Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekskomunika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekskomunika. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 grudnia 2020

Opinia w sprawie szczepień anty-COVID opartych o linie komórkowe z abortowanych płodów

 Laudetur Iesus Christus!

Nie ulega wątpliwości, że kończymy nietypowy rok. Siły zła rozpanoszone w ostatnich latach zdały się przybrać na sile. Tym bardziej należy przypominać podstawowe prawdy i zasady życia jakimi powinien kierować się nie tylko katolik ale także każdy człowiek dobrej woli. Życie doczesne człowieka stanowi w hierarchii wartości poczesne miejsce, myliłby się jednak ten kto by uważał iżby było ono pierwsze. Jako wierzący spodziewamy się dóbr przyszłych (por. List do Żydów 11,1) i nasza perspektywa powinna wykraczać daleko poza to co cielesne. W tejże samej hierarchii postanowione jest także zdrowie jako wartość istotna acz niżej stojąca niż życie cielesne. Wszystkie zaś wartości stoją poniżej tego co nazywamy życiem wiecznym w Królestwie niebieskim i choć jest ono zapowiedziane to jednak w odniesieniu do każdego z nas jest ono wciąż wielce niepewne.  

Rok 2020 poddał nas pewnej próbie wiary. Oto już wiosną, każdy z nas stanął przed pytaniem o to co jest w stanie poświęcić dla praktyki wiary. Wydawało się nam że pod koniec roku sytuacja uległa poprawie - mamieni dobrą koniunkturą zakaźności wrażego wirusa przygotowaliśmy się do świąt Bożego Narodzenia i przeżyliśmy je może w kluczu nowej normalności ale jednak z zachowaniem tego co katolik zachować powinien. Tymczasem dochodzą głosy że doczesne zbawienie od zarazy przychodzi pod płaszczem niesamowitego zła! Oto producenci szczepień przeciwko COVID-19 nie kryją, że w procesie technologicznym wykorzystano linie komórkowe abortowanych płodów.

Chociaż trzeba jasno podkreślić, że Kościół nie określił jasno statusu ontologicznego płodu to jednak zachowuje stare rzymskie prawo, że to co zrodzone z ludzkich rodziców musi być człowiekiem i na tej podstawie nadaje owym płodom status osoby ludzkiej z pełnią przynależących z tego tytułu praw. Wobec tego będąc powolnym prawu Bożemu musimy z całą mocą przypomnieć że przykazanie "nie zabijaj" dotyczy nie tylko osobistego sprawstwa ale także współudziału i to także takiego który nazwalibyśmy współudziałem konsumenckim, a więc korzystaniem z owoców zbrodni.  

Wyklęty kleryk nie ocenia konieczności samego szczepienia. Każdy w wolności ma prawo leczyć się i stosować taką profilaktykę jakie rozum podpowiada za właściwe, jednak należy pamiętać iż cel nie uświęca środków. Wobec tego zauważamy że wbrew opiniom wielu modernistycznych teologów i duchownych brak alternatywy dla szczepionki produkowanej z linii komórkowych abortowanych płodów nie jest dostatecznym powodem do jej zastosowania. Przeciwnie! Opierając się na hierarchii dóbr nie można tu nawet mówić o zastosowaniu zasady podwójnego skutku, bowiem zdrowie ludzkie nie jest ważniejsze od życia cielesnego. Niechaj każdy więc pamięta, że przykładając rękę do tego procederu w sposób dobrowolny popełnia grzech śmiertelny.

Niestety należy zauważyć że dążność władzy świeckiej, a jak się okazuje i duchownej (Stolica Apostolska zadeklarowała, że szczepienia przyjmie) może spowodować że wybory przed którymi zostaniemy postawieni będą od nas wymagały ponadprzeciętnej cnoty. Dopóty jednak można zabrać głos, należy czynić głośny rwetes - praktyka pokazała że władza świecka w Polsce głosu ludu się lęka, ale ten głos musi jasno wybrzmieć. Zatem podpisujmy petycje, piszmy do rządzących, protestujmy,  uświadamiajmy nasze duchowieństwo. Nie możemy oczekiwać iż każdy wierny będzie miał cnoty właściwe męczennikom czy nawet wyznawcom. Brak dobrowolności oczywiście winę pomniejsza, ale czyż to nas usprawiedliwia? Bynajmniej!

Nawet modernistyczny kodeks prawa kanonicznego z 1983 r  podaje najwyższą sankcję za terminowanie nienarodzonych. W kanonie 1398 czytamy: „Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa". Zapewne wielu kanonistów zauważy, że nie zachodzi tutaj istotna przesłanka w postaci spowodowania owego przerwania. Jest natomiast z pewnością współudział polegający na wywoływaniu popytu na owe "produkty", jest także zgoda na zaistniałe wcześniej zło. Mając na uwadze to wszystko podejmujmy starania i wysiłki nie tylko w tym celu aby utrzymać w sprawiedliwości własne sumienie, ale także bądźmy wrażliwi na naszych braci i siostry którzy dobrowolnie lub niedobrowolnie przystać mogą do cywilizacji śmierci. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:

Wyklęty kleryk



piątek, 31 maja 2019

Problem z pedofilią w Kościele

Laudetur Iesus Christus!

Z wielkim zainteresowaniem obejrzałem film Sekielskich oraz zapoznawałem się z całą otaczającą go kampanią reklamową, wyborczą oraz z wypowiedziami hierarchów modernistycznego kościoła. Stwierdziłem że nadszedł czas by zabrać głoś, w tej jakże głośnej sprawie, szczególnie że spotkałem się z kilkoma osobami które doświadczyły nadużyć seksualnych - sam osobiście nie, natomiast jestem sobie w stanie wyobrazić zarówno skalę problemu jak i jego ciężar.

Przede wszystkim pedofilia nastręcza szereg trudności metodologicznych, bo jako termin nie jest jednoznaczna. W polskim prawie za pedofilię uznaje się realizację pociągu seksualnego do nieletnich przed ukończeniem przez nich 15 roku życia. Sam termin pedofilii odnosi obiekt seksualny do dziecka, a dziecko jest nim aż do pełnoletniości czyli do ukończenia 18 lat. Z drugiej strony kryteria rozwojowe jasno rozgraniczają dzieci oraz młodzież - jednak granica ta znowu jest bardzo niespecyficzna i de facto jest ona zmienna osobniczo. Trudno także mówić o pedofilii w stosunku do osób które zgodnie z prawem mogą zawrzeć ważne małżeństwo, a to w Kościele może zawsze 16 letni mężczyzn i 14 letnia kobieta. Pewnym rozwiązaniem jest wprowadzenie terminu efebofilii a więc pociągu seksualnego do dorastającej młodzieży. Specyfika nadużyć co jest bardzo symptomatyczne w Kościele dotyczy właśnie kategorii efebofilii, również częściej ofiarami padają chłopcy. Ma to ważkie znaczenie w refleksji nad przyczynami tego zjawiska. 

Od strony moralnej czyny pedofilne jawią się jako wielkie zło. Sądzę iż nie będzie przesadą włączenie tegoż grzechu wraz z bestialstwem do czynów sodomskich i potraktowanie go jako grzechu wołającego o pomstę do nieba. Sądzę iż uzasadnienie jest bardzo proste - ciężkość winy jak również bezbronny obiekt tego czynu powoduje niesprawiedliwość sięgającą bram nieba, zresztą w katalogu grzechów wołających o pomstę do nieba znajduje się już uciskanie wdów i sierot, a więc specyficzny grzech którego przedmiotem mogą być dzieci w szczególnej sytuacji. Nauczanie Kościoła jest w tej kwestii jasne i spójne - czyny pedofilne stanowią ciężką materię i jako takie są podstawą dla grzechu śmiertelnego. Nie mniej oczywiście słuszne są postulaty włączenia tego typu czynów nie tylko w traktaty moralne ale także kanoniczne. Szczególny ciężar przewinienia domaga się szczególnego potraktowania. Niestety w nowym prawodawstwie dopuszczono wieloletnich zaniedbań tego tematu. Okazuje się że już w XVI w papież Leon X nakazywał sankcje zarówno karne jak i kanoniczne wobec każdego kto dopuszcza się pedofilii. Potem św. Pius V nakazywał wydanie duchownego uprawiającego pedofilię władzy świeckiej po uprzednim uroczystym zdegradowaniu - można się tylko domyślać że kary wykonywanej przez sąd świecki taki osobnik nie przeżywał. Również w okresie tak zwanego oświecenia Kościół nie zapomniał o problemie i duchowieństwo dopuszczające się grzechów przeciwko szóstemu przykazaniu nakazywał zsyłać na tak zwane galery oraz degradować bez prawa przywrócenia. Ostatecznie Kodeks Kanoniczny z 1917 r przewidywał suspensę ferendae sententiae za grzechy przeciw VI przykazaniu, a w ciężkich przypadkach do których niewątpliwie zaliczała się pedofilia nakazywał depozycję czyli wydalenie ze stanu duchownego. Znamienitym jest fakt, że po tym jasnych deklaracjach kanonicznych w KPK z 1983 w zasadzie pozostała penalizowana jedynie solicytacja.... . Dopiero Franciszek upomniał się o wydalanie ze stanu duchownego każdego dopuszczającego się pedofilii i to po serii skandali. Ze smutkiem trzeb przyznać iż przez szereg lat norm praktycznie nie było, stosowano jedynie środki karne w postaci przenosin, czy ograniczenia pracy z dziećmi. Trzeba uczciwie przyznać, że środki te nie muszą być podyktowane li tylko paradygmatem świętego spokoju. Jestem w stanie zrozumieć iż może chodzić także o dobro duszy takiego kapłana, który wydalony ze stanu duchownego już totalnie pofolgowałby swoim zboczeniom. Jednak niestety fakty wskazują na pierwszą przyczynę. Gdyby chodziło o  dobro zarówno Kościoła jak i kapłana to przeniesienie byłoby zawsze albo w kierunku zakonu ścisłej obserwancji albo do prac administracyjno-porządkowych np archiwum, gdzie niestety jak wiadomo przeniesienia odbywały się na równorzędne placówki o charakterze stricte duszpasterskim. Nie bronię zatem biskupów, ale jednocześnie nie uważam iż przeniesienie zawsze jest złym rozwiązaniem.

Należy jednak bardziej pochylić się nad przyczynami i paradoksalnie zgadzam się ze słynnym stwierdzeniem Dody, że to pedofile zostają księżmi. Niestety ruchy w kierunku rozwiązania tego problemu idą w kompletnie złym kierunku. Efektem nagonki są postulaty zwiększenia częstotliwości i dogłębności badań psychologicznych dla przyszłych kapłanów oraz wrażliwość na wyłapywanie tego typu zaburzeń już w seminarium. Proceder ten będzie kolejnym polowaniem na czarownice, które okaże się kompletnie nieskuteczne. Nie ma narzędzi które umożliwiałyby zajrzenie do umysłu czy duszy badanej osoby, jednak jeśli założymy że to rzeczywiście Pan Bóg powołuje to kierując się przesłankami nadprzyrodzonymi można rozeznać brak powołania u kleryka. Nie zrobi to jednak ani psycholog, ani seksuolog, ale wierzący kapłan. Trzeba założyć, że Pan Bóg nie chce dla Kościoła źle i nie powoła do stanu kapłańskiego pedofila, zatem zamiast polować na pedofilów wśród kleryków co jest zadaniem a wykonalnym należy mądrze rozeznać ich powołanie. Musiałbym w tym momencie powtórzyć postulaty z wpisów dotyczących formacji seminaryjnej z wakacji 2017 r. Żeby nie dopuścić pedofila do święceń trzeba skupić się szczególnie na dwóch wymiarach mianowicie moralnym i duchowym. Pedofilia sama w sobie podobnie jak homoseksualizm nie zakłada aktualizacji chorej inklinacji. Stan skłonności można porównać do czynnika mutagennego dla choroby nowotworowej. Każdy wie że palenie papierosów zwiększa prawdopodobieństwo zachorowania na raka płuc, krtani, pęcherza oraz nerki jednak znamy palaczy którzy w dobrym zdrowiu dożyli swoich dni, ponieważ dopiero splot kilku czynników prowadzi do aktywacji choroby. Podobnie jest z zaburzeniami seksualnymi. Osoba cnotliwa może zaburzenia mieć, ale przez wzgląd na dobrze ukształtowany kręgosłup moralny w połączeniu z odpowiednim urobieniem duchowym nie zaktualizuje ich nigdy. Zresztą podobny problem dotyczy nie tylko pedofilii ale także innych form podwójnego życia duchownych i to nie tylko w aspekcie seksualnym ale także np materialnym. Jednak jeśli dziś uczymy młodych kleryków, że Pan Bóg jest nieskończenie miłosierny, a piekło jest puste to nie dziwmy się że pozbawiając ich naturalnego szczepienia jakim jest pamięć o rzeczach ostatecznych dopuszczamy do rozhamowania. I nie pomoże tu żadna tak zwana dojrzałość. Każdego człowieka wprowadzając odpowiednio w błąd można doprowadzić do grzechu, uczy o tym już sama Księga Rodzaju. Należy więc patrzeć na kryteria moralne i duchowe aby ustrzec kleryków przed pedofilią. Oczywiście problem rozciąga się także na dalsze życie kapłańskie. Dobra formacja seminaryjna to pewien zaczyn, ale jeśli ziarno wpadnie na nieurodzajną glebę to obumrze, albo wykiełkuje na karłowatą, rachityczną roślinę. Szczególnie biskup powinien dbać o swoich kapłanów także po święceniach i być prawdziwie ich ojcem oraz duszpasterzem. Formacja stała duchowieństwa jest bardzo fasadowa. Biskupi zamiast przecinać wstęgi i jeść wystawne obiady powinni poświęcać czas swoim kapłanom, dobrze ich poznać zwłaszcza kiedy diecezje są tak małe jak dziś. Niestety to wymaga zmian o charakterze już ponad pokoleniowym bo i biskupów nie mamy dobrze uformowanych. Wielkim problemem są także środowiska z których wywodzą się kapłani. Nierzadko sami oni byli obiektem molestowania. Propaganda seksualizmu od lat najmłodszych sprzyja rozwojowi dewiacji, bo seksualność prawidłowo wzrosnąć może tylko w środowisku pełnym miłości i cnoty rozumianej jako praktyczna zdolność umysłu i woli do czynienia dobra. 

Film który stanowił motor do toczącej się dyskusji pokazał, że nadużyć dokonują źle uformowani kapłani, UB-ecy oraz tak zwana lewica kościelna. Proszę mi pokazać jednego kapłana w Polsce który regularnie odprawia Mszę klasyczną i ma sprawę o pedofilię. Prawda jest taka że przed problemem chroni wiara katolicka w jej ujęciu tradycyjnym. Trzeba uczciwie przyznać iż od strony filmowej dokument jest zrobiony na wysokim poziomie, ale zastanawia dlaczego w całej dyskusji o pedofilii nie podejmuje się tematu pedofilii w innych środowiskach oraz nie pokazuje się że na Dzikim Zachodzie powstają partię (legalnie działające!) których celem jest legalizacja pedofilii pod pozorem rzekomych praw dzieci do miłości oraz dorosłych do realizowania popędu byleby nie przemocowego W wielu krajach środowiska te lobbują na rzecz obniżenia wieku przyzwolenia co tak de facto jest legalizacją pedofilii na raty. Do tego zapomina się zupełnie o prawnie usankcjonowanej pedofilii w islamie, mało tego czyni się wyjątki w prawie nie-szariackim żeby dopuszczać do owych skandalicznych małżeństw, często tak zwanych małżeństw na jedną noc... . To wszystko czytelnicy mogą sobie sprawnie wyszukać. Podczas gdy tylko środowiska katolickie są obciążane za pedofilię - nie mówi się o tejże nawet w innych denominacjach chrześcijańskich oraz sektach. Przecież pastorzy mają żony więc nie molestują nikogo, a wiadomo że za pedofilię odpowiedzialny jest celibat - takie hasła niejednokrotnie można usłyszeć. Wszystko to pokazuje czemu cała ta narracja ma służyć, ostatecznie chodzi do uszczuplenia i tak już wątłego autorytetu machiny modernistycznej Kościoła  oraz pozbawieniu Kościoła zarządu na dobrami doczesnymi. Ciekawe że nikt nie postuluje aby szkoła miała wypłacać odszkodowanie za pedofilię jej pracownika, tak samo nie myśli się o tym wobec lekarza i szpitala. Takich przykładów jest sporo. Należy szczególnie pamiętać i rozważyć pochopne deklaracje biskupów nie wykluczające wypłaty stosownych kontrybucji. A to są nasze pieniądze! One powinny być przeznaczone na kult Boży, na misję Kościoła w świecie.

Wydaje się że środki które próbują wykoncypować zarówno hierarchowie jak i władze świeckie są niewystarczające. W prawie kanonicznym powinna być kara suspensy latae sententiae albo w ogóle tego typu kara ekskomuniki dla każdej osoby dopuszczającej się pedofilii najlepiej z rezerwatem papieskim. Władza świecka do niczego nie dojdzie podwyższając lata odsiadki do 30 czy ilu tam. Pedofile powinni być po prostu kastrowani i tylko w uzasadnionych przypadkach trzymani w więzieniu jeśli mimo wykastrowania zdaniem biegłych zagrażają porządkowi publicznemu. Na pedofilię należy patrzeć jak na chorobę którą należy z przyczyn społecznych leczyć przymusowo podobnie jak to się robi  przypadku niektórych innych chorób.  Do tego zasądzać należy odszkodowania z majątku pedofila lub obciążać go dożywotnim obowiązkiem alimentacyjnym wobec ofiary.  Niestety dzisiaj nie ma możliwości leczenia tej choroby, nawet jeśli pedofil się zgłosi i przez specjalistyczne badania zostanie potwierdzona jego pedofilia to nie ma szans na zabieg kastracji - nie wolno go wykonać nawet odpłatnie. Należy popatrzeć więc także na drugą stronę - poza kastracją chemiczną, która nie zawsze jest skuteczna, pedofil nie ma możliwości by się skutecznie leczyć. 

Ostatecznym przyczynkiem do walki z pedofilią jest oręż wiary. Owo wyśmiewane straszenie piekłem ma tu swoje miejsce i jest środkiem który chronił przed złem wiele pokoleń chrześcijan. Nie chodzi tylko o straszenie ale także a może przede wszystkim o świadomość zła, sądu Bożego i wynikających zeń implikacji soteriologicznych. Obawiam się że problem pedofilii nie zostanie rozwiązanych. Za kilkadziesiąt lat jeśli nie obrzezamy naszych serc na wiarę katolicką pedofilia będzie uznawana jako jedna z kilkudziesięciu orientacji seksualnych i zostanie prawnie zalegalizowana. Grzech ten woła i głośno wołać będzie o pomstę do nieba. Kyrie elejson!


Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

czwartek, 28 czerwca 2018

"Parafia przyjazna człowiekowi"

Laudetur Iesus Christus!

Jakiś czas temu odbyłem z pewnym kapłanem rozmowę na temat trudnej sytuacji w jego praktyce duszpasterskiej. W trakcie rozmowy dyscyplinującej z proboszczem, ów przełożony zarzucił wikaremu że niszczy obraz "parafii przyjaznej człowiekowi".

Samo takie stwierdzenie stawia parafię w kontrze do petenta i jest niezrozumieniem istoty lokalnego Kościoła. W końcu kto jak kto, ale właśnie moderniści tłoczą bardzo mocno pogląd, że Kościół tworzą ludzie. zatem takie stwierdzenie samo w sobie sprzeczne jest nawet z posoborową eklezjologią. Oczywiście rzecz dotyczyła osoby będącej katolikiem ochrzczonym i publicznie nie ekskomunikowanym.

Druga kwestia to sprawa właśnie owej przyjazności. Należy sobie zadać pytanie po co Chrystus Pan założył Kościół? Celem założenie Kościoła jest kontynuacja misji zbawczej Chrystusa Pana. A więc Kościół to wspólnota postanowiona dla zbawienia duszy człowieka. Jeśli ktoś przychodzi aby otrzymać sakrament i Kościół rozeznaje iż kandydat nie jest do tego odpowiednio dysponowany, że przyjmie sakrament świętokradzko, to właśnie dla dobra tej osoby powinien wstrzymać udzielenie sakramentu.  Kiedy bowiem ktoś popełnia świętokradztwo to nie tylko nie otrzymuje łaski płynącej z sakramentu (zostaje ona zawieszona) ale jeszcze pomnaża swoje grzechy. Podobnie więc jak w przypadku deklarowania schizmy czy ekskomuniki Kościół występuje jako surowy ale kochający rodzic, który w ostateczności sięga i po takie środki.

Czym jest parafia przyjazna człowiekowi? Patrząc przez pryzmat celu Kościoła oraz życia każdego człowieka, to parafia przyjazna człowiekowi będzie taką która stwarza okazję do przyjmowania łaski Bożej. Parafia przyjazna będzie godziwie sprawować kult Boży, a jej duszpasterze będą posługiwać słowem prawdy, co nie zawsze oznacza słów pełnych łagodności. 

Z perspektywy doczesnej oczywiście dobrze jest jeśli parafia przyjmuje prośby wszystkich wiernych. Jednak parafia nie jest przedsiębiorstwem usługowym, a duszpasterze nie są od tego by dawać każdemu to co chce, ale to co mu się słusznie należy. W perspektywie wiecznej lepiej jeśli parafia odstręczy potencjalnego grzesznika, który być może za jakiś czas wróci skruszony niż utrzyma armię miernych wiernych, którzy idą na zatracenie bez słowa ostrzeżenia.

Wobec tego wszystkiego należy strzec się takiego postępowania obliczonego bardziej na ilość niż na jakość. Choćby zasmucała mała ilość wiernych, to lepiej niegodziwemu odmówić dostępu do sakramentu niż pozostawiać fasadę katolicyzmu, za którą rozwiera się przeraźliwa otchłań  wiecznego zatracenia.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

wtorek, 21 listopada 2017

Fasadowe prawo kościelne

Laudetur Iesus Christus!

Posoborowy kryzys Kościoła dotknął także wymiaru dyscyplinarnego. Jego najbardziej widocznym efektem jest nowy Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. Deregulacja prawna Kościoła moim zdaniem przebiegała w dwóch etapach. Pierwszym z nich było dostosowanie istniejących norm do rzeczywistości posoborowia. Wbrew pozorom wdrażanie złośliwych reform zakończyło się dopiero promulgowaniem nowego kodeksu, w którym przepisano najbardziej wątpliwe teologicznie fragmenty nauczania Vaticanum II. Drugi etap trwa do dzisiaj i polega na doprowadzeniu do totalnej anomii życia kościelnego. Głównym wykonawcą rewolucji antyprawnej w Kościele jest sam Franciszek i jego poplecznicy.

Dla każdego wierzącego prawnika sens istnienia prawa jest jasny. W sytuacji po grzechu pierworodnym natura ludzka skażona jest złem i jako taka potrzebuje pewnych zewnętrznych regulacji zwanych prawem po to aby wspomóc naturalną władzę wolitywną, jaką jest sumienie w podejmowaniu słusznych wyborów. Prawo dzielimy na Boże i ludzkie, naturalne i pozytywne. Prawo Boże naturalne streszcza się w złotej normie: "czyń dobro, a zła unikaj", zaś prawo Boże pozytywne to wszystkie przykazania jakie przekazuje nam Objawienie, co w dużym uproszczeniu sprowadza się do dekalogu. Z kolei prawo ludzkie naturalne sprowadza się do zasady: "nie czyń drugiemu co tobie nie miłe i czyń innym tak jak chcesz by tobie czyniono", z kolei prawo ludzkie pozytywne to wszelkie kodeksy, konstytucje, regulaminy itp rzeczy stanowione zwykle przez określony organ władzy prawodawczej zwanej u idealisty oświeceniowego Monteskiusza władzą ustawodawczą.

Po co ludzie tworzą prawo? Otóż tam gdzie prawo naturalne nie wystarcza potrzeba stworzenia jednolitego systemu normatywnego, który ureguluje problematyczne strefy życia. Trzeba jasno stwierdzić, że prawo naturalne jest zawsze przed pozytywnym. Tej zasady przestrzegał także Pan Bóg, jednak w sytuacji kiedy ludzie zbłądzili nie zdał ich jedynie na wewnętrzne poruszenia sumienia, ale nadał kodeks postępowania, czyli prawo pozytywne. Prawo kościelne jest specyficznym rodzajem prawa, gdyż jako prawo pozytywne łączy w sobie elementy prawa Bożego i ludzkiego - tak przynajmniej winno być w założeniu. Również państwa, które niegdyś określały się jako katolickie powinny przyjąć taki model, aby określenie "katolicki" nie było zwykłym pustosłowiem.

Kościół apostolski kierował się w swym postępowaniu jedynie duchem Ewangelii i było to w większości przypadków skuteczne. Jednakże już spór pomiędzy św. Piotrem i św. Pawłem dotyczący przestrzegania przepisów starozakonnych oraz ewangelizacji gojów doprowadził do konieczności regulacji na Soborze Jerozolimskim. Tak zaczęła się historia tworzenia pozytywnego prawa kościelnego. Śledząc kolejne sobory dostrzegamy jak kolejne problemy implikowały tworzenie się kolejnych regulacji spisywanych zwykle w tak zwanych kanonach. Już pierwsze sobory poza warstwą dogmatyczną, zawierały także zbiór przepisów. Stan taki trwał aż do soboru trydenckiego, kiedy ostatni raz sobór uchwalał prawo dla całego Kościoła. Sobór watykański I żadnych przepisów zatwierdzić nie zdążył, natomiast sobór watykański II miał "inny charakter" wobec czego na nim także nie uchwalono żadnego prawa. Niejako logicznym uzupełnieniem Vaticanum II stał się więc Kodeks Prawa Kanonicznego (KPK) z 1983 r.

Czytając różne przepisy prawa pozytywnego wchodzimy w specyficzny język prawniczy. Zdania z których złożone są normy tworzone są w trybie orzekającym, do tego w większości przypadków istnieje klauzula nie-wykonywalności danej normy, czyli tak zwana sankcja. I tak na przykład norma z Konstytucji RP która chroni życie ludzkie obarczona jest sankcją zawartą  w kodeksie karnym: "Kto zabija człowieka, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 8, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności." Wyobraźmy sobie sytuację, w której nie istnieje sankcja. Czym w tym przypadku jest norma o ochronie życia ludzkiego? Przestaje być normą prawną, a staje się jedynie normą moralną. Ponieważ jednak morderstwa się zdarzają konieczne jest prawo, które ureguluje kwestię morderstw.

Do 1983 r w podobny sposób funkcjonowało prawo kościelne. Kodeks z 1917 r zawierał ściśle sprecyzowane normy prawne i wyliczał kary za ich nieprzestrzeganie. Nowy kodeks w dużej mierze jest zbiorem pobożnych życzeń, a sformułowania: "należy", "zaleca się", "powinno się" itp zdecydowanie dominują nad: "jest", "są", "będą" itd. Czytelnicy rozumieją chyba dobrze co mam na myśli... . Warto zresztą zajrzeć do udostępnionych w sieci kaonów tego "prawa". Na przykład:

Kan. 1184 - § 1. Jeśli przed śmiercią nie dali żadnych oznak pokuty, pogrzebu
kościelnego powinni być pozbawieni:
 1 notoryczni apostaci, heretycy i schizmatycy;
 2 osoby, które wybrały spalenie swojego ciała z motywów przeciwnych wierze
chrześcijańskiej;
 3 inni jawni grzesznicy, którym nie można przyznać pogrzebu bez publicznego
zgorszenia wiernych.
 § 2. Gdy powstaje jakaś wątpliwość, należy się zwrócić do miejscowego
ordynariusza, do którego decyzji należy się dostosować. 
Powinni być pozbawieni, co wcale nie oznacza, że muszą być, a w praktyce i tak chowa się wszystkich jak leci... . 

Albo pobożne życzenie w stylu:
Kan. 254 - § 1. Wykładowcy winni się stale troszczyć w nauczaniu przedmiotów o
wewnętrzną jedność i harmonię całej nauki wiary, by alumni doświadczali, że zdobywają
jedną wiedzę. Aby łatwiej to osiągnąć, powinien ktoś w seminarium kierować całym
porządkiem studiów. 
I nic się nie dzieje gdy się nie troszczą oraz gdy nie ma prefekta studiów, albo ten nie wywiązuje się właściwie ze swoich obowiązków. 

Dużo powszechniej zdarza się sytuacja kiedy norma jest określona ale brakuje sankcji, np.:
Kan. 1167 - § 1. Tylko Stolica Apostolska może ustanawiać nowe sakramentalia,
autentycznie tłumaczyć już istniejące, znosić niektóre z nich albo zmieniać. 
Aż prosi się by wprowadzić sankcję na biskupów i prezbiterów, którzy zmieniają liturgię sakramentaliów w sposób sprzeczny z księgami, zaniechają odprawiania niektórych, albo tworzą własne. Z tą rzeczywistością mamy często do czynienia. A norma powyższa jest tak skonstruowana, że w zasadzie trudno jest napisać skargę, nie wiadomo też kto miałby być jej adresatem, kto sędzią w sprawie itd. Oczywiście sprawni interpretatorzy prawa kanonicznego zaraz wykoncypują, że sakramentalia podpadają pod liturgię, a więc do kongregacji kultu Bożego i dyscypliny sakramentów, jednak praktyka pokazuje, że poszczególne urzędy Kurii Rzymskiej chętnie śmierdzące sprawy lubią odsyłać i dykasteria liturgiczna może próbować zbyć problem w kongregacji do spraw duchowieństwa, biskupów, czy nawet nauki i wiary... . Ostatecznie prawo kościelne chociaż dotyka większości spraw życia Kościoła to jednak jest na tyle nieokreślone, że niezmiernie trudne w aplikowaniu. Stąd też jeden z wykładowców prawa kanonicznego stwierdził: "Nowy kodeks to prawo piękne do studiowania, lecz bardzo niepraktyczne do stosowania". I ja się pod słowami tego profesora podpisuję.

W ostateczności prawo kościelne czasem definiuje sankcję, zwykle podając górną granicę kary, jednak prawie nigdy nie określa dolnej. Patologia tego typu wkradła się także do kodeksów cywilnych. Powoduje ona, że mamy do czynienia z szeregiem martwych przepisów za złamanie których nie obowiązuje żadna sankcja lub jest ona symboliczna na przykład pozbawienie wolności w zawieszeniu. Przykładem takiej normy może być poniższy kanon 1366:  "Rodzice lub ich zastępujący, którzy oddają dzieci do chrztu lub na wychowanie w religii niekatolickiej, powinni być ukarani cenzurą lub inną sprawiedliwą karą." Dla kodeksu z 1917 r jedyną karą byłaby tutaj ekskomunika. Trzeba byłoby oczywiście dodać: "dobrowolnie oddają". Dlaczego ekskomunika? Ponieważ jest to praktyczna apostazja - są takie uczynki które stanowią wyznanie niewiary, oddanie własnych dzieci heretykom na wychowanie religijne to przykład takiego aktu. A co oznacza sprawiedliwa kara? Może to być równie dobrze upomnienie... . Ranga problemu i sposób w jaki sprawę rozsądza nowy kodeks budzi daleko idące wątpliwości.

W praktyce kary stosowane są rzadko. Chociaż kodeks przewiduje środki karne, to jednak zwykle nie są one stosowane. Duchownego karze się zwykle upomnieniem, przeniesieniem lub suspensą. Czasami wystarczyłoby zastosować na przykład zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych w postaci nakazu zdeponowania prawa jazdy u biskupa, aby np problem wyjazdów do kochanki/kochanka wykluczyć. Ewentualnie przeniesienie na drugi koniec diecezji, ale przenoszenie do innej zwykle jest tylko spychaniem problemu pod dywan i sygnałem dal karanego: "rób co chcesz ale tak by nie było o tobie słychać". Również duchownego, który źle używa dóbr niekoniecznie należy przenosić na karną placówkę, ale obłożyć zakazem posiadania lub poważnym ograniczeniem w tym zakresie. Przenoszenie na karne placówki jest bardzo nieewangeliczne, a ci którzy stosują takie środki zapominają, że nawet w takim Ars znajdują się ludzie, którzy mają prawo do duchownego, który nie idzie tam za karę... . Kary zwłaszcza te kościelne powinny być nakładane zgodnie z troską o zbawienie duszy, przede wszystkim dokonującego występku, a nie tylko dobrego imienia parafii, diecezji czy prowincji kościelnej. Często zresztą dobre imię Kościoła utożsamiane jest błędnie z tak zwanym świętym spokojem. Biskup personalnie odpowiada za zbawienie swoich kapłanów, podobnie jak papież za zbawienie swoich biskupów. W aplikowaniu prawa nie powinni oni nigdy o tym zapomnieć.

Czytając "święte kanony" można odnieść wrażenie, że nowy kodeks stanowi prawo fasadowe. Normy prawne znajdują się jedynie w normach ogólnych, prawie karnym i małżeńskim. Cała reszta to jak stwierdził jeden z moich wykładowców "pobożne bajkopisarstwo, na którym się nie znam i którym nie warto się zajmować". Ów wykładowca był jednym z lepszych jakiego miałem okazję słuchać podczas tak zwanych studiów teologicznych. Niestety część wykładów z prawa miałem z innym księdzem, który bardziej niż samych norm uczył jak skutecznie je omijać i tutaj docieramy do drugiego etapu deregulacji prawnej Kościoła. Faktyczna anomia dotyka bowiem całej rzeczywistości Kościoła. Wszelkie dyskusje na temat przepisów ucinane są zwykle argumentami ad personem i ad hominem - oskarżeniem o faryzeizm, lub w najlepszym wypadku próbą wykazania nieznajomości "ducha prawa". Takie argumentowanie to faktyczne niszczenie wszelkiej praworządności. Używa się przy tym przewrotnie fragmentów z Pisma Świętego, cytując Słowo Boże w sposób iście szatański. Dla wprawnego obserwatora jasne jest, że KPK z 1983 r to tylko etap w postępującej rewolucji neoheretyckiej. Współczesnych modernistów uwiera już nawet ich własne dzieło. Domagają się oni całkowitej wolności. Rezultatem takich działań jest fakt, że poszczególne Kościoły partykularne różnią się od siebie nieraz tak znacznie iż zaczyna budzić to powszechne zgorszenie wiernych. Choćby słynna sprawa dyspensy w Warszawie i kpiarskie artykuły dotyczące postanowień postnych. Biskupi w Warszawie podzieleni są jak widać nie tylko Wisłą, ale także spojrzeniem na dyscyplinę pokutną w Kościele. 

Wierność prawu kościelnemu jest probierzem prawdziwego posłuszeństwa. Chrystus Pan naucza: "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie." Łk 16,10. Ta wierność jest poważnie wystawiana na próbę już w trakcie deformacji w nowych seminariach. Kapłani często skarżą mi się, że są przez swoich przełożonych zmuszani do działania w sposób sprzeczny z przepisami, które ci przełożeni nie wydali i często nie mają prawa do dyspensowania od nich. Należy pamiętać, że Pan Jezus nie wymaga posłuszeństwa totalitarnego, a władzę zwłaszcza w Kościele należy traktować jako służbę. Defraudacja własnych uprawnień, dokonywana zwykle przez pospolitą uzurpację to jedno z najczęstszych przestępstw jakiego dopuszcza się duchowieństwo w Kościele poczynając od proboszcza, a kończąc na kardynałach. Z tymi zjawiskami mamy prawo i obowiązek walczyć. Przede wszystkim nie kroczmy drogą kompromisów - nie nalegajmy na łagodzenie prawa - dyspensy i indulty są czymś wyjątkowym i tak je traktujmy. Uwrażliwiajmy innych wiernych na ów problem. Przełożeni defraudują władzę głównie wskutek nacisku właśnie szeregowych wiernych. Paradygmat świętego spokoju wyznawany w większości kurii tak diecezjalnych jak i zakonnych prowadzi do łamania sumień niejednego kapłana.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk