ja to nazywam komunia komunistyczna. Unirawniłowka naprawdę szkodzi samej celebracji uroczystości I Komunii Świętej. Wszystkie dzieci niezależnie od stopnia świadomości przeżywanych misteriów i wykształconej pobożności muszą przygotowywać się w wielkiej grupie, przez co zatraca się indywidualny charakter przygotowania i kierownictwo duchowe, które już na tym etapie ma kluczowe znaczenie. Jak bowiem kapłan ma rozeznać gotowość do przyjęcia I Komunii Świętej dzieci, które często nawet nie są przez niego katechizowane? Dopuszczenie dziecka do Komunii Świętej stało się czymś w rodzaju duszpasterskiej konieczności. Księża boją się nie dopuścić dziecka do Stołu Pańskiego w obawie przed ostracyzmem ze strony parafii i kurii. Tymczasem właśnie starszy wiek dzieci pierwszokuminijnych często powoduje że część z nich nie jest już gotowa do przyjęcia Pana Jezusa, bo najzwyczajniej w świecie się zepsuła. Naprawienie tego zła przekracza możliwości katechezy szkolnej, bo wymaga indywidualnego podejścia  - dziecko zostaje dopuszczone do I komunii świętej i od pierwszego razu komunikuje się w sposób świętokradczy... . Często też bardzo szybko zarzuca praktyki religijne i do bierzmowania już nie podchodzi. Przygotowanie dzieci do Komunii Świętej w wielkiej grupie powoduje dalsze konsekwencje. Chociaż moderniści wskażą na eklezjotwórczy charakter takiego przygotowania, to jednak praktyki odprawiania odrębnych celebracji mszalnych dla tych dzieci oraz wyłączenie ich z Kościoła domowego i parafialnego do pierwszych ławek podczas celebracji I Komunii Świętej prowadzi do zaburzenia poczucia jedności ze wspólnotą Kościoła zwłaszcza w wymiarze rodzinnym. Ta deformacja eklezjologiczna jest notabene pogłębiana w trakcie dalszej katechizacji - osobne msze szkolne oraz Msze infantylne w niedziele i osobne miejsca w świątyni prowadzą do indywidualizacji przeżycia religijnego na poziomie niemal protestanckim... . W końcu dorosły człowiek deklaruje: "moja wiara - moja sprawa, twoja wiara - twoja sprawa". Należy więc przywrócić praktykę rodzinnego przeżywania tak samego przygotowania do I Komunii Świętej jak i celebrowania tej uroczystości w taki sposób aby dzieci sadzać między ich rodzicami. Powinno się też jak najszybciej zerwać z egalitaryzmem panoszącym się w celebracjach pierwszokomunijnych. Kiczowate białe ubranka, często typu uniseks odrywają dzieci od ich środowisk. Oczywistym jest, że należy uwrażliwiać rodziców aby I Komunia Święta nie stała się areną do pysznych kreacji mody, jednak nie wolno sprowadzać i unifikować ubrań dzieci pierwszokomunijnych. Przede wszystkim strój dziecka nie powinien przypominać stroju liturgicznego - I Komunia Święta nie jest celebracją wprowadzającą do służby Bożej; nie jest żadnym święceniem, czy obłóczynami ministranckimi... . Wiadomo, że trochę inaczej ubierze swoje dziecko rodzic biedny, a inaczej bogaty. Stonowane kolory i tradycyjnie eleganckie ubrania zawsze będą na miejscu. Dzieci nie powinno się od małego wychowywać w oderwaniu od rzeczywistości różnić majątkowych ich rodzin - później takie zaniedbanie będzie stanowić żyzną glebę dla wykiełkowania kolejnych ideologii materialistycznych. 

W przygotowywaniu uroczystości I Komunii Świętej dba się o bardzo wiele detali: wystrój świątyni, musztrę liturgiczną dzieci, włączenie ich w "czynne" uczestnictwo we Mszy Świętej... . Niestety w tym wszystkim gubi się Chrystus Pan. Sama istota Mszy Świętej którą stanowi złożenie Najświętszej Ofiary pozostaje w cieniu procesji wejścia, liturgii słowa często dukanej przez same dzieci, szopki homiletycznej, procesji komunijnej i przyśpiewek religijnych wykonywanych przez dzieci i/lub chórek parafialny, co często zaakompaniowane jest gitarami. W takim entourage dziecko gubi istotę wydarzenia w jakim bierze udział. Do tego wszystkiego wyprawiane jest jak to mówią "małe wesele", a dzieci przebijają się ile to tysięcy złotych otrzymały w ramach prezentu i czego to wymyślnego nie otrzymały. Jeszcze za moich czasów w modzie był rower - co przynajmniej przyczyniało się do bardziej higienicznego trybu życia dziatwy. Dziś prezentuje się laptopa, quad lub tablet. Zewnętrzny obserwator nie zrozumie, że w tym dniu dziecko przyjmuje samego Pana Boga do swego serca. Najgorzej mają oczywiście dzieci, które zostały wyznaczone aby coś robić podczas samej Mszy Świętej. Drodzy duszpasterze zrozumcie to w końcu! To jest zbrodnia! Dziecko, które ma przeczytać lekcję w trakcie Mszy na której przyjmuje I Komunię Świętą nie tylko czyni to niegodnie, bo nie jest lektorem, ale także obdarte jest z całego sacrum, ponieważ stresuje się i przeżywa swój występ przed rodziną i parafią bardziej niż przyjęcie Pana Boga... . Również należy zaniechać praktykę czytania wezwań modlitwy wiernych przez dzieci, przynoszenia darów i czego sobie jeszcze nie umyślicie. To skutecznie odwraca uwagę dzieci od przeżywanej Tajemnicy. Liturgia to nie teatrzyk dla uciechy rodziców i parafian! W końcu liturgia uścisków - wszelkie wierszyki i życzenia czytane w trakcie Mszy Świętej są niczym innym jak deformacją liturgiczną. Wy którzy usiłujecie robić z liturgii katechezę, co jest błędem samym w sobie zrozumcie, że czyniąc te obrzędy dla chwały ludzi niszczycie poczucie świętości u dzieci których formujecie! Również dekoracja świątyni powinna być skromna - nie może bowiem ona odwracać uwagi dzieci od najważniejszego, bardziej ubrać można tabernakulum i ołtarz, aby tam skupiła się uwaga dzieci. Mnogość dekoracji, zwłaszcza styropianowych nie przynosi Panu Bogu chwały, ale zasmuca Go bowiem wiele dzieci przez nie doznaje rozproszenia. Przypominam czego uczył św. Pius X: dziecko pierwszokomunijne ma umieć rozróżnić chleb eucharystyczne od zwykłego, umieć stosownie do swoich możliwości pobożnie przyjąć Ciało Pańskie i być w stanie łaski uświęcającej - to są najważniejsze punkty przygotowania dzieci. Tresura liturgiczna powoduje tylko deformację duchową... . Oczywiście należy usilnie zachęcać do zaniechania praktyki procesji komunijnych i korzystania ze sprawdzonych metod, czyli Komunii Świętej na klęcząco i tylko do ust. Tak przygotowane dziecko - nawet jeśli będą to tylko 3 katechezy lepiej i godniej przeżyje ten moment niż po 3 letniej połajance katechetycznej... . 

O problemach związanych z I Komunią Świętą można by jeszcze długo. Przykre jest że ta uroczystość została tak bardzo zeświecczona. Postawa wielu katechetów i duszpasterzy przypomina mi owych faryzeuszy, który sami właściwie przystępowania do Stołu Pańskiego przeżyć nie potrafią lub nie chcą i wzbraniają tego dzieciom. "A Jezus, widząc to, oburzył się i rzekł do nich: <<Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę, powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego>>. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je." (Mk 10,14-15)

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 14 kwietnia 2017

Ofiara czy uczta?

Laudetur Iesus Christus!

"Pan wieczernik przygotował, swój zaprasza lud, dla nas wszystkich dom otworzył i zastawił stół" - słowa tej pieśni usłyszeliśmy wczoraj w niejednym kościele. Wypada więc zapytać czym jest ów stół który zastawia dla nas Pan? Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii Świętej w punkcie 48 tak naucza: "Kościół zatem bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie w tym misterium wiary nie uczestniczyli jak obcy lub milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy misterium to dobrze rozumieli, w świętej czynności brali udział świadomie, pobożnie i czynnie, byli kształtowani przez słowo Boże, posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dziękczynienie". Jest zatem ołtarz nazwany stołem Ciała Pańskiego, tymczasem z definicji ołtarz jest miejscem do składania ofiar. Chyba nie ma religii w której ołtarz służyłby do spożywania. Zwróćmy uwagę, że wbrew określeniu "przystępować do Stołu Pańskiego" wierni nie przyjmują Komunii Świętej przy ołtarzu - jedynie kapłan komunikuje się w tym miejscu. Jednak Komunia Święta kapłana ma charakter dopełnienia Ofiary - jako będący in persona Christi, kapłan musi przyjąć Ciało i Krew Pana Jezusa Chrystusa.

Teraz trochę nauki Soboru Trydenckiego odnośnie do Mszy Świętej:

I/B. Kanony o Najświętszej ofierze mszy świętej

1. Gdyby ktoś mówił, że we mszy nie składa się Bogu prawdziwej i właściwej ofiary; albo że składanie ofiary nie jest niczym innym niż dawaniem nam Chrystusa do spożycia - niech będzie wyklęty.
2. Gdyby ktoś mówił, że słowami: „To czyńcie na moją pamiątkę” Chrystus nie ustanowił apostołów kapłanami lub nie polecił, by oni oraz inni kapłani składali w ofierze Jego ciało i krew - niech będzie wyklęty.
3. Gdyby ktoś mówił, że msza jest tylko ofiarą pochwalną i dziękczynną lub jedynie pamiątką ofiary złożonej na krzyżu, a nie przebłagalną; albo że pomaga wyłącznie przyjmującemu [Komunię] i nie powinna być składana za żywych i umarłych, za grzechy, kary, zadośćuczynienia ani w innych potrzebach - niech będzie wyklęty.
4. Gdyby ktoś mówił, że ofiara mszy jest bluźnierstwem przeciw najświętszej ofierze Chrystusa złożonej na krzyżu, albo że ją umniejsza - niech będzie wyklęty.
5. Gdyby ktoś mówił, że oszustwem jest odprawiać msze ku czci świętych, i dla uzyskania ich wstawiennictwa u Boga, jak czyni Kościół – niech będzie wyklęty.
6. Gdyby ktoś mówił, że kanon mszy zawiera błędy i dlatego należy go znieść - niech będzie wyklęty.
7. Gdyby ktoś mówił, że obrzędy, szaty i znaki zewnętrzne, których używa przy sprawowaniu mszy Kościół katolicki, są bardziej podnietą do bezbożności niż pełnieniem pobożności - niech będzie wyklęty.
8. Gdyby ktoś mówił, że msze, podczas których tylko kapłan przyjmuje Komunię sakramentalnie, są niedozwolone i dlatego należy je znieść - niech będzie wyklęty.
9. Gdyby ktoś mówił, że obrządek Kościoła rzymskiego, w którym część kanonu i słowa konsekracji wymawia się po cichu, należy potępić; albo że mszę należy odprawiać wyłącznie w języku rodzimym; albo że nie należy dodawać wody do wina w ofiarowaniu kielicha, ponieważ jest to przeciwne ustanowieniu Chrystusa - niech będzie wyklęty.
Jasno więc widać iż jest nauką katolicką traktowanie Mszy Świętej jako ofiary. W tradycyjnym nauczaniu wymiar uczty albo jest tylko wzmiankowany, albo pominięty, ponieważ nie stanowi istoty Mszy Świętej. Jeśli jednak chcemy szukać gdzieś owej Uczty Pańskiej to będą to obrzędy Komunii Świętej i każdy uczciwy liturgista przyzna, że stary obrządek mszalny bardziej akcentował ową ucztę. Pierwszym elementem, który był, a którego zwykle dziś nie ma są balaski nakryte białym obrusem. Nowa teologia każe przyjmować Ciało Pańskie w tak zwanej procesji, będącej jednak właściwie kolejką. W praktyce przyjęcie Komunii Świętej odbywa się w locie - nie ma niczego co by w sposób zewnętrzny oznaczało, że mamy do czynienia z ucztą. Dalej w wielu miejscach ministranci nie posługują już z pateną, a więc i ten element uczty jakim jest spożywanie nad talerzem został wyeliminowany. Wreszcie skrócono wydatnie czas uczty przez dopuszczenie do szafowania Ciałem Pańskim praktycznie każdego wiernego... . Nawet puryfikacja naczyń - czyli przekładając na współczesny język zmywanie naczyń jest wykonywana zgodnie z uproszczonymi zasadami i niestety często niechlujnie... . Dla tradycyjnego katolika kwestie które poruszam godzą w istotę pobożności eucharystyczej, ale i dla modernisty powinny być jasnym znakiem jak bardzo wyznawane przezeń zasady różnią się od praktyki. Czasem o zgrozo wiarołomne spotkania opłatkowe heretyków są odprawiane z większą nabożnością niż rzekomo katolickie "uczty".

Czy Pan Bóg wprowadził do kultu elementy uczty? Być może traktując rzecz bardzo aspektowo można by stwierdzić że w pewnej dalekiej metaforze tak, bo istotnie Ciało Chrystusa jest Pokarmem na żywot wieczny. Jednak bliższa jest perspektywa Ofiary, z reszty której posilają się wierni będąc w tym i tylko tym sensie królewskim kapłaństwem, bo kapłanom w Starym Zakonie przysługiwał posiłek właśnie z owej reszty pozostałej z ofiar. O tak zwanym kapłaństwie wspólnym będę jeszcze pisał. Dziś chciałbym tylko podkreślić, że Msza Święta jest Ofiarą, a ucztą tylko w pewnym i nigdy dosłownym sensie. Jeśli powiemy, że Msza Święta to Najświętsza Ofiara wyrazimy w pełni katolicką naukę, jeśli jednak określimy ją jako uczta to staniemy się wiarołomnymi protestantami. Również określenia typu: ofiarna uczta nie są prawidłowe. Uczta ofiarna być nie może, bo albo robimy jedno albo drugie, poza tym wymiar ofiary sprowadza się w takim wyrażeniu li tylko do epitetu. Bliższe prawdzie byłoby stwierdzenie: "Ofiara i uczta" - jednak i tutaj dokonuje się pewna redukcja, ukryte zrównanie wymiaru ofiarniczego Mszy Świętej ze znaczeniem Komunii Świętej, która choć jest ważna to jednak nie należy do istoty Mszy Świętej, a najlepszy jest dowód, że może być Ciało Pańskie rozdawane poza Mszą Świętą. Życzę więc wszystkim czytelnikom pochylenia się nad tajemnicą Ofiary i owocnej walki z wszelkimi przejawami redukcjonizmu eucharystycznego. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego! Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Akolitat - święcenie które pomimo nazwy zniknęło

Laudetur Iesus Christus!

W toku prowadzenia w 1967 r przez Papieską Komisję ds Rewizji Kodeksu Prawa Kanonicznego dyskusji na temat "reformy" (a właściwie) rewolucji niższych święceń pojawiały się projekty zniesienia wszystkich święceń niższych i pozostawienia subdiakonatu, lub "jakiegoś innego święcenia" którego celem byłoby "związanie bliżej alumna ze swoim lokalnym Kościołem" . Ostatecznie jak powszechnie wiadomo zdecydowano się znieść subdiakonat, a cześć jego prerogatyw obdarzyć lektora i akolitę. O istocie subdiakonatu napiszę w kolejnym wpisie, jednak tutaj istotny jest ten zarys historyczny aby zrozumieć dlaczego akolitat faktycznie zniknął, chociaż pozostała jego nazwa. 

Słowo akolita jest pochodzenia greckiego i oznacza osobę która towarzyszy, idzie za kimś. Pierwsza znana wzmianka o akolita pojawia się we wspominanym w poprzednich wpisach dokumencie diecezji rzymskiej, którym jest spis duchowieństwa rzymskiego wydany za czasów papieża Korneliusza w 251 r. Wielu badaczy twierdzi jednak, że akolitat istniał już w II w, a kleryków posiadających ten stopień określano mianem sequentes. Podstawowym zadaniem akolitów było przygotowywanie ołtarza do sprawowania Najświętszej Ofiary, zapalanie świec i noszenie ich w procesji oraz przygotowanie i przyniesienie darów ofiarnych. W diecezji rzymskiej akolici roznosili także tzw fermentum czyli cząstkę Ciała Pańskiego z Mszy papieskiej do okolicznych świątyń oraz zanosili Pana Jezusa do uwięzionych chrześcijan. Przy tej ostatniej posłudze zginął śmiercią męczeńską chyba najsławniejszy akolita - św. Tarsycjusz. Gdy czas prześladowań minął akolici pozostali przy właściwych sobie funkcjach i przestali zajmować się roznoszeniem Ciała Pańskiego. Można powiedzieć, że okres prześladowań był po prostu czasem nazdzywczajnym, stąd i Kościół do roznoszenia Eucharystii wyznaczył w nadzwyczajny sposób akolitów. Tymczasem akolici od początku byli przeznaczeni do pełnienia służbie równej dzisiejszym ministrantom. Stąd też przy udzielaniu święceń akolitatu szafarz święceń wręczał im pustą ampułkę do wina mszalnego (materia święcenia) i wypowiadał słowa: "Weźmij ampułkę ku podawaniu wina do Eucharystii Krwi Chrystusowej, w imię Pańskie." (forma święceń akolitatu).

Reforma niższych święceń wyrażona w motu proprio Ministeria Quaedam zachowała urząd akolity, jednak charakter tej, jak to się dziś nazywa, posługi jest już zupełnie zmieniony. Najpierw zmianie uległa materia i forma akolitatu. Szafarz ustanowienia podaje kandydatom naczynie z chlebem lub kielich z winem i wypowiada słowa: "Przyjmij naczynie z chlebem do sprawowania Eucharystii i tak postępuj, abyś mógł godnie służyć Kościołowi przy stole Pańskim." Przede wszystkim zmiana materii i formy powoduje że mamy do czynienia z dwoma różnymi rzeczywistościami. Obrzęd przekazania pateny z chlebem znajdziemy w ceremoniale święceń prezbiteratu, natomiast słowa formy ustanowienia w posłudze akolity używają bliżej niejasnego określenia: "stół Pański". Kiedyś o tym jeszcze napiszę, ale sformułowanie "stół Pański" i "ołtarz" nie są w żadnym razie synonimami. Mamy więc obecnie sługę Kościoła, który nie wiadomo właściwe do czego został ustanowiony. Więcej na temat charakteru posługi akolitatu mówią uprawnienia akolitów. Otóż mogą oni: przygotowywać i przynosić dary ofiarne, nosić świece, kadzidło, krzyż (uprawnienie subdiakona), puryfikować naczynia liturgiczne (uprawnienie subdiakona), nadzwyczajnie dokonywać repozycji Najświętszego Sakramentu (dotychczasowe nadzwyczajne uprawnienie diakona) i nadzwyczajnie rozdawać Komunię Świętą (dotychczasowe nadzwyczajne uprawnienie diakona). Jest więc współczesny akolita kimś pomiędzy subdiakonem i diakonem. Praktyka jednak pokazała, że akolitat zaczęto definiować przez pryzmat owych nadzwyczajnych funkcji, które dzisiaj już wcale takie nadzwyczajne nie są... . W seminarium mówili o posłudze do "rozdawania Komunii Świętej" a i w mojej parafii oczywistym było że akolita otrzymywał puszkę do rozdawania Ciała Pańskiego i to niezależnie od ilości wiernych do wykomunikowania. Do tego warto wspomnieć, że w myśl obecnej dyscypliny prawnej akolita pozostaje osobą świecką.

Rozszerzenie, a właściwie faktyczna zmiana istoty akolitatu utorowała technikom liturgicznym drogę do najstrszaliwszych desakralizacji doby posoborowia. Mówię oczywiście o wprowadzeniu nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Już nawet nie akolici, ale zwykli mężczyźni, a nawet i kobiety są wyznaczane do rozdawania największej świętości Kościoła - Ciała Pańskiego. Cała istota konsekracji człowieka do pełnienia świętych czynności została w jednym momencie zrujnowana. Zbiegło się to dziwnym trafem z zalegalizowaniem praktyki przyjmowania Komunii Świętej do ręki. Chociaż przepisy z instrukcji Immense Caritatis z 1973 r zostały potwierdzone przez 910 i 230 kanon współczesnego Kodeksu Prawa Kanonicznego, to jednak w praktyce nadzwyczajni szafarze i akolici są zwyczajnymi szafarzami Komunii Świętej. Przypomnę, że funkcję nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej instrukcja papieska ogranicza do rozdawania Komunii Świętej w wypadku: choroby lub podeszłego wieku zwyczajnego szafarza, ważniejszych obowiązków duszpasterskich zwyczajnego szafarza (rozumieć tu należy na przykład spowiedź, odprawianie Mszy Świętej), zbyt wielką rzeszę wiernych do wykomunikowania i związane z tym nadmierne przedłużenie celebracji. W praktyce bardzo często spotykałem się z tym, że akolici rozdawali Komunię Świętą podczas gdy zdrowi księża siedzieli sobie w stallach (często odbywało się to nawet na samej Mszy z udzielaniem posługi w seminarium). Inną nagminną patologią jest użycie nadzwyczajnych szafarzy w sytuacji, gdy szafarze zwyczajni jedzą śniadanie (obiad) lub po prostu wylegują się na plebanii. Wreszcie powszechną praktyką jest przekazywanie puszki z Panem Jezusem nadzwyczajnym szafarzom gdy tylko ci służą przy ołtarzu, nawet jeśli jest to Msza Święta w tygodniu. Te sytuacje są nie tylko brakiem posłuszeństwa wobec Stolicy Apostolskiej, ale także jawnym i publicznym świętokradztwem - wzgardą wobec Pana Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie. Trzeba pamiętać że rozdzielanie Ciała Pańskiego  - ów fizyczny kontakt kapłana ze Świętymi Postaciami jest jednym z najbardziej intymnych momentów przeżywania własnego kapłaństwa, który porównać można chyba tylko do obcowania fizycznego w małżeństwie. Kapłani którzy sami tego kontaktu się pozbawiają niszczą swą kapłańską duchowość i obrażają Boga. Po to kapłan ma namaszczane w czasie święceń dłonie, by mógł nimi trzymać samego Boga!

Jak zatem tej desakralizacji stawić czoła? Przede wszystkim należy unikać nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej. Należy to czynić stanowczo, ale grzecznie. Wielu z tych mężczyzn to naprawdę pobożni i święci ludzie. Trzeba im wyjaśnić że nie istnieje coś takiego jak szafarzat Komunii Świętej. Samych zaś szafarzy zachęcam albo do porzucenia tej funkcji, albo przynajmniej do egzekwowania stosownych przepisów. Zwróćcie uwagę, że kapłani często po prostu z lenistwa i braku wiary w realną obecność Pana Jezusa wyręczają się Wami. I można to ubrać w piękne słowa, ale nic nie usprawiedliwia takiego działania. Oczywiście zdarzają się takie parafie, gdzie kapłana brak, a jest potrzeba wykomunikowania chorego umierającego, ale takie rzeczy zdarzają się właściwie tylko na misjach. W Polsce przy odpowiednim zorganizowaniu duszpasterstwa - odciągnięciu księży od zajęć świeckich, naprawdę dałoby się przywrócić normalność. Nie może być tak, że w sobotę do chorych idzie nadzwyczajny szafarz Komunii Świętej, bo wikary jedzie z ministrantami na wycieczkę! Wreszcie należy przywrócić akolitatowi jego właściwe miejsce. O ile można dyskutować na temat powierzenia akolitom funkcji dawniej przeznaczonych subidiakonom, o tyle należy znieść lub przynajmniej w praktyce znacznie ograniczyć funkcje przenoszenia i rozdawania Ciała Pańskiego. Akolitat rozumiany jako święcenie ministranckie może i powinien być dostępny dla mężczyzn pragnących służby przy ołtarzu, a nie zmierzających do wyższych święceń. Byłoby to naturalne następstwo służby ministranckiej oraz utwierdzenie charyzmatu i powołania dorosłego ministranta. Żywię więc nadzieję i modlę się o to aby akolitat został przywrócony nie tylko w nazwie, ale także w istocie. A wszystkich kapłanów zaklinam i proszę najusilniej, by nie wyręczali się świeckimi w rozdawaniu Ciała Pańskiego - to nie jest promocja laikatu, tylko lenistwo i ciężkie świętokradztwo!

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk