Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 września 2017

"Ty masz Boga Starego Testamentu!"

Laudetur Iesus Christus!

Tym wpisem poniekąd w pewnej grupie moich czytelników ujawniam moją tożsamość  - i tak wiem że domyślacie się kim jestem. Piszę o tak zwanych braciach kursowych, którzy często stawiali mi ten zarzut. Dziś pragnę publicznie nań odpowiedzieć. Mniemam iż prawowierni czytelnicy w różnych wariantach mogli się z tym atakiem zetknąć, lub spotkają się z nim w przyszłości. Podanie obrony dla tego argumentu przyda się bardzo seminarzystom, bowiem z różnych stron słyszę, że nie tylko w moim seminarium stosowano tą sztuczkę.

Najpierw może od strony formalnej - zarzut przytoczony jednym zdaniem w tytule posta to typowy przykład argumentum ad hominem, czyli niemerytorycznego dowodzenia mającego na celu zbić z tropu adwersarza. Natura tego typu argumentacji opiera się na skierowaniu do dysputanta stwierdzenia odwołującego się do jego własnych odczuć, opinii czy poglądów luźno związanych z przedmiotem rozmowy. Ponieważ materia takiego ataku jest nieweryfikowalna, zarzut taki staje się właściwie niemożliwy do racjonalnego odparowania. Z metodologicznego punktu widzenia nie jest to argument teologiczny, bo to co jest nieweryfikowalne (niefalsyfikowalne) nie jest naukowe. Nie należy więc próbować na tego typu zaczepki odpowiadać jak na zwykły argument. Wystarczy sprowadzić rozmówcę  do istoty rzeczy i wskazać, że argument jest niemerytoryczny. Czytelników zainteresowanych zagadnieniami dotyczącymi prowadzenia sporów odsyłam do studium erystyki. Z pewnością skorzystają na tym szczególnie Ci, których szczególnym powołaniem jest obrona wiary za pomocą słowa. Wielu jałowych dyskusji można uniknąć, jeśli ma się wiedzę w tym zakresie. Oczywiście można zastosować metody okrężne i one w tym konkretnym przypadku okażą się skuteczne, jednak nie są owocne dla każdego argumentum ad hominem. Pamiętajcie że umiejętność odpowiedniego prowadzenia dyskusji to także oszczędność czasu, który mamy ograniczony, więc winniśmy go szanować.

Teraz spróbuję na ten argument odpowiedzieć w sposób merytoryczny. Sądzę, że wielu czytelników ma w tym względzie katolicką intuicję. Wystarczy odwołać się do tez z traktatu o Bogu jedynym. Piękne teksty o niezmienności istoty Boga zawarł w swych "Wyznaniach" św. Augusty z Hippony, np.: "Nie było więc takiego czasu, w którym byłbyś bezczynny. Bo i sam czas Ty stworzyłeś." Prawdę o niezmienności Boga potwierdza także św. Tomasz z Akwinu w swojej Sumie Teologicznej, a także wszystkich katolickie podręczniki dogmatyki. Niezmienność Boga to dogmat z nauczania Pisma Świętego (por. Ps 102,28 czy Hbr 6:17-18), który nie został formalnie przez sobór ogłoszony, aczkolwiek, same wyznania wiary zawierają tezy, które są sprzeczne z poglądem o zmienności Boga. Stwierdzenie: "Zrodzony, a nie stworzony" wskazuje na odwieczność a zatem nie podleganie czasowości, która to czasowość jest podstawową miarą zmienności. Zmienność można stwierdzić jedynie odnosząc się do kryterium czasu stwierdzając, że zaszła w jakimś bycie różnica w stosunku do tego co było wcześniej. Ponieważ Bóg jest względem czasu transcendentny ergo jest niezmienny.

Jednak i na taką argumentację moderniści znajdą obronę. Z tego samego Pisma Świętego wynajdą około mnóstwa różnych cytatów wskazujących, że jednak Bóg zmienny jest. W końcu zdarzało się, że Pan Bóg "zmieniał swoje decyzje" choćby w historii składania przez Abrahama ofiary ze swojego syna, czy karania Niniwy. Czytając Biblię po protestancku i stosując niekatolickie metody hermeneutyczne można rzeczywiście dojść do wniosku, że Słowo Boże jest niekonsekwentne. Trzeba jednak ująć księgę Objawienia integralnie, czyli w sposób kanoniczny, a to oznacza trud przebadania możliwie wszystkich tekstów odnoszących się do badanego zagadnienia z ujęciem właściwych marginesów, czyli kontekstu. Przy takiej lekturze odkrywamy iż autor ludzki Pisma Świętego dla ujęcia niewysłowionych prawd o Bogu dokonał redukcji koniecznej dla nas byśmy cokolwiek z istoty Boga mogli pojąć. Kiedy więc Pismo Święte mówi o tym że Bóg jest miłością opisuje to w sposób najbardziej bliski doświadczeniu człowieka. Każdy ortodoksyjny teolog ma świadomość, że tego typu wypowiedzi nie należy brać wprost i że są one w pewnym stopniu zniekształcone naszymi możliwościami poznawczymi. Kiedy więc porównuje się miłość Boga do człowieka jak miłość matki do dziecka to nie znaczy, że Pan Bóg jest kobietą i nie uprawnia do tego by redukować Jego sposób kochania do tego jak czynią to ludzie. Trzeba więc w lekturze Pisma Świętego nauczyć się oddzielać warstwę środków stylistycznych użytych dla przybliżenia określonych prawd, od samej istoty rzeczy, czyli Prawdy, która chce się przez to objawić. Antropomorfizacje Boga zawarte w Biblii nie uprawniają więc do postawienia tezy, że Bóg jest immanentny, że podlega czasowości, czy ma zmienny humor... Od strony ludzkiej patrząc Bóg jest ten sam kiedy zsyła fale potopu i ten sam kiedy posyła  swojego Syna, aby nas zbawił. To człowiek i jego zmienność sprawiają, że Bóg objawia się nam raz jako czuły Ojciec, innym razem jako surowy Mściciel. Również pozorna zmiana nastawienia Pana Boga względem rodzaju ludzkiego w historii zbawienia nie wynika stąd, że Bóg jest zmienny, ponieważ już przy wygnaniu z raju obiecuje ludziom zbawienie (tzw protoewangelia). W rzeczywistości zmianie podlega ludzka mentalność, a metody na podźwignięcie rodzaju ludzkiego tylko utwierdzają w przekonaniu, że Pan Bóg żadnym zmianom nie podlega. 

Niestety właściwie od początku XX wieku nie brakuje "katolickich" teologów podważających tą prawdę naszej wiary. Ich metody dowodzenia to typowy przykład teologii oddolnej. Obalenie tej prawdy wiary obraca w perzynę całą wiarę katolicką. Bóg zmienny, nie jest bowiem ani wiekuisty, ani wszechwiedzący, ani wszechpotężny. Taki Bóg nie może też być czystym istnieniem jak powiedzą scholastycy, czy miłością, jak powie św. Jan apostoł... . Taki "Bóg" to bożek pychy pseudo-teologów, którzy własne ego postawili ponad misję którą mieli do spełniania. Nawet od strony ludzkiej oparcie się na takim bożku jest niepewne - w końcu jaką mam pewność, że bożek zmienności nie będzie kaprysił przy sądzie i nie zmieni praw które ustanowił? Walczmy przeto ze wszelkimi błędami modernistów. Zmienność Boga to teza pojawiająca się jak hydra w różnych odmianach alotropowych - raz jako ewolucja prawdy, kiedy indziej jako Bóg który jednych chce zbawić, a innych potępić... . Znamy przecież te błędy... . Bierzmowany katolik czystą wiarę katolicką nie tylko wyznaje, ale także jej broni. Niech Pan Bóg, który jest, który był i który przychodzi wspomaga nas w tej walce, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

niedziela, 23 kwietnia 2017

Zakłamane miłosierdzie

Laudetur Iesus Christus!

Druga niedziela wielkanocna, zwana tradycyjnie niedzielą białą lub przewodnią jest obchodzona w Kościele katolickim jako niedziela miłosierdzia Bożego. Czym zatem miłosierdzie jest? I jaki jest właściwy kult Bożego miłosierdzia?

Otóż miłosierdzie Boże to jeden z przymiotów Boga, który sprawia że Pan Bóg lituje się na stworzeniem które uczynił. Miłosierdzie Boże ujawnia się poprzez opatrzność, czyli nieustanne czuwanie nad światem i sprawianiem, że świat istnieje. W sposób szczególny miłosierdzie dotyka rodzaj ludzki, który popadł w grzechy. Poprzez historię zbawienia Bóg spotyka się z każdym człowiekiem i oferuje mu zbawienie. W tych tezach sądzę, że większość teologów jest zgodna. Problem zaczyna się przy określeniu czym miłosierdzie Boże jest w odniesieniu do Boga samego - jego wspólnoty Trzech Osób oraz czasu.

Niestety pojawiają się teologowie uznający miłosierdzie Boże za przymiot należący do samej istoty Boga i wypływający z jego trynitarnej struktury. Według takiej teologii lansowanej obecnie głównie przez kardynała Waltera Kaspera Bóg Ojciec okazuje miłosierdzie swojemu Synowi. Taka koncepcja czy to wprowadzająca Ducha Świętego czy też nie jest głęboko heretycka. Bóg Ojciec i Syn Boży są sobie współistotni - jest to jeden z fundamentalnych dogmatów katolickiej wiary. Jeśli tak jest, to relacja miłosierdzia wewnątrz Trójcy Świętej jest niemożliwa, zakładałaby bowiem wyższość Boga Ojca nad Synem Bożym. Taka semiariańska wizja Trójcy Świętej widoczna jest także w interpretacjach przypowieści o Synu Marnotrawnym, w którym widzi się Jezusa Chrystusa. Bóg Ojciec miałby pozwolić Synowi Bożemu pójść na świat i roztrwonić jego miłość uprawiając nierząd z rodzajem ludzkim. Śmierć i zmartwychwstanie miałyby być typem powrotu Syna Bożego do Ojca i potwierdzeniem jego świętokradztwa. Widać tu wyraźnie wpleciony mit prometejski - oto półbóg Jezus Chrystus wykradł ogień (miłosierdzie Boże) i podarował go ludziom. Mam nadzieję, że ta diaboliczna interpretacja wywodząca się z tezy o miłosierdziu jako przymiocie należącym do istoty Boga pokazuje dobitnie jak wielka jest to herezja. 

Skoro herezja kasperiańska widzi miłosierdzie Boże jako fundament istoty Boga, to miłosierdzie Boże jest nieskończone. W pewnym sensie teza o nieskończoności miłosierdzia Bożego jest prawdziwa, bo Bóg jest gotów przebaczyć wszystko, ale nie zawsze... . Już w Starym Testamencie czytamy w pieśni o Słudze Pańskim: 
"Duch Pana Boga nade mną, bo Pan mnie namaścił. 
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim, 
by opatrywać rany serc złamanych, 
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom 
i więźniom swobodę; 
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej, 
i dzień pomsty naszego Boga" (Iz 61, 1-2)


Pieśni o Słudze Pańskim są zapowiedzią misji mesjańskiej Jezusa Chrystusa. Ów rok łaski Pańskiej oznacza, że miłosierdzie Boże ma swój czas i jest ograniczone. Tym ograniczeniem jest przestrzeń czasu, a konkretnie historia zbawienia, w perspektywie pojedynczej osoby zaś jej życie ziemskie. Zwróćcie uwagę, że dziś mówi się o tym, że miłosierdzie Boże przekracza śmierć - nie jest to prawdą! Apostoł Paweł w Liście do Żydów napomina: "Postanowiono bowiem ludziom raz umrzeć a potem sąd" (Hbr 9,27) Kasperianie posuwają się do tego, że głoszą determinizm zbawczy, to jest pogląd według którego każdy zostanie zbawiony. Nie rozróżniają oni fundamentalnych dla charytologii katolickiej (nauki o usprawiedliwieniu) pojęć odkupienia i zbawienia. To pierwsze dane jest wszystkim ludziom na podstawie zasług Jezusa Chrystus, to drugie trzeba przyjąć! Prawdą jest, że jesteśmy monopredestynacjonistami to znaczy wierzymy, że Pan Bóg chce zbawienia każdego człowieka, jednak wiemy też, że nie wszyscy bywają zbawieni... . Synod w Quierzy z 853 r naucza: "Wszechmocny Bóg „pragnie, aby wszyscy ludzie bez wyjątku zostali zbawieni (por. 1 Tm 2,4), chociaż nie wszyscy zostają zbawieni. To, że niektórzy się zbawiają, jest darem od Tego, który zbawia; to, że niektórzy idą na zatracenie, jest zapłatą tych, którzy wiodą na zatracenie." 
Tak, zaprawdę miłosierdzie Boże ma swoje ograniczenie - jest nim Boża sprawiedliwość ujawniająca się w momencie śmierci każdego człowieka i sąd Boży jaki czeka każda dusza. Kto się dobrowolnie poddał Bożemu miłosierdziu za życia z tym sprawiedliwość Boża obejdzie się łaskawie, bowiem miłosierdzie Boże gotowe jest zgładzić każdy grzech. Dlatego też miłosierdzie Boże należy głosić zawsze komplementarnie i w łączności z przymiotem Boga jakim jest sprawiedliwość. Ten przymiot należy do istoty Boga, bowiem Pan Bóg oddaje każdemu co mu się słusznie należy - poszczególne Osoby Boże spaja miłość, to się im bowiem z natury rzeczy słusznie należy przez największą doskonałość jaką posiadają. Tak więc Bóg Ojciec miłuje Syna Bożego, a Syn Boży miłuje Ojca - z tej relacji pochodzi Duch Święty. Jednak ani Bóg Ojciec, ani Syn Boży, ani Duch Święty nie potrzebują i nie okazują sobie wzajemnie miłosierdzia. 

Współcześni heretycy miłosierdzia głoszą więc miłosierdzie bez sprawiedliwości, czego skutkiem jest odrzucenie piekła, jeśli nie wprost to przez poglądy sugerujące jakoby piekło było puste lub mogło takim być. Szczególne zasługi w rozkrzewianiu tego błędu ma polski teolog i wiarołomny herezjarcha o. Wacław Hryniewicz. Otóż piekło ani puste nie jest ani nie będzie. Boże miłosierdzie jest jak powiedziałem komplementarne z Bożą sprawiedliwością. W piekle są wszelkie upadłe anioły, które ze względu na swoją naturę usprawiedliwienia dostąpić nie mogą. Choćby z tego powodu nie można sobie rościć nawet nadziei na to że piekło będzie pustym. Wreszcie przypowieść o Łazarzu i bogaczu oraz liczne prywatne objawienia pokazują iż takie nadzieje są zwykłym zuchwalstwem wobec Bożego miłosierdzia, a więc grzechem przeciwko Duchowi Świętemu.

Aby uporządkować wywód wymienię po kolei tezy heretyckie odnoszące się do Bożego miłosierdzia:
a) miłosierdzie należy do istoty Boga - Osoby Boskie okazują sobie miłosierdzie
b) miłosierdzie Boże jest nieskończone i trwa wieczność
c) miłosierdzie Boże powoduje że wszyscy ludzie się zbawią
d) miłosierdzie Boże sprawia że piekło jest puste - usprawiedliwienia dostąpią nawet szatani

Jak zatem objawiło się miłosierdzie Boże w historii zbawienia? W skrócie odpowiedź na to pytanie daje prosty wykład kerygmatu. Bóg stworzył ludzi dobrymi, ale oni przez odrzucenie Boga swoją wolną wolą przekreślili swoje pierwotne przeznaczenie, czyli życie na wieki z Bogiem. Ponieważ karą za grzech jest śmierć, Pan Bóg wygnał ludzi z Raju czyli wspólnoty ze sobą. W swojej miłości zlitował się jednak nad człowiekiem, czyli okazał mu miłosierdzie. Zapowiedział przyjście Mesjasza, który zadośćuczyni winę człowieka. Przez kolejne przymierza Bóg konsekwentnie uczył ludzi, że "nie chce śmierci grzesznika lecz żeby się nawrócił i żył (Ez 33,11). Ludzie jednostronnie zerwali wszystkie przymierza z Bogiem - w końcu Bóg  "posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna." (Mk 12,6). Syn przyjmując na siebie odrzucenie przez ludzi i śmierć, która nie była karą za Jego grzechy odkupił grzeszną ludzkość i każdemu człowiekowi dał szansę na przyjęcie zbawienia wynikającego z zasług przelanej Krwi. Oto prawdziwa Ewangelia, czyli dobra nowina o zbawieniu. Jezus Chrystus, który dokonał odkupienia sam nauczał o konieczności schylenia się po ofiarowaną przez Niego łaskę. 

Jaki jest więc prawdziwy kult miłosierdzia Bożego? Jest to ni mniej ni więcej jak korzystanie z owoców zbawczego czynu Chrystusa w postaci świętych sakramentów, zwłaszcza chrztu, pokuty i Eucharystii. Fałszywym kultem będzie wielbienie miłosierdzia Bożego czczymi i pełnymi grzechów wargami bez wysiłku schylenia się po łaskę Bożą. Nie łudźmy się Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Łaski, nowenna czy oglądania świętego obrazka albo chodzenie na kolanach dookoła sanktuarium w Łagiewnikach nie przywróci nam godności Dzieci Bożych. To dokonać się może tylko poprzez chrzest z wody i Ducha Świętego oraz prawdziwą pokutę. Pozostałe praktyki mogą być pomocne tylko o tyle o ile przypominają nam i wspomagają nas w wytrwaniu w łasce uświęcającej. Sam Dzienniczek Siostry Faustyny aż w 24 miejscach wspomina o Bożej sprawiedliwości. W kontemplacji miłosierdzia Bożego nigdy nie wolno o tym komplementarnym przymiocie Bożym zapominać.

I na końcu apel - miejcie zawsze i wszędzie odwagę demaskowania błędów o miłosierdziu Bożym. Trzeba szczególnie dziś komplementarnego głoszenia prawdy o tym przymiocie Boga. Nie bójcie się wstać z ławek i krzyknąć, że głosi się herezje. Błędy te bowiem wtrącają wiele dusz w bramy piekła. Oto dziś wielu fałszywych pasterzy głosi zatrważające tezy ściągające nań przekleństwo Boże. Stańmy w obronie jedynej naszej ucieczki i nadziei, w obronie prawdziwego miłosierdzia Bożego! 

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk