Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Eucharystia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 maja 2019

Niegodne przyjmowanie sakramentów

Laudetur Iesus Christus!

Dzisiaj chciałbym poruszyć a właściwie uszczegółowić jeden z aspektów drugiego przykazania Bożego. Chodzi o godne przyjmowanie łaski sakramentalnej. Jak dobrze wiemy sakramenty są skutecznymi znakami łaskami które oznaczają łaski których udzielają. Ich moc pochodzi od samego Pana Boga i jest znakiem zawartego przymierza w Jezusie Chrystusie Panu naszym. Wielka to godność móc przyjmować sakramenty Nowego Przymierza. Starotestamentalni patriarchowie czy prorocy mogli tylko pomarzyć o możliwości odpuszczenia grzechów czy posilania się prawdziwym Ciałem Pańskim. Dziś warto sobie zadać pytanie czy szanujemy te sakramenty jako znak Bożej miłości wobec ludzi i czy nie narażamy się na gniew Boży przyjmując te łaski niegodnie?

Istnieje kilka elementów które decydują o tym czy godziwie przyjmujemy sakrament. Oczywiście w przypadku każdego z sakramentów szczegółowe wymagania będą różne, ale dla 5 z 7 sakramentów jest to łaska uświęcająca. Wynika to z klasycznego a już nienauczanego ani na katechezie ani na wydziałach teologicznych podziału który zaproponował św. Tomasz z Akwinu - mianowicie na sakramenty żywych i umarłych. Chodzi oczywiście o życie wieczne - ten kto jest w stanie łaski uświęcającej jest żywy, ten kto chodzi w stanie grzechu jest umarły. Podział może dosadny, ale dobrze obrazuje stan duszy i jest przestrogą dla wiernych którzy o czystość duszy nie dbają. Istnieją dwa sakramenty, które dają łaskę uświęcającą - mianowicie chrzest i pokuta. Tylko te dwa sakramenty przyjmować możemy a nawet powinniśmy obciążeni grzechami. Oczywiście nie muszą być to grzechy ciężkie, nie mniej jednak istotą tych sakramentów nie jest jak to chce współczesna sakramentologia włączenie do Kościoła bądź bliżej nieokreślone pojednanie, ale przywrócenie duszy życia Bożego. Dramatyzm sensu i istotności tych sakramentów właśnie w tym się zasadza że albo dają one życie (chrzest) albo je przywracają (pokuta). Wszystkie inne sakramenty z wyjątkiem ostatniego namaszczenia i to tylko w sytuacji niemożności wyspowiadania się co do godziwości wymagają łaski uświęcającej. Niestety dziś się już tego nie naucza, że sakramenty żywych przyjęte w stanie grzechu powodują wstrzymanie większości łask udzielonych przez sakrament. Do tego fakt przyjęcia sakramentu żywych w grzechu dodaje jeszcze grzechu jakim jest świętokradztwo. Jest to prawdziwe wezwanie imienia Bożego nadaremno bo nie dość że łaska udzielona przez sakrament nie może być odpowiednio spożytkowana to jeszcze Pan Bóg zostaje obrażony. Szczególne znaczenie ma to w przypadku sakramentu święceń oraz małżeństwa. Dzieje się tak dlatego że w tych sakramentach konsumpcja łaski następuje szybko  w przypadku małżeństwa zwykle w kilka godzin po zawarciu tego sakramentu w przypadku święceń zwykle jeszcze podczas Mszy w której udzielane są święcenia - z wyjątkiem może niższych których wykonywanie związane jest głównie z Mszą katechumenów oraz czynnościami pozaliturgicznymi. Każde dalsze akty udzielane pod wpływem niegodziwie przyjętego sakramentu powodują kolejne grzechy.... . Niech nikt się nie łudzi że pożycie małżeńskie dokonywane po świętokradczym zawarciu małżeństwa będzie obdarzone Bożym błogosławieństwem, albo że kapłan uzyska specjalne łaski do pełnienia swej służby. Przyjęcie małżeństwa lub święceń pod wpływem grzechu to tak jak pozostawienie dziecka ze zwichniętym biodrem podczas porodu i nie przejmowanie się skutkami jakie to może powodować dla jego dalszego życia. Szczególnie delikatna jest oczywiście materia niegodziwości w przypadku Komunii Świętej - tu wprost obrażamy Pana Boga w największym znaku i uobecnieniu miłości jakie nam zesłał i choć sakrament ten jest łatwo powtarzalny, bo przecież Mszy Świętej jest wiele to jednak wielkość ofiary Pana Boga aby ten cud mógł się powtarzać tyle razy na tylu ofiarach jest tak wielki że szkoda wynikająca z takiej niegodziwości jest nieskończona... . 

Kolejną niegodziwością jest brak odpowiedniego przygotowania. Każdy sakrament wymaga pewnej minimalnej dyspozycji co do ważności - np dla święceń należy być ochrzczonym mężczyzną. Ale każdy dobrze wie, że nie wszyscy którzy są ochrzczonymi mężczyznami nadają się do święceń. W przypadku każdego sakramentu konieczne jest odpowiednie przygotowanie intelektualne i duchowe. Jego wielkość zależy od tego jaki to jest sakrament oraz od przyjmującego - inne wymagania będą od bierzmowanego dorosłego a inne od bierzmowanego upośledzonego dziecka na przykład.  Obowiązek spoczywa tutaj nie tylko na katechetach i duszpasterzach. To obowiązek także samych przyjmujących. Kiedy idziemy na rozmowę o pracę, albo na egzamin przygotowujmy się - zbieramy informacje, zasięgamy rady tych którzy już mają to za sobą, a dzień wcześniej kładziemy się spać wcześniej żeby być wyspanym. Czemu więc nie czynimy podobnych starań kiedy spotykamy się z nieskończoną łaską Pana Boga? Dlaczego tak łatwo przychodzi nam nieprzygotowana spowiedź dokonana na zasadzie okazji która się wydarzyła - bo świeciło się światełko w konfesjonale, albo pierwsza Komunia Święta czy ślub w których przygotowujemy niemal wszystko skrupulatnie poza własnym sercem? Nieocenioną rolę będą tu pełnić oczywiście chrzestni, świadkowie bierzmowania czy ślubu - ale ostatecznie przygotowanie zależy od intencji i starania przyjmującego. 

Niegodziwość sakramentu często leży dzisiaj także po stronie szafarzy. Brak właściwie przygotowanej liturgii, niechlujność w jej odprawianiu, czy tak zwana radosna twórczość to tylko niektóre elementy tego wielkiego problemu. Jednak i w tym przypadku cała odpowiedzialność nie spoczywa tylko na szafarzach. Jako przyjmujący mamy obowiązek troszczyć się o godziwość przyjmowanych przez nas sakramentów tak jak troszczymy się o własne ciało i nie pozwolilibyśmy na interwencję chirurgiczną widząc że ów ma nieumyte ręce... . Czasem lepiej jest więc wstrzymać się przed przyjęciem sakramentu jeśli wiemy że jest on udzielany niegodziwie. Co możemy zrobić? Bardzo wiele. Począwszy od Komunii Świętej - omijać tak zwanych nadzwyczajnych szafarzy, zawsze przyjmować na klęcząco i do ust, domagać się używania pateny komunijnej, przywrócenia lub wprowadzenia balasek w swojej parafii, hojności wobec darów na zakup godziwych paramentów liturgicznych. W przypadku innych sakramentów zwykle będzie to prośba o udzielenie ich w klasycznym rycie rzymskim - chroni on bowiem skutecznie przed niegodziwym szafowaniem. Warto też zadbać o to by celebracja sakramentu odbywała się w prawdziwej świątyni oraz przed pobożnym i wierzącym po katolicku kapłanem. 

Pamiętajmy też o specyficznych wymaganiach każdego z sakramentów. Chrzest domaga się aby go udzielać niemowlętom nie dalej niż do ukończenia pierwszego miesiąca życia. Należy się postarać (o ile to możliwe) o chrzest udzielony ze źródła chrzcielnego poświęconego w Wielką Noc. Ceremonii należy w miarę możliwości dokonywać w świątyni, szafarzem powinien być kapłan a nie diakon jak to się dziś często czyni (jest on szafarzem nadzwyczajnym zgodnie z klasyczną nauką kościelną).  W przypadku bierzmowania będzie to troska o to by szafarzem był katolicki i wierzący biskup oraz o dobrego świadka i właściwą katechezę przed bierzmowaniem. Dla Eucharystii wymagań jest wiele- ale najważniejsze to godziwość szafarza i uczestników, piękno i szlachetność zarówno materii przeistoczenia użytej do sakramentu jak i przedmiotów z nią się stykających, także szat i paramentów dalszych. Właściwe przygotowanie duchowe przed przyjęciem i dziękczynienie po przyjęciu Komunii Świętej. W przypadku sakramentu pokuty będzie to sprawowanie sakramentu w konfesjonale a nie na pielgrzymce podczas wędrowania czy w domu kapłana, wyraźnie oddzielenie rozmowy duchownej od spowiedzi. Właściwy ubiór szafarza przez co rozumie się sutannę, komże lub albę i stułę koloru fioletowego. Przyjmujący musi spełnić wszystkie warunki dobrej spowiedzi i uczynić wszystko by spowiedź była integralna. Szafarz ma się starać o to by liturgia tego sakramentu przebiegła zgodnie z przepisem Kościoła, szczególnie zwracać ma uwagę by nie zmieniać formuły rozgrzeszenia co grozi nieważną spowiedzią! Przy ostatnim namaszczeniu należy unikać formy wspólnotowej celebracji tego sakramentu i najzwyczajniej w świecie nawet jeśli ma się odpowiednią chorobę ignorować takie celebry. Nie przystępować do tego sakramentu z błahymi dolegliwościami, lub dolegliwościami natury stricte duchowej. Od strony służby zdrowia i domowników zadbać o to by chory przyjąć ten sakrament będąc jeszcze przytomnym, odpowiednio przygotować pomieszczenie w którym przebywa chory. Święcenia należy przyjmować tylko po wyraźnej aprobacie spowiednika jeśli się było z nim zupełnie szczerym. Skrupulatnie badać się pod kątem kryteriów przepisanych przez Kościół. W miarę możliwości poszukać sobie wierzącego biskupa nawet jeśli oznaczałoby to zmianę seminarium. Warto postarać się także o jednoznacznie katolicki obrzęd święceń. Przed owymi odbyć sumiennie wszystkie przepisane skrutynia, zapowiedzi i ćwiczenia duchowe, dobrze przeżyć okres przygotowania nie prosić o dyspensę od czasu interstycji czy wieku przyjęcia święcenia jak tylko dla poważnej okoliczności wysuniętej przez przełożonego. Przed przyjęciem święceń nie wykonywać w sposób nadzwyczajny wynikających z nich prerogatyw jak tylko z najpoważniejszych przyczyn związanych ze zbawieniem dusz.  W przypadku małżeństwa dochować czystości we wszystkich aspektach życia. Spędzić w narzeczeństwie przynajmniej pół roku i wykorzystać go do rozwoju wiary i czystej relacji z przyszłym małżonkiem.  Odbyć sumiennie przepisane przez Kościół ćwiczenia duchowne, postarać się o to by były jak najlepsze. Nie przedkładać wesela nad celebrację sakramentu.

Powyższe uwagi należy potraktować jako zasygnalizowanie tematu, o którym można byłoby książkę sporych rozmiarów popełnić. Myślę że wrażliwość moich czytelników jest na tyle spora iż zrozumieją nie tylko te wywody ale szybko dostrzegą także inne palące problemy w życiu sakramentalnym. Będąc wdzięcznym z niezasłużonego obdarowania tak wielkimi łaskami starajmy się o owocne, czyli godziwe ich przyjmowanie. Nie stawiajmy tamy dobru, troszczmy się o jakość naszych spotkań z nieskończoną miłością Pana Boga. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 26 grudnia 2018

Bydlęta klękają, a człowiek?

Laudetur Iesus Christus!

Tego posta planowałem już dość dawno. Przeżywając święta Narodzenia Pańskiego przyszła na mnie refleksja związana z polską kolędą "Dzisiaj w Betlejem". Oto mamy stajenkę/grotę i sytuację gdzie Najświętsza Maryja Panna pod opieką św. Józefa chroni się w spartańskich warunkach aby urodzić dziecko - Syna Bożego. Być może to tylko tradycja, a być może rzeczywiście tak było. Gdy narodził się Chrystus Pan Zbawiciel uklęknęły przed Nim nawet bezrozumne zwierzęta instynktownie czując, że mają do czynienia ze swoim Stworzycielem. 

Nawet jeśli scena przedstawiona w kolędzie jest tylko mitem, to prawdą są już sytuację w której różni ludzie spotykając się z Panem Bogiem dokonują proskinezy, czyli upadają powodowani zetknięciem z majestatem Najwyższego. Takich sytuacji w Piśmie Świętym opisanych jest kilka. Tak padł na przykład Mojżesz podczas spotkania z Panem Bogiem w krzewie gorejącym, prorok Eliasz, czy w Nowym Testamencie żołnierze którym Pan Jezus objawił swoje imię. 

Liturgia łacińska zna trzy podstawowe postawy liturgiczne: siedzenie, stanie i klęczenie. To właśnie z klęczeniem dzisiaj jest największy problem. Różnej maści moderniści próbują udowadniać, że klęczenie wzięło swój początek ze średniowiecza. Wystarczy pomyśleć, że oddanie pokłonu przez dotknięcie czołem ziemi, tak chętnie praktykowane przez bardzo starożytne liturgie wschodnie, prostracja czyli postawa dotknięcie całym ciałem ziemi w geście uniżenia, nawet pokłony które biją ociemniali w błędach islamizmu muzułmanie - to wszystko wymaga przyjęcia choćby przez chwilę postawy klęczącej. I nie przeczę, że być może klękanie pojawiło się dopiero w średniowieczu, a fragmenty w Piśmie Świętym tłumaczone jako klękanie, czy przyklękanie są źle przełożone, bo powinien być pokłon. Skoro to wszystko nawet byłoby prawdą, to dlaczego  modernistyczni teolodzy, technicy liturgizmu posoborowego w miejsce klękania nie zaproponowali pokłonu z dotknięciem czołem ziemi lub prostracji? Jedyne co wprowadzili to zwykłą tak zwaną kiwkę czyli delikatny skłon ramion i głowy. Czyż ten gest używany przecież tak samo do pozdrowienia bliźniego na ulicy nie jest zbyt mały dla okazania szacunku Najwyższemu?

Klękanie jest wyrazem uniżenia przed Panem Bogiem. Ktoś może powiedzieć, że to tylko zbędna zewnętrzna oznaka. Wiemy jednak, że gdy ciało zmuszamy do wysiłku to ułatwia to duszy przybranie właściwej postawy. Człowiek jest jednością ciała i ducha. Wyraża to dobitnie wiele praktyk religijnych. Praktycznie cała liturgia otacza się wieńcem różnych materialnych symboli lub czynności, które mają ułatwić kontakt człowieka z Panem Bogiem. To samo dzieje się w przypadku innych praktyk, na przykład postu. Eliminując te zewnętrzne oznaki bez uzasadnionego powodu stajemy się ludźmi niepraktykującymi.

Zatem klękanie jest wyrazem wiary i jednocześnie na tą wiarę wpływa zgodnie z zasadą lex orandi lex credendi. Powinniśmy o ile nie ma przeszkód zdrowotnych przyklękać zawsze przed Najświętszym Sakramentem oraz przy wejściu i wyjściu ze świątyni jeśli jest tabernakulum z Panem Jezusem. Przyklękamy na prawe kolano. Na lewe kolano klęka się podczas składania homagium. Oczywiście jak ktoś jest lewonożny i nie umie inaczej to nie jest grzech - lepiej klękać tak jak się umie. Przyklęknięcie to dotknięcie kolanem ziemi, nie przyklęka się na dwa kolana, jak to niektórzy nazbyt pobożnie chcą czynić, ale taka praktyka powodowana pobożnością też zła nie jest. Klęczy się zawsze gdy jest wystawiony Najświętszy Sakrament. Dobrą praktyką jest klęczenie podczas modlitwy prywatnej. Należy uczulać dzieci, aby przy okazji klęczenia nie siedziały. Niestety zwłaszcza stare ławki kościelne wyprofilowane są tak, że wymuszają pozycję klęczącego siedzenia. Oparcie się o ławkę nie jest oczywiście wielkim uchybieniem, ale jeśli mamy możliwość klęczeć prosto to starajmy się choć przez jakiś czas taką postawę przyjąć. Pamiętajmy że nienabożnie przyklękając tudzież klęcząc powielamy obrazę jaką musiał znosić Pan Jezus ze strony rzymskiego żołdactwa... .

Osobną rzeczą jest przyjmowanie Ciała Pańskiego w postawie klęczącej. Nowe przepisy chociaż tego nie nakazują, to jednak wyraźnie uczą iż jest to podstawowa forma. Kto chce postępować wg Tradycji Kościoła niech tą postawę zastosuje tu jako nakaz, z którego zwalnia tylko choroba, niedołężność lub kalectwo. Przykra jest praktyka tworzenia kolejek komunijnych - bo też trudno to nazwać procesją.  Nie dość że jest to niepraktyczne i wydłuża obrzęd Komunii Świętej wiernych to działa w poprzek zasadzie lex orandi lex credendi. Niedopuszczalna jest sytuacja w której kapłan wymusza powstanie z kolan! Należy wtedy tym bardziej domagać się swoich praw, a w rzeczywistości prawa i obowiązku całego Kościoła do oddania właściwej czci Panu Bogu - wyrażenia wiary w substancjalną obecność Pana Jezusa w chlebie eucharystycznym. W razie potrzeby należy się skarżyć. Z założenia nie ma tu żadnej pychy. 

Niewątpliwie bardzo niepokojące są sytuacje w których ruguje się postawę klęczącą. Niestety wynika to zwykle ze złej teologii i antropologii. Nieprawidłowo aplikowana nauka o wcieleniu, traktowanie Pana Boga w charakterze partnera, brata, przyjaciela jest wielkim błędem. Oczywiście należy pamiętać że Pan Bóg człowiekiem się stał jednak nie po to by się z człowiekiem pojednać, czyli by upaść do jego poziomu ale po to by człowieka przywrócić na właściwe miejsce. Niestety w całej refleksji na tajemnicą wcielenia zapomina się o tym, że człowiek po to przywrócenie do stanu pierwotnego musi wyciągnąć rękę, musi chcieć przyjąć ofiarowaną przez Pana Boga pomoc. Nie stanie się to jeśli nie pochyli się nad Dzieciątkiem Jezus, jeśli upadnie pod własnym krzyżem, jeśli nie dotknie całym swoim jestestwem krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Z okazji świąt Bożego narodzenia życzę wszystkim czytelnikom mądrości przynajmniej tak wielkiej jak instynkt zwierząt z betlejemskiej stajenki. Nie bójmy się wytartych na kolanach spodni, pobrudzenia itp rzeczy. Nie bójmy się oskarżeń o faryzeizm, krzywego spojrzenia proboszcza. Oddajmy publicznie Panu Bogu chwałę odważnie i śmiało klękając. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 31 maja 2018

Nadzwyczajny szafarzat, czyli o protezie która przynosi więcej szkody niż pożytku

Laudetur Iesus Christus!

Chrystus Pan zakładając Kościół zechciał, wyposażyć go w specjalne łaski potrzebne ludziom do zbawienia. Jak dobrze wiemy łask tych udzielają sakramenty, których jest siedem. Każdy sakrament, aby był ważny musi spełnić kilka warunków: musi zaistnieć znak sakramentalny, czyli właściwa forma i materia, musi być także odpowiedni szafarz, wreszcie przyjmujący musi posiadać odpowiednią dyspozycję. Dziś kilka słów o szafarzach, czyli tych którzy przekazują łaskę sakramentalną. 

Ponieważ sakrament oznacza i udziela niewidzialnej łaski na sposób widzialnego znaku to również przekaziciel musi być widzialny. Zadanie przekazywania łaski, czyli uświęcania Pan nasz Jezus Chrystus powierzył apostołom oraz klerykom bezpośrednio przezeń ustanowionym, a więc prezbiterom oraz diakonom. Przy czym tych ostatnich Pan Jezus nie postanowił dla uświęcania jeno dla posługi, dlatego zadanie uświęcania wykonują oni tylko w wyjątkowych sytuacjach. 

Wobec tego logiczna była praktyka Kościoła, zwanego przez modernistów przedsoborowym, która  diakonów właśnie ustanawiała nadzwyczajnymi szafarzami dla sakramentu chrztu oraz udzielania Komunii Świętej. Oczywiście diakon nie był jedynym szafarzem nadzwyczajnym, ponieważ w czasie prześladowań, albo w innej sytuacji zagrożenia życia Kościół dopuszczał szafowania powyższymi przez minorystów, a nawet zupełnie świeckie osoby. Stąd też wzięła się tradycja związana ze św. Tarsycjuszem, wg której jako akolita miał nieść Najświętszy Sakrament osadzonym w więzieniu chrześcijanom. Trzeba jednak pamiętać iż nie była to praktyka powszechna, a już tym bardziej przypisana stricte do akolitatu. W sytuacji nadzwyczajnej chrztu oraz szafowania Komunią Świętą powierza się najwyższemu stopniem klerykowi tak, że diakon ma pierwszeństwo nad subdiakonem, subdiakon nad akolitą, akolita nad egzorcystą, egzorcysta nad lektorem, lektor nad ostiariuszem, postrzyżony nad niepostrzyżonym, mężczyzna nad niewiastą, chyba że ta ostatnia lepiej zna obrzęd chrztu niż mężczyzna. 

Przypadki chrztu i rozdawania Ciała Pańskiego przez szafarzy nadzwyczajnych zastrzega się zatem dla sytuacji zagrożenia życia oraz wyraźnego zlecenia kompetentnej władzy kościelnej na szczeblu co najmniej diecezjalnym. W żadnym razie nie powinno to stanowić normy - niestety rozdawnictwo Komunii Świętej przez nie-kapłanów jest dziś powszechne, również chrzty dokonywane przez tak zwanych katechistów już nie tylko w krajach stricte misyjnych... .

Owszem szafowanie Ciałem Chrystusa w ścisłym sensie nie jest udzielaniem sakramentu, jednak słusznie jest ono zarezerwowane dla kapłanów. Jeden z księży użył nawet pięknego porównania, że kapłan rozdający Ciało Pańskie wchodzi w intymną relację z Chrystusem Panem podobnie jak mąż ze swoją żoną w czasie aktu małżeńskiego. Z jakiej racji kapłani mają sami siebie pozbawiać tej bliskości? Niektórzy wysuwają argument przedłużającej się celebracji... Jakoś kiedyś komunikujących się wiernych było więcej, szafarzy zwyczajnych zwykle dwóch, w porywach trzech, a Msza Święta trwała i tak krócej niż przy asyście kilku nadzwyczajnych szafarzy. Również dziś kiedy akcentuje się wymiar uczty we Mszy Świętej, co jest oczywistym błędem protestanckim, w rzeczywistości neguje się ten wymiar rezygnując z balasek przykrytych białym obrusem oraz czasowo ograniczając ową "ucztę" wprowadzając nadzwyczajny szafarzat. 

Problem nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej przybrał dziś charakter zinstytucjonalizowany. Są bowiem całe duszpasterstwa i szkoły tychże. Do tego wprowadza się także szkółki dla minorystów. Nie byłoby to jeszcze może niczym złym, gdyby nie uczono ich tam rozdawania Ciała Pańskiego do której to czynności w obecnej sytuacji zwykle owi akolici nie mają żadnego prawa. Nawet przepisy modernistów zaznaczają iż taka posługa jest możliwa w sytuacji gdyby zwyczajny szafarz zaniemógł zdrowotnie, miał przeszkodę duszpasterską przez co rozumie się konieczność sprawowania sakramentów, a nie rozmów duchowych, pielgrzymek, katechez itp rzeczy i wreszcie gdyby celebracja nadmiernie się przedłużała. Z pewnością godzinna Msza Święta w niedzielę oraz półgodzinna w dzień powszedni nie jest taką okolicznością. A może wystarczy po prostu trochę mniej gadać, a bardziej celebrować i nagle okaże się, że liturgia łacińska wcale nie jest taka długa jak wielu modernistom się wydaje. 

Nadzwyczajny szafarzat pojawia się także w aspekcie bierzmowania. Należy podkreślać iż zwyczajnym szafarzem tego sakramentu w łacińskiej tradycji liturgicznej jest biskup. W epoce niesłusznie minionej Kościół zezwalał na bierzmowanie kapłanowi tylko wtedy gdy posiadał specjalną władzę od Stolicy Apostolskiej lub w przypadku zagrożenia życia. Z pewnością biskupi powinni sobie dziś uczynić rachunek sumienia. Otóż zadaniem biskupa jest "chrzcić, nauczać, rządzić, karcić, bierzmować, święcić i konsekrować". Niekoniecznie biskup musi "poświęcać" budynki i dzieła użyteczności świeckiej. Nie powinien zaniedbywać za to święceń swoich podwładnych, bierzmowania swoich diecezjan i sprawowania sakramentaliów jemu zastrzeżonych: poświęcenia świątyni, czy naczyń liturgicznych. Bierzmowanie wcale nie musi oznaczać odprawionej Mszy Świętej oraz sutego obiadu... . Można ograniczyć się do krótkiego kazania i odprawienia bierzmowania poza Mszą Świętą. Można także bierzmować na siedząco. W ostateczności zwłaszcza w czasach niżu demograficznego można zebrać młodzież całego dekanatu w jednej świątyni i w tedy biskup zamiast setki bierzmowań ma zaledwie kilka. Wystarczy odrobina rozumu i dobrej woli... . 

Nadzwyczajny szafarzat dotyka także sakramentaliów, choć póki co jest to problem marginalny. Trzeba stwierdzić iż nadzwyczajne szafowanie sakramentaliami ma tylko miejsce na zasadzie: kapłan  bywa nadzwyczajnym szafarzem poświęceń biskupich. Nigdy rzecz ta nie odnosi się do diakonów, którym z natury rzeczy poświęcać niczego nie wolno, gdyż nie mają władzy rządzenia w Kościele. Również uprawnienie diakona do asystowaniu przy zawieraniu małżeństwa i błogosławieństwa tegoż należy uznać za nadzwyczajne. Jest praktyką godną potępienia gdy parafia posiada diakona i ten obarczany jest wszystkimi chrztami, ślubami i pogrzebami. Nie w tym zasadza się służba diakońska.... . 

Reasumując - istnienie zinstytucjonalizowanego nadzwyczajnego szafarzatu jest oznaką kryzysu Kościoła. Kryzys ten to nie tylko brak duchowieństwa właściwego do określonych zadań, ale także zwyczajne lenistwo i patologiczna promocja laikatu, a właściwie wyręczanie się nim. Podczas gdy wiele funkcji w kuriach związanych z rzeczami świeckimi  sprawuje duchowieństwo  to laikat przejmuje od duchownych funkcje im należne. Tak być nie może! Niezależnie od liczby kapłanów nie możemy godzić się na zinstytucjonalizowanie nadzwyczajnego szafarzatu w jakiejkolwiek formie. Unikajmy zatem jak tylko się da nadzwyczajnych szafarzy kimkolwiek by oni nie byli. Bojkot w tej sprawie spowoduje naturalne wycofanie się tego zjawiska z Kościoła. Wszystkich nadzwyczajnych szafarzy - zwłaszcza Komunii Świętej usilnie proszę o porzucenie funkcji. Gdy przyjdą prześladowania wasza posługa może okazać się konieczna, ale tu i teraz, w warunkach polskich wspieracie pospolite nadużycie liturgiczne i przyczyniacie się do desakralizacji kultu Bożego. Z kolei kapłanów wyznaczonych do bierzmowań w normalnych warunkach również zachęcam do obstrukcji. Niech was nie zwodzi przewrotne mniemanie o waszej wyjątkowości. Biskupi po prostu się wami wyręczają. Dla dobra ich samych, którzy porzucają swoje obowiązki, wy zarzućcie nadzwyczajne szafarstwo bierzmowania. Sobór watykański II z którym przyszedł zły duch neomodernizmu zalecał: "W liturgii każdy powinien czynić to i tylko to co wynika z natury jego posługi". Bądźcie więc zgodni z tymże chociaż zdaniem waszego ukochanego soboru. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklętyk kleryk

piątek, 27 kwietnia 2018

Missa infantilis - czyli słów parę o tak zwanych Mszach z udziałem dzieci

Laudetur Iesus Christus!

Rzeczą która oburza rzesze tradycjonalistów są Msze święte dla dzieci, zwane przez liturgistów Mszami z udziałem dzieci. Pastoralne względy na wydzielenie odrębnej Mszy dla rodziców z małymi dziećmi w zasadzie nie podlegają dyskusji. Problemem jest to co zrobiono z owych celebracji. Dla wierzącego katolika jasnym jest, że Msza Święta to Ofiara składana Bogu Ojcu. Missa infantilis to typowa Msza ofiarowana człowiekowi - jak się okazuje nie tylko temu najmniejszemu.

Jakby nie spojrzeć tak zwana Msza Święta z udziałem dzieci zbiera nie tylko najmłodszych wiernych oraz ich rodziców, ale także podrostków oraz dorosłych, którzy w swojej wierze nie wyrośli poza poziom dziecięctwa Bożego. Na taką Mszę Świętą ludzie przychodzą dla krótkiego czasowo wypełnienia przykrego dlań obowiązku wysłuchania coniedzielnej Mszy Świętej w rozrywkowym entourage.

Problemy teologiczne pojawiają się głównie w związku z trzema Modlitwami Eucharystycznymi ułożonymi na potrzeby udziału dzieci. Ich bieda teologiczna w sposób oczywisty jest jeszcze większa niż w przypadku pozostałych nie-kanonów eucharystycznych. Modlitwy te zubożone są jeszcze wydatniej o wymiar ofiarniczy Mszy Świętej, do tego lansują fałszywe participatio actuosa - w jednej z tych modlitw wierni mają wiele własnych kwestii. A więc już nie tylko absurdalna aklamacja po przeistoczeniu, ale także zupełnie pozbawione usankcjonowania w Tradycji wtrącanie się wiernych podczas każdej niemal części ME. Oczywiście na tym nadużycia liturgiczne się nie kończą. Niemal wszystkie obrzędy zgodnie z prenotandą mogą być uproszczone - zamiast Credo można odmawiać Skład Apostolski, skracać czytania, opuszczać obrzędy sakramentaliów przypisanych do danego dnia itd. Do tego dochodzi twórczość własna NOM-owców: podnoszenie przez wiernych rąk w czasie Modlitwy Pańskiej, czytanie Słowa Bożego przez nierozumiejące go dzieci, przebywanie osób świeckich nie będących ministrantami w prezbiterium, komentowanie niemal każdego momentu Mszy Świętej, zmiana aranżacji przestrzeni sanktuarium, dzielenie akcji liturgicznej na liturgię Słowa Bożego odbywaną w innym miejscu i wspólną dla dzieci i dorosłych liturgię eucharystyczną, rozdawanie dzieciom przed-komunijnym czekoladek w czasie Komunii Świętej... - to tylko niektóre ze znanych mi grzechów stricte liturgicznych których wyklęty kleryk sam był świadkiem.

Najbardziej jednak boli sam sposób potraktowania Mszy Świętej. Z aktu ofiary i uwielbienia zrobiono spektakl katechetyczny. Jest oczywiste że odprawianie Mszy Świętej pisząc już wprost dla dzieci jest równoznaczne z tym, że obedrze się ją ze wszelkiego misterium po to by dzieci mogły widzieć, dotykać, rozumieć. Niestety o ile efekt dydaktyczny bywa w pewnej mierze pozytywny to już ten wychowawczy i formacyjny jest zupełną katastrofą. Dzieci uformowane na takich Mszach w większości nigdy się z nimi na dobre nie rozstają. Nie są w stanie przeżywać liturgii na sposób katolicki. Dochodzi do erozji wiary poprzez brak doświadczenia misterium fascinosum w czasie liturgii. Paradoksalnie przybliżanie ich w tak niewłaściwy sposób do Mszy Świętej profanuje nie tylko sam akt liturgiczny, ale przede wszystkim doświadczenie religijne tych dzieci. Nie bez znaczenia jest także rozbicie rodzin jakie dokonuje się w trakcie takich Mszy Świętych. Drzewiej bywało tak, że cała rodzina w miarę możliwości przychodziła na jedną Mszę Świętą. Rodzice stali ze swoimi dziećmi. Miało to wielkie znaczenie pedagogiczne, ale także praktyczne. O ileż mniej byłoby hałasu i niepotrzebnej pracy przy dzieciach, gdyby pociechy stały i modliły się ze swymi rodzinami? Jeśli już nie względy duchowe to przynajmniej praktyczne niech skłonią proboszczów i duszpasterzy do zaniechania praktyki odprawiania Mszy Świętej dla dzieci. Wszelkie argumenty przeciwne naszemu stanowisku są tutaj nieewangeliczne. Wszak sam Chrystus Pan dał nam pastoralny przykład: dorosłych pouczał, a dzieci błogosławił. Nam wypada robić to samo. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Absurdy ekumenizmu cz. 6 - interkomunia

Laudetur Iesus Christus!

Jeden z moich wykładowców powiedział wprost - celem działań ekumenicznych jest doprowadzenie do interkomunii. Mianem interkomunii nazywa się wzajemne międzywyznaniowe dopuszczenie do wspólnoty eucharystycznej, to zakłada implicite także wspólną naukę o Najświętszym Sakramencie, Mszy Świętej, a zwykle także o kapłaństwie. W praktyce stanowi często fuzję  obydwu wyznań.

Co roku w okresie oktawy jedności i różnorodności internety zalewają informacje dotyczące bezbożeństw pseudoeucharystycznych. Gdyby chodziło o łamanie się opłatkiem, nikt nie śmiałby podnosić rwetesu. Ale rzecz przestawia się zgoła odmiennie - spotkania ekumeniczne żywo mają przypominać wspólną Eucharystię, bo Mszą Świętą takie obrzędy trudno już nazwać. I nawet jeśli Pan Jezus Chrystus nie jest w sposób substancjalny obecny na takowych zebraniach to zastanawia sam wymiar parenetyczny i pedagogiczny owych przedsięwzięć. Bo takie celebracje wychowują wiernych i wpajają im świadomość, że komunikowanie wraz z heretykami i schizmatykami jest w porządku. Kolejne pokolenie może utracić Mszę Świętą. Zresztą temat tak zwanej Eucharystii ekumenicznej wałkowany jest od dawna, a raz na jakiś czas wypływa w postaci newsa tylko po to aby zbadać opinię laikatu na rzeczony temat.

Z teologicznego punktu widzenia istotne są dwa aspekty. Pierwszy to kwestia ważności samego sakramentu. Jest oczywiste, że podczas spotkań opłatkowych wspólnot protestanckich do żadnego przeistoczenia nie dochodzi. Oni sami tego nie ukrywają, choć nie przeszkadza im to wyciągać bezbożnie ręce po największy skarb Kościoła, oczywiście pod warunkiem, że nie muszą przed Nim klękać. Sami zresztą hojnie praktykują gościnność eucharystyczną zwodząc rzesze naszych wiernych, którzy czasem oddają ich opłatkom latreutyczną, bałwochwalczą cześć. Zwiedzenie katolicy uczestniczący w takich obrzędach tracą kompas wiary i stają się materialnymi protestantami.

Drugim aspektem jest eklezjalny wymiar owej interkomunii. I wydawałoby się że wszystko jest w porządku. W końcu dzisiaj wiele się mówi o tym jak przyjmowanie Komunii Świętej jest wyrazem i znakiem jedności z Kościołem. Jakże jednak różnie pojmuje ów eklezjalny wymiar Komunii Świętej modernizm, Kościół oraz cerkiew prawosławna, zwłaszcza Patriarchat Moskwy i Wszechrusi. Moderniści Pragną interkomunii po to by zaprowadzić formalny i materialny paneklezjalizm.  Dla nich interkomunia to znak że żyjemy w prawdziwie pojednanej różnorodności. Kościół zgodnie z teologią Mistycznego Ciała Chrystusa zauważa szeroki kontekst eklezjalny, jednak nie jest on dominujący. Przyjęcie Komunii Świętej to przede wszystkim sakrament, który jednoczy wiernego z Panem Jezusem i dopiero z tej perspektywy z Kościołem. Wreszcie prawosławie które wymiar eklezjalny Komunii Świętej znowu wynosi aż zanadto. Tam bowiem komunikowanie się jest znakiem nie tylko przynależności konfesyjnej ale wręcz liturgicznej. 

Stanowiska modernistyczne i prawosławne są oczywiście błędne i pomniejszają wartość Komunii Świętej jako sakramentu. Ani moderniści, a wraz z nimi protestanci, ani paradoksalnie prawosławie nie zauważa w pełni osobowego Pana Boga kawałku eucharystycznego chleba. Dzieje się tak dlatego, że tylko Kościół wyraził kompletną naukę o Najświętszym Sakramencie.

W praktyce interkomunia jest dopuszczona. Zgodnie z nowym prawem kanonicznym można udzielić Komunii Świętej heretykom i schizmatykom, jeśli wyznają katolicką wiarę w odniesieniu do tego sakramentu. Przy tym wszystkim skandaliczne jest to, że nie wymaga się od nich w pełni katolickiego wyznania wiary, czyli powrotu do Kościoła. To że katolikom pozwala się in articulo mortis przyjmowanie Najświętszego Sakramentu od niekatolików, byleby oczywiście sam sakrament był ważny nie dziwi. Natomiast jest wielce zastanawiające, że prawodawstwo udziela takiej zgody w sytuacji gdy zagrożenia życia nie ma, gdy istnieje przez dłuższy czas niemożliwość otrzymania sakramentu od katolickiego szafarza. Taki zapis w konsekwencji prowadzi do indyferentyzmu.

I jako klamrę niniejszych rozmyślań dodam wypowiedź innego profesora, który porównał ekumenizm do podróży w wagonie restauracyjnym, owszem eleganckim, z suto zastawionym stołem, kapelą i profesjonalną obsługą. Jednak bawiący się w owej salonce restauracyjnej sami nie znają i nie potrafią przewidzieć celu swej podróży. Obserwując ich z zewnątrz wydawać by się mogło, że ich celem jest sama zabawa. A ja dodam, że stacja końcowa jaką będzie niewątpliwie sąd Boży może owych bawiących się bardzo zaskoczyć. Wspólne biesiadowanie na kredyt kończy się nie tylko drobną dyspepsją ale zwykle także surową windykacją. Celem życia człowieka jest zbawienie duszy. Każdy z nas wie, że nie żyje się po to żeby jeść, ale je się po to żeby żyć. Interkomunia pomija cel Komunii Świętej jaką jest uświęcenie poprzez zjednoczenie z Panem Bogiem, składa w ofierze cel ostateczny na rzecz dobrej wspólnej zabawy. "Święte, świętym! Kto święty niech przystąpi, kto nim nie jest, niech czyni pokutę."

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 25 października 2017

Czy możliwa jest "Msza ekumeniczna"?

Laudetur Iesus Christus!

Jeden z modernistycznych wykładowców, którego bełkotu musiałem słuchać stwierdził iż Eucharystia jest sakramentem jedności (Komunia Święta) w którym ujawnia się skandal rozłamu i że od lat trwają prace nad przygotowaniem interkomunii zwłaszcza dla protestantów. Wtedy traktowałem te słowa jako marzenie ściętej głowy starego modernisty, dziś jednak coraz bardziej zauważam iż przygotowania o których mówił nasz profesor nie tylko faktycznie miały miejsce ale nieuchronnie zmierzają do konkluzji, bo oto w mediach coraz częściej słyszy się o tzw Mszy ekumenicznej. 

Czytając literaturę tradycjonalistyczną zetknąłem się z poglądem, że Novus Ordo Missae miał być taką liturgią, pod którą ze spokojnym sumieniem mogliby się podpisać protestanci. Próba czasu i praktyka pokazały jednak, że na skutek wielu interwencji konserwatywnej hierarchii nowy ryt Mszy Świętej okazał się bardziej katolicki niż przewidywali to najbardziej radykalni deformatorzy. Co prawda utracił on wiele piękna i głębokiej symboliki, ale dalej sprawia to co oznacza, czyli jest prawdziwym sakramentem. Z tego też względu chociaż duchowieństwo protestanckie przychylniej spogląda na katolickie obrzędy, to jednak w dalszym stopniu nie zamierza ich aprobować.

Okazuje się, że Novus Ordo Missae  staje się powoli jedynie etapem do dalszej ewolucji, czy raczej dewolucji katolickiego kultu. Po kilkudziesięciu latach funkcjonowania NOM-u i wymarciu większości pokoleń wychowanych na starych obrzędach odzywają się reformatorskie demony i w różnych miejscach pojawiają się sugestie, że należy uczynić dalsze kroki na drodze budowania "jedności". 

Najpoważniejszą przeszkodą obecnie wydaje się wspólna celebracja sakramentów, zwłaszcza Eucharystii. We Mszy Świętej i święceniach ujawniają się bowiem największe różnice pomiędzy Kościołem, a protestantyzmem. Czy należy doniesienia o nowych propozycjach liturgicznych traktować poważnie? Jak najbardziej! Hucznie obchodzone 500-lecie reformacji jest znakomitą okazją aby "urbi et orbi" ogłosić, że kolejny bastion niezgody pomiędzy "bratnimi religiami" upadł. Być może powstanie jakiś nowy dokument o wspólnej nauce na temat obecności Pana Jezusa w Eucharystii, gdzie podobnie jak we wspólnej deklaracji o usprawiedliwieniu zostanie wyartykułowany protestancki punkt widzenia, natomiast katolicki dogmat będzie przemilczany. Trzeba być bardzo czujnym, ponieważ nowa propozycja zostanie zapewne zatwierdzona jako fakultatywna ad experimentam w bardzo szczególnych wypadkach, które jednak będą się rozszerzać i ani się obejrzymy jak nowinka stanie się obowiązującym status quo, a my stracimy największy skarb depozytu łaski jakim jest Najświętsza Ofiara.

Wyraźnie stwierdzam niezależnie od tego jaki kształt przybierze ów obrzęd iż będzie on nieważny, jeśli tylko duchowieństwo protestanckie zechce go celebrować. Będzie to wyraźny znak iż to co będzie się nazywało Mszą Świętą w rzeczy samej już nią nie będzie. I nastąpi czas prześladowań, bo obrzęd ten trafi w pierwszej kolejności do nowych seminariów. Każdy wierzący kleryk, każdy wierzący katolik będzie musiał odrzucić ów obrzęd jeśli zechce pozostać w Kościele. Trzeba być wiernym temu co zawsze i wszędzie było katolickie. Papież Pius XI w encyklice Mortalium Animos naucza: "Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich. Pracy nad jednością chrześcijan nie wolno popierać inaczej, jak tylko działaniem w tym duchu, by odszczepieńcy powrócili na łono jedynego, prawdziwego Kościoła Chrystusowego, od którego kiedyś, niestety, odpadli." Nie wolno nam uczestniczyć w spotkaniach heretyckich, nawet wtedy gdy zostaną nam one dla zmylenia podane pod nazwą katolicką. Msza Święta to serce naszej wiary, źródło i szczyt życia, sprawa najwyższej wagi. Szczególnie w czasach powszechnego zamętu należy zachować czujność. Pierwszy klucznik przestrzega: "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!" 1 P 5, 8-9.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

P.S.
Polecam w tym temacie interesującą analizę teologiczną ks. Murzińskiego.

czwartek, 15 czerwca 2017

"Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije."

Laudetur Iesus Christus!

Dziś Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej, czyli tak zwane Boże Ciało. Dawniej cytat wzięty z pierwszego Listu do Koryntian (1 Kor 11,29) a będący tytułem wpisu byłby Wam drodzy czytelnicy odczytany. Jest on jednak niepoprawny politycznie i nowy lekcjonarz proponuje inne czytania. A tymczasem ta lekcja którą się dziś pomija aż nazbyt głośno przemawia do dzieci obecnego czasu... .

Będąc słuchaczem kazań w różnych świątyniach spotkałem się kilka razy z uwagą księży na temat częstotliwości przyjmowania Komunii Świętej. Wielu kapłanów ubolewa nad tym, że mają małą liczbę tak zwanych comunicantes, czyli przyjmujących Ciało Pańskie. Rozwodzą przy tym często, że wielu mogłoby przystępować, ale nie robi tego, a z resztą grzech ciężki popełnić jest trudno... . Jeśli tak jest rzeczywiście to należy odtrąbić powszechną radość i zadać sobie pytanie o sens istnienia Kościoła, o sens sakramentu bierzmowania przysposabiającego do walki o wiarę także w wymiarze moralnym, wreszcie o czyn zbawczy Chrystusa - który w świetle takich nauk wydaje się nazbyt krwawy wobec rodzaju winy jaką trzeba było odkupić.

Dziś aktualność lekcji przypisanej jeszcze w średniowieczu do Bożego Ciała jest wręcz prorocza. Bo oto przy malejącej liczbie dominicantes, czyli przychodzących w niedzielę, statystyki odnotowują rosnącą liczbę comunicantes. Kwestia niedzielnego uczestnictwa we Mszy Świętej wbrew obiegowym opiniom stanowi pewien miernik wiary i gdy spada należy raczej oczekiwać spadku także przyjmujących Komunię Świętą. Tymczasem narracja obowiązująca jest taka, że mamy co prawda coraz mniej wiernych, ale są oni coraz bardziej świadomi. Proponuję głosicielom tych poglądów rozpoczęcie badań nad statystykami dotyczącymi penitentes, czyli spowiadających się. Oczywiście nie jest konieczne aby dla każdej Komunii Świętej spowiadać się, ale aby móc się komunikować zawsze potrzeba spowiadać się zwykle co dwa tygodnie. Jeśli duszpasterze zrobiliby przez jeden miesiąc takie badania relacji comunicantes do penitentes, to mogę postawić zakład, że wyniki wykażą iż jest grupa, która przystępuje do Komunii Świętej bez regularnej spowiedzi lub nie spowiada się wcale.

Trzeba jasno powiedzieć iż przypadki takie są ewidentnymi grzechami świętokradztwa. Niestety w dużej mierze winni są nauczyciele wiary, którzy poza przygotowaniem do I Komunii Świętej zwykle już nie powtarzają co to jest łaska uświęcająca i że jest ona wymagana do godnego przyjęcia Pana Jezusa. Na praktykę zaniechania spowiedzi ma wpływ przede wszystkim negacja prawdy o szatanie i piekle, liberalizacja prawa moralnego oraz desakralizacja Mszy Świętej.

Niegodne przyjmowanie Ciała Pańskiego przyjmuje też formy zewnętrzne. Jedną z nich jest praktyka Komunii Świętej do ręki. Oczywiście miało to miejsce w starożytności - ale w tamtych czasach nie znano jeszcze teologii w takim stopniu jak dzisiaj. Argument ze starożytności jest skażony błędem archeologizmu. Jeśli tak postępuje się w teologii, czemu zatem i inne nauki nie podążą tym tropem? Dlaczego nie należałoby uznawać że ziemia jest płaska opierając się na metodach i spostrzeżeniach dostępnych starożytnym? Co dzieje się z Panem Jezusem w trakcie praktyki przyjmowania do ręki prezentuje materiał filmowy. Refleksje powinni też podjąć szafarze Komunii Świętej, którzy poprzez nonszalanckie obyczaje  - brak łączenia palców i właściwej puryfikacji przyczyniają się do tego że Pan Jezus upada na ziemię i jest deptany. Pomyślcie - Msza Święta, która ma być największą radością dla Boga, jest kolejnym biczowaniem i cierniem ukoronowaniem... . Powie ktoś że to skrupulanctwo taki kult cząsteczek, ale czy ktoś kto kocha powie, że fragmenty ciała ukochanej osoby to tylko kult cząsteczek? Czyż matka nie zmartwi się gdy dziecko choćby w drobny sposób się skaleczy? A wielu z Was szafarzy Ciała Pańskiego wydaje najświętsze członki Zbawiciela na podeptanie. Do zewnętrznych form należy również postawa przyjmującego. Wyrażenie czci przez przyklęknięcie, lub lepiej przez przyjęcie Komunii Świętej na klęcząco powoduje odpowiednie usposobienie duszy. Wierzącego kapłana poznać można po tym, jak odprawia Mszę Świętą. Nawet gdy jest schorowany stara się przyklęknąć. Sam byłem świadkiem i pomagałem takiemu schorowanemu kapłanowi przyklęknąć. Człowiek to ciało i dusza - gdy przyklęka ciało to za pozwoleniem i rozkazaniem duszy. Gdy ciało nie klęka duszy trudniej jest wzbudzić pokorę i właściwą cześć. Do niegodnego przyjmowania Ciała Pańskiego dochodzi też, gdy świadomie i dobrowolnie wybieramy szafarza Komunii Świętej, który nim nie jest, albo nie zachodzi przesłanka do nadzwyczajnego rozdawania przez osobę bez święceń sakramentalnych. Oczywiście są to winy mniejszej wagi, ale też powinny poruszać sumienie, bowiem dla tak Wielkiego Sakramentu nie ma rzeczy nieważnych.

Wypada mi tylko żywić nadzieję, że owa "wiosna Kościoła" którą wieszczą tu i tam, a której wciąż nie widać przyniesie odwilż w zakresie poniewierania Najświętszym Sakramentem. Za świętym Paweł wzywam: "Udzielając tych pouczeń nie pochwalam was i za to, że schodzicie się razem nie na lepsze, ale ku gorszemu." (1 Kor 11,17).

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 7 czerwca 2017

Czy należy udzielać Komunii Świętej chorym umysłowo?

Laudetur Iesus Christus!

Uznałem, że odpowiedź na komentarz ks. Piotra z poprzedniego posta uczynię nowym wpisem. Kwestia która została poruszona rzeczywiście jest pewnym problemem w Kościele. Oto komentarz na który odpowiadam:


"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Chciałbym zapytać Czcigodnego Kleryka, co sądzi o udzielaniu Komunii św. osobom z zespołem downa, autyzmem lub innymi chorobami, które sprawiają, że osoba przystępująca do Komunii św. po pierwsze nie ma dobrego rozeznania moralnego swoich czynów, a po drugie nie ma rozeznania między opłatkiem, a Chlebem Eucharystycznym. I drugi przypadek podobny, ale dotyczący osób starszych albo takich, które zapadły na chorobę, która powoduje, że nie mają świadomości, że przyjmują Ciało Pańskie (albo przynajmniej nie jesteśmy tego w stanie zweryfikować). Czy jeśli nawet wcześniej ktoś przyjmował Komunię św., ale w pewnym momencie poważnie zachorował, tak iż nie wie, że przyjmuje Komunię św., to czy jej udzielanie ma sens? Czy ta Komunia św. pomoże w czymś temu człowiekowi skoro jest przyjmowana jako zwykły pokarm (tak zewnętrznie przynajmniej to wygląda)? Prawo kanoniczne wyraźnie mówi o tym, że przyjmujący Komunię św. musi umieć rozróżnić zwykły chleb od eucharystycznego. A jeśli tego nie potrafi już z urodzenia albo w wyniku choroby, wypadku, starości ją utracił, to czy godziwe jest udzielanie Komunii św. takiej osobie? Z tego co widzę jest to powszechna praktyka w Kościele, ale ja mam mieszane uczucia co do niej...

Z Chrystusowym pozdrowieniem
Ks. Piotr"


Może na początek - nie jestem żaden czcigodny - tytuł ten wbrew obiegowemu użyciu przysługuje dopiero od godności prałata. Z kwestią nieuzasadnionej tytulatury i nowomowy kościelnej będę się jednak rozprawiał kiedy indziej.

Zacznę może od środka - otóż powołuje się Ksiądz na kanon 913 paragraf 2 KPK z 1983 r - wydaje mi się że kluczowym jest tam sformułowanie, które w powyższym poście nie zostało uwzględnione, a mianowicie: "i mogą z szacunkiem przyjąć Komunię Świętą". A więc intencją prawodawcy było, aby zapobiec choćby nieświadomym aktom profanacji. Eucharystia należy do tej grupy sakramentów, których przyjmowanie wymaga ściśle określonej dyspozycji przyjmującego. Kanon o którym mowa określa minimalne warunki dopuszczenia do przyjmowania Najświętszego Sakramentu. Jeśli chodzi o dzieci upośledzone to wszystko zależy od jego stopnia - słusznie prawodawca ceduje na dopuszczającego obowiązek właściwego rozeznania sytuacji.

Co do dzieci z zespołem Downa to osobiście uważam, że dzieci te można i trzeba dopuszczać do Komunii Świętej  - nie znam wśród tych osób upośledzonych w stopniu uniemożliwiającym podstawowe zrozumienie tajemnicy Eucharystii. Takie dzieci właśnie ze względu na specyfikę swojego schorzenia mają bardziej otwarte serca i potrafią być może lepiej niż niejeden zdrowy człowiek przylgnąć do istoty Komunii Świętej, czyli samego Pana Jezusa. Jeśli chodzi o autyzm - tak się składa że mam kontakt z tymi dziećmi ze względów zawodowych to już sytuacja jest bardziej skomplikowana - jedne dzieci będą do tego zdolne inne nie. Jeśli chodzi o pozostałe choroby to kwestia zasadnicza odnosi się do możliwości poznawczych chorych dzieci. To że dziecko nie odróżnia chleba zwykłego od chleba eucharystycznego na poziomie sensorycznym nie może być moim zdaniem przeszkodą, jeśli tylko poinformowane o tym, że ma do czynienia z Ciałem Pańskim potrafi przyjąć odpowiednią postawę zewnętrzną i wewnętrzną stosowną do swojego stanu zdrowia. Na pewno jestem zwolennikiem dania szansy i jeżeli jest zachowany jakikolwiek kontakt z dzieckiem to sądzę że należy podejmować próby katechizacji - jednak trzeba mieć wzgląd, że nie zawsze będą one udane. W tym miejscu pragnę podkreślić iż jeśli taka katechizacja jest udana i dziecko może przyjąć Komunię Świętą to zasadniczo nie powinno się tego robić na osobnej Mszy Świętej. Niedopuszczalna jest sytuacja kiedy kapłan dopuszcza do dyskryminacji takiego dziecka w dniu I Komunii Świętej na przykład poprzez pouczenie fotografa aby tak wykonywał ujęcia by chore dziecko nie było widoczne albo przez udzielanie Komunii Świętej takiemu dziecku w bocznej nawie. Często domagają się tego rodzice innych dzieci - taka sytuacja bardziej niż w chore dziecko godzi w rozwój moralny pozostałych dzieci i rodziców. Z takimi przypadkami, niestety jak słyszę powszechnymi należy stanowczo walczyć nawet przy użyciu środków kanonicznych. 

W sytuacji kiedy dziecko nie jest w stanie w jakikolwiek sposób pokazać, że rozumie iż przyjmie pokarm, który jest Bogiem samym to należy powstrzymać się od udzielania Komunii Świętej. Moim zdaniem argument jest prosty - istnieje ryzyko profanacji - nawet jeśli będzie ona nieświadoma narażamy naszego wiernego na grzech lekki, a świadków zdarzenia na  zgorszenie. Sądzę iż to miał na myśli prawodawca pisząc o szacunku podczas przyjmowania Pana Jezusa Chrystusa.

Co do moralnego rozeznania swych czynów nie byłbym aż tak restrykcyjny - jeśli dziecko nie rozumie co jest dobre, a co złe to znaczy że nie może popełnić grzechu ciężkiego, a więc na mocy samego chrztu posiada łaskę uświęcającą w stopniu umożliwiającym godne przyjęcie Ciała Pańskiego. Musi jednak sobie zdawać sprawę z tego że chodzi o przyjęcie żywego Boga.

Drugi przypadek to logiczna ekstrapolacja pierwszego. Co prawda prawodawca nie pisze nic o tym, ale można mniemać iż należy stosować te same normy co w przypadku dzieci. W tej kwestii polecam sformułowanie i wysłanie do Kongregacji Nauki Wiary, lub Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentu pytanie alternatywne tej lub podobnej treści: "Czy normy zawarte w 913 kanonie KPK wobec braku odnośnego prawa w stosunku do osób starszych mają zastosowanie w przypadku dorosłych nie używających rozumu z powodu starości lub choroby?" Sądzę, że odpowiedź Stolicy Apostolskiej uspokoiłaby Księdza sumienie. 

Rozeznanie drugiego przypadku w praktyce bywa proste - jeśli chory jest nieprzytomny to nie udzielamy Wiatyku. Słyszałem o jakichś szarlatańskich pomysłach wprowadzania Krwi Pańskiej do kroplówki itp niedorzeczności. Cóż pomysłodawców tychże polecam opiece psychiatry, a przełożonym pilne przestudiowanie opinii lekarza, czy w ogóle ich podwładni są zdolni do wykonywania władzy święceń... . Może się także zdarzyć, że chory ma świadomość, jednak nie kontaktuje się dostatecznie z otoczeniem, jeśli w żaden sposób nie jest w stanie przekazać szafarzowi, że rozumie co się dzieje to od udzielania Komunii Świętej lepiej odstąpić. Istnieje w końcu ryzyko, że Pan Jezus zostanie wypluty lub w inny sposób sponiewierany.

Natomiast w kwestii tego czy Komunia coś daje człowiekowi nieużywającemu rozumu byłbym bardzo, ale to bardzo powściągliwy. W końcu sakrament działa ex opere operato. Jeśli jako księża rozgrzeszacie osoby nieprzytomne i udzielacie im namaszczenia chorych to takie pytanie wydaje się nielogiczne. Są takie poglądy, że nie należy na przykład dzieciom udzielać sakramentu namaszczenia - osobiście sądzę, że nawet niemowlę może ten sakrament przyjąć jeśli tylko zajdzie odpowiednia przesłanka czyli choroba zagrażająca życiu. Z Komunią Świętą jest ten problem, że przyjęcie tego sakramentu wymaga także somatycznej współpracy wiernego - nie da się Komunii Świętej udzielić sub conditione... . Dlatego też jeśli wykluczona jest ta współpraca to nie należy robić cyrków z wkładaniem Najświętszego Ciała do ust, wymuszaniu odruchu przełykania, zakraplaniem języka Krwią Pańską itd. Praktyka w Kościele jest różna - rzeczywiście sądzę tak jak Ksiądz, że wypaczenia idą raczej w kierunku nieroztropnego rozdawnictwa Ciała Pańskiego bez względu na szacunek Osoby której się udziela, a która często traktowana jest jako rzecz... . Wierzący szafarz spojrzy na akt Komunii Świętej jako rzeczywisty kontakt dwóch osób i będzie miał wzgląd nie tylko na wiernego, ale przede wszystkim na samego Pana Boga, którego jest sługą.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

niedziela, 23 kwietnia 2017

Zakłamane miłosierdzie

Laudetur Iesus Christus!

Druga niedziela wielkanocna, zwana tradycyjnie niedzielą białą lub przewodnią jest obchodzona w Kościele katolickim jako niedziela miłosierdzia Bożego. Czym zatem miłosierdzie jest? I jaki jest właściwy kult Bożego miłosierdzia?

Otóż miłosierdzie Boże to jeden z przymiotów Boga, który sprawia że Pan Bóg lituje się na stworzeniem które uczynił. Miłosierdzie Boże ujawnia się poprzez opatrzność, czyli nieustanne czuwanie nad światem i sprawianiem, że świat istnieje. W sposób szczególny miłosierdzie dotyka rodzaj ludzki, który popadł w grzechy. Poprzez historię zbawienia Bóg spotyka się z każdym człowiekiem i oferuje mu zbawienie. W tych tezach sądzę, że większość teologów jest zgodna. Problem zaczyna się przy określeniu czym miłosierdzie Boże jest w odniesieniu do Boga samego - jego wspólnoty Trzech Osób oraz czasu.

Niestety pojawiają się teologowie uznający miłosierdzie Boże za przymiot należący do samej istoty Boga i wypływający z jego trynitarnej struktury. Według takiej teologii lansowanej obecnie głównie przez kardynała Waltera Kaspera Bóg Ojciec okazuje miłosierdzie swojemu Synowi. Taka koncepcja czy to wprowadzająca Ducha Świętego czy też nie jest głęboko heretycka. Bóg Ojciec i Syn Boży są sobie współistotni - jest to jeden z fundamentalnych dogmatów katolickiej wiary. Jeśli tak jest, to relacja miłosierdzia wewnątrz Trójcy Świętej jest niemożliwa, zakładałaby bowiem wyższość Boga Ojca nad Synem Bożym. Taka semiariańska wizja Trójcy Świętej widoczna jest także w interpretacjach przypowieści o Synu Marnotrawnym, w którym widzi się Jezusa Chrystusa. Bóg Ojciec miałby pozwolić Synowi Bożemu pójść na świat i roztrwonić jego miłość uprawiając nierząd z rodzajem ludzkim. Śmierć i zmartwychwstanie miałyby być typem powrotu Syna Bożego do Ojca i potwierdzeniem jego świętokradztwa. Widać tu wyraźnie wpleciony mit prometejski - oto półbóg Jezus Chrystus wykradł ogień (miłosierdzie Boże) i podarował go ludziom. Mam nadzieję, że ta diaboliczna interpretacja wywodząca się z tezy o miłosierdziu jako przymiocie należącym do istoty Boga pokazuje dobitnie jak wielka jest to herezja. 

Skoro herezja kasperiańska widzi miłosierdzie Boże jako fundament istoty Boga, to miłosierdzie Boże jest nieskończone. W pewnym sensie teza o nieskończoności miłosierdzia Bożego jest prawdziwa, bo Bóg jest gotów przebaczyć wszystko, ale nie zawsze... . Już w Starym Testamencie czytamy w pieśni o Słudze Pańskim: 
"Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. 
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, 
by opatrywać rany serc złamanych, 
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom 
i więźniom swobodę; 
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, 
i dzień pomsty naszego Boga" (Iz 61, 1-2)


Pieśni o Słudze Pańskim są zapowiedzią misji mesjańskiej Jezusa Chrystusa. Ów rok łaski Pańskiej oznacza, że miłosierdzie Boże ma swój czas i jest ograniczone. Tym ograniczeniem jest przestrzeń czasu, a konkretnie historia zbawienia, w perspektywie pojedynczej osoby zaś jej życie ziemskie. Zwróćcie uwagę, że dziś mówi się o tym, że miłosierdzie Boże przekracza śmierć - nie jest to prawdą! Apostoł Paweł w Liście do Żydów napomina: "Postanowiono bowiem ludziom raz umrzeć a potem sąd" (Hbr 9,27) Kasperianie posuwają się do tego, że głoszą determinizm zbawczy, to jest pogląd według którego każdy zostanie zbawiony. Nie rozróżniają oni fundamentalnych dla charytologii katolickiej (nauki o usprawiedliwieniu) pojęć odkupienia i zbawienia. To pierwsze dane jest wszystkim ludziom na podstawie zasług Jezusa Chrystus, to drugie trzeba przyjąć! Prawdą jest, że jesteśmy monopredestynacjonistami to znaczy wierzymy, że Pan Bóg chce zbawienia każdego człowieka, jednak wiemy też, że nie wszyscy bywają zbawieni... . Synod w Quierzy z 853 r naucza: "Wszechmocny Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie bez wyjątku zostali zbawieni (por. 1 Tm 2,4), chociaż nie wszyscy zostają zbawieni. To, że niektórzy się zbawiają, jest darem od Tego, który zbawia; to, że niektórzy idą na zatracenie, jest zapłatą tych, którzy wiodą na zatracenie." 
Tak, zaprawdę miłosierdzie Boże ma swoje ograniczenie - jest nim Boża sprawiedliwość ujawniająca się w momencie śmierci każdego człowieka i sąd Boży jaki czeka każda dusza. Kto się dobrowolnie poddał Bożemu miłosierdziu za życia z tym sprawiedliwość Boża obejdzie się łaskawie, bowiem miłosierdzie Boże gotowe jest zgładzić każdy grzech. Dlatego też miłosierdzie Boże należy głosić zawsze komplementarnie i w łączności z przymiotem Boga jakim jest sprawiedliwość. Ten przymiot należy do istoty Boga, bowiem Pan Bóg oddaje każdemu co mu się słusznie należy - poszczególne Osoby Boże spaja miłość, to się im bowiem z natury rzeczy słusznie należy przez największą doskonałość jaką posiadają. Tak więc Bóg Ojciec miłuje Syna Bożego, a Syn Boży miłuje Ojca - z tej relacji pochodzi Duch Święty. Jednak ani Bóg Ojciec, ani Syn Boży, ani Duch Święty nie potrzebują i nie okazują sobie wzajemnie miłosierdzia. 

Współcześni heretycy miłosierdzia głoszą więc miłosierdzie bez sprawiedliwości, czego skutkiem jest odrzucenie piekła, jeśli nie wprost to przez poglądy sugerujące jakoby piekło było puste lub mogło takim być. Szczególne zasługi w rozkrzewianiu tego błędu ma polski teolog i wiarołomny herezjarcha o. Wacław Hryniewicz. Otóż piekło ani puste nie jest ani nie będzie. Boże miłosierdzie jest jak powiedziałem komplementarne z Bożą sprawiedliwością. W piekle są wszelkie upadłe anioły, które ze względu na swoją naturę usprawiedliwienia dostąpić nie mogą. Choćby z tego powodu nie można sobie rościć nawet nadziei na to że piekło będzie pustym. Wreszcie przypowieść o Łazarzu i bogaczu oraz liczne prywatne objawienia pokazują iż takie nadzieje są zwykłym zuchwalstwem wobec Bożego miłosierdzia, a więc grzechem przeciwko Duchowi Świętemu.

Aby uporządkować wywód wymienię po kolei tezy heretyckie odnoszące się do Bożego miłosierdzia:
a) miłosierdzie należy do istoty Boga - Osoby Boskie okazują sobie miłosierdzie
b) miłosierdzie Boże jest nieskończone i trwa wieczność
c) miłosierdzie Boże powoduje że wszyscy ludzie się zbawią
d) miłosierdzie Boże sprawia że piekło jest puste - usprawiedliwienia dostąpią nawet szatani

Jak zatem objawiło się miłosierdzie Boże w historii zbawienia? W skrócie odpowiedź na to pytanie daje prosty wykład kerygmatu. Bóg stworzył ludzi dobrymi, ale oni przez odrzucenie Boga swoją wolną wolą przekreślili swoje pierwotne przeznaczenie, czyli życie na wieki z Bogiem. Ponieważ karą za grzech jest śmierć, Pan Bóg wygnał ludzi z Raju czyli wspólnoty ze sobą. W swojej miłości zlitował się jednak nad człowiekiem, czyli okazał mu miłosierdzie. Zapowiedział przyjście Mesjasza, który zadośćuczyni winę człowieka. Przez kolejne przymierza Bóg konsekwentnie uczył ludzi, że "nie chce śmierci grzesznika lecz żeby się nawrócił i żył (Ez 33,11). Ludzie jednostronnie zerwali wszystkie przymierza z Bogiem - w końcu Bóg  "posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna." (Mk 12,6). Syn przyjmując na siebie odrzucenie przez ludzi i śmierć, która nie była karą za Jego grzechy odkupił grzeszną ludzkość i każdemu człowiekowi dał szansę na przyjęcie zbawienia wynikającego z zasług przelanej Krwi. Oto prawdziwa Ewangelia, czyli dobra nowina o zbawieniu. Jezus Chrystus, który dokonał odkupienia sam nauczał o konieczności schylenia się po ofiarowaną przez Niego łaskę. 

Jaki jest więc prawdziwy kult miłosierdzia Bożego? Jest to ni mniej ni więcej jak korzystanie z owoców zbawczego czynu Chrystusa w postaci świętych sakramentów, zwłaszcza chrztu, pokuty i Eucharystii. Fałszywym kultem będzie wielbienie miłosierdzia Bożego czczymi i pełnymi grzechów wargami bez wysiłku schylenia się po łaskę Bożą. Nie łudźmy się Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Łaski, nowenna czy oglądania świętego obrazka albo chodzenie na kolanach dookoła sanktuarium w Łagiewnikach nie przywróci nam godności Dzieci Bożych. To dokonać się może tylko poprzez chrzest z wody i Ducha Świętego oraz prawdziwą pokutę. Pozostałe praktyki mogą być pomocne tylko o tyle o ile przypominają nam i wspomagają nas w wytrwaniu w łasce uświęcającej. Sam Dzienniczek Siostry Faustyny aż w 24 miejscach wspomina o Bożej sprawiedliwości. W kontemplacji miłosierdzia Bożego nigdy nie wolno o tym komplementarnym przymiocie Bożym zapominać.

I na końcu apel - miejcie zawsze i wszędzie odwagę demaskowania błędów o miłosierdziu Bożym. Trzeba szczególnie dziś komplementarnego głoszenia prawdy o tym przymiocie Boga. Nie bójcie się wstać z ławek i krzyknąć, że głosi się herezje. Błędy te bowiem wtrącają wiele dusz w bramy piekła. Oto dziś wielu fałszywych pasterzy głosi zatrważające tezy ściągające nań przekleństwo Boże. Stańmy w obronie jedynej naszej ucieczki i nadziei, w obronie prawdziwego miłosierdzia Bożego! 

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 14 kwietnia 2017

Ofiara czy uczta?

Laudetur Iesus Christus!

"Pan wieczernik przygotował, swój zaprasza lud, dla nas wszystkich dom otworzył i zastawił stół" - słowa tej pieśni usłyszeliśmy wczoraj w niejednym kościele. Wypada więc zapytać czym jest ów stół który zastawia dla nas Pan? Sobór Watykański II w Konstytucji o Liturgii Świętej w punkcie 48 tak naucza: "Kościół zatem bardzo się troszczy o to, aby chrześcijanie w tym misterium wiary nie uczestniczyli jak obcy lub milczący widzowie, lecz aby przez obrzędy i modlitwy misterium to dobrze rozumieli, w świętej czynności brali udział świadomie, pobożnie i czynnie, byli kształtowani przez słowo Boże, posilali się przy stole Ciała Pańskiego i składali Bogu dziękczynienie". Jest zatem ołtarz nazwany stołem Ciała Pańskiego, tymczasem z definicji ołtarz jest miejscem do składania ofiar. Chyba nie ma religii w której ołtarz służyłby do spożywania. Zwróćmy uwagę, że wbrew określeniu "przystępować do Stołu Pańskiego" wierni nie przyjmują Komunii Świętej przy ołtarzu - jedynie kapłan komunikuje się w tym miejscu. Jednak Komunia Święta kapłana ma charakter dopełnienia Ofiary - jako będący in persona Christi, kapłan musi przyjąć Ciało i Krew Pana Jezusa Chrystusa.

Teraz trochę nauki Soboru Trydenckiego odnośnie do Mszy Świętej:

I/B. Kanony o Najświętszej ofierze mszy świętej

1. Gdyby ktoś mówił, że we mszy nie składa się Bogu prawdziwej i właściwej ofiary; albo że składanie ofiary nie jest niczym innym niż dawaniem nam Chrystusa do spożycia - niech będzie wyklęty.
2. Gdyby ktoś mówił, że słowami: „To czyńcie na moją pamiątkę” Chrystus nie ustanowił apostołów kapłanami lub nie polecił, by oni oraz inni kapłani składali w ofierze Jego ciało i krew - niech będzie wyklęty.
3. Gdyby ktoś mówił, że msza jest tylko ofiarą pochwalną i dziękczynną lub jedynie pamiątką ofiary złożonej na krzyżu, a nie przebłagalną; albo że pomaga wyłącznie przyjmującemu [Komunię] i nie powinna być składana za żywych i umarłych, za grzechy, kary, zadośćuczynienia ani w innych potrzebach - niech będzie wyklęty.
4. Gdyby ktoś mówił, że ofiara mszy jest bluźnierstwem przeciw najświętszej ofierze Chrystusa złożonej na krzyżu, albo że ją umniejsza - niech będzie wyklęty.
5. Gdyby ktoś mówił, że oszustwem jest odprawiać msze ku czci świętych, i dla uzyskania ich wstawiennictwa u Boga, jak czyni Kościół – niech będzie wyklęty.
6. Gdyby ktoś mówił, że kanon mszy zawiera błędy i dlatego należy go znieść - niech będzie wyklęty.
7. Gdyby ktoś mówił, że obrzędy, szaty i znaki zewnętrzne, których używa przy sprawowaniu mszy Kościół katolicki, są bardziej podnietą do bezbożności niż pełnieniem pobożności - niech będzie wyklęty.
8. Gdyby ktoś mówił, że msze, podczas których tylko kapłan przyjmuje Komunię sakramentalnie, są niedozwolone i dlatego należy je znieść - niech będzie wyklęty.
9. Gdyby ktoś mówił, że obrządek Kościoła rzymskiego, w którym część kanonu i słowa konsekracji wymawia się po cichu, należy potępić; albo że mszę należy odprawiać wyłącznie w języku rodzimym; albo że nie należy dodawać wody do wina w ofiarowaniu kielicha, ponieważ jest to przeciwne ustanowieniu Chrystusa - niech będzie wyklęty.
Jasno więc widać iż jest nauką katolicką traktowanie Mszy Świętej jako ofiary. W tradycyjnym nauczaniu wymiar uczty albo jest tylko wzmiankowany, albo pominięty, ponieważ nie stanowi istoty Mszy Świętej. Jeśli jednak chcemy szukać gdzieś owej Uczty Pańskiej to będą to obrzędy Komunii Świętej i każdy uczciwy liturgista przyzna, że stary obrządek mszalny bardziej akcentował ową ucztę. Pierwszym elementem, który był, a którego zwykle dziś nie ma są balaski nakryte białym obrusem. Nowa teologia każe przyjmować Ciało Pańskie w tak zwanej procesji, będącej jednak właściwie kolejką. W praktyce przyjęcie Komunii Świętej odbywa się w locie - nie ma niczego co by w sposób zewnętrzny oznaczało, że mamy do czynienia z ucztą. Dalej w wielu miejscach ministranci nie posługują już z pateną, a więc i ten element uczty jakim jest spożywanie nad talerzem został wyeliminowany. Wreszcie skrócono wydatnie czas uczty przez dopuszczenie do szafowania Ciałem Pańskim praktycznie każdego wiernego... . Nawet puryfikacja naczyń - czyli przekładając na współczesny język zmywanie naczyń jest wykonywana zgodnie z uproszczonymi zasadami i niestety często niechlujnie... . Dla tradycyjnego katolika kwestie które poruszam godzą w istotę pobożności eucharystyczej, ale i dla modernisty powinny być jasnym znakiem jak bardzo wyznawane przezeń zasady różnią się od praktyki. Czasem o zgrozo wiarołomne spotkania opłatkowe heretyków są odprawiane z większą nabożnością niż rzekomo katolickie "uczty".

Czy Pan Bóg wprowadził do kultu elementy uczty? Być może traktując rzecz bardzo aspektowo można by stwierdzić że w pewnej dalekiej metaforze tak, bo istotnie Ciało Chrystusa jest Pokarmem na żywot wieczny. Jednak bliższa jest perspektywa Ofiary, z reszty której posilają się wierni będąc w tym i tylko tym sensie królewskim kapłaństwem, bo kapłanom w Starym Zakonie przysługiwał posiłek właśnie z owej reszty pozostałej z ofiar. O tak zwanym kapłaństwie wspólnym będę jeszcze pisał. Dziś chciałbym tylko podkreślić, że Msza Święta jest Ofiarą, a ucztą tylko w pewnym i nigdy dosłownym sensie. Jeśli powiemy, że Msza Święta to Najświętsza Ofiara wyrazimy w pełni katolicką naukę, jeśli jednak określimy ją jako uczta to staniemy się wiarołomnymi protestantami. Również określenia typu: ofiarna uczta nie są prawidłowe. Uczta ofiarna być nie może, bo albo robimy jedno albo drugie, poza tym wymiar ofiary sprowadza się w takim wyrażeniu li tylko do epitetu. Bliższe prawdzie byłoby stwierdzenie: "Ofiara i uczta" - jednak i tutaj dokonuje się pewna redukcja, ukryte zrównanie wymiaru ofiarniczego Mszy Świętej ze znaczeniem Komunii Świętej, która choć jest ważna to jednak nie należy do istoty Mszy Świętej, a najlepszy jest dowód, że może być Ciało Pańskie rozdawane poza Mszą Świętą. Życzę więc wszystkim czytelnikom pochylenia się nad tajemnicą Ofiary i owocnej walki z wszelkimi przejawami redukcjonizmu eucharystycznego. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego! Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk