piątek, 29 września 2017

Homo-lobby w Kościele i homoseksualizm w seminarium

Laudetur Iesus Christus!

Zdaję sobie sprawę, że ruszając ten temat poderwę w powietrze wiele much, ale nie zamierzam unikać niczyjej krytyki, a jedynie pobudzać do refleksji i dyskusji nad pewnymi problemami Kościoła. To co tutaj napiszę w głównej mierze opierać się będzie na moich własnych doświadczeniach związanych z tym tematem. Sądzę, że czytelnicy nauczanie Pisma Świętego i Tradycji na temat homoseksualizmu znają zamierzam się podzielić moją refleksją nad rzeczonymi tematami mając świadomość że podpadnę zarówno rygorystom (do których bywam zaliczany) jak i laksystom.

Wstępując do seminarium oczywiście o żadnym homo-lobby nie miałem pojęcia, kwestię homoseksualizmu znałem właściwie wyłącznie z mediów, a moje doświadczenia w tym względzie obejmowały mniej lub bardziej sprośne żarty kolegów z liceum. Pech chciał, że mój pierwszy socjusz był gejem, chociaż przez cały okres mieszkania z nim nie miałem takiej świadomości. Najpewniej nie byłem w jego typie - cóż może to i lepiej bo boję się pomyśleć jakby ta przygoda w innym wypadku mogła się skończyć. Faktem jest, że ów współlokator tak uprzykrzył mi życie, że już po 3 miesiącach miałem ochotę wyskoczyć oknem. O tym że coś jest nie tak dowiedziałem się dopiero na początku drugiego roku gdy zaczął się jego intensywny romans z innym kolegą kursowym. Oboje wylecieli z seminarium tuż przed świętami Bożego narodzenia. Oczywiście tradycyjnie ogłoszono, że to ich własna decyzja. Jak się potoczyły ich losy nie wiem. Z moich obserwacji wynikało, że pierwszy chłopak homoseksualistą stał się już przed seminarium, natomiast drugi został przezeń uwiedziony. W seminarium były podobne przypadki i nie wszystkie kończyły się wydaleniem. Tak jak w wielu innych tego typu sytuacjach można odnieść wrażenie, że przełożeni przymykali oko dopóty sprawy nie zaszły za daleko, a para nie przestała się dostatecznie dobrze maskować. Najbardziej żal było mi drugiego kolegi, poszedłem nawet go upomnieć ale nie przyniosło  to oczekiwanych rezultatów. Sądzę, że jest to przykład na źle przeżywane braterstwo a przyczyn tego stanu rzeczy należy upatrywać nie tylko w samych alumnach którzy ulegli pokusie. Współczesny system seminaryjny nie przygotowuje do celibatu. Wspólnota często traktowana jest jako ersatz małżeństwa. Ojcowie duchowni mówią by energię seksualną przetransponować na miłość do wspólnoty. Tymczasem wspólnota jakakolwiek by nie była, a seminarium jest bardzo niedoskonałą wspólnotą, nie potrafi wypełnić pustki braku intymnego związku z kobietą. Wobec tego, że wspólnotowość jest wszechobecna zaczynają się między alumnami tworzyć niezdrowe więzi. Często na początku nie mają one charakteru erotycznego, jednak w środowisku tak hermetycznym jak seminarium łatwo może dojść do szkodliwej przemiany relacji. Wystarczy stres, czy przygnębienie wobec trudów seminaryjnego życia by w ramionach kolegi ukoić swoje żale. W młodym wieku o poruszenie seksualne nietrudno, łatwo może więc dojść do inicjacji grzechu. Droga odwrotu w takiej sytuacji jest bardzo trudna... .

Drugi przykład znam częściowo z opowiadań częściowo z własnej obserwacji. Była to kolejna para, która trzymała się razem od pierwszego roku. Już na trzecim roku wiadomo było iż najprawdopodobniej więź między nimi była niezdrowa. Długo ukrywali się ze swoimi tendencjami. Ostatecznie zostali wyrzuceni tuż przed święceniami diakonatu. Z tego co wiem kontynuują formację w dwóch różnych seminariach niemieckich i chyba przyjęli już diakonat. To przykład homoseksualistów perwersyjnych, czyli takich którzy wiedząc o swoich skłonnościach celowo przychodzą do seminarium by w bezpiecznym środowisku ukryć swoje preferencje. Zwykle ich działalność tworzy tak zwane homo-lobby, o którym szerzej nieco dalej. Obecność takiego kąkolu skutecznie psuje pszeniczny zasiew kapłańskiego powołania. Tacy ludzie nie tylko skłonni są uwieść innych alumnów, ale przede wszystkim wspierają kulturę tego świata szerząc modernizm podczas dyskusji na zajęciach uniwersyteckich. Zwykle osoby takie nie są w porę właściwie rozpoznawane i nawet wydalenie ich w końcowej fazie formacji nie przynosi Kościołowi oczekiwanych korzyści - co bowiem zdążyli napsuć to już należy do samego szatana.

Dobrym remedium na problem pojawiającego się w murach seminaryjnych homoseksualizmu jest właściwe wychowanie do celibatu. Należy uczyć alumnów przeżywać swoją samotność już w seminarium. Proste środki, jak chociażby podzielenie rekreacji na tą przeżywaną samotnie jak i oddzielny czas na wypoczynek wspólnotowy mogą przynieść dobre owoce. Należy także uczyć otwartości wobec innych ludzi, tak aby nie zdołały się wyzwolić niezdrowe relacje.  Przyjaźnie należy pielęgnować, ale jeśli jakiś alumn spędza więcej niż trzy rekreacje w tygodniu z tym samym kolegą to uważam, że zaczyna to już być niewłaściwe. Na te sprawy powinni uwrażliwiać przede wszystkim ojcowie duchowni kierując się zasadą, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Trzeba też porzucić nierealny pogląd na celibat. Przyjęcie celibatu jako daru z ochotnym sercem nie oznacza, że hurraoptymizmem zdoła się przykryć niedogodności związane z jego praktykowaniem. Ostatecznie celibat ma przede wszystkim wymiar ascetyczny i aby go móc właściwie przeżyć potrzebne jest wyrobienie wielu cnót. O tym się dzisiaj zapomina oszukując kleryków, że jeśli tylko zaufają Panu Bogu to problem sam się rozwiąże.

Osobiście uważam, że homoseksualizm jest chorobą o charakterze społecznym. Za ten pogląd zostałem zrugany przez pewnego wysoko postawionego w hierarchii akademickiej moralistę. Już po zakończeniu deformacji na ćwiczeniach z tak zwanej katolickiej etyki seksualnej podniosłem tą jak się okazało kontrowersyjną tezę. Dyskusja z owym wykładowcą wyglądała mnie więcej tak:
A: Pan uważa, że homoseksualizm to choroba? Przecież WHO wykreśliło homoseksualizm z listy chorób!
B: O ile wiem WHO nie jest żadnym loci teologici, w końcu nasz przedmiot nazywa się katolicka etyka seksualna, a nie świecka etyka seksualna.
A: Nie możemy być obojętni na badania naukowców!
B: Czy jeśli owi naukowcy wykreślą cholerę z listy chorób to stanie się ona mniej zaraźliwa? Czy jeśli alkoholizm  zostałby wykreślony z listy chorób WHO to jego szkodliwe oddziaływanie będzie mniejsze?
A: Pan głosząc tezę że oni są chorzy deprecjonuje ich godność...
B: (śmiech) Od kiedy choroba deprecjonuje czyjąś godność? Czy fakt że cierpię na kamicę nerkową deprecjonuje moją godność? Czy godność osoby ludzkiej zależna jest od jej zdrowia? Były już takie systemy które takie tezy głosiły. Skończyło się to w komorach gazowych, a w wersji współczesnej aborcją eugeniczną i eutanazją. (oklaski na sali)
Tak o to "pokonałem" wielkiego moralistę. W rzeczywistości odniosłem pyrrusowe zwycięstwo. Ów intelektualny zwyrodnialec dalej bowiem psuje umysły młodzieży katolickiej.... .

Ostatni przykład to właśnie typ owego słynnego homo-lobby. Osobiście uważam, że nie istnieje ono samodzielnie. Jest to bowiem część większego planu depopulacji i zniszczenia Kościoła konsekwentnie prowadzona przez masonerię rytu szkockiego. Ów wykładowca - najpewniej sam będąc homoseksualistą dostał się na intratną posadę uniwersytecką i tam rozsiewa swoje błędy. Wątpię by on sam był świadomy zła które czyni i by był członkiem jakiejś organizacji przeciwnej Kościołowi. Najprawdopodobniej jest to efekt działania masonów - jedna z ich ofiar, która teraz jako swoiste zombie rozsiewa zarazę. Laksyzm głoszony przez tego modernistę jest bardzo znamienny i wytłumaczyć go można osobistym zaangażowaniem w słabość której sam doświadcza. Czy ów kapłan praktykuje homoseksualizm, tego ocenić się nie da, ale sposób w jaki podjął się obrony środowiska LGBT dobitnie wskazuje na osobisty jego związek z dyskutowanym tematem. Co ciekawe jeśli popatrzymy na propagatorów środowisk homoseksualnych w Kościele, to znajdziemy w ich wypowiedział mnóstwo innych tez liberalnych jak chociażby ordynacja kobiet, zniesienie celibatu, czy jeszcze większa swoboda w sprawowaniu liturgii.

A jaki jest stosunek wyklętego kleryka do homoseksualizmu? Osobiście uważam, że jest to nabyta dewiacja. Należy rozróżnić jej stopnie, bo chociaż do badań profesora Kinsey'a należy się odnosić z bardzo dużą rezerwą to jednak nie każdy homoseksualista w 100 % preferuje osoby tej samej płci. Bardzo modny stał się dziś biseksualizm, który jest chyba najpoważniejszą plagą. Sam fakt odkrycia, że zjawisko homoseksualizmu jest niejednorodne i istnieje możliwość przesuwania się poszczególnych osób po osławionej skali Kinsey'a dobitnie wskazuje iż nie mamy do czynienia z czymś stałym i wrodzonym, ale jak najbardziej zmiennym, a jeśli tak się sprawy mają to na pewno istnieje możliwość wyjścia z tej dewiacji. I nawet jeśli współczesne terapie pomogą co drugiej chorej osobie albo nawet co dziesiątej to jest to wielkie zwycięstwo. Seksualność człowieka jest bowiem potężną siłą, a homoseksualizm prowadzi do niemożności realizowania tego popędu w sposób zgodny z Bożym zamysłem co niewątpliwie przysparza dewiantom wiele cierpień. Jako lektor, którego obowiązkiem jest pomagać w głoszeniu wiary sprzeciwiam się nowomowie jak wkradała się do dyskursu teologii moralnej. Czyny homoseksualne, czy jakikolwiek inne zło nie jest czymś "wewnętrznie nieuporządkowanym" jak chce współczesny Katechizm Kościoła Katolickiego, ale po prostu grzechem. Zgadzam się natomiast, że należy unikać wszelkiej dyskryminacji takich osób, jednak zdrowe społeczeństwo ma prawo bronić się godziwymi środkami przed gwałtem zadawanym mu przez dyktaturę mniejszości. Homoseksualiści zachowujący czystość są osobami cnotliwymi i zasługują na duży szacunek ze strony innych wiernych, jak również duszpasterzy. 

Dość dużym problemem jest wyświęcanie osób homoseksualnych i przyjmowanie przez nich profesji zakonnej. Dyrektywy wydane za czasów Benedykta XVI chociaż wydają się roztropne, to jednak w rezultacie utwierdzają homoseksualistów do ukrywania się. Osobiście uważam, że osoba homoseksualna może zostać godziwie wyświęcona lub przyjąć profesję zakonną. Spowiednik oraz kierownik duchowy musi się jednak upewnić, że taka osoba jest zdolna do wierności podjętym ślubom czystości lub celibatowi i że nie kieruje się błędną motywacją wstępując do seminarium duchownego czy nowicjatu. Nie może być tak, że ktoś próbuje uciec od świata i schronić się w środowisku, które może tylko spotęgować jego chorobę. Należy oczywiście zawczasu podejmować próbę leczenia. Unikałbym jednak ujawniania problemu przełożonym zewnętrznym chyba że zachodzi realna obawa, że zostanie wyświęcona lub konsekrowana niegodziwa osoba. Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że zachwieje to dalszym formowaniem, a może przyczynić się do świętokradczych spowiedzi. W ogóle sprawy moralne o ile są tajne należy pozostawić w obrębie tak zwanego forum internum. Alumni i profesi czasowi muszą mieć świadomość, że aby godziwie przyjąć święcenia lub profesję zakonną muszą mieć szczerą relację ze spowiednikiem i kierownikiem duchowym oraz posiadać ich aprobatę wobec podejmowania kolejnych kroków na drodze powołania. Dokonana przez kandydata lub kandydatkę przerwa w formacji z powodów osobistych w żadnym razie nie może być przez przełożonych zewnętrznych źle traktowana jeśli ma być zagwarantowana pełna swoboda korzystania z kierownictwa duchowego. Niestety dochodzą mnie słuchy, że zdarzają się przełożeni, którzy osoby przerywające formację aby przemyśleć czy przerobić pewne sprawy traktują jak cenzurowanych, gdy tymczasem właśnie tacy kandydaci do służby Bożej wydają się najbardziej dojrzale podchodzić do powołania, które rozeznają lub realizują. Uwagi na temat forum internum oraz kierownictwa duchowego proszę potraktować ogólnie i jako dodatek do omawianego zagadnienia, w dużej mierze dotykają one bowiem heteroseksualnych kandydatów i kandydatek i rzadko kiedy dotyczą stricte kwestii czystości, aczkolwiek problem ujawnia się szczególnie wyraźnie właśnie w temacie, który dziś omawiam.

Zło jakie może wyrządzić potencjalny ksiądz homoseksualista jest dwojakiego rodzaju. Po pierwsze jego skłonność zwiększa ryzyko wystąpienia zachowań pedofilnych, co potwierdziły badania. Po drugie istnieje duże niebezpieczeństwo wywołania zgorszenia i paradoksalnie nie chodzi mi o pierwszy przypadek, ponieważ on nie psuje tak bardzo morale wiernych jak sympatyczny ksiądz, który jest laksystą. Więcej na temat zgorszenia i uzasadnienie tej tezy znajdą czytelnicy w osobnym wpisie na temat zgorszenia - zlekceważonego grzechu. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że kapłan który sam doświadcza grzechu i nie potrafi z niego wyjść zracjonalizuje swoją słabość i będzie także według własnej błędnej oceny źle prowadził inne dusze choćby w pouczeniach dawanych przy okazji sakramentu pokuty.

Wielu grzeszników uważa homoseksualizm za grzech prywatny. Tymczasem po pierwsze nie istnieje grzech prywatny - każde bowiem zło uszczupla duchowy skarbiec Kościoła, a po wtóre zwłaszcza grzech obyczajowy, a takim jest czyn homoseksualny oddziałuje choćby na tą osobę, z którą dokonuje się sodomii. Zło homoseksualizmu ujawnia się głównie w jego skutkach społecznych. Kolejni dewianci uwodzą często heteroseksualne osoby sprowadzając je na drogę grzechu. To powoduje, że coraz mniej zawieranych jest małżeństw i następuje naturalna depopulacja. Sprzeciwia się to pierwszemu przykazaniu jakie Pan Bóg dał ludziom po wygnaniu z raju: "Bądźcie płodni i mnóżcie się" Rdz 1,28. Jest to więc prawdziwie grzech przeciw naturze. Niezależnie jednak od przesłanek medycznych, społecznych czy psychologicznych istotne jest samo posłuszeństwo Słowu Bożemu. Działajmy zatem mądrze przeciw rozprzestrzenianiu się homoseksualizmu - z jednej strony bądźmy miłosierni (we właściwym tego słowa znaczeniu) dla samych dewiantów, którzy sporo cierpią, ale nie dozwalajmy by rościli sobie oni prawa których nie mają. Kategorycznie należy sprzeciwiać się wszelkim próbom zrównania ich związków z małżeństwem oraz różnorakim formom deprawacji seksualnej młodzieży. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk




6 komentarzy:

  1. Poruszyłeś Bracie bardzo ważny problem, dziękuję Ci za to. Mam smutne wrażenie, że środowiska tradycjonalistów nie są wolne od aktywnych homoseksualistów, kapłanów, ceremoniarzy, dorosłych ministrantów i tak zwanych działaczy. Nie wiem, czy nie ma ich więcej niż w pozostałych środowiskach polskiego katolicyzmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne nie są wolne. Problem jest jak zawsze co owi homoseksualiści robią ze swoją dewiacją. Jeśli żyją w czystości i swoją misję w Kościele opierają o właściwą motywację to nie widzę problemu. Co do samych środowisk tradycjonalistycznych trudno mi się odnieść, czy istnieje jakaś nadreprezentacja, ale nie sądzę. Ruch tradycjonalistyczny jest konserwatywny, tak więc homoseksualizm nie znajduje w naszych środowiskach nie tylko akceptacji, ale często tolerancji, co niewątpliwie nieraz przyczynia się do niesprawiedliwie złego traktowania osób obciążonych tym zaburzeniem. Jeśli więc jakieś osoby czynnie homoseksualnie ukrywają się w takim środowisku to świadczy albo o skrajnym faryzeizmie albo jeszcze bardziej pogłębionej dysocjacji psychicznej.

      Usuń
  2. ..... JEZUS CHRYSTUS NIGDY NIE BYŁ W PALESTYNIE ! ! ! !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie był? Ewangelie o tym świadczą. Poza tym każdego dnia jest w Palestynie kiedy tamtejsi kapłani sprawują Najświętszą Ofiarę i gdzie jest przechowywany Najświętszy Sakrament.

      Usuń
  3. ........ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI SĄ PODSTAWĄ ISTNIENIA POLAKÓW I PAŃSTWA POLSKIEGO ! ! ! ! ! !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za przeproszeniem co ma piernik do wiatraka?

      Usuń