Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja heretycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rewolucja heretycka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 listopada 2018

Małżeństwo nie cieszy się już przychylnością prawa...

Laudetur Iesus Christus!

Wbrew obiegowym opiniom rewolucja heretycka zwana dla zmylenia przeciwniku reformacją nie zaczęła się wcale od krytyki papiestwa, symonii, nepotyzmu i czego tam jeszcze eklezjofoby nie wymyślą. Marcin Luter zaczął swój bunt od zdeprecjonowania małżeństwa. Jak wiadomo ów herezjarcha klasztor i strój zakonny traktował tylko jako kryjówkę przed niechybną karą śmierci za pojedynek ze skutkiem śmiertelnym którego był sprawcą. Wiedziony nieuporządkowaną żarliwością swych lędźwi pragnął zaspokajać swoje żądze pomimo ślubów jakie był złożył.

Doktryna o tym, że małżeństwo jest sprawą doczesną i należy pod zarząd władzy świeckiej była rewolucją jak na owe czasy. Kościół do czasu upadku państw katolickich skutecznie opierał systemom filozoficznym i heretyckim uznającym małżeństwo li tylko jako umowę cywilnoprawną dwojga ludzi wolnych płci przeciwnej. Od czasu powstawania republik, masonerii a co za tym idzie także konkordatów Kościół coraz bardziej wychodził na przeciw starym luterańskim herezjom. I do dziś istnieją tak zwane małżeństwa konkordatowe - zawierane dla wygody i bez przemyślenia, że sprowadzają kapłana katolickiego do roli urzędnika państwowego, a sakrament małżeństwa do cywilnej uroczystości w sakralnym entourage... . Bo czyż nie jest już tak w mentalności wielu naszych miernych wiernych, że organizuje się wesele, zaprasza się na wesele, a ślub - ten umawia się dopiero po wybraniu terminu i miejsca wesela?  A zatem mamy do czynienia z masową ilością cywilnych ceremonii ślubnych z asystą kościelną. Śluby te w wielu przypadkach są i tak nieważne, ponieważ nupturienci traktują przysięgę małżeńską czysto zewnętrznie.

Potem nastał czas rewolucji seksualnej i znowu ugodzono w katolicką koncepcję małżeństwa. Z jednej strony poszła moda na współżycie bez małżeństwa  oraz przyzwolenie na takie praktyki w społeczeństwie, z drugiej strony dopuszczono możliwość uznania homozwiązków jako małżeństwa. Przez kilkadziesiąt lat poglądy te przechodziły do świadomości "wyzwolonych" społeczeństw a także protestanckich sekt tak, że dzisiaj w wielu denominacjach błogosławieństwo par homoseksualnych jest czymś oczywistym. Pozostał więc osamotniony Kościół, na którego co raz bardziej wywiera się presję, aby odstąpił od nauczania o małżeństwie prawdy. Ustępstwa Kościoła dotyczyły uznania, że homoseksualizm nie jest chorobą oraz wprowadzenia eufemistycznych zapisów w Katechizmie Kościoła Katolickiego. Z drugiej strony rozmachu nabrały działania aby zminimalizować dyskomfort rozwodników poprzez tworzenie dla nich specjalnych duszpasterstw oraz ułatwianie procedury unieważniania małżeństwa.

Mam świadomość iż z punktu widzenia kanonistów chodzi o stwierdzenie nieważności małżeństwa, jednak sposób w jaki ostatnio przeprowadza się te "procesy" ilość edyktów stwierdzających nieważność nasuwa poważne wątpliwości. W przypadku bowiem procesu o stwierdzenie nieważności małżeństwa nie chodzi o to kto przedstawi lepsze argumenty, ale o to czy sąd dojdzie do prawdy. I przed Panem Bogiem małżeństwa nie ma tylko wtedy gdy rzeczywiście zostało ono zawarte nieważnie. Już kodeks z 1983 r dopuszcza stwierdzenie nieważności z powodów które praktycznie nigdy nie zachodzą. Bo co to znaczy że ktoś: "ma poważny brak rozeznania oceniającego co do istotnych praw i obowiązków małżeńskich" czy też "niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej"? Oba przypadki bywają najczęstszą przyczyną stwierdzenia nieważności małżeństwa. Pierwszy oznaczałby że ktoś nie wie po co zawiera się małżeństwo, a takich osób dorosłych w polskim społeczeństwie po prostu nie ma, chyba że cierpią na upośledzenie umysłowe i to w stopniu co najmniej średnim. Drugi przypadek należy rozważać pod kątem istotnych obowiązków małżeńskich. Do istotnych obowiązków na pewno nie należy zdolność do utrzymywania porządku, pracowania, kształcenia się itd. Obowiązki małżeńskie są jasne i wynikają z natury małżeństwa oraz przysięgi, a więc chodzi o zdolność do podjęcia aktu małżeńskiego, kochania drugiej osoby, uczciwości oraz wierności. Przez zdolność do tego wszystkiego nie rozumie się automatycznie aktualizowanie tego wszystkiego i to że ktoś zdradził żonę czy męża nie jest powodem do stwierdzenia małżeństwa, to nie jest nawet przesłanka do tego by taki proces wszczynać. Rozwiązłość jest brakiem natury moralnej i dopiero jeśli wykaże się seksoholizm i to powstały przed zawarciem małżeństwa można procedować nieważność, to samo dotyczy innych chorób typu schizofrenia czy choroba dwubiegunowa afektywna. Absurdalnym jest stwierdzanie nieważności z powodu depresji czy nerwicy... . W praktyce wad przysięgi małżeńskiej spowodowanych chorobą lub brakiem rozeznania w kwestii małżeństwa jest dużo mniej niż w przypadku podstępu, który z kolei jest dużo rzadszą bo trudniejszą do dowodzenia przyczyną nieważności małżeństwa.

Franciszek promulgując Mitis Iudex Dominus Iesus jeszcze bardziej uprościł procedury. Od grudnia 2015 r już nie potrzeba aby o nieważności małżeństwa orzekały zgodnie dwa składy sędziowskie. Sprawami o nieważność małżeństwa mogą zajmować się sami ordynariusze. Rodzi to uzasadnione obawy że nie bojąc się tego sformułowania unieważnień małżeństw będzie jeszcze więcej niż dotąd. Jak bowiem inaczej określić ewidentne naciąganie norm pod sytuację nieszczęśliwych małżonków. Również wypowiedzi Franciszka, a osobliwie cały synod poświęcony rodzinie dokładają razów świętej instytucji małżeństwa. Dwuznaczne określenia, a przede wszystkim pycha która wyziera z rzekomej potrzeby rozeznawania sytuacji, dawno już przecież rozeznanej przez Chrystusa Pana suponują skandaliczny wniosek: małżeństwo nie cieszy się już przychylnością prawa w Kościele. 

Jakże znamiennym jest, że historia zatacza koło. Oto rewolucja heretycka rozpętana przez kacerza Marcina Lutra rozpoczęła się od zanegowania małżeństwa jako sakramentu Kościoła. Wreszcie w tych szczególnie trudnych dla rodziny czasach zadaje się instytucji małżeństwa razy ostateczne. Bo jak wobec tego wszystkiego mają się zachować pospolici wierni, którzy bez wyrobienia teologicznego, a często nawet podstawowej znajomości świętej Ewangelii błądzą pouczani przez fałszywych pasterzy? I być może znajdują się tacy którzy zachowali dogmat wiary w odniesieniu do małżeństwa, ale oni wymierają, zresztą wielu nieumacnianych prawdą z czasem też popada w odmęt herezji. Człowiek bowiem z zasady wybiera to co łatwiejsze i tylko dusze naprawdę święte zdołają się oprzeć modzie antymałżeńskiej. 

Uderzanie w małżeństwo rozbija rodzinę - podstawową jednostkę społeczną i kościelną. To w rodzinie dokonuje się zaczyn wychowania katolickiego dziatwy, to w rodzinie kształtują się cnoty, wyrabia się świętość. Bez katolickich rodzin nie będzie dobrych sług Kościoła świętego i w ogóle wszelkie dobre obyczaje zanikną. Jakież więc remedium na to stosować? Kto jest prawdziwym katolikiem i posiada rodzinę, ten niech zdrowo wychowuje dzieci. Jeśli tylko możliwe nie oddaje Lewiatanowi na wychowanie, ale kształci je w domu. Kto jest prawdziwym katolikiem i posiada rodzinę, ten niech odkrywa skarb katolickiej Mszy Świętej i nauczania, jakie z tą Mszą Świętą Wszechczasów jest złączone. Kto jest prawdziwym katolikiem i posiada rodzinę, niech pilnie troszczy się o jej zbawienie, nadchodzi bowiem sąd Boży! W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk

piątek, 20 października 2017

Reformacja - czy na pewno właściwe pojęcie?

Laudetur Iesus Christus!

W czasie gdy wielu modernistów świętuje na różne sposoby 500-lecie reformacji polecam pochylić się nad samym pojęciem reformacji. Jak dobrze wiadomo słowa są nośnikiem nie tylko informacji, ale także poglądów i tak określony desygnat może być opisany słowem neutralnym emocjonalnie, pejoratywnym lub pozytywnym. Na przykład prezbitera możemy określić słowem: kapłan, ksiądz lub klecha. Pierwsze sformułowanie ma charakter pozytywny, jest wręcz majestatyczne, drugie ma charakter neutralny, trzecie wyjątkowo negatywny. 

Reformacja jest urobiona od słowa reforma, które przeszło do języka polskiego z łaciny reformare znaczy po prostu przekształcać. Mamy więc reformę, która jest zmianą formy, a forma kojarzy się nam  z czymś zewnętrznym. Jest ona oczywiście istotna, ale ma zwykle mniejsze odniesienie do kwintesencji danej rzeczywistości aniżeli materia. Bo jeśli mamy wodę to istotniejsze jest dla nas jej tworzywo czyli związek wodoru i tlenu niźli jej stan skupienia. Jeśli zmienimy stan skupienia wody to pozostanie ona wodą, ale jeśli podmienimy pod atomy wodoru jakieś inne choćby żelazo, to zamiast wody otrzymamy rdzę... . Zatem termin reformacja oznaczałby proces zmiany rzeczywistości otaczającej istotę rzeczy. Do takiego wniosku próbują nas przekonać ci którzy tego pojęcia używają.

Zastanówmy się czy proces, którego desygnatem ma być reformacja w istocie rzeczy odpowiada pojęciu jakim jest ona opisywana. Za początek ruchu reformacyjnego czyli tak zwaną prereformację uznaje się wystąpienie Jana Wiklifa w XIV w. Jego dogmatyczne postulaty podważały urząd hierarchiczny Kościoła oraz naukę o transsubstancjacji. Czy reformy polegające na zniesieniu urzędów kościelnych przewidzianych dla ustroju Kościoła przez Pana Jezusa Chrystusa oraz próba podważenia substancjalnej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie są czymś zewnętrznym w stosunku do wiary katolickiej? Czy była to w istocie próba reformy?  A Jan Hus, który poza rzeczywistymi postulatami reform liturgicznych czyż może być nazwany reformatorem kościelnym jeśli głosił predestynację, mistycyzm eklezjologiczny czy odrzucał obecność substancjalną Pana Jezusa Chrystusa w sakramencie ołtarza? Dalej Waldensi, którzy głosili solibiblicyzm odrzucając Tradycję, wyznając powszechne kapłaństwo bez uznania urzędu hierarchicznego oraz odrzucając wszystkie sakramenty poza chrztem czyż mogą być uznawani za reformatorów? Czy reformą nazwiemy postulat Lutra, że władza doczesna jest ważniejsza niż duchowa, a małżeństwo wbrew temu co powiedział Pan Jezus Chrystus nie jest nierozerwalne? I tak można przejść przez kolejnych "reformatorów" Zwinglego, Kalwina czy Henryka VIII, który w ramach reformy założył własny "kościół" i ogłosił się jego głową. Co więc wyznacza ramy reformy? Czy jest to zaledwie zmiana obrzędowości, czy też dogmaty i prawdy wiary mogą być podciągnięte pod ową zewnętrzną zmianę jakiejś religii. Praktyka pokazuje, że zawsze zmiana doktryny pociąga zmianę religii, a nawet często zmiana obrzędowości powoduje ten sam skutek, gdyż w większości religii kult, czyli służba Boża jest centralnym aspektem religijności. Tak również jest w katolicyzmie. "Reformacja" nie uczyniła więc żadnej zmiany w katolicyzmie, stworzyła za to nową religię - protestantyzm, a ściślej rzecz ujmując grupę różnych fałszywych religii, bo każda denominacja ma własną doktrynę i własną obrzędowość.

Skoro więc doszliśmy do stwierdzenia, że reformacja nie odpowiada desygnatowi jakim był ruch społeczno-religijny trwający w łonie chrześcijaństwa od XIV w po dzień dzisiejszy to należy zaproponować jakiś zamiennik. Tym prawdziwym pojęciem okazuje się rewolucja heretycka. Rewolucja oznacza bowiem nagłą zmianę, z łaciny revolutio znaczy przewrót, postawienie czegoś do góry nogami. W ten sposób przebiegały zmiany zaprowadzane przez rewolucjonistów herezji protestanckiej. Początkowe fazy rewolucji nie trafiły na żyzny grunt. Epoka średniowiecza uniwersyteckiego dobrze przygotowała się intelektualnie na odparcie głoszonych w późniejszym czasie błędów. Niestety okres tak zwanego odrodzenia stworzył warunki politycznego wykorzystania postulatów kolejnych herezjarchów. I tak podaje się jako datę rewolucji heretyckiej błędnie określanej mianem reformacji rok 1517 chociaż był to już raczej punkt kulminacyjny, a nie początek. 

Nie trzeba chyba wskazywać w jakim środowisku ukuło się pojęcie reformacji. Z punktu widzenia sekt protestanckich ruch ten faktycznie jest reformacją, jednak patrząc integralnie na dzieje Kościoła była to rewolucja. Niestety pojęcie reformacji weszło do podręczników oświaty systemu kołłątajowsko-stalinowskiego i jako takie jest podawane naszej katolickiej dziatwie. Również młodzież katolicka w modernistycznych podręcznikach spotyka się z pojęciem reformacji. Stanowiska wyrażone w tej rzekomo katolickiej makulaturze są jak wiele osób twierdzi wyważone, czyli politycznie poprawne. W końcu sposób wyrażania rzeczywistości wychowuje i reformacja brzmi na pewno lepiej niż rewolucja heretycka. W rzeczywistości tam gdzie spotykamy się z "reformacją" postępuje protestantyzacja poglądów nie tylko na samą historię, ale także na doktrynę. Przeto protestujmy przed reformacją i nazywajmy ją konsekwentnie rewolucją heretycką. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk


niedziela, 22 stycznia 2017

Protestantyzm - najgorsze oblicze chrześcijaństwa

Laudetur Iesus Christus!

Przy przeglądzie głównych odłamów chrześcijaństwa nie sposób pominąć protestantyzmu. Chyba nie ma drugiej tak dużej i zróżnicowanej grupy chrześcijan z jednocześnie tak bardzo niekonsekwentną doktryną. Kiedy tradycyjny i wykształcony katolik myśli o protestantach jego serce odczuwa automatycznie lęk, ponieważ tak zwana reformacja była najmroczniejszą kartą w historii Kościoła i jedną z najczarniejszych w historii w ogóle. Na temat tak zwanej reformacji poświęcę jeszcze pewnie niejeden wpis. Dziś tylko zasygnalizuję problem i jednocześnie oświadczam, że tak zwaną reformację będę określał mianem rewolucji mnichów lub rewolucją heretycką.

Protestantyzm wbrew obiegowym opiniom nie zaczął się w 1517 r. Oczywiście data wystąpienia Lutra ma charakter przełomowy, jednak pierwsi protestanci zaczęli działać już w średniowieczu. Niejaki Piotr Waldo rozpoczął oficjalną krytykę Kościoła zakładając wspólnoty waldensów, jednak za prekursora idei protestanckich można uznać Jana Wiklifa - duchownego katolickiego, który poprzez skrajny biblicyzm, odrzucenie zwierzchnictwa kościelnego i nauki o transsubstancjacji wyraźnie odciął się od wiary katolickiej, chociaż nigdy nie został formalnie ekskomunikowany. Przez wspólnoty tradycji protestanckiej jest uważany za protoplastę protestanckiej rewolucji. Kolejnym powszechnie znanym "reformatorem" był Jan Hus - protestancki męczennik, a w rzeczywistości wichrzyciel. Jego upór i rewolucyjny talent spowodowały, że środkowa część Europy, w tym teren należące dziś do Polski zostały uwikłane w tak zwane wojny husyckie. Ta część rewolucji heretyckiej bywa nazywana w podręcznikach historii prereformacją. Niewiele grup powstałych w tamtym okresie przetrwała do dziś - większość została wchłonięta przez powstałe później główne nurty protestanckie.

Sam protestantyzm zrodził nie tyle z samych heretyckich zapędów części duchowieństwa katolickiego ile z okazji polityczno-społecznej w I poł. XVI w. Wtedy to powstał ruch protestantów, który można nazwać protestancką ortodoksją lub nurtem ewangelicko-reformowanym. Ten prąd protestancki jest w Polsce najbardziej rozpowszechniony i najbardziej rozpoznawalny. Zasadza się on na biblicyzmie, który polega na niekanonicznym czytaniu Biblii. Z czytania Pisma Świętego pozbawionego kontekstu Tradycji powstały poglądy sprzeczne z katolicką nauką, chociaż niektórzy badacze twierdzą, że to błędne poglądy były wcześniejsze od niehermeneutycznego czytania ksiąg natchnionych. Doszło nawet do tego, że część Pisma Świętego została przez rewolucjonistów zanegowana, stąd biblie protestanckie nie są i nie mogą być czytane przez katolików! Błędy tej części protestantów są jednak i gorsze. Przede wszystkim negują oni rolę człowieka w zbawieniu. Podczas gdy katolicy wierzą, że zbawia Bóg na podstawie wiary i uczynków będących świadectwem wyboru Boga przez człowieka, to protestanci ewangelicko-reformowani w zależności od wyznania uważają że człowiek nie ma wolnej woli, a Pan Bóg nie zbawia wszystkich ludzi, tylko tych których chce. Protestantyzm zwany ortodoksyjnym zmienia też istotę urzędu apostolskiego, który jest powierzony wszystkim wierzącym, pomimo wyraźnych przesłanek przeciwnych a zwartych w księgach uznawanych przez protestantów. Z sakramentów wspólnoty ewangelicko-reformowane zachowały tylko chrzest i wieczerzę (Eucharystię) przy czym tylko chrzest sprawują ważnie. Wreszcie negują większość dogmatów Kościoła. Jedynymi pewnymi podstawami do dialogu katolicko-ewangelickiego jest chrzest i wiara w Trójcę Świętą. Niestety nawet w kwestii natury Boga protestanci mijają się z katolickim rozumieniem. Oczywiście tych różnic można by jeszcze dużo wymieniać...

Kolejnym nurtem protestancki jest anglikanizm. Chociaż przez wykładowców ekumenizmu lubi być wyłączany z systematyki wspólnot protestanckich, to jednak w rzeczywistości zachowuje główne zasady protestanckie. Anglikanizm nie jest w Polsce znany - ten fenomen heretycki to głównie domena krajów anglosaskich. Dość powiedzieć, że zwierzchnikiem tego "kościoła" jest królowa Wielkiej Brytanii. Ma to oczywiście swoją zaszłość związaną z historią Henryka VIII, który w buncie przeciwko swojemu małżeństwu postanowił założyć własny "kościół" który dyspensuje go od zawartego małżeństwa. Co prawda tak zwany "high church" zachował wiele podobieństw do Kościoła, to jednak w żadnym znaczeniu nim nie jest. Przede wszystkim poza chrztem nie sprawuje się tam ważnych sakramentów. Sukcesja apostolska została przerwana o czym dobitnie świadczy encyklika Apostolicae curae papieża Leona XIII oraz praktyka tworzenia przez Benedykta XVI ordynariatów dla nawróconych anglikanów, gdzie duchowni anglikańscy byli obowiązani przyjmować święcenia kapłańskie. Anglikanizm ze względu na liturgię i zachowaną tradycję jest najbliższym katolicyzmowi wyznaniem, ale jednak wyznaniem protestanckim, a zatem i heretyckim.

Pozostaje jeszcze protestantyzm pentekostalny, zwany także ruchem zielonoświątkowym. Jest to ruch stosunkowo młody bo powstały w XIX w. a jednak bardzo rozpowszechniony na świecie i w Polsce. Protestanci pentekostalni odrzucają wszelki formalny ustrój kościelny. Obrzędowość sprowadzają tylko do chrztu, natomiast pozostałe modlitwy przebiegają spontanicznie. Głoszą skrajny indywidualizm religijny - każdy sam ma interpretować Biblię, co często prowadzi do nieporozumień, a nawet fanatyzmu. Często ugrupowania penetekostalne rzeczywiście żyją w sposób ewangeliczny, jednak brakuje im zasadniczych środków łaski, jakimi są sakramenty. W ten sposób chociaż usiłują odkrywać charyzmaty Ducha Świętego, to jednak zamykają się na te podstawowe, związane na przykład z urzędem kościelnym. Chociaż pentekostalizm jest dla współczesnych ludzi bardzo atrakcyjny (o czym świadczą licznie rozwinięty grupy odnowy charyzmatycznej w Kościele) to jednak trzeba pamiętać, że istnieje wielkie niebezpieczeństwo przekształcenia się tych grup w sekty, co bardzo często ma miejsce.

Ten krótki przegląd nurtów protestanckich pokazuje jak wiele tracą chrześcijanie protestanccy. Przede wszystkim w żadnej Wspólnocie protestanckiej nie ma sakramentów - środków zbawienia, które pozostawił Chrystus. Po wtóre nauczanie poszczególnych zborów różni się od siebie, co jest podobne do judaizmu talmudycznego, gdzie w różnych synagogach pojawiają się różne, często przeciwstawne interpretacje. Z tego powodu protestantyzm jest najbardziej zżydzoną formą chrześcijaństwa. Historia pokazuje, że żadna grupa heretycka nie przelała tyle krwi katolickiej co właśnie protestanci. Rewolucja heretycka spowodowała upadek ładu na świecie i przyczyniła się do rozkwitu kolejnych niebezpiecznych idei, które rozpoczęły choćby rewolucję oświeceniową, czy Wielką Rewolucję Francuską. To właśnie poglądy filozofów protestanckich przygotowały podstawę dla relatywizacji prawdy, totalitaryzmów XX wieku oraz obecnie doprowadzanej do końca rewolucji demo-liberalnej. Protestantyzm zawsze był wielkim wrogiem Kościoła i Chrystusa. Na dialogu z protestantem katolik skorzysta tylko wtedy kiedy nawróci protestanta. Wszelkie próby dogadywania się i wspólnego rozważania nad wiarą nie uczynią protestanta katolikiem, natomiast szybko zrobią z katolika protestanta... . Módlmy się więc dużo za protestantów i nie dajmy się uwieść ich heretyckim naukom.

Z katolickim pozdrowieniem:
Wyklęty kleryk