Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2018

Prawdziwe i autentyczne Pismo Święte

Laudetur Iesus Christus!

Dziś z okazji uroczystości Objawienia Pańskiego ciąg dalszy problemów związanych ze źródłami wiary. Artykuł z zeszłego roku dotyczący relacji Pisma Świętego do Tradycji spotkał się z życzliwym przyjęciem. Mam świadomość że to co dzisiaj napiszę wielu zszokuje, ale niestety trudno przemilczeć fakty. Niestety większość z nas nie posługuje się katolickim Pismem Świętym, chociaż tak jest napisane na egzemplarzach, które jak mniemam wszyscy czytelnicy niniejszego bloga posiadają.

Najpierw trzeba przypomnieć, że Pismo Święte jest integralną częścią Tradycji. Po pierwsze dlatego, że Słowo Boże początkowo było przekazywane ustnie, dopiero potem zostało spisane, a po wtóre dlatego, że ostatecznie Magisterium Kościoła orzekło o tym które księgi są kanoniczne, a które nie. W sposób ostateczny na temat Pisma Świętego - jego składu i doktryny natchnienia wypowiedział się sobór trydencki, którego orzeczenia z pewnością należą do Tradycji. Jednak czytając dokumenty soborowe natrafiamy na coś więcej jak tylko spis ksiąg. Okazuje się, że Kościół kanonizował także określoną wersję Pisma Świętego, jest nią Wulgata, czyli przekład powszechny dokonany przez św. Hieronima ze Strydonu na polecenie papieża Damazego I wydanego w 382 r.  Wulgata była przez wszystkiego kolejne wieki najchętniej wykorzystywaną wersją Biblii w Kościele. Wobec tego na IV sesji soboru trydenckiego 8 kwietnia 1545 r wydano tak zwany Dekret o Wulgacie,w którym czytamy:  "Ponadto tenże święty Sobór, uważając, że niemało korzyści może wyniknąć dla Kościoła Bożego jeśli ze wszystkich używanych wydań łacińskich Świętych Ksiąg wskaże, które należy uważać za autentyczne, postanawia i wyjaśnia, że starożytne wydanie Wulgaty, które zdobyło uznanie przez długie używanie w ciągu tak wielu wieków w Kościele, jest uważane za autentyczne w publicznym nauczaniu, debatach, kazaniach i wykładach, i żeby nikt nie odważył się ani nie śmiał odrzucić go pod jakimkolwiek pretekstem." Co to oznacza? Że podobnie jak nie można zmieniać orzeczonych na tymże soborze ksiąg, tak i nie można odrzucić Wulgaty jako oficjalnego tekstu Pisma Świętego. Sobór trydencki dodaje także w tej samej sesji klauzulę anatema sit dla tych co odrzucają któreś z ksiąg natchnionych lub katolicki przekład czyli Wulgatę: "Jeśli ktoś tych Ksiąg nie przyjmie jako świętych i kanonicznych w całości, wraz ze wszystkimi ich częściami, tak jak w Kościele katolickim są one czytane i przyjmowane w dawnym wydaniu łacińskim Wulgaty, a wspomnianymi Tradycjami świadomie i dobrowolnie wzgardzi, niech będzie wyklęty." Znamienna jest wzmianka o dawnym wydaniu Wulgaty - już bowiem w kilka lat po soborze zaczęto rozprawiać nad krytyką tekstu Wulgaty. Pojawiło się bowiem szereg kopii różnej często treści, wszystkie opatrzone rzekomym hieronimowym pochodzeniem. Zaczęto więc tworzyć kolejne wydania Wulgaty, w końcu za pontyfikatu Piusa X powołano Komisję Biblijną dla stworzenia Neowulgaty. Prace przeciągnęły się tak długo, że wydanie w jednym kodeksie pojawiło się dopiero po 70 latach w 1979 r. Efektem końcowym było włączenie do tekstu apokryfów - 3 i 4 Księgi Ezdrasza oraz Modlitwy Manassesa. Do tego w krytyce tekstu wykorzystano prace protestanckich egzegetów i wydane przez nie "wulgaty". Niech więc sami czytelnicy pomyślą, czy taki kodeks może się zwać oficjalnym tekstem Pisma Świętego Kościoła Katolickiego?

Gdyby tego było mało konferencje episkopatów za nic mają postanowienia Stolicy Apostolskiej i wydają Biblie wg własnych tłumaczeń, pomijających zupełnie nawet osławioną neowulgatę. I tak w Polsce obowiązuje w liturgii Biblia Tysiąclecia, która podobno jest przekładem z języków oryginalnych. Nie lepiej jest w innych krajach. Dochodzi do wydawania Biblii ekumenicznych - istnieje nawet taka w Polsce, a więc pisana wespół z heretykami, którzy Pismo Święte cytują przewrotnie niczym szatan zniekształcają poszczególne wersety lub usuwają albo dodają całe księgi.

Drodzy czytelnicy - Słowo Boże którym się karmimy powinno być wiadomego pochodzenia. Istnieje jedna Biblia katolicka, jest nią Wulgata, jedynym oficjalnym językiem biblijnym jest łacina. Niestety obecnie brakuje współczesnego przekładu Wulgaty sykstyńskiej, będącej pokłosiem prac soboru trydenckiego. Jeśli czytają mnie egzegeci tradycyjni i prawowierni to proszę by temat zgłębili i rozpoczęli pracę nad stosownym tłumaczeniem. Dlaczego zatem wyklęty kleryk świadom iż tysiąclatka ni jest Biblią katolicką cytuje właśnie ją? Odpowiedź jest jasna: ponieważ nie istnieje współczesny pisany zrozumianym językiem Polski przekład Wulgaty, a przynajmniej wyklęty kleryk takowego nie zna.

Jeśli ktoś dalej chce się babrać w Qumranach, źródłach Q, czy skryptach X niech pomyśli jakie owoce przyniosła być może niezbyt dobrze tłumaczona ze starszych tekstów Wulgata, a jakie przynoszą obecne tłumaczenia. Wulgata była przełożona na polecenie prawowitej władzy kościelnej, w posłuszeństwie i z asystencją Ducha Świętego potwierdzoną owocami w postaci szeregu świętych którzy w Wulgacie znaleźli Słowo Życia. Tymczasem do współczesnej egzegezy wkradły się niejasności i spory i każdy w oparciu o wykopane papirusy wyciąga często sprzeczne wnioski. Czy tak godzi się postępować ze Słowem Bożym? Jakie są tego owoce widać... .

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

niedziela, 8 października 2017

Ipsissima verba Iesu - czyli o uczonych w Piśmie, którzy lepiej wiedzą co mówił Pan Jezus

Laudetur Iesus Christus!

Z okazji niebawem przypadającej rocznicy rewolucji heretyckiej, zamieszczam dziś wpis o pewnym bardzo szkodliwym zjawisku w biblistyce, które zawdzięczamy "braciom odłączonym", czyli heretykom. Problem tzw "ipsissima verba Iesu", czyli dociekania słów których rzeczywiście użył podczas swego ziemskiego żywota Pan Jezus zawdzięczamy właśnie protestantom. I gdyby katolicka hierarchia działała poprawnie, to problemu by nie było - zostałby autorytatywnie zduszony w zarodku. Świętej pamięci biskup Franciszek Jop zapytany przez swojego kapłana, czy może się udać na konferencję naukową dotyczącą problemu zmartwychwstania odparł: "Nigdzie ksiądz nie pojedzie, żadnego problemu nie ma - zmartwychwstał i już!" W ten sposób katolicka egzegeza powinna rozwiązać ów problem i tak się działo aż do wiosny Kościoła lat 50-tych i i 60-tych ubiegłego wieku kiedy zaczęto uprawiać biblijny dialogizm.

Jako pierwszy pytanie o słowa których rzeczywiście użył Pan Jezus zadał Richard Simon - katolicki kapłan i biblista. Zauważył, studiując konkordancję, że różni ewangeliści w różny sposób przekazali nauczanie Pana Jezusa. Na tym etapie badania miały jeszcze charakter egzegezy katolickiej, chociaż dzieło Simona spotkało się z krytyką i nawet oskarżeniem o herezję. Dopiero oświeceniowi uczeni: Reimanus i Lesing zaczęli negować historyczność Jezusa Chrystusa wskutek czego nastąpiła reakcja środowisk protestanckich. Pozorna obrona w rzeczywistości pogłębiła problem. Pojawiają się znane nazwiska adwersarzy, takie jak Gunkel, Harnack czy Reanan. Który z czytających mnie teologów nie zetknął się z nimi w czasie swoich studiów? Rozwinęli oni tak zwaną analizę krytyczną form co sprowadziło badanie Biblii do poziomu badania zwykłego dzieła literackiego. To abstrahowanie od natchnienia Pisma Świętego w konsekwencji doprowadziło do tego, że kolejny znany wichrzyciel biblijny Bultman  sprowadził Pana Jezusa do wytworu wiary swoich uczniów, czyli z wydarzenia zbawczego uczynił mit. Zaczęto więc oddzielać Jezusa od Chrystusa lub w złagodzonej wersji mówić o Chrystusie wiary i Chrystusie historii.

Z poglądami tych i im podobnych heretyków spotkałem się wiele razy podczas moich studiów teologicznych. Byli wykładowcy którzy bronili prawa do takich dociekań, do profanowania biblistyki poprzez stosowanie niekatolickich, świeckich metod badań. Trzeba przestrzec przed tymi nazwiskami jak również przed metodami jakie oni stosowali i stosują - bowiem ich teorie ciągle są rozwijane. Jedyną katolicką metodą egzegetyczną jest tak zwana metoda kanoniczna, polegająca na poddaniu analizie wszystkich miejsc paralelnych i wyciąganiu wniosków po dokładnym studium wszystkich miejsc w których Słowo Boże mówi o danym zagadnieniu. Za najbardziej szkodliwą należy uznać najbardziej popularną metodę historyczno-krytyczną. Pismo Święte traktowane jest w niej jak każde inne dzieło - wskazuje się jedynie na ludzkiego autora, jego kontekst kulturowy i społeczny zupełnie pomijając rolę Ducha Świętego. Poprzez krytykę tekstu wynajdywanie i porównywanie różnych kodeksów odziera się Pismo Święte z jego sakralnego charakteru zapominając, że dla Kościoła tekstem natchnionym pozostaje Wulgata, co orzeczono na soborze trydenckim. Tak więc nie papirusy z Qumran zawierające różne fragmenty Słowa Bożego, nie żydowska Septuaginta, ale katolicka Wulgata, która jest tłumaczeniem, ale pozostaje tekstem oficjalnym Pisma Świętego!

Zanim więc zapytamy która wersja słów Pana Jezusa Chrystusa była bardziej prawdopodobna - czy ta z Ewangelii św. Mateusza czy ta z Ewangelii św. Łukasza zauważmy iż istnieje jedna Ewangelia i problem jakich dokładnie słów użył Pan Jezus wcale nie jest problemem teologicznym. Podobnie jak nie jest problemem teologicznym autorstwo listu do żydów... . Nas wierzących interesuje bowiem treść wiary oraz wierność naszych zatwierdzonych przekładów z Wulgatą. Myli się jednak ten który uważa, że problem ipsissima verba Iesu jest wydumany i mało szkodliwy dla wiary. Niestety współcześni egzegeci posuwają się do dalszych interpretacji, roszczą sobie oni bowiem prawo do określenia, które fragmenty tekstów natchnionych są rzeczywiście Słowem Bożym, a które prywatną opinią autorów ludzkich. Czyli już nie tylko krytyka tekstu, analiza retoryczna paralelnych miejsc ale swoista cenzura Słowa Bożego. Zaprawdę biada temu kto przykłada do tego rękę! Owi faryzeusze wycinają w praktyce niewygodne fragmenty Pisma Świętego albo poprzez ignorowanie ich w badaniach i cytowaniach, albo poprzez atakowanie ich wprost określając iż nie są to prawdziwe słowa Pana Jezusa, a jedynie dumka autora ludzkiego. Opinie tych szkodników przedostają się do podręczników teologii, do katedr egzegezy i dalej do wykładów z teologii systematycznej. Trucizna, która przez wiele lat sączona była w środowiskach akademickich pseudo-katolickich przekazywana jest dalej wiernym poprzez zafałszowane katechezy i kazania. I nie ma się co dziwić że mamy wykastrowany przekaz wiary, skoro z seminariów przychodzą do nas eunuchy Słowa Bożego... . Wraz ze zmianą lekcjonarza, o czym napiszę kiedy indziej i "obfitszym zastawieniem Stołu Słowa Bożego" nastąpiła faktyczna neutralizacja liturgiczna i pastoralna Biblii. Proces ten chociaż dalej trwa dobiega już powoli do końca.  I co z tego, że śpiewamy psalmy skoro głusi jesteśmy na napomnienie króla Dawida:
"Czemu mają mówić poganie:
<A gdzież jest ich Bóg?>
Nasz Bóg jest w niebie;
czyni wszystko, co zechce.
Ich bożki to srebro i złoto, 
robota rąk ludzkich. 
Mają usta, ale nie mówią; 
oczy mają, ale nie widzą.
Mają uszy, ale nie słyszą;
nozdrza mają, ale nie czują zapachu.
Mają ręce, lecz nie dotykają;
nogi mają, ale nie chodzą;
gardłem swoim nie wydają głosu.
Do nich są podobni ci, którzy je robią, 
i każdy, który im ufa." (Ps 115,2-8)

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

środa, 20 września 2017

"Ty masz Boga Starego Testamentu!"

Laudetur Iesus Christus!

Tym wpisem poniekąd w pewnej grupie moich czytelników ujawniam moją tożsamość  - i tak wiem że domyślacie się kim jestem. Piszę o tak zwanych braciach kursowych, którzy często stawiali mi ten zarzut. Dziś pragnę publicznie nań odpowiedzieć. Mniemam iż prawowierni czytelnicy w różnych wariantach mogli się z tym atakiem zetknąć, lub spotkają się z nim w przyszłości. Podanie obrony dla tego argumentu przyda się bardzo seminarzystom, bowiem z różnych stron słyszę, że nie tylko w moim seminarium stosowano tą sztuczkę.

Najpierw może od strony formalnej - zarzut przytoczony jednym zdaniem w tytule posta to typowy przykład argumentum ad hominem, czyli niemerytorycznego dowodzenia mającego na celu zbić z tropu adwersarza. Natura tego typu argumentacji opiera się na skierowaniu do dysputanta stwierdzenia odwołującego się do jego własnych odczuć, opinii czy poglądów luźno związanych z przedmiotem rozmowy. Ponieważ materia takiego ataku jest nieweryfikowalna, zarzut taki staje się właściwie niemożliwy do racjonalnego odparowania. Z metodologicznego punktu widzenia nie jest to argument teologiczny, bo to co jest nieweryfikowalne (niefalsyfikowalne) nie jest naukowe. Nie należy więc próbować na tego typu zaczepki odpowiadać jak na zwykły argument. Wystarczy sprowadzić rozmówcę  do istoty rzeczy i wskazać, że argument jest niemerytoryczny. Czytelników zainteresowanych zagadnieniami dotyczącymi prowadzenia sporów odsyłam do studium erystyki. Z pewnością skorzystają na tym szczególnie Ci, których szczególnym powołaniem jest obrona wiary za pomocą słowa. Wielu jałowych dyskusji można uniknąć, jeśli ma się wiedzę w tym zakresie. Oczywiście można zastosować metody okrężne i one w tym konkretnym przypadku okażą się skuteczne, jednak nie są owocne dla każdego argumentum ad hominem. Pamiętajcie że umiejętność odpowiedniego prowadzenia dyskusji to także oszczędność czasu, który mamy ograniczony, więc winniśmy go szanować.

Teraz spróbuję na ten argument odpowiedzieć w sposób merytoryczny. Sądzę, że wielu czytelników ma w tym względzie katolicką intuicję. Wystarczy odwołać się do tez z traktatu o Bogu jedynym. Piękne teksty o niezmienności istoty Boga zawarł w swych "Wyznaniach" św. Augusty z Hippony, np.: "Nie było więc takiego czasu, w którym byłbyś bezczynny. Bo i sam czas Ty stworzyłeś." Prawdę o niezmienności Boga potwierdza także św. Tomasz z Akwinu w swojej Sumie Teologicznej, a także wszystkich katolickie podręczniki dogmatyki. Niezmienność Boga to dogmat z nauczania Pisma Świętego (por. Ps 102,28 czy Hbr 6:17-18), który nie został formalnie przez sobór ogłoszony, aczkolwiek, same wyznania wiary zawierają tezy, które są sprzeczne z poglądem o zmienności Boga. Stwierdzenie: "Zrodzony, a nie stworzony" wskazuje na odwieczność a zatem nie podleganie czasowości, która to czasowość jest podstawową miarą zmienności. Zmienność można stwierdzić jedynie odnosząc się do kryterium czasu stwierdzając, że zaszła w jakimś bycie różnica w stosunku do tego co było wcześniej. Ponieważ Bóg jest względem czasu transcendentny ergo jest niezmienny.

Jednak i na taką argumentację moderniści znajdą obronę. Z tego samego Pisma Świętego wynajdą około mnóstwa różnych cytatów wskazujących, że jednak Bóg zmienny jest. W końcu zdarzało się, że Pan Bóg "zmieniał swoje decyzje" choćby w historii składania przez Abrahama ofiary ze swojego syna, czy karania Niniwy. Czytając Biblię po protestancku i stosując niekatolickie metody hermeneutyczne można rzeczywiście dojść do wniosku, że Słowo Boże jest niekonsekwentne. Trzeba jednak ująć księgę Objawienia integralnie, czyli w sposób kanoniczny, a to oznacza trud przebadania możliwie wszystkich tekstów odnoszących się do badanego zagadnienia z ujęciem właściwych marginesów, czyli kontekstu. Przy takiej lekturze odkrywamy iż autor ludzki Pisma Świętego dla ujęcia niewysłowionych prawd o Bogu dokonał redukcji koniecznej dla nas byśmy cokolwiek z istoty Boga mogli pojąć. Kiedy więc Pismo Święte mówi o tym że Bóg jest miłością opisuje to w sposób najbardziej bliski doświadczeniu człowieka. Każdy ortodoksyjny teolog ma świadomość, że tego typu wypowiedzi nie należy brać wprost i że są one w pewnym stopniu zniekształcone naszymi możliwościami poznawczymi. Kiedy więc porównuje się miłość Boga do człowieka jak miłość matki do dziecka to nie znaczy, że Pan Bóg jest kobietą i nie uprawnia do tego by redukować Jego sposób kochania do tego jak czynią to ludzie. Trzeba więc w lekturze Pisma Świętego nauczyć się oddzielać warstwę środków stylistycznych użytych dla przybliżenia określonych prawd, od samej istoty rzeczy, czyli Prawdy, która chce się przez to objawić. Antropomorfizacje Boga zawarte w Biblii nie uprawniają więc do postawienia tezy, że Bóg jest immanentny, że podlega czasowości, czy ma zmienny humor... Od strony ludzkiej patrząc Bóg jest ten sam kiedy zsyła fale potopu i ten sam kiedy posyła  swojego Syna, aby nas zbawił. To człowiek i jego zmienność sprawiają, że Bóg objawia się nam raz jako czuły Ojciec, innym razem jako surowy Mściciel. Również pozorna zmiana nastawienia Pana Boga względem rodzaju ludzkiego w historii zbawienia nie wynika stąd, że Bóg jest zmienny, ponieważ już przy wygnaniu z raju obiecuje ludziom zbawienie (tzw protoewangelia). W rzeczywistości zmianie podlega ludzka mentalność, a metody na podźwignięcie rodzaju ludzkiego tylko utwierdzają w przekonaniu, że Pan Bóg żadnym zmianom nie podlega. 

Niestety właściwie od początku XX wieku nie brakuje "katolickich" teologów podważających tą prawdę naszej wiary. Ich metody dowodzenia to typowy przykład teologii oddolnej. Obalenie tej prawdy wiary obraca w perzynę całą wiarę katolicką. Bóg zmienny, nie jest bowiem ani wiekuisty, ani wszechwiedzący, ani wszechpotężny. Taki Bóg nie może też być czystym istnieniem jak powiedzą scholastycy, czy miłością, jak powie św. Jan apostoł... . Taki "Bóg" to bożek pychy pseudo-teologów, którzy własne ego postawili ponad misję którą mieli do spełniania. Nawet od strony ludzkiej oparcie się na takim bożku jest niepewne - w końcu jaką mam pewność, że bożek zmienności nie będzie kaprysił przy sądzie i nie zmieni praw które ustanowił? Walczmy przeto ze wszelkimi błędami modernistów. Zmienność Boga to teza pojawiająca się jak hydra w różnych odmianach alotropowych - raz jako ewolucja prawdy, kiedy indziej jako Bóg który jednych chce zbawić, a innych potępić... . Znamy przecież te błędy... . Bierzmowany katolik czystą wiarę katolicką nie tylko wyznaje, ale także jej broni. Niech Pan Bóg, który jest, który był i który przychodzi wspomaga nas w tej walce, w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 6 stycznia 2017

Bardziej Pismo Święte, czy bardziej Tradycja?

Laudetur Iesus Christus!

     Z okazji uroczystości Objawienia Pańskiego postanowiłem rozważyć problem hierarchii źródeł naszej wiary. Mało który katolik zadaje sobie pytanie skąd pochodzi nasza wiara... . Niestety w praktyce źle udzielona odpowiedź w tej kwestii prowadzi niechybnie do błędów. 
     O. Jacek Bałemba SDB (salezjanin) często w swych kazaniach i katechezach podkreśla: "Pismo Święte i Tradycja". O ile dla przeciętnego katolika kwestia istotności Pisma Świętego nie budzi wątpliwości o tyle Tradycja pozostaje zwykle albo kwestią w ogóle nie poznaną, albo co gorsza źle rozumianą. Zagadnienia o których piszę są tematem całego traktatu o Objawieniu - którym zajmuje się teologia fundamentalna. Ja jednak chcę poruszyć problem podstawowy to jest relację Pisma Świętego do Tradycji. 
     Objawienie to nic innego jak sposób w jaki daje nam się poznać Bóg. Zasadniczo Boga poznajemy trzema drogami: przez świat widzialny (objawienie kosmiczne), Pismo Święte i Tradycję. Świat widzialny jest najprostszym sposobem przez który poznajemy Boga. Już Księga Mądrości zauważa: 
"Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie,
którzy nie poznali Boga:
z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest,
patrząc na dzieła nie poznali Twórcy" (Mdr 13,1)
     Pismo Święte jest trudniejszym do zdefiniowana źródłem objawienia się Boga. Ktoś powie, że kodeks z księgami świętymi ma każdy wierzący katolik. Ale Biblia biblii nierówna... . Wystarczy pójść do domu różnej maści heretyków i znajdziemy tam egzemplarze biblijne pozbawione niektórych fragmentów, a nawet całych ksiąg. Pojawia się zatem pytanie, skąd mamy Pismo Święte? Odpowiedzią na to pytanie jest: "Tradycja". W sensie dosłownym Tradycja to przekaz, od łacińskiego czasownika trado, tradere - przekazywać. I jeśli się dobrze zastanowimy to odkryjemy, że Pismo Święte zawiera w sobie treści przekazane, a więc objawione za pośrednictwem Tradycji. Po pierwsze dlatego, że zanim zostały spisane nauki Chrystusa musiały one zostać przekazane, a po drugie dlatego, że z wielu wersji tych spisanych mów Kościół musiał pod natchnieniem Ducha Świętego wybrać te, które w istocie są Słowem Bożym, a uczynił to przez synody i sobory, będące częścią szerzej rozumianej Tradycji. Tą samą drogę przeszedł każdy werset Pisma Świętego, nie tylko Ewangelie. I tu odkrywamy, że Tradycja w istocie ma prymat nad  Pismem Świętym, ponieważ Tradycja spisane Pismo Święte uprzedza. I nie chodzi tylko o to, że treści objawione w Piśmie Świętym zostały wcześniej przekazane w formie Tradycji, ale dlatego że samo Pismo Święte zawdzięcza swój kształt istnieniu owej Tradycji. 
     Bezrozumni są więc moderniści i protestanci głoszący zasadę sola scriptura - bo albo sola, albo scriptura... . Dobitnie zasadę sola scriptura obala ks. prałat Roman Kneblewski w krótkim filmiku,który serdecznie polecam obejrzeć. Również błędem jest polecanie wiernym czytanie Pisma Świętego poza kontekstem Tradycji. Tradycja bowiem służy także kanonicznemu wykładowi biblijnemu - w ten sposób czytający nie popadną w błędy. Słowem Bożym w swej przewrotności posługiwał się nawet szatan - wystarczy wspomnieć choćby kuszenie w Edenie, albo kuszenie Jezusa. Znajomość Pisma Świętego jest więc pożądana, ale nie wystarczająca. I trzeba jasno przeciwstawiać się pojawiającym się semiprotestanckim zaleceniom duszpasterzy aby wierni czytali tak po prostu Pismo Święte. Szacunek do Bożego objawienia wyraża się w całościowym jego przyjęciu. Katolik będzie więc czytał prawdy Boże wszędzie tam gdzie zostały objawione, a więc w pięknie stworzonego świata, w Piśmie Świętym i w Tradycji. Obowiązek zgłębiania wiary dotyczy więc także poznawanie skarbca Tradycji, na który składają się: księgi Pisma Świętego, orzeczenia prawowiernych soborów i synodów, dokumenty Urzędu Nauczycielskiego Kościoła (bulle, encykliki, listy i konstytucje apostolskie..., pisma Ojców Kościoła, świętych oraz uznane przez Kościół objawienia prywatne.
     Wreszcie nawet Sobór Watykański II w Konstytucji Dogmatycznej o Objawieniu Bożym zauważa w punkcie 9: "Święta Tradycja zatem i Pismo Święte ściśle łączą się z sobą i przenikają. Obydwa bowiem wypływają z tego samego Bożego źródła, zespalają się jakby w jedno i zmierzają do jednego celu. Albowiem Pismo Święte jest słowem Boga utrwalonym na piśmie pod natchnieniem Ducha Świętego; święta zaś Tradycja to słowo Boga powierzone apostołom przez Chrystusa Pana i Ducha Świętego". Pomimo rzekomego posłuszeństwa Vaticanum II, duszpasterze często wciąż polecają wiernym czytanie Pisma Świętej z pominięciem Tradycji lub o zgrozo sami tak postępując poddając się zwykle diabolicznym interpretacjom. Jak już wcześniej zauważyłem, szatan też potrafi się posługiwać Pismem Świętym.
    W konsekwencji odpowiedź na tytułowe pytanie jest prosta: "bardziej Tradycja", ponieważ w niej zawiera się integralnie i Pismo Święte, i zgodne z wolą Bożą jego rozumienie. Kto pomija świętą Tradycję, ten grzeszy ciężko przeciw Duchowi Świętemu, który stale działa w Kościele jedynym i jednym, świętym i apostolskim. Wszystkim z okazji dzisiejszego obchodu życzę pochylenia się i czerpania ze wszystkich źródeł jednego objawienia Bożego.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk