Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starokatolicyzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starokatolicyzm. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 stycznia 2018

Abusrdy ekuemnizmu cz. 5 - fałszywa tytułomania

Laudetur Iesus Christus!

Istotnym problemem w dialogu ekumenicznym jest fałszywa tytułomania. O samym problemie tytulatury kościelnej pisałem już we wrześniowym wpisie. Na temat fundamentalnych pojęć z zakresu nauki o Kościele pisałem na początku zeszłorocznego cyklu ekumenicznego. Warto się z tymi wpisami zapoznać, żeby mieć jakikolwiek przyczynek do niniejszego krótkiego wpisu.

Jak powszechnie wiadomo język służy określaniu i opisywaniu rzeczywistości. Słowo jest nośnikiem informacji - pozwala stwierdzić rzeczy nieuchwytne organoleptycznie. W dziedzinie wiary oraz naukowej refleksji na jej temat, czyli teologii słowo jest szczególnie istotne. Stąd należ postulować, aby używać możliwie najprecyzyjniejszych pojęć dla opisywania rzeczywistości. 

Niestety modernizm jako herezja idzie w parze z postmodernistycznymi wypaczeniami dotyczącymi języka. Dzisiaj teologię uprawia się już w sposób jawny poza kontekstem scholastycznym. Dochodzi więc do tego, że pojęcia niegdyś ściśle zastrzeżone dla określonego desygnatu są w sposób nieuprawniony ekstrapolowane. Gdy świadomy katolik usłyszy słowo prezbiter odnosi go od razu kapłana posiadającego drugi stopień kapłaństwa, gdy słyszy słowo Kościół myśli o wspólnocie wiernych założonych przez Chrystusa Pana. Wierny świecki ma prawo sądzić, że ktoś kto jest opisywany jako ks. Marcin, albo x Marcin jest prezbiterem i jest to całkiem zrozumiałe. Wierny świecki może nie rozumieć, że ktoś używając sformułowania "nasz Kościół" niekoniecznie myśli o wspólnocie wierzących założonej przez Pana Jezusa Chrystusa i to nawet wtedy gdy w ów początek od naszego Zbawiciela wierzy. 

W czasach powszechnego zamętu oczywiste słowa stają się dwuznaczne. Dobra katecheza musi niestety te różne konteksty podejmować, aby wierni byli przygotowani do życia świeckiego. W tygodniu modlitw o jedność chrześcijan, ale i poza nim można znaleźć w gablotach wielu krucht kościelnych oraz w ogłoszeniach  parafialnych oczywiste dwuznaczności językowe. Ogłasza się, że na Mszy Świętej w dniu N o godzinie XYZ Słowo Boże wygłosi ks. bp Marian Niemiec. Co pomyśli zwykły wierzący? Przyjedzie biskup głosić kazanie. Nawet gdy zobaczy że ów "biskup" jest jakoś inaczej ubrany to jednak w pomyśli o nim jako o prawdziwym biskupie, a o jego wspólnocie jako prawdziwym Kościele, w końcu tłoczy się od małego i co niedziela powtarza: "Wierzę w jeden święty, powszechny i apostolski Kościół".  

Gdy byłem w seminarium rokrocznie na ogłoszeniach wisiało podobnej treści ogłoszenie. Oczywiście wszyscy klerycy musieli we wszelkich bezbożeństwach ekumenicznych bezwzględnie uczestniczyć. Pewnego razu na zawieszonej kartce poskreślałem wszystkie nieodpowiednie słowa. Jaką to wywołało burzę... Wystarczy lekko ruszyć ekskrementy żeby poderwało się wiele much. Oczywiście wszyscy domyślali się kto to zrobił, ale nikt nie miał dowodów. A ja tylko upomniałem się o właściwe nazewnictwo, żeby zamiast określać dajmy na to zielonoświątkowców Kościołem, nazwać ich  wspólnotą zielonoświątkową zgodnie z soborowym określeniem przypomnianym w Deklaracji Dominus Iesus. Na wykładzie z ekumenizmu podjąłem temat błędnej tytułomanii. wykładowca przyparty do muru przypomniał właściwe określenia, jednak stwierdził że grzecznościowo mówi się do pastora per ksiądz, a na ichniejsze wyznanie Kościół. I oczywiście w dalszych wywodach konsekwentnie używał "formy grzecznościowej".

Tak więc szczególnie w tygodniu modlitw o jedność chrześcijan należ strzec się niniejszych słów:
a) biskup - tym mianem określa się również superintendentów protestanckich,  nawet kobiety sprawujące urząd zwierzchnika wyznań protestanckich i starokatolickich. Należy pamiętać, że biskupem jest tylko osoba posiadająca ważnie udzielone święcenia w stopniu episkopatu, czyli sukcesję apostolską. Poza Kościołem sukcesja zachowana jest także w prawosławiu i częściowo w starokatolicyzmie
b) ksiądz - tym mianem określa się także pastorów, którzy podobnie jak superintendenci nie posiadają żadnych święceń. Co ciekawe niegdyś pastorzy bronili się przed tytułowaniem ksiądz, a dziś przyjmują to określenie bardzo ochoczo.
c) Eucharystia - nie zawsze chodzi o Mszę Świętą, czasem jest to zaproszenie kierowane do "bratniego Kościoła protestanckiego", po protestancku jest to większe nabożeństwo
d) Kościół - jak wspomniałem wyżej i w wielu innych wpisach Kościołem sensu stricto jest tylko Kościół katolicki. Nieściśle używa się czasem sformułowania "Kościoły prawosławne" w żadnym zaś razie wspólnoty protestanckie nimi nie są

Brońmy się przed tymi zwodzeniami. Miejmy odwagę choćby wziąć długopis i dokonać poprawek. Da to do myślenia naszym hierarchom, którzy nawet jeśli nie zaniechają swoich poczynań, to przynajmniej je nieco stonują wiedząc, że mają do czynienia ze świadomym laikatem.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

sobota, 20 stycznia 2018

Absurdy ekumenizmu cz. 4 - mieszane małżeństwa

Laudetur Iesus Christus!

Na wykładach z prawa kanonicznego nasz wykładowca wypowiedział kontrowersyjną dla wielu tezę: "W zasadzie małżeństwa mieszane to dyspensa od 6 przykazania". Podstawą twierdzenia jest kanon 1086 § 2 Kodeksu z 1983 r, który stanowi o możliwości dyspensowania od różności religii. Profesor  mówił co prawda o małżeństwach międzyreligijnych, ale rozważając problem doszedłem do wniosku, że niestety konieczna jest ekstrapolacja na przynajmniej część małżeństw międzywyznaniowych w łonie chrześcijaństwa.

Małżeństwo jak dobrze wiemy jest 7 sakramentem Kościoła ustanowionym przez Chrystusa Pana dla zapewnienia fizycznej płodności Kościoła, rozszerzania w widzialny sposób Królestwa Bożego i dla katolickiego wychowania dziatwy. Małżeństwo w sposób szczególny odzwierciedla relację Chrystusa Pana do Kościoła. Jest więc ważnym znakiem zbawczym nie tylko dla samych małżonków, ale także dla całej społeczności wiernych. Podniesienie małżeństwa do rangi sakramentu to jedna z większych łask jaka mogła spotkać rodzaj ludzki i wypełnienie błogosławieństwa zawartego w Księdze Rodzaju dotyczącego płodności i rozmnażania się. W ten właśnie sakrament herezja protestancka uderzyła najsampierw.

Ale po kolei... . Argumentacja profesora kanonistyki była dość prosta. Skoro jest nauką katolicką iż nupturienci sami dla siebie są szafarzami sakramentu małżeństwa, to jakimże jest szafarzem nieochrzczony? A nawet jeśli uznamy że małżeństwo jest sakramentem z natury rzeczy, co jak wiemy prawdą nie jest to i tak fakt nieuznawania katolickiej nauki o małżeństwie zrywa autentyczność znaku i powoduje że całe ślubowanie jest symulacją. I właśnie to ostatnie stwierdzenie stało się dla mnie asumptem do dalszych dociekań.

Kościół obwarował małżeństwo licznymi przeszkodami. Poza przeszkodami Kościół stwierdza iż niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci którzy nie mają zdolności do wyrażenia zgody na małżeństwo, kanony 1095-1117 Kodeksu z 1983 r. Skoro można stwierdzić nieważność małżeństwa powodu braku zgody małżeńskiej spowodowanej błędną świadomością co do samego małżeństwa czy to zawinioną czy też niezawinioną, to czy tym bardziej jest nieważne małżeństwo zawierane z jednej strony przez katolika, a z drugiej strony kogoś kto publicznie i uparcie odrzuca katolicką naukę o małżeństwie. Logika podpowiada, że takie małżeństwo nie może być ważne.

Warto zastanowić się nad przykładami:
a) małżeństwo katolicko-protestanckie
Jaką materią zgody małżeńskiej dysponuje protestant podchodząc do małżeństwa z katolikiem? Przede wszystkim protestant nie uznaje małżeństwa za sakrament, gdyż sam Luter oraz inni herezjarchowie protestanccy uznawali że małżeństwo to sprawa doczesna podległa władzy świeckiej, a nie duchownej. Skoro protestant odrzuca ten sakrament jako taki, to czy może być jego szafarzem lub przyjąć go? Skoro wymagamy zgodnie z zasadami tradycyjnej sakramentologii od szafarza intencji tego co czyni Kościół to tutaj tej intencji nie ma - szafarz nie chce udzielić ani przyjąć sakramentu małżeństwa. Małżeństwo katolicko-protestanckie z pewnością będzie jedynie kontraktem cywilnym zwartym w pięknym sakralnym otoczeniu z ckliwym kazaniem oraz może nawet kadzielnym dymem. 
b) małżeństwo katolicko-prawosławne
Do ważności takiego małżeństwa istnieją dwie przeszkody. Pierwszą z nich jest szafarz. To czego zabrania Kościół klerykom, na to pozwala cerkiew swojemu duchowieństwu. Szafarzem małżeństwa w prawosławiu jest prezbiter. Jak zatem ma zajść sakrament skoro jeden z szafarzy ceduje swoje szafarstwo na kogoś nieuprawnionego? A nawet jeśli uznamy, że kwestia szafarza jest zupełnie drugorzędna to pozostaje kwestia nierozerwalności małżeństwa. Chociaż cerkiew optuje przeciw rozwodami, to jednak dopuszcza je i praktykuje drugie pokutne małżeństwo. Czy jeśli jeden z nupturientów implicite dopuszcza możliwość zawarcia drugiego małżeństwa to czy wyraża zgodę na sakrament małżeństwa rozumiany po katolicku? Moim zdaniem nie. Małżeństwa mieszane katolicko-prawosławne uznaję zatem za niesakramentalne podobnie jak te katolicko-protestanckie.
c) małżeństwo katolicko-starokatolickie
Specyfika denominacji starokatolickich jest złożona. Chociaż starokatolicyzm co do zasady uznaje sakramenty to jednak cechuje się indywidualizmem doktrynalnym. Wierni nie są obowiązani wierzyć wiarą boską w głoszone przez te wyznania prawdy. Oznacza to, że cała sakramentologia nie jest również dogmatyczna. Wobec tego wszystko to co Kościół o małżeństwie naucza nie zobowiązuje pod rygorem grzechu śmiertelnego. Notabene starokatolicy w większości odrzucają spowiedź lub traktują ją fakultatywnie. To co napisałem odnośnie do małżeństwa katolicka-starokatolickiego suponuje pewne wątpliwości, jednak w porównaniu z poprzednimi wyznaniami są one najmniejsze i  dużej mierze zależą z którą wspólnotą starokatolicką mamy do czynienia.

Wyklęty kleryk nie ma żadnych wątpliwości że klasyczne małżeństwa międzyreligijne są kontraktem niesakramentalnym z powodów przytoczonych we wstępie do niniejszego wpisu. Kościół zawsze przed małżeństwami mieszanymi przestrzegał i surowo je wzbraniał. Dziś tak hojnie udziela w tym względzie dyspens, że wielu proboszczów, w tym mój proboszcz różności wyznania nie uznaje już wcale za przeszkodę i rozkazuje by nie wpisywać tej przeszkody małżeńskiej w kartotekach parafialnych. W praktyce zakaz małżeństw mieszanych został zniesiony. Jest to tragiczna sytuacja - Kościół już kilkadziesiąt lat temu zaczął zezwalać na życie w związkach niesakramentalnych. Po zadekretowaniu niesakramentalnych małżeństw mieszanych, odrzuceniu fundamentalnego celu małżeństwa (a przynajmniej odsunięciu go na bok) przychodzi dzisiaj kolejna fala protestantyzacji małżeństwa, które powoli przestaje być sakramentem. Wierni nauczani przez fałszywych pasterzy tracą zdolność do zawierania tego sakramentu. Dzieje się to na naszych oczach. Trwa depopulacja fizyczna oraz duchowa. One idą ze sobą w parze. Cywilizacja śmierci triumfuje. Jak długo to ma trwać Boże?

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Forma ma znaczenie - nieważne rozgrzeszenia...

Laudetur Iesus Christus!

Tego posta nie planowałem, ale kolejny raz doszły mnie słuchy, że są księża, którzy udzielają nieważnych rozgrzeszeń. Jak to możliwe? Otóż okazuje się, że niejednokrotnie spowiednicy zmieniają formułę rozgrzeszenia. Jeśli zmiana ma charakter przypadłościowy - to znaczy nie zmienia istotnego znaczenia to mamy  do czynienia z niegodziwością ze strony szafarza. Jeśli jednak kapłan dokonuje istotnej zmiany formuły z powodu fałszywej teologii to nadaje formule nowe znaczenie, które skutecznie niszczy sakrament.

Nie dawno znajoma mi osoba zadzwoniła do mnie i prosiła o opinię na temat ważności formuły która mniej więcej brzmiała tak: "Ja w imieniu wspólnoty Kościoła udzielam tobie rozgrzeszenia, idź w pokoju". Przypomnijmy słowa istotne z formuły rozgrzeszenia: "Ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen". Formuła zastosowana przez szafarza sakramentu pokuty określała co prawda czynność, czyli rozgrzeszenie, ale nie zawierała formuły trynitarnej. Ani Kościół, ani kapłan nie mają sami z siebie władzy odpuszczania grzechów. Zastosowana fałszywa formuła wyraźnie wskazuje na błąd eklezjologiczny, bo to kapłan Kościoła jest narzędziem, zaś Bóg jest tym który udziela łaski uświęcającej. Udzielone w przykładzie rozgrzeszenie jest symulacją sakramentu pokuty. Nie jest ono ważne. Znajomy wiedziony charyzmatem rozumienia wiary postanowił pójść do innego spowiednika i w swojej uczciwości wyjaśnił mu całą sytuację. Spowiednik zaś zamiast pochwalić roztropnego penitenta, zganić poprzedniego spowiednika i normalnie udzielić absolucji rozpoczął wykład na temat spowiedzi pragnienia i twierdził że "sama intencja wystarczy". Otóż gdyby tak było moglibyśmy przyjąć protestancki i starokatolicki punkt widzenia, w którym cały akt pokutny odbywa się w sercu poprzez wzbudzenie właściwej intencji. Taki pogląd jest z gruntu heretycki i wywraca całą katolicką naukę o sakramentach. Jeśli przyjmiemy za soborem trydenckim definicję sakramentu, że jest to skuteczny znak łaski, to znak domaga się komponentu widzialnego. W przypadku sakramentu pokuty są to grzechy stanowiące materię dalszą, akty penitenta stanowiące materię bliższą i rozgrzeszenie będące formą sakramentalną. Bez znaku nie zostaje udzielona łaska. Oczywiście Pan Bóg ma prawo sobie wiadomymi sposobami odpuścić takiej osobie grzechy, ale Kościół nie może dać na to żadnej gwarancji. Tylko chrzest i pokuta sakramentalna dają pewność moralną co do odpuszczenia grzechów! Ostatecznie wspomniana w przykładzie osoba znalazła wierzącego księdza, który odpuścił jej grzechy, ale w ilu przypadkach do rozgrzeszenia nie dochodzi? Aż boję się pomyśleć... . 

Drodzy księża! Delikt o którym tutaj mówię jest nikczemnością najwyższej kategorii i domaga się potępienia sięgającego bram nieba. Nie może być tak, że wasze postrzeganie teologii, skażone często herezjami modernizmu i protestantyzmu powoduje, że wierni pozbawieni są dostępu do najważniejszej z łask, do łaski uświęcającej. Jeśli nie boicie się Kościoła i biskupa to zlęknijcie się przed Bogiem wobec którego zdacie sprawę ze swego urzędu. Postawa księdza, który zmienił samowolnie formułę spowiedzi, jak również tego który go bronił to typowe zachowania fałszywych pasterzy. Do nich Chrystus Pan kieruje słowa: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą" (Mt 23,13).

Drodzy czytelnicy! Powyższy przykład jasno i dobitnie pokazuje jak ważna jest samoświadomość katolika. Obowiązek stałego studium katechizmu nie jest tylko pobożnym wymysłem, ale koniecznością związaną z czasami w jakich przyszło nam żyć. Oto brak wiedzy w dziedzinie wiary, może nam przynieść nawet śmierć wieczną. Pomni na to starajcie się zdobyć przynajmniej podstawowe informację o sakramentach - o tym co należy do ich ważności i pilnujcie waszych pasterzy czy ważnie ich udzielają. Dzisiaj jak nigdy przedtem należy zachować szczególną czujność. Jeśli napotkacie kapłana który niszczy sakrament to go upomnijcie, jeśli idzie w zaparte donieście biskupowi, jeśli biskup nie zareaguje donieście Stolicy Apostolskiej i przestrzegajcie siebie wzajemnie przed wilkami w owczej skórze, bo tu chodzi o wasze zbawienie!

Wreszcie zwracam się do biskupów i przełożonych zakonnych. Nie bagatelizujcie skarg wiernych w tym zakresie i nie bójcie się wyciągać stanowczych konsekwencji. Zamiatanie takich spraw pod dywan obciąża wasze sumienie i czyni was współwinnymi dokonanej na ludzie wam powierzonym zbrodni. Jeśli tli się w was chociaż iskra wiary to zrozumiecie powagę i grozę tego co tu napisałem.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Starokatolicyzm - nie wszystko katolickie, co tak nazywają...

Laudetur Iesus Christus!

Ostatnim większym odłamem chrześcijaństwa jest starokatolicyzm. W świadomości przeciętnego katolika wyznanie starokatolickie jawi się jako zagadka, tymczasem w Polsce mamy 6 wspólnot starokatolickich, których nazwy mogą być mylące. Bo co sobie może pomyśleć wierzący słysząc nazwę: Katolicki Kościół Narodowy w Polsce? Większość z tych wyznań chociaż jest niewielka, to jednak w praktyce liturgicznej i duszpasterskiej nie różni się zbytnio od Kościoła liturgii rzymskiej współczesnej. Tym bardziej warto poznać charakterystykę starokatolicką by niechcący nie wpaść w błąd.

Starokatolicyzm jako ruch powstawał na bazie umacniania się partykularnych tradycji poszczególnych narodów i diecezji. Najsilniejszym ośrodkiem okazała się diecezja Utrechtu, która już w średniowieczu przez uzyskiwanie różnych przywilejów stała się zbytnio niezależna w stosunku do Rzymu. Po suspendowaniu administratora archidiecezji utrechckiej abp Petrusa Codde wskutek zawieruchy jansenistycznej. Zawieszony, a później także ekskomunikowany w 1704 r biskup zyskał poparcie holenderskiego społeczeństwa. Jednak do schizmy doszło dopiero w 1723 r, kiedy to Arcybiskupia Kapituła Utrechtu wybrała swojego arcypasterze nie oczekując na zgodę Rzymu. Lokalna schizma rozrosła się dopiero w momencie zwołania obrad Soboru Watykańskiego I, na którym w 1870 r konstytucją dogmatyczną Pastor aeternus ogłoszono dogmat o nieomylności papieża. Nastroje podczas ogłaszania tej prawdy wiary były mieszane. Część biskupów wprost deklarował nieposłuszeństwo względem wobec tego dogmatu. Biskupi z różnych krajów europejskich znaleźli pomoc i wsparcie właśnie w diecezji utrechckiej.  Formalnym początkiem starokatolicyzmu było zawiązanie 24 września 1889 r tak zwanej Unii Utrechckiej. Tekst Deklaracji Utrechckiej podpisało kilku biskupów z Holandii, Niemiec, Szwajcarii i Austrii. Treść deklaracji składa się z 8 punktów, w których sygnatariusze decyduję się zachować naukę pierwszych 7 soborów, odrzucił soborów watykańskiego I i częściowo trydenckiego oraz ogłoszenia dogmatu o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny, podtrzymać naukę i praktykowanie celebracji Najświętszej Ofiary, a także zachować "wiarę niepodzielonego Kościoła". Deklaracja zawiera też pewne nadzieje ekumeniczne zjednoczenia podzielonego chrześcijaństwa. Do Unii Utrechckiej dołączały też polskie wyznania starokatolickie od 1907 r. 

Na pierwszy rzut oka może się starokatolicyzm wydawać się mało szkodliwy, przynajmniej w porównaniu do protestantyzmu. Zachowanie sukcesji apostolskiej i praktykowanie sakramentów przy jednoczesnym zachowaniu rytu rzymskiego sprawia, że można by uznać starokatolicyzm za bliższy Kościołowi niż prawosławie. Jest to jednak pogląd mylny. Dalsze dzieje wyznań starokatolickich pokazują, że za oderwanie się od katolickiego pnia starokatolicy zapłacili utratą większości łask jakimi dysponuje Kościołów. Dziś większość wspólnot starokatolickich ordynuje kobiety na stopnie sakramentalnej hierarchii. Tu i ówdzie pojawiają się nawet biskupki, co sprawia, że starokatolicy stopniowo tracą sukcesją apostolską. W wielu wspólnotach pojawia się aprobata dla homoseksualizmu oraz zaniechanie lub ograniczenie praktyki usznej spowiedzi. Czytając strony internetowe nawet polskich wyznań starokatolickich można się dowiedzieć, że niektóre wyznania starokatolickie w ogóle negują istnienie dogmatów, a ich nauczanie opiera się na bliżej nieokreślonych zasadach. Trudno nie zauważyć, że starokatolicyzm bardzo silnie skręca w herezje protestanckie. Z tego też powodu część wyznań starokatolickich od pewnego czasu występuje z Unii Utrechckiej. Pojawiają się też naciski na bardziej ortodoksyjnych starokatolickich biskupów, aby w ramach swoich wspólnot dopuszczali ordynację kobiet. Specyfiką starokatolicyzmu jest silny partykularyzm i przywiązanie do narodu. Z tego też powodu wspólnoty starokatolickie zwykle są niezbyt liczne oraz związane często i samą nazwą z określonym państwem lub narodem. Należy też zauważyć, że w skrajnej postaci starokatolicyzm może doprowadzić do powstania sekty. Barwnym przykładem jest "Kościół Katolicki Mariawitów w RP", w którym duchowieństwo stanowią same kobiety, a Mateczka (Maria Franciszka Kozłowska) uznawana jest za wcielenie Ducha Świętego. Z tego powodu wyznanie to trudno już nawet nazwać chrześcijańskim.

Starokatolicy nazwę katolickości mają tylko w nazwie. W pierwszym punkcie Deklaracji Utrechckiej zawarte swą piękne słowa św. Wincentego z Lerynu: "Trzymamy się tego, co wszędzie, co zawsze, co przez wszystkich było wyznawane, to jest bowiem prawdziwie i rzeczywiście katolickie." Rzeczywistość pokazała, że starokatolickie wyznania odeszły mocno od tego co katolickie. Przykład smutnej historii starokatolików, którzy skończyli jako pospolici heretycy pozbawiający się już nawet podstawowych łask, a czasem nawet miana chrześcijan uczy, że nawet zanegowanie jednej prawdy katolickiej wiary może doprowadzić do całkowitego odstępstwa od Boga w Trójcy Świętej jedynego. Utwierdzajmy się przeto słowami św. Wincentego z Lerynu i trzymajmy się tego co prawdziwe, a więc katolickie. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk